TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Hiperinflacja w Niemczech

Kategoria:
Gospodarka
Data:
14 czerwca 1923
Autor:
Natalia
Tagi:
Niemcy, kryzys gospodarczy, reparacje, Zagłębie Ruhry

14 czerwca 1923 roku na giełdzie berlińskiej urzędowy kurs dolara amerykańskiego po raz pierwszy przekroczył 100 tysięcy marek. Jeszcze 1 czerwca dolar kosztował niespełna 75 tysięcy, a 30 czerwca już 154 500 marek. Przed wojną, w lipcu 1914 roku, płacono za niego 4,20 marki. W czerwcu 1923 roku niemiecka inflacja, trwająca od początku wojny, weszła w ostatnią, katastrofalną fazę. Do listopada pieniądz stracił wszelką wartość: za dolara płacono 4,2 biliona marek, chleb kosztował setki miliardów, a ludzie wieczorem wydawali to, co zarobili rano. Wielka inflacja nie ma jednej daty. W kronikach zapisuje się ją zwykle pod czerwcem 1923 roku, gdy marka zaczęła tracić wartość z dnia na dzień. Za symboliczny dzień można uznać 14 czerwca, gdy urzędowy kurs dolara przekroczył próg 100 tysięcy marek. Niektóre popularne opracowania podają, że dolar kosztował 100 tysięcy marek już 9 czerwca, ale według urzędowych notowań Statystycznego Urzędu Rzeszy było to tego dnia 84 tysiące.

Pieniądz z prasy drukarskiej

Źródła inflacji sięgały wojny. Cesarstwo, przekonane o zwycięstwie, finansowało wojnę niemal wyłącznie pożyczkami, a nie podatkami. Spłatę długów miały pokryć odszkodowania od pokonanych. W 1914 roku zawieszono wymienialność marki na złoto, a Reichsbank przyjmował jako pokrycie emisji skarbowe papiery dłużne. W czasie wojny ilość pieniądza wzrosła kilkakrotnie, a kurs marki wobec dolara spadł mniej więcej o połowę. Klęska odwróciła rachunek: to Niemcy miały płacić reparacje, a dług państwa przekraczał roczny dochód narodowy.

Rządy Republiki Weimarskiej nie chciały, a w praktyce nie umiały, zrównoważyć budżetu. Musiały opłacać demobilizację, renty dla milionów inwalidów i wdów, dopłaty do żywności i kolei, a wyższe podatki groziły rewoltą. Ani lewica, ani prawica nie chciała ich nałożyć na swoich wyborców. Brakujące pieniądze drukowano. W styczniu 1920 roku dolar kosztował około 40 marek, a jesienią 1921 roku, po przyjęciu ultimatum londyńskiego z planem spłat 132 miliardów marek w złocie, ponad 100 marek. Umiarkowana inflacja miała swoje dobre strony: przemysł pracował pełną parą, bezrobocie było niskie, niemiecki eksport był tani, a długi państwa topniały. Część polityków i przemysłowców widziała w słabej marce argument, że Niemcy nie są w stanie płacić reparacji. Francja oskarżała Berlin, że celowo rujnuje własną walutę.

Latem 1922 roku inflacja wymknęła się spod kontroli. Zagraniczni bankierzy odmówili Niemcom pożyczek, dopóki nie zmniejszy się reparacji, a 24 czerwca 1922 roku nacjonaliści zamordowali ministra spraw zagranicznych Walthera Rathenaua. Zaufanie do marki załamało się. W czerwcu 1922 roku dolar kosztował około 300 marek, w grudniu około 7500. Wtedy zaczęła się hiperinflacja w ścisłym sensie, czyli wzrost cen o ponad połowę w ciągu miesiąca.

Rok 1923

Cios zadała okupacja Zagłębia Ruhry. Gdy w styczniu 1923 roku Francja i Belgia zajęły najważniejszy okręg przemysłowy Niemiec, rząd kanclerza Wilhelma Cuno wezwał do biernego oporu i obiecał, że Rzesza zapłaci za bezczynność. Opłacała pensje urzędników, zasiłki dla wydalonych, znaczną część płac górników i hutników oraz kredyty dla zakładów. Jednocześnie straciła podatki z najbogatszego regionu i musiała kupować za granicą węgiel, którego nie mogła wydobywać u siebie. Wszystko to finansował Reichsbank, który skupował weksle skarbowe i drukował banknoty. Pod koniec stycznia kurs dolara skoczył do 49 tysięcy marek.

Rząd próbował się bronić. Od lutego Reichsbank pod kierunkiem prezesa Rudolfa Havensteina rzucał na rynek złoto i dewizy i przez dwa miesiące utrzymywał dolara na poziomie około 20–21 tysięcy marek. 18 kwietnia akcja się załamała, bo zabrakło rezerw. W maju dolar kosztował już kilkadziesiąt tysięcy marek, 14 czerwca ponad 100 tysięcy, na koniec lipca 1,1 miliona. W czerwcu wprowadzono przepisy, które miały ukrócić spekulację dewizami, ale niczego nie zmieniły. Marka spadała, bo drukowano jej coraz więcej, a nikt nie chciał jej trzymać.

Życie w szaleństwie liczb

Od lata ceny rosły już nie z miesiąca na miesiąc, lecz z godziny na godzinę. Według zestawień przytaczanych w niemieckich opracowaniach w Berlinie w pierwszej połowie czerwca jajko kosztowało 800 marek, litr mleka 1440, kilogram ziemniaków 5000, a przejazd tramwajem 600 marek. Bochenek chleba, za który pod koniec 1922 roku płacono około 160 marek, w listopadzie 1923 roku kosztował około 200 miliardów. Reichsbank nie nadążał z drukiem: pracowały dla niego dziesiątki prywatnych drukarni i papierni, a banknoty o coraz wyższych nominałach drukowano tylko po jednej stronie. Latem pojawiły się banknoty milionowe, jesienią miliardowe, w końcu stubilionowe. Miasta, gminy, koleje i zakłady emitowały własny pieniądz zastępczy, Notgeld. Płace wypłacano codziennie, a nawet dwa razy dziennie. Żony czekały przy bramach fabryk, by od razu biec do sklepów, zanim ceny wzrosną znowu. Pieniądze noszono w walizkach, koszach i taczkach. Sprzedawcy wstrzymywali towar, bo każda sprzedaż oznaczała stratę. Rolnicy nie chcieli oddawać zboża za papier, więc w miastach brakowało żywności. Kto miał dolary, franki szwajcarskie albo towary na wymianę, żył dostatnio. Kto miał tylko marki, ubożał z dnia na dzień.

Najbardziej ucierpieli ci, którzy całe życie oszczędzali: urzędnicy, nauczyciele, emeryci, rentierzy, wdowy żyjące z odsetek, właściciele obligacji wojennych, które kupowali z patriotyzmu. Ich oszczędności, ubezpieczenia i papiery wartościowe wyparowały. Płace robotników i urzędników nie nadążały za cenami, a renty i zasiłki traciły wartość, zanim dotarły do adresatów. Zyskiwali dłużnicy, którzy spłacali dawne długi bezwartościowymi markami, właściciele ziemi, nieruchomości i fabryk oraz spekulanci. Przemysłowiec Hugo Stinnes, który za pożyczone i szybko tracące wartość marki skupował kopalnie, huty, gazety i hotele, stał się symbolem bogacenia się na nieszczęściu. Sam rząd też zyskiwał: dług wojenny Rzeszy, liczony w markach, praktycznie zniknął.

Z biedy rodził się gniew. Latem 1923 roku przez Niemcy przetoczyła się fala strajków i rozruchów głodowych, a w sierpniu tak zwane strajki przeciw Cuno przyczyniły się do upadku jego rządu. Skrajna prawica szukała winnych wśród „spekulantów”, którymi w jej propagandzie byli przede wszystkim Żydzi. 5 listopada 1923 roku w berlińskiej dzielnicy Scheunenviertel, zamieszkanej przez ubogich Żydów ze wschodu, tłum bezrobotnych, którym nie wypłacono zasiłków, podburzony plotką, że pieniądze wykupili Żydzi, splądrował żydowskie sklepy i pobił mieszkańców. Komuniści przygotowywali „niemiecki październik”, a w Bawarii i w Nadrenii narastały ruchy, które chciały oderwać się od Berlina.

Rentenmarka

13 sierpnia 1923 roku kanclerzem został Gustav Stresemann. Jego wielka koalicja uznała, że żadnej reformy walutowej nie da się przeprowadzić bez zakończenia walki w Zagłębiu Ruhry. 26 września rząd ogłosił koniec biernego oporu. We wrześniu i październiku inflacja osiągnęła szczyt: dolar kosztował w październiku miliardy marek, na początku listopada setki miliardów. W tym czasie trwały prace nad nową walutą. Karl Helfferich, dawny sekretarz skarbu cesarstwa i nacjonalista, proponował markę żytnią, opartą na cenie zboża. Minister rolnictwa, a od października minister finansów Hans Luther, przerobił ten plan na walutę opartą na złocie. Rozporządzenie z 15 października powołało Bank Rentowy (Rentenbank), którego kapitał zabezpieczała hipoteka na ziemi rolnej i majątku przemysłu. Bank miał wydawać rentenmarki, niewymienialne na złoto, ale liczone według wartości przedwojennej marki w złocie.

15 listopada 1923 roku Bank Rentowy zaczął wydawać nowe pieniądze. Jedna rentenmarka odpowiadała bilionowi marek papierowych, a kurs dolara ustalono 20 listopada na 4,2 biliona marek, czyli 4,20 rentenmarki, tyle co przed wojną. Kluczowe było to, że tym razem ilość pieniądza ściśle ograniczono, a państwo przestało pokrywać deficyt drukiem. Kontrolę nad tym powierzono komisarzowi walutowemu Hjalmarowi Schachtowi, który po śmierci Havensteina (20 listopada) został w grudniu także prezesem Reichsbanku. Rząd gwałtownie ciął wydatki i zwalniał urzędników. Ludzie uwierzyli w nowy pieniądz i inflacja ustała niemal z dnia na dzień, co nazwano „cudem rentenmarki”. Ustawa monetarna z 30 sierpnia 1924 roku, uchwalona razem z ustawami wykonującymi plan Dawesa, wprowadziła reichsmarkę, równą rentenmarce. Ustawa z lipca 1925 roku przywróciła wierzycielom część dawnych należności, na przykład hipoteki do 25 procent dawnej wartości, ale dla większości oszczędzających była to drobna rekompensata.

Spór o przyczyny

Ekonomiści spierają się o hiperinflację od stu lat. Bank Rzeszy i wielu niemieckich ekonomistów lat dwudziestych twierdziło, że winny był bilans płatniczy obciążony reparacjami: marka spadała, bo Niemcy musiały płacić za granicę, a drukowanie było tylko odpowiedzią na drożejące ceny. Zwolennicy teorii ilościowej, jak Ludwig von Mises i później Costantino Bresciani-Turroni, odpowiadali, że przyczyną był deficyt budżetowy pokrywany emisją pieniądza. Dziś większość historyków uważa, że reparacje były ważnym, ale nie jedynym czynnikiem. Niemcy w latach 1919–1922 zapłaciły w gotówce stosunkowo niewiele, a w 1923 roku nie płaciły Francji i Belgii wcale. O katastrofie zadecydowały polityczne wybory: finansowanie wojny długiem, niechęć do podatków po wojnie, a w 1923 roku decyzja, by opłacać bierny opór z prasy drukarskiej.

Znaczenie

Hiperinflacja trwała krótko, ale jej pamięć przetrwała pokolenia. Zrujnowała niemiecką klasę średnią, czyli tych, którzy mieli być oparciem republiki, i podkopała ich wiarę w państwo, w demokrację i w uczciwość pieniądza. Wielu Niemców wiązało „wielką inflację” z republiką, z reparacjami i z traktatem wersalskim, a nie z polityką cesarstwa, które zaczęło finansować wojnę z druku. Kryzys 1923 roku dał Adolfowi Hitlerowi pierwszą wielką okazję: w listopadzie spróbował zdobyć władzę w Monachium. Wtedy jeszcze przegrał, bo stabilizacja przyszła szybko.

Długi cień inflacji padł na lata trzydzieste. Strach przed jej powtórzeniem sprawił, że w czasie wielkiego kryzysu kanclerz Heinrich Brüning prowadził surową politykę oszczędności, obniżał płace i ceny i nie chciał zwiększać ilości pieniądza, co pogłębiało bezrobocie. Dopiero masowe bezrobocie lat 1930–1932, a nie sama inflacja z 1923 roku, przyniosło NSDAP miliony głosów. Ale ludzie, którzy w 1923 roku stracili wszystko, byli potem bardziej skłonni słuchać tych, którzy obiecywali zniszczenie „systemu”. Paradoksalnie to Hjalmar Schacht, twórca stabilizacji, w latach trzydziestych jako prezes Reichsbanku i minister gospodarki Hitlera finansował niemieckie zbrojenia, ukrywając ich koszty w specjalnych wekslach.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.