TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Powstanie hamburskie

Kategoria:
Działania zbrojne
Data:
23 października 1923
Autor:
Natalia
Tagi:
Niemcy, komunizm, ruch robotniczy, Ernst Thälmann

We wtorek 23 października 1923 roku o piątej rano uzbrojone grupy komunistów zaatakowały posterunki policji w robotniczych dzielnicach Hamburga i w okolicznych miejscowościach. Chodziło przede wszystkim o broń: powstańcy mieli jej tak mało, że pierwsze godziny walki poświęcili na zdobywanie karabinów z policyjnych magazynów. W dzielnicy Barmbek wyrosły barykady, które przez cały dzień odpierały ataki policji. Następnej nocy obrońcy po cichu je opuścili, a 24 i 25 października policja, wsparta przez marynarkę wojenną, zajmowała już puste ulice. Tak skończyła się jedyna w Niemczech zbrojna próba urzeczywistnienia planu, który kierownictwo Międzynarodówki Komunistycznej nazywało „niemieckim październikiem”. W walkach i strzelaninach zginęło około stu osób, w większości przypadkowych mieszkańców. Powstanie wybuchło dwa dni po tym, jak kierownictwo Komunistycznej Partii Niemiec (KPD) odwołało ogólnoniemieckie wystąpienie. Do dziś nie wiadomo na pewno, dlaczego Hamburg ruszył sam.

Niemcy jesienią 1923 roku

Rok 1923 był najgorszym rokiem Republiki Weimarskiej. W styczniu wojska francuskie i belgijskie zajęły Zagłębie Ruhry, a rząd w Berlinie wezwał ludność do biernego oporu i opłacał go z prasy drukarskiej. Skutkiem była hiperinflacja: jesienią za dolara płacono miliardy, potem biliony marek, płace traciły wartość w ciągu kilku godzin, a w miastach brakowało żywności. W sierpniu fala strajków obaliła rząd kanclerza Wilhelma Cuno. Jego następca Gustav Stresemann 26 września odwołał bierny opór, a prezydent Friedrich Ebert ogłosił w całej Rzeszy stan wyjątkowy i przekazał władzę wykonawczą wojsku. Na prawicy nazwano to kapitulacją. W Bawarii władzę przejął nacjonalista Gustav von Kahr, który otwarcie lekceważył Berlin, a w Monachium Adolf Hitler szykował „marsz na Berlin” na wzór Mussoliniego. 1 października nielegalne formacje tak zwanej Czarnej Reichswehry próbowały puczu w Kostrzynie. 21 października separatyści, popierani przez Francuzów, proklamowali w Akwizgranie Republikę Reńską.

Komuniści zyskiwali w tym kryzysie jak nikt inny. Bezrobotni, zrujnowani inflacją robotnicy i część młodzieży odwracali się od socjaldemokratów, którzy współrządzili republiką. KPD, która od zjednoczenia z lewicą Niezależnej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec w 1920 roku była partią masową, tworzyła paramilitarne „setki proletariackie”, ćwiczące musztrę i strzelanie. Pamięć o klęskach z lat 1919–1921, od powstania spartakusowców po krwawe stłumienie powstania w Zagłębiu Ruhry, była świeża, ale wielu działaczy uważało, że tym razem sytuacja przypomina Rosję z jesieni 1917 roku.

Plan „niemieckiego października”

Tak samo myśleli przywódcy bolszewiccy. W sierpniu 1923 roku przewodniczący Kominternu Grigorij Zinowjew wezwał KPD, by przygotowała się na zbliżający się kryzys rewolucyjny, a 23 sierpnia tajne posiedzenie Biura Politycznego w Moskwie uznało, że trzeba go wykorzystać. Za powstaniem opowiadali się Zinowjew, specjalista od spraw niemieckich Karol Radek i Lew Trocki, sceptyczny był Józef Stalin. Ciężko chory Włodzimierz Lenin nie mówił już od marca i w decyzjach nie uczestniczył. Do Niemiec wysłano potajemnie grupę emisariuszy, wśród nich Radka, Jurija Piatakowa i Józefa Unszlichta, który miał zająć się uzbrojeniem, a ambasada w Berlinie zarządzała pieniędzmi na zakup broni. Komunistyczne Niemcy, przemysłowe i ludne, miały wydobyć rewolucję rosyjską z izolacji. Według części relacji Trocki chciał wyznaczyć termin powstania na 9 listopada, piątą rocznicę rewolucji z 1918 roku.

Przewodniczący KPD Heinrich Brandler długo się wahał, ale we wrześniu w Moskwie dał się przekonać i zapewniał, że partia wystawi w ciągu kilku tygodni kilkanaście dywizji. Lewe skrzydło partii, z Ruth Fischer w Berlinie i Ernstem Thälmannem w Hamburgu, od dawna parło do walki. Punktem wyjścia miały być Saksonia i Turyngia, gdzie rządzili lewicowi socjaldemokraci. 10 października komuniści weszli do saskiego rządu Ericha Zeignera, a Brandler objął kierownictwo kancelarii państwowej. 16 października KPD weszła też do rządu Turyngii. Wejście do koalicji było legalne, a socjaldemokraci liczyli, że wspólnie obronią swoje kraje przed bawarską prawicą, ale w Berlinie nikt nie wątpił, że komuniści traktują rządy jako odskocznię do powstania.

Rząd Rzeszy uprzedził ich ruch. Generał Alfred Müller, który w Saksonii sprawował władzę wykonawczą w ramach stanu wyjątkowego, 13 października zakazał setek proletariackich i podporządkował sobie saską policję, a do kraju zaczęły wkraczać oddziały Reichswehry. 21 października KPD zwołała do Chemnitz konferencję rad zakładowych, związkowców i delegatów robotniczych. Miała ona proklamować strajk generalny, który byłby sygnałem do powstania. Gdy Brandler przedstawił ten wniosek, socjaldemokraci zagrozili opuszczeniem sali, a delegaci przyjęli go chłodno. Kierownictwo partii uznało, że komuniści są osamotnieni nawet w Saksonii, i odwołało powstanie. August Thalheimer nazwał potem tę konferencję „pogrzebem trzeciej klasy” niemieckiej rewolucji.

Hamburg rusza sam

W Hamburgu komuniści byli silni. Partia liczyła w mieście około 14 tysięcy członków, a w dzielnicach robotniczych, jak Barmbek, zdobywała w wyborach co piąty głos. Lokalnym kierownictwem okręgu Wybrzeże (Wasserkante) kierował Hugo Urbahns, a jedną z najważniejszych postaci był Ernst Thälmann, przewodniczący partyjnej frakcji w hamburskim parlamencie, Bürgerschaft. Oddziałami bojowymi w Barmbeku dowodził Hans Kippenberger, późniejszy szef tajnego aparatu wojskowego KPD.

W nocy z 22 na 23 października kierownictwo okręgu wydało rozkaz rozpoczęcia walki. Dlaczego, nie wiadomo do dziś. Według jednej wersji do Hamburga dotarła informacja, że powstanie ma się zacząć, zanim konferencja w Chemnitz je odwołała, a kurier z odwołaniem przyjechał za późno. Według innej radykalne kierownictwo okręgu chciało zmusić ostrożną centralę w Berlinie do działania. Byli działacze aparatu wojskowego pisali po latach, że wystąpienie było swego rodzaju próbą sił, za którą stali emisariusze z Moskwy. Żadnej z tych wersji nie da się dziś rozstrzygnąć.

O piątej rano 23 października grupy powstańców uderzyły na posterunki policji. Źródła różnią się co do liczb: według jednych zaatakowano 26 posterunków i zdobyto broń w 17, według innych zdobyto 24 posterunki, 17 w Hamburgu i 7 w okolicznych miejscowościach należących do pruskiej prowincji Szlezwik-Holsztyn. Łupem padło około 250 karabinów. Niejasna jest też liczba uczestników. Mimo 14 tysięcy członków partii czynnie walczyło, według niemieckich opracowań, zaledwie około trzystu ludzi, według innych szacunków na początku około 1300, a w ciągu całego powstania kilka tysięcy. Większość komunistów, robotników i mieszkańców pozostała w domach. Hamburska KPD nie przygotowała strajku, a socjaldemokratyczni robotnicy portowi i stoczniowi do walki się nie przyłączyli.

Akcja rozprzestrzeniła się na okolice. W Schiffbeku i Bramfeldzie powstańcy rozbroili posterunki, w Bad Oldesloe, Ahrensburgu i Rahlstedt zablokowali tory i drogi, a w miasteczku Bargteheide aresztowali naczelnika gminy i ogłosili „Republikę Rad Stormarn”. Na plakatach rozlepionych w Schiffbeku wzywali: „Niech żyją radzieckie Niemcy! Niech żyje światowa rewolucja!”. Policja szybko odzyskała inicjatywę. W większości miejsc powstanie upadło w ciągu kilku godzin, w Schiffbeku po południu.

Najdłużej walczył Barmbek. Mieszkańcy pomagali budować barykady z kostki brukowej, przewróconych wozów i ściętych drzew i przynosili powstańcom jedzenie. Strzelcy, rozstawieni na dachach i w oknach, przez cały dzień odpierali ataki policji. Podobnie było w części dzielnicy Eimsbüttel. Hamburska policja, wzmocniona oddziałami z innych miast, otrzymała wsparcie marynarki: do portu wpłynęły krążownik „Hamburg” i dwa torpedowce. Wieczorem, przekonani, że z innych części Niemiec pomoc nie nadejdzie, powstańcy z Barmbeku po cichu opuścili barykady i rozeszli się albo ukryli. Gdy 24 października policja przystąpiła do generalnego natarcia, trafiła w próżnię. Pojedyncze strzelaniny i przeszukania trwały jeszcze do 25 października, który zwykle uznaje się za dzień zakończenia powstania.

Ofiary i represje

Według najczęściej podawanych danych zginęło 17 policjantów, 21 lub 24 powstańców i 61 osób postronnych, czyli łącznie około stu ludzi. Ponad trzysta osób zostało rannych. Wysoka liczba ofiar wśród cywilów wynikała z walk na gęsto zaludnionych ulicach, w których obie strony strzelały na oślep, a policja przeczesywała kamienice w poszukiwaniu strzelców. Aresztowano około 1400 osób, a kilkuset postawiono przed sądami. Największy proces, przeciw 191 uczestnikom walk w Schiffbeku, ruszył w lutym 1925 roku w Altonie. Wśród skazanych byli komunistyczni posłowie do hamburskiego parlamentu. Urbahns, aresztowany w styczniu 1924 roku, wziął na siebie polityczną odpowiedzialność za powstanie i został skazany na dziesięć lat twierdzy, ale wyszedł na wolność jako wybrany w międzyczasie poseł do Reichstagu. Thälmann i Kippenberger ukrywali się przez kilka miesięcy.

Rzeczywisty udział Thälmanna w powstaniu jest sporny. Propaganda KPD, a potem Niemieckiej Republiki Demokratycznej, przedstawiała go jako przywódcę walk na barykadach. Jeden z dawnych członków aparatu wojskowego KPD, Erich Wollenberg, twierdził natomiast, że Thälmann jako jawny działacz partyjny nie miał nic wspólnego z konspiracyjnym przygotowaniem akcji i nie brał udziału w walkach. Historycy przyjmują, że należał do kierownictwa, które parło do powstania, ale bojem nie dowodził.

Koniec „niemieckiego października”

Hamburg był epizodem, a rozstrzygnięcie zapadło gdzie indziej. Już 21 października wojsko zaczęło strzelać do demonstrantów w Saksonii. Najkrwawsze zajście miało miejsce 27 października we Freibergu, gdzie żołnierze zabili ponad dwadzieścia osób. Gdy premier Zeigner odmówił usunięcia komunistów z rządu, Ebert na mocy artykułu 48 konstytucji ogłosił 29 października egzekucję Rzeszy przeciwko Saksonii. Wojsko wyprowadziło ministrów z ich biur, a komisarz Rzeszy przejął władzę do czasu, gdy następnego dnia powstał rząd złożony z samych socjaldemokratów. W Turyngii, do której Reichswehra wkroczyła na początku listopada, komuniści w połowie miesiąca opuścili rząd.

Ostra rozprawa z lewicową Saksonią przy jednoczesnej bezczynności wobec prawicowej Bawarii oburzyła socjaldemokratów, którzy na początku listopada wystąpili z rządu Stresemanna. 8 i 9 listopada Hitler spróbował przewrotu w Monachium i poniósł klęskę. 23 listopada generał Hans von Seeckt, który w nocy z 8 na 9 listopada przejął od Eberta pełnię władzy wykonawczej w Rzeszy, zakazał zarówno KPD, jak i NSDAP. Zakaz komunistów obowiązywał do 1 marca 1924 roku. W Moskwie szukano winnych. Komintern oskarżył Brandlera i Thalheimera o „oportunizm” i odsunął ich od kierownictwa, które przejęło lewe skrzydło Ruth Fischer i Arkadija Masłowa, a w 1925 roku Thälmann. Spór o przyczyny klęski stał się też orężem w walce o władzę po Leninie: „trojka” Stalina, Zinowjewa i Lwa Kamieniewa obwiniała zwolenników Trockiego, a Trocki obwiniał Zinowjewa i Komintern o zmarnowanie rewolucyjnej szansy.

Znaczenie

Dla samej republiki powstanie hamburskie było mniej groźne niż jesienny kryzys w Bawarii, ale jego skutki sięgały daleko. Hamburska KPD uczyniła z niego legendę garstki bohaterów walczących z przytłaczającą przewagą. Thälmann co roku pisał o „lekcjach powstania hamburskiego”, a w NRD stało się ono jednym z mitów założycielskich państwa. Wnioski, jakie z klęski wyciągnęło kierownictwo partii, były jednak autorytarne. Za przyczynę uznano zbyt luźną organizację i brak dyscypliny, więc KPD, pod hasłem „bolszewizacji”, przebudowano na wzór partii rosyjskiej, ściśle podporządkowanej Moskwie.

Jeszcze ważniejsze było to, co powstanie zrobiło z niemiecką lewicą. Socjaldemokraci, którzy w Hamburgu rządzili, uznali komunistów za wrogów republiki i zaostrzyli wobec nich represje. Komuniści odpłacili nienawiścią do „zdrajców” z SPD, którą pod koniec lat dwudziestych, za Thälmanna, Komintern nazwał „socjalfaszyzmem”. Gdy w 1932 roku Hitler stał u progu władzy, obie partie robotnicze, razem silniejsze od nazistów, nadal walczyły przede wszystkim ze sobą. Zarazem jesień 1923 roku utrwaliła w niemieckim mieszczaństwie lęk przed bolszewicką rewolucją. W wyborach w 1924 roku w Hamburgu wyraźnie zyskali nacjonaliści, a nazistowska propaganda latami straszyła „czerwonym powstaniem”. Kiedy po pożarze Reichstagu w lutym 1933 roku Hitler ogłosił, że komuniści szykują przewrót, i kazał aresztować tysiące ich działaczy, w tym Thälmanna, wielu Niemców uwierzyło mu właśnie dlatego, że pamiętało rok 1923.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.