TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Czarny maj

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Atlantyk
Data:
24 maja 1943
Autor:
Łukasz
Tagi:
bitwa o Atlantyk, U-Booty, Kriegsmarine, Royal Navy

24 maja 1943 roku dowództwo niemieckiej floty podwodnej nadało do okrętów na północnym Atlantyku rozkaz, jakiego nie wydało przez całą dotychczasową wojnę: przerwać ataki na konwoje i odejść na południe. Wielki admirał Karl Dönitz, od stycznia naczelny dowódca Kriegsmarine, który zachował zarazem bezpośrednie dowództwo nad U-Bootami, zapisał w dzienniku działań wojennych, że straty osiągnęły poziom nie do przyjęcia, a walka z konwojami na północnym Atlantyku nie jest w tej chwili możliwa. Większość okrętów miała przejść na obszar na południowy zachód od Azorów, gdzie spodziewano się słabszej obrony, a część wrócić do baz.

Rozkaz zamykał miesiąc, który Niemcy nazwali „czarnym majem” (Schwarzer Mai). W ciągu kilku tygodni flota podwodna straciła ponad czterdzieści okrętów, mniej więcej czwartą część jednostek operujących na morzu, a zatopiła znacznie mniej statków niż w poprzednich miesiącach. Po wojnie Dönitz napisał w pamiętnikach krótko: „Przegraliśmy bitwę o Atlantyk”. Historycy uznają maj 1943 roku za punkt zwrotny bitwy o Atlantyk, najdłuższej kampanii drugiej wojny światowej.

Szczyt sił i początek klęski

Wiosną 1943 roku flota podwodna była silniejsza niż kiedykolwiek. W maju Dönitz dysponował około 240 okrętami gotowymi do działań, z których w morzu przebywało jednocześnie około 120. Na północnym Atlantyku ustawiał je w długich liniach patrolowych, nazywanych imionami zwierząt i rzek – w maju były to między innymi grupy „Fink”, „Elbe”, „Rhein”, „Donau” i „Mosel” – które przecinały trasy konwojów płynących między Ameryką Północną a Wielką Brytanią. Niemiecka służba nasłuchu i kryptologii B-Dienst wciąż odczytywała brytyjski szyfr konwojowy i często wiedziała, gdzie konwoje mają się zbierać i jakie zmiany kursu dostały.

W marcu ta machina odniosła największe sukcesy. W bitwie o konwoje HX 229 i SC 122 wilcze stado zatopiło 22 statki, a całe alianckie straty w tym miesiącu przekroczyły 120 statków. W brytyjskiej Admiralicji poważnie zastanawiano się, czy system konwojów jeszcze działa. Jednak w kwietniu, gdy niemieckie okręty wracały do baz na uzupełnienie, alianci wprowadzili do walki kolejne środki: samoloty bardzo dalekiego zasięgu, lotniskowce eskortowe i grupy wsparcia, które zamykały lukę nad środkiem Atlantyku. Pierwszą dużą próbą sił po tej zmianie była bitwa o konwój ONS 5, rozpoczęta pod koniec kwietnia.

ONS 5: noc we mgle

Konwój ONS 5, złożony z ponad czterdziestu statków płynących pod balastem z Liverpoolu do Halifaksu, osłaniała brytyjska grupa eskortowa B7 komandora porucznika Petera Grettona. Od końca kwietnia konwój walczył ze sztormem, który rozproszył statki i wyczerpał paliwo niszczycieli; sam Gretton musiał odejść na swoim niszczycielu „Duncan” do Nowej Fundlandii i dowództwo przejął komandor podporucznik Robert Sherwood na fregacie „Tay”. Admiralicja przysłała dwie grupy wsparcia, 3. i 1., ale część okrętów także musiała zawrócić z braku paliwa.

4 i 5 maja Dönitz skierował przeciw konwojowi ponad czterdzieści okrętów z grup „Star” i „Fink”. U-Booty zatopiły w ciągu doby ponad dziesięć rozproszonych statków i wydawało się, że czeka go powtórka marcowego sukcesu. Wieczorem 5 maja konwój wszedł jednak w pas mgły nad Ławicą Nowofundlandzką, gdzie ciepły Prąd Zatokowy styka się z zimnym Prądem Labradorskim. Widoczność spadła do stu metrów. Niemcy, płynący na powierzchni, przestali widzieć cokolwiek, natomiast eskortowce miały nowy radar centymetrowy, który wykrywał kiosk okrętu podwodnego z kilku kilometrów. W nocy z 5 na 6 maja korwety, slupy i niszczyciele raz po raz wychodziły na kontakty radarowe, taranowały, obrzucały bombami głębinowymi i miotaczami „Hedgehog” okręty, które nie wiedziały, skąd nadchodzi atak. Rano 6 maja Dönitz przerwał operację.

Bilans był bezprecedensowy. Konwój stracił 13 statków, ale Niemcy stracili w walce o niego sześć okrętów, a kilka innych wróciło do baz ciężko uszkodzonych. Do tej pory wilcze stado płaciło za sukces jednym, najwyżej dwoma okrętami. Po ONS 5 obie strony zrozumiały, że dobrze wyszkolona eskorta z nowym wyposażeniem nie tylko broni konwoju, ale zabija atakujących.

HX 237 i SC 129: lotniskowiec przy konwoju

Kolejne bitwy przyniosły podobny wynik. Konwój HX 237, płynący z Nowego Jorku do Wielkiej Brytanii, osłaniała od 7 maja kanadyjska grupa eskortowa C2 i grupa wsparcia z brytyjskim lotniskowcem eskortowym „Biter”. Jego samoloty Fairey Swordfish krążyły nad konwojem i zmuszały U-Booty grup „Rhein” i „Elbe” do zanurzania się, zanim zdołały zająć pozycje do ataku. Niemcy zatopili trzy statki, wszystkie maruderów, którzy oddalili się od konwoju, i stracili trzy okręty. Jeden z nich, U-456, został 12 maja trafiony przez Liberatora nową bronią – samonaprowadzającą się na odgłos śrub torpedą lotniczą, nazywaną „Fido” – w jednym z pierwszych jej bojowych użyć.

Równolegle, 200 mil na południowy zachód, dwanaście U-Bootów zaatakowało konwój SC 129. Prowadzący eskortę komandor Donald Macintyre na niszczycielu „Hesperus” stracił 11 maja dwa statki, ale w nocy zatopił bombami głębinowymi U-186 i ciężko uszkodził inne okręty. Gdy 13 maja nadpłynął „Biter” ze swoimi samolotami, dowództwo U-Bootów odwołało atak.

SC 130 i śmierć Petera Dönitza

Najwyraźniej zmianę pokazała bitwa o konwój SC 130, który wyszedł z Halifaksu 11 maja z 37 statkami. Od 15 maja osłaniała go znów grupa B7 Grettona, tym razem w komplecie, a od 19 maja także 1. grupa wsparcia. Przeciw konwojowi Dönitz skierował około 25 okrętów, głównie z grupy „Donau”. Tym razem jednak od pierwszego dnia nad statkami pojawiały się samoloty: Liberatory 120. dywizjonu RAF Coastal Command z Islandii i Hudsony z innych baz. Okręty, które próbowały wyprzedzić konwój na powierzchni, raz po raz musiały się zanurzać, traciły kontakt i trafiały na eskortowce prowadzone przez radar i namierniki radiowe.

19 maja slup „Sennen” i fregata „Jed” z grupy wsparcia zaatakowały pociskami „Hedgehog” okręt U-954. Zginęła cała załoga, w tym 21-letni podporucznik marynarki Peter Dönitz, młodszy syn dowódcy floty podwodnej, który służył na okręcie jako oficer wachtowy. (Część nowszych opracowań przypisuje zatopienie U-954 Liberatorowi lub innym okrętom eskorty; nie zmienia to faktu, że okręt zginął przy konwoju SC 130). Dönitz dowiedział się o śmierci syna w trakcie bitwy, którą sam kierował ze sztabu. Rok później, w maju 1944 roku, zginął także jego starszy syn Klaus, służący na kutrze torpedowym.

20 maja Liberator 120. dywizjonu zatopił U-258 i dowództwo U-Bootów odwołało atak. Konwój SC 130 nie stracił ani jednego statku, a Niemcy stracili przy nim co najmniej trzy okręty, kilka innych zostało uszkodzonych. Trzy dni później, 22 i 23 maja, podobnie skończyły się ataki na konwoje ON 184 i HX 239, które osłaniały lotniskowce eskortowe – amerykański „Bogue” i brytyjski „Archer”. Samoloty Grumman Avenger z „Bogue” zniszczyły 22 maja U-569, a 23 maja Swordfish z „Archera” zatopił U-752 pociskami rakietowymi – był to pierwszy U-Boot zniszczony przez samolot uzbrojony w rakiety. Przy obu konwojach nie zatonął żaden statek.

Dlaczego wilcze stada przegrały

Czarny maj nie był dziełem jednego wynalazku ani jednego dowódcy. Złożyło się na niego kilka zmian, które dojrzewały od miesięcy i zaczęły działać jednocześnie.

Najważniejsze było lotnictwo. Samoloty bardzo dalekiego zasięgu (VLR), przede wszystkim przebudowane Liberatory, latały z Irlandii Północnej, Islandii i od maja także z Nowej Fundlandii, gdzie zaczęły działać Liberatory kanadyjskie. Luka powietrzna nad środkiem oceanu, w której wilcze stada działały dotąd bezkarnie, skurczyła się do wąskiego pasa, a tam, gdzie samoloty lądowe nie sięgały, pojawiały się lotniskowce eskortowe. Samolot rzadko zatapiał okręt podwodny, ale zmuszając go do zanurzenia, odbierał mu prędkość i kontakt z konwojem – a bez tego taktyka wilczego stada przestawała działać.

Drugą zmianą były okręty. Do wiosny 1943 roku eskorta konwoju była zwykle zbyt nieliczna, by ścigać wykryty okręt podwodny aż do skutku: każdy eskortowiec odesłany w pościg osłabiał osłonę statków. Teraz Admiralicja, a zwłaszcza dowódca Podejść Zachodnich admirał Max Horton, miała do dyspozycji grupy wsparcia – zespoły niszczycieli, fregat i slupów, często z lotniskowcem eskortowym – które nie odpowiadały za żaden konwój, tylko przychodziły tam, gdzie zbierały się U-Booty, i mogły polować na nie godzinami. Same grupy eskortowe były już zgrane i doświadczone, a ich dowódcy, tacy jak Gretton, Macintyre czy komandor Frederic John Walker, wypracowali skuteczne procedury współdziałania.

Trzecią zmianą była technika. Radar centymetrowy, zbudowany dzięki magnetronowi, wykrywał wynurzony okręt w nocy i we mgle, a niemieckie odbiorniki ostrzegawcze „Metox” go nie słyszały. Pokładowe namierniki radiowe HF/DF pozwalały eskortowcom określić kierunek, z którego U-Boot nadawał meldunek do dowództwa – a taktyka wilczych stad wymagała, by nadawał często. Miotacz „Hedgehog” rzucał przed dziób okrętu salwę ładunków, dzięki czemu eskortowiec nie tracił kontaktu sonarowego w chwili ataku, jak przy klasycznych bombach głębinowych. Samoloty dostały silniejsze bomby, reflektory Leigh do nocnych ataków, rakiety i torpedy akustyczne.

Czwartym elementem był wywiad. Od grudnia 1942 roku kryptolodzy z Bletchley Park znów odczytywali szyfr „Triton”, używany przez U-Booty na Atlantyku, choć z opóźnieniami i przerwami. Informacje wywiadu Ultra pozwalały kierować konwoje z dala od linii patrolowych i wysyłać grupy wsparcia tam, gdzie były potrzebne. Niemcy przez cały maj nadal czytali brytyjski szyfr konwojowy, ale ta przewaga nie wystarczała, gdy nawet wykryty konwój umiał się obronić. Admiralicja wymieniła zresztą szyfr w czerwcu 1943 roku i od tego czasu B-Dienst praktycznie stracił wgląd w ruch konwojów.

Do tego dochodziła ofensywa lotnicza nad Zatoką Biskajską, przez którą U-Booty wypływały z baz we Francji i do nich wracały. W maju samoloty Coastal Command zatopiły tam kilka okrętów, a wiele innych zmusiły do powrotu. Za wszystkim stała wreszcie przewaga przemysłowa: amerykańskie stocznie budowały statki szybciej, niż U-Booty mogły je zatapiać, a wojna tonażowa, na której Dönitz opierał swoją strategię, była już w praktyce przegrana.

24 maja: odwrót

Po klęsce przy SC 130, ON 184 i HX 239 Dönitz nie miał złudzeń. 24 maja polecił okrętom z północnego Atlantyku przejść na obszar na południowy zachód od Azorów, gdzie miały atakować konwoje płynące ze Stanów Zjednoczonych na Morze Śródziemne; okręty z małym zapasem paliwa wróciły do baz. Na trasach konwojów między Ameryką a Wielką Brytanią zostało tylko kilka jednostek, które miały prowadzić ożywioną korespondencję radiową, by alianci sądzili, że wilcze stada nadal tam czekają. W dzienniku działań wojennych dowództwo zapisało, że chodzi o przerwę, a okręty wrócą na północny Atlantyk, gdy dostaną nową broń: lepsze uzbrojenie przeciwlotnicze, odbiorniki ostrzegające przed nowymi radarami i torpedy akustyczne przeciw eskortowcom.

Dönitz pojechał z meldunkiem do Hitlera. Według zapisu narady z 31 maja zapowiedział, że wojna podwodna musi trwać nawet bez dawnych sukcesów, bo wiąże ogromne siły aliantów, które inaczej zostałyby użyte przeciw Rzeszy. Hitler się z tym zgodził. Odwrót miał więc być przejściowy, ale w rzeczywistości oznaczał koniec okresu, w którym U-Booty mogły zagrozić przerwaniem linii zaopatrzenia Wielkiej Brytanii.

Często spotykane stwierdzenie, że Dönitz wycofał większość U-Bootów „z Atlantyku”, wymaga uściślenia: chodziło o wycofanie z północnego Atlantyku, z głównego szlaku konwojowego między Ameryką Północną a Wyspami Brytyjskimi. Okręty nadal działały na środkowym i południowym Atlantyku, a także dalej, na Oceanie Indyjskim.

Bilans miesiąca

Liczby strat różnią się w zależności od źródła i sposobu liczenia. Amerykański historyk Clay Blair podaje 41 okrętów straconych w maju, inne zestawienia, wliczające wypadki i okręty zaginione z nieznanych przyczyn, mówią o 43 – i tę liczbę przytacza też podawana często wersja wydarzeń. Mniej niż połowa z nich zginęła w walkach o konwoje, kilkanaście padło ofiarą lotnictwa podczas patroli, w tym kilka nad Zatoką Biskajską. Szacunkowo blisko dwa tysiące marynarzy zginęło lub dostało się do niewoli. Było to dwa razy więcej, niż wynosiły straty w jakimkolwiek wcześniejszym miesiącu, i więcej, niż stocznie mogły odbudować: w 1943 roku oddawały do służby około 20 okrętów miesięcznie.

Po stronie alianckiej obraz był odwrotny. Na Atlantyku U-Booty zatopiły w maju około 34 statków o pojemności około 134 tysięcy BRT – i to jest liczba, z którą zestawia się zwykle niemieckie straty. Na wszystkich morzach okręty podwodne zatopiły około 50 statków o pojemności około 265 tysięcy BRT, a łącznie z ofiarami lotnictwa, min i okrętów nawodnych alianci stracili w maju około 58 statków o pojemności blisko 300 tysięcy BRT. W marcu było to ponad dwa razy więcej. Po raz pierwszy w wojnie Niemcy tracili mniej więcej jeden okręt podwodny na każdy zatopiony statek na głównym teatrze – a przez wcześniejsze lata wymiana wynosiła kilkanaście, w najlepszych okresach kilkadziesiąt statków na jeden okręt.

Miejsce w wojnie

Czarny maj zakończył kryzys bitwy o Atlantyk, który trwał od jesieni 1942 roku i osiągnął szczyt w marcu 1943 roku. W czerwcu na północnym Atlantyku nie zaatakowano niemal żadnego konwoju, a statki przechodziły między Ameryką a Wielką Brytanią bez strat. U-Booty, które przeszły w rejon Azorów, natrafiły tam latem na amerykańskie grupy z lotniskowcami eskortowymi i poniosły kolejne ciężkie straty. Jesienią 1943 roku Dönitz wysłał je ponownie na północny Atlantyk z nowym uzbrojeniem przeciwlotniczym i akustycznymi torpedami Zaunkönig, ale próba ta, choć kosztowała życie wielu marynarzy eskortowców, nie przyniosła powrotu do sukcesów z lat 1940–1942. Później do akcji weszły okręty z chrapami, pozwalającymi ładować akumulatory pod wodą, a pod koniec wojny nowe okręty elektryczne, ale przyszły zbyt późno i w zbyt małej liczbie.

Klęska U-Bootów miała znaczenie daleko wykraczające poza ocean. Bezpieczny szlak przez Atlantyk oznaczał, że do Wielkiej Brytanii mogły płynąć bez przeszkód amerykańskie wojska, sprzęt, paliwo i żywność potrzebne do ofensywy bombowej przeciw Rzeszy i do inwazji na Europę Zachodnią w 1944 roku. Konwoje płynęły też dalej, na Morze Śródziemne i do portów północnej Rosji. Kriegsmarine prowadziła wojnę podwodną do ostatnich dni wojny i straciła w niej ogółem blisko trzy czwarte z ponad 40 tysięcy marynarzy floty podwodnej, ale po maju 1943 roku nie mogła już wygrać wojny tonażowej. Dla Dönitza, który w styczniu objął dowództwo całej floty i postawił wszystko na wojnę podwodną, maj był osobistą klęską – podwójną, bo zginął w nim także jego syn.

Źródła

  1. uboat.net
  2. uboat.net · convoys
  3. Black May (1943) · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(02)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.