TheSecondWar.pl
en
← Wszystkie bitwy

1944–1945: Wyzwolenie Europy Zachodniej

Bitwa w lesie Hürtgen

Daty:
19 września 1944 – 10 lutego 1945
Front:
Front zachodni
Miejsce:
Niemcy, Nadrenia: zalesiony płaskowyż Eifel na południowy wschód od Akwizgranu, między Stolbergiem, Monschau i doliną Rury – lasy Hürtgen, Wenau, Merode i Roetgen ze wsiami Germeter, Vossenack, Kommerscheidt, Schmidt, Hürtgen, Kleinhau, Bergstein i Gey oraz zapora SchwammenauelNa mapie bitew →
Strony:
Stany ZjednoczoneCourtney Hodges, Joseph Lawton Collins, Norman Cota
III RzeszaWalter Model, Erich Straube
Wynik:
Nierozstrzygnięta, z przewagą obrońców. Amerykańska 1 Armia przez trzy miesiące posuwała się przez las o kilkaset metrów dziennie, a natarcie 28 Dywizji Piechoty na Schmidt w listopadzie skończyło się porażką. Niemcy utrzymali zapory na Rurze i zaplecze ofensywy w Ardenach; Amerykanie zdobyli zaporę Schwammenauel dopiero 10 lutego 1945 roku, gdy obrońcy zdążyli już uszkodzić jej upusty. Straty amerykańskie szacuje się na ok. 33 tys. ludzi (w niektórych pracach ponad 50 tys.), niemieckie na ok. 28 tys.
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, III Rzesza, Wehrmacht, Omar Bradley
Zmęczeni piechurzy 4 Dywizji Piechoty USA odpoczywają w rejonie Düren, 18 listopada 1944 roku.
Zmęczeni piechurzy 4 Dywizji Piechoty USA odpoczywają w rejonie Düren, 18 listopada 1944 roku.Autor: U.S. Signal Corps · Public domain · Wikimedia Commons

Bitwa w lesie Hürtgen to seria walk amerykańskiej 1 Armii z wojskami niemieckimi, toczonych od jesieni 1944 do zimy 1945 roku w gęstym, górzystym lesie w Niemczech, przy granicy z Belgią, na południowy wschód od Akwizgranu. Na obszarze około 130–140 km², poprzecinanym głębokimi jarami i ledwie kilkoma drogami, kolejne amerykańskie dywizje próbowały przebić się ku rzece Rur i jej zaporom. Wchodziły do lasu pełnymi stanami, a wychodziły z niego po kilku tygodniach wykrwawione, zdobywszy po kilka kilometrów zalesionego terenu i garść zrujnowanych wsi.

Bitwa uchodzi za najdłuższą bitwę, jaką armia amerykańska stoczyła na ziemi niemieckiej, i za jedną z najkosztowniejszych w jej historii. Straty amerykańskie szacuje się zwykle na około 33 tysiące zabitych, rannych i wyłączonych z walki przez choroby i odmrożenia. Przyćmiła ją jednak niemiecka ofensywa w Ardenach, która w połowie grudnia 1944 roku zaczęła się tuż obok, w tej samej górzystej Eifel. Po wojnie bitwa stała się dla amerykańskich historyków wojskowych przykładem natarcia prowadzonego uparcie, bez wyraźnego celu i wbrew warunkom terenowym. Ocena ta nie jest jednak jednomyślna.

Nazwa i daty

Nazwa pochodzi od wsi Hürtgen i otaczającego ją lasu (niem. Hürtgenwald), choć walki objęły cały kompleks leśny między Stolbergiem, Monschau i Düren: lasy Hürtgen, Wenau, Merode i Roetgen. Dziś obszar ten wchodzi w skład gminy Hürtgenwald i sąsiednich gmin w Nadrenii Północnej-Westfalii. Niemcy nazywają listopadowe walki o Schmidt i Vossenack także „bitwą zaduszkową” (Allerseelenschlacht), bo ich szczyt przypadł na początek listopada. Amerykańscy żołnierze przekręcali nazwę lasu na „Hurt-gen”, od angielskiego „to hurt” – ranić.

Za początek bitwy przyjmuje się zwykle 19 września 1944 roku, gdy oddziały amerykańskiej 9 Dywizji Piechoty zaczęły wchodzić w głąb lasu. Koniec bywa wyznaczany różnie. Historiografia anglosaska często zamyka bitwę 16 grudnia 1944 roku: tego dnia ruszyła niemiecka ofensywa w Ardenach i amerykańskie natarcia w lesie ustały. Polska i niemiecka Wikipedia, a także część literatury niemieckiej, liczą walki do 10 lutego 1945 roku, kiedy Amerykanie, wznowiwszy natarcie, zajęli Schmidt i zaporę Schwammenauel na Rurze – cel, wokół którego od listopada toczyła się cała bitwa. Bitwę można więc datować szerzej, od 19 września 1944 do 10 lutego 1945 roku. Trzeba jednak pamiętać, że między 16 grudnia a końcem stycznia w lesie panował względny spokój, a główne działania przeniosły się w Ardeny.

Tło

Po rozbiciu Niemców w Normandii i szybkim pościgu przez Francję i Belgię alianci dotarli w połowie września 1944 roku do zachodniej granicy Rzeszy. 1 Armia gen. Courtneya Hodgesa, wchodząca w skład 12 Grupy Armii gen. Omara Bradleya, 11 września przekroczyła granicę Niemiec, a dwa dni później VII Korpus gen. Josepha Lawtona Collinsa zaatakował umocnienia Linii Zygfryda na południe od Akwizgranu. Natarcie wyczerpanych i pozbawionych paliwa dywizji szybko jednak wytraciło impet. Zapasy wciąż trzeba było dowozić z plaż normandzkich, a priorytet w zaopatrzeniu otrzymał feldmarsz. Bernard Law Montgomery, który 17 września rozpoczął operację „Market Garden” w Holandii.

Na wschód od Akwizgranu rozciągała się tzw. brama akwizgrańska, równinny pas prowadzący ku Renowi i Zagłębiu Ruhry. Jej południowe skrzydło zamykał wielki masyw leśny wokół wsi Hürtgen. Dowódcy amerykańscy – Hodges, Collins, a w późniejszych fazach także Bradley – uznali, że lasu nie można zostawić na flance. Obawiali się, że Niemcy, kryjąc się w nim, uderzą w bok wojsk nacierających przez bramę ku Rurze. Chcieli też związać w lesie niemieckie siły, które w przeciwnym razie mogłyby wesprzeć obronę Akwizgranu. Od listopada coraz większą rolę odgrywały zapory na Rurze, przede wszystkim Schwammenauel i położona wyżej Urfttalsperre. Dopóki Niemcy je kontrolowali, mogli w każdej chwili otworzyć upusty lub wysadzić zapory i zalać dolinę Rury, odcinając wojska, które przeprawiłyby się przez rzekę niżej. Do zapór najkrótsza droga wiodła przez las i przez wieś Schmidt na grzbiecie nad doliną.

Po stronie niemieckiej front od Akwizgranu po Eifel trzymała 7 Armia gen. Ericha Brandenbergera, podlegająca Grupie Armii B feldmarsz. Waltera Modela, a ta – naczelnemu dowódcy na zachodzie, feldmarsz. Gerdowi von Rundstedtowi. Las Hürtgen leżał w pasie LXXIV Korpusu Armijnego gen. piech. Ericha Straubego. Na początku walk główny ciężar obrony spoczywał na 275 Dywizji Piechoty gen. por. Hansa Schmidta – jednostce rozbitej w Normandii, odtworzonej naprędce i liczącej około 5 tysięcy ludzi, z nieliczną artylerią i bez czołgów. Uzupełniali ją żołnierze batalionów fortecznych, kursanci Luftwaffe i starsi wiekiem rezerwiści. Hitler dążył przy tym do utrzymania Eifel za wszelką cenę z jeszcze jednego powodu, którego Amerykanie nie znali: na jej zapleczu od jesieni gromadzono siły do planowanej ofensywy w Ardenach.

Las sprzyjał obrońcom. Gęsty, ciemny drzewostan świerkowy przecinały tylko nieliczne drogi, ścieżki leśne i przesieki, a strome zbocza i głębokie jary – zwłaszcza dolina potoku Kall – utrudniały ruch pojazdów. W lesie leżała część umocnień Linii Zygfryda – betonowe bunkry, zapory przeciwczołgowe i rowy. Niemcy dobudowali do nich ziemianki z pni, zasieki, pułapki i rozległe pola minowe, w których używali także min drewnianych i szklanych, trudnych do wykrycia wykrywaczem. Przesieki i nieliczne polany, którymi musieli przechodzić atakujący, były zawczasu wstrzelane przez niemiecką artylerię i moździerze. Jesienią 1944 roku pogoda była przeważnie dżdżysta i pochmurna, a później mroźna i śnieżna, toteż lotnictwo alianckie rzadko mogło wspierać piechotę. W lesie trudno też było o rozpoznanie celów dla własnej artylerii. Przewaga Amerykanów w ludziach, sprzęcie i lotnictwie – sięgająca według niektórych ocen pięciu do jednego – w dużej mierze traciła tu znaczenie.

Przebieg

Wrzesień i październik: 9 Dywizja Piechoty

Pierwsza weszła do lasu 9 Dywizja Piechoty gen. mjr. Louisa Craiga z VII Korpusu. Jej 47 Pułk Piechoty 16 września niemal bez strat zajął Schevenhütte na północnym skraju masywu, ale dywizja nie miała sił, by pójść dalej: dwa pozostałe pułki, 39 i 60, walczyły bardziej na południe, wokół Lammersdorf i grzbietu Höfen–Alzen pod Monschau. Nie zdołały wyprzeć Niemców z lasu na skraju wsi. Dowództwo dywizji postanowiło wtedy przejść przez las na północny wschód, ku wsiom Hürtgen i Kleinhau. Od 19 września kolejne bataliony wchodziły w głąb lasu, lecz niewielkie natarcia grzęzły na przygotowanych pozycjach, a jedynym zyskiem do końca miesiąca były skrawki terenu w rejonie Germeter.

Po dwóch tygodniach uzupełnień 6 października 9 Dywizja przypuściła właściwe natarcie. 39 i 60 Pułk Piechoty miały przeciąć drogę z Monschau do Düren, zająć Germeter, Vossenack i ostatecznie wieś Schmidt, a 47 Pułk utrzymywał tymczasem pozycje pod Schevenhütte. Drogę przecięto szybko, ale dalej natarcie utknęło. Bataliony 60 Pułku traciły w pierwszych dniach nawet dwie trzecie stanu, 39 Pułk zatrzymał się nad potokiem Weisser Weh. Żołnierze błądzili wśród identycznych świerków, wzywali ogień artylerii, by na podstawie wybuchów ustalić własne położenie, i nie mogli ewakuować rannych ani dowieźć amunicji wąskimi, zablokowanymi przesiekami. Niemcy w nocy przenikali na tyły, odbijali zajęte wcześniej bunkry i kontratakowali małymi grupami. Do 16 października 9 Dywizja posunęła się o mniej więcej 2,7 km i straciła około 4,5 tysiąca ludzi, w tym wielu oficerów i podoficerów. Niemcy stracili według niemieckich szacunków około 3,2 tysiąca żołnierzy.

W tym samym czasie na północy toczyła się bitwa o Akwizgran, zakończona 21 października kapitulacją niemieckiego garnizonu. Rozgraniczenie korpusów przesunięto wówczas tak, że las znalazł się w pasie V Korpusu gen. Leonarda Gerowa. Pod koniec października 9 Dywizję, wyczerpaną po miesiącu walk, zluzowała 28 Dywizja Piechoty gen. mjr. Normana Coty – jednostka Gwardii Narodowej z Pensylwanii, która przeszła Normandię i defiladę w wyzwolonym Paryżu, ale była w dużej mierze uzupełniona niedoświadczonymi rekrutami. Cota ulokował stanowisko dowodzenia w Rott 25 października. Żołnierzy 28 Dywizji przygnębił widok wychodzących z lasu, brudnych i wyczerpanych ludzi z 9 Dywizji.

Listopad: Schmidt i Kommerscheidt

Plan natarcia na Schmidt przygotowały sztaby 1 Armii i V Korpusu, a Cota otrzymał go w postaci szczegółowego rozkazu, który zostawiał mu niewiele swobody. Był w zasadzie tym samym planem, który w październiku zawiódł 9 Dywizję. Dywizja miała natarciem jednego pułku osłonić północne skrzydło w kierunku Hürtgen, drugim pułkiem zająć Vossenack i przez dolinę Kall uderzyć na Kommerscheidt i Schmidt, trzecim oczyścić las na południu ku Simonskall. Natarcie miało być jedynym większym atakiem 1 Armii w tym czasie, co pozwalało Niemcom skupić na nim artylerię. Główną drogą zaopatrzenia miała być ścieżka przez jar Kall – tzw. Kall Trail – oznaczona na mapach jako droga przejezdna, ale nigdy nierozpoznana w terenie. Historycy zarzucają też Cocie, że nie wysłał patroli w głąb lasu i że zostawił większość czołgów i niszczycieli czołgów na tyłach, uznając, że w lesie i tak się nie przydadzą.

Zaplanowane na 31 października natarcie przesunięto z powodu pogody na 2 listopada. Tego dnia 109 Pułk Piechoty, atakujący na północ od Germeter, wszedł po 300 metrach na nieoznaczone pole minowe, został przygwożdżony ogniem moździerzy i w ciągu następnych dni nie posunął się prawie wcale. 110 Pułk utknął w lesie przed Simonskall. Powodzenie odniósł tylko 112 Pułk Piechoty, który jeszcze 2 listopada zajął Vossenack i grzbiet nad wsią. 3 listopada jego I batalion przeszedł przez dolinę Kall i zajął Kommerscheidt, a III batalion – Schmidt. Amerykanie przecięli tym samym niemiecką drogę zaopatrzenia do Monschau i stanęli kilka kilometrów od zapory Schwammenauel.

Niemieckie dowództwo zareagowało szybko. Według amerykańskiej historii oficjalnej rano 2 listopada Model prowadził na zamku Schlenderhan pod Kolonią grę wojenną z dowódcami 7 Armii i jej korpusów, której scenariuszem było właśnie amerykańskie natarcie na styku LXXIV i LXXXI Korpusu. Gdy nadeszły meldunki o ataku, Model wykorzystał obecność dowódców, by na miejscu przygotować przeciwnatarcie, i skierował pod Schmidt 116 Dywizję Pancerną gen. mjr. Siegfrieda von Waldenburga, wycofaną właśnie spod Akwizgranu. O świcie 4 listopada czołgi 116 Dywizji i piechota 89 Dywizji Piechoty zaatakowały Schmidt z kilku stron. Batalion, który nie zdążył się okopać ani zaminować podejść i nie miał wsparcia czołgów, rozpadł się pod ostrzałem. Część żołnierzy uciekła na zachód do Kommerscheidt, część zabłąkała się na wschód i dostała do niewoli.

Przez kolejne dni resztki dwóch batalionów 112 Pułku broniły się w Kommerscheidt. Spośród ośmiu czołgów M4 Sherman z 707 Batalionu Czołgów, które próbowały przejechać ścieżką przez jar Kall, na drugą stronę dotarły tylko trzy. Obrońcy z ich pomocą i przy wsparciu lotnictwa, które 5 listopada wreszcie mogło wystartować, odparli kilka niemieckich ataków i zniszczyli kilka czołgów. Ścieżkę przez Kall przecinały jednak niemieckie patrole, a ewakuacja rannych i dowóz amunicji były niemal niemożliwe. 6 listopada pod ogniem artylerii i atakiem niemieckim pękł II batalion 112 Pułku w Vossenack. Część żołnierzy uciekła ze wsi i dopiero saperzy z batalionów inżynieryjnych odbili jej zachodnią część. 7 listopada Cota otrzymał zgodę na wycofanie się zza Kall, a w nocy z 7 na 8 listopada ocaleni przeszli przez jar z powrotem, zostawiając rannych, sprzęt i porzucone pojazdy. Niemcy zajęli Kommerscheidt i część Vossenack.

Przy moście na Kall niemiecki lekarz pułkowy kpt. Günter Stüttgen wynegocjował z Amerykanami nieformalny rozejm, trwający według różnych relacji kilka dni od 7 listopada. Sanitariusze obu stron zbierali w tym czasie rannych, a Niemcy opatrywali także Amerykanów. Dziś przypomina o tym pomnik przy moście. 28 Dywizja straciła w operacji przeciwko Schmidt według amerykańskich danych 6184 ludzi – zabitych, rannych, zaginionych, wziętych do niewoli i wyłączonych z walki przez choroby i wyczerpanie. Była to jedna z najcięższych porażek pojedynczej dywizji amerykańskiej w kampanii w Europie Zachodniej. Dywizję wycofano w połowie listopada na spokojny odcinek w Ardenach, w Luksemburgu, gdzie miesiąc później spadło na nią główne uderzenie niemieckiej ofensywy.

Operacja „Queen”: 4 i 8 Dywizja Piechoty

16 listopada alianci rozpoczęli operację „Queen” – wielką ofensywę 1 i 9 Armii amerykańskiej ku Rurze, poprzedzoną jednym z najcięższych bombardowań taktycznych wojny na pozycje niemieckie między Akwizgranem a Düren. W pasie VII Korpusu północną część lasu, między Schevenhütte a Hürtgen, miała oczyścić 4 Dywizja Piechoty gen. mjr. Raymonda Bartona, a dalej na północ nacierały 1 i 104 Dywizja Piechoty. Jeden z pułków 4 Dywizji, 12 Pułk Piechoty, był już wcześniej wykrwawiony w walkach na skrzydle 28 Dywizji. Dwa pozostałe, 8 i 22 Pułk, ruszyły równoległymi kolumnami przez las, a ich odsłonięte skrzydła zachęcały Niemców do przenikania między nimi. Już pierwsze natarcia nad potokiem Rother Weh i pod wzgórzem Rabenheck zostały odparte z ciężkimi stratami, szczególnie wśród oficerów i podoficerów.

Saperzy zaczęli wysadzać w lesie przejścia dla czołgów, ale problemy z łącznością, zaopatrzeniem i ewakuacją rannych były tak poważne, że 19 listopada natarcie wstrzymano na dwa dni. Niemcy wzmocnili obronę jednostkami 344 i 353 Dywizji Piechoty. Przez następne tygodnie 4 Dywizja posuwała się o kilkaset metrów dziennie. Do początku grudnia straciła według amerykańskiej historii oficjalnej ponad 4 tysiące ludzi w walce i około 2 tysięcy z powodu chorób i odmrożeń. Z 22 Pułkiem płk. Charlesa Lanhama przebywał korespondent wojenny Ernest Hemingway, a w szeregach 12 Pułku walczył sierż. sztabowy J.D. Salinger, późniejszy autor „Buszującego w zbożu”.

21 listopada las ponownie przeszedł w gestię V Korpusu. Do natarcia na wieś Hürtgen weszła 8 Dywizja Piechoty gen. mjr. Donalda Stroha, która zaatakowała z rejonu Germeter wzdłuż doliny Weisser Weh. Jej 121 Pułk Piechoty od pierwszego dnia natrafił na silną obronę i mimo wsparcia czołgów posuwał się o kilkaset metrów na dobę. Wieś Hürtgen zdobyto 28 listopada (niektóre źródła podają 29 listopada) w walce o każdy dom, przy wsparciu czołgów z Grupy Bojowej R 5 Dywizji Pancernej. Następnego dnia padło sąsiednie Kleinhau. Na północnym skraju lasu, pod Merode, dwie kompanie 1 Dywizji Piechoty zajęły 29 listopada wieś, ale zostały odcięte i zniszczone w niemieckim przeciwnatarciu.

Grudzień: Brandenberg, wzgórze 400 i przerwa

Na początku grudnia oddziały 8 Dywizji i Grupy Bojowej R 5 Dywizji Pancernej uderzyły z Kleinhau na grzbiet Brandenberg–Bergstein, ostatnią wyniosłość przed doliną Rury. Brandenberg zajęto 3 grudnia, Bergstein – po ciężkich walkach z niemieckimi kontratakami – 5 grudnia. 7 grudnia 2 Batalion Rangersów zdobył szturmem wzgórze 400 (Burgberg) nad Bergstein, z którego niemieccy obserwatorzy kierowali ogniem artylerii na całą okolicę. Bardziej na północ 83 Dywizja Piechoty gen. mjr. Roberta Macona, która zluzowała 4 Dywizję, zajęła w dniach 10–12 grudnia wsie Gey i Strass na wschodnim skraju lasu.

Zapory na Rurze wciąż pozostawały w rękach niemieckich, a w dowództwie amerykańskim dopiero teraz doceniono w pełni ich znaczenie. 13 grudnia V Korpus rozpoczął natarcie bardziej na południe, w rejonie Simmerath i Kesternich, siłami nowo przybyłej 78 Dywizji Piechoty, by od południa dojść do zapór. Trzy dni później, 16 grudnia, Niemcy uderzyli w Ardenach na odcinku od Monschau po Luksemburg. Natarcie na zapory przerwano, a dywizje z lasu Hürtgen skierowano do obrony północnego skrzydła wyłomu. W wielu ujęciach ten dzień kończy bitwę.

Luty 1945: zapory na Rurze

Po odparciu ofensywy w Ardenach Amerykanie wrócili nad Rurę. Bez zdobycia zapór nie mogła ruszyć operacja „Grenade” – przeprawa 9 Armii gen. Williama Hooda Simpsona przez Rurę, zsynchronizowana z brytyjsko-kanadyjskim natarciem w Nadrenii. Na początku lutego 1945 roku V Korpus rzucił na Schmidt 78 Dywizję Piechoty, wspartą przez inne jednostki, m.in. 82 Dywizję Powietrznodesantową, która oczyściła okolice jaru Kall. Walki znów okazały się ciężkie, ale niemiecka obrona była już wyczerpana. 8 lutego Amerykanie ostatecznie zajęli Schmidt, a w nocy z 9 na 10 lutego oddziały 78 Dywizji dotarły do zapory Schwammenauel. Okazało się, że niemieccy saperzy zdążyli zniszczyć urządzenia upustowe. Zapora nie runęła, ale woda wypływała z niej przez wiele dni, a dolina Rury została zalana. Operację „Grenade” trzeba było odłożyć z 10 na 23 lutego. Od tego dnia, gdy amerykańskie oddziały stanęły na zaporze, liczy się w szerszym ujęciu koniec bitwy, choć niedobitki niemieckie w zachodniej części masywu leśnego trwały jeszcze kilka dni.

Warunki walki

Żołnierze obu stron zapamiętali las Hürtgen jako miejsce wyjątkowo okrutne. Największe straty zadawała artyleria. Niemcy nastawiali zapalniki tak, by pociski wybuchały w koronach drzew. Na kryjących się w okopach i na leżących na ziemi żołnierzy spadał wtedy grad odłamków stali i drewnianych drzazg, przed którym nie chroniło przywieranie do ziemi. Amerykanie musieli uczyć się przykrywać stanowiska grubymi pniami, a doświadczeni żołnierze w czasie ostrzału stawali tuż przy pniu drzewa, zamiast padać na ziemię. Na drogach i w przesiekach czekały pola minowe, w których drewniane i szklane miny zawodziły przy wykrywaniu, a Niemcy zakładali też pułapki na rannych i na tych, którzy ich ratowali. Snajperzy w koronach drzew i małe grupy przenikające nocą na tyły sprawiały, że nigdy nie wiadomo było, gdzie biegnie linia frontu.

W listopadzie zaczęły się mrozy i śnieg. Żołnierze tygodniami tkwili w mokrych okopach, bez możliwości przebrania się i wysuszenia butów. Masowo zapadali na stopę okopową, choroby płuc i odmrożenia – dolegliwość znana z pierwszej wojny światowej powróciła w armii amerykańskiej na dużą skalę właśnie jesienią i zimą 1944 roku. Do tego dochodziło wyczerpanie bojowe, czyli załamanie psychiczne pod ciągłym ostrzałem, którego ofiary trzeba było wycofywać na tyły. Ubytki uzupełniali żołnierze z zastępstwa, wrzucani do walki często pojedynczo, prosto z transportu, bez znajomości kolegów i dowódców. Wielu ginęło lub odnosiło rany w pierwszych dniach. W 28 Dywizji służył szer. Eddie Slovik, który w październiku 1944 roku odmówił walki i zdezerterował. Skazano go na śmierć i rozstrzelano 31 stycznia 1945 roku jako jedynego amerykańskiego żołnierza straconego za dezercję od czasów wojny secesyjnej. Wyrok zatwierdzili Cota i gen. Dwight Eisenhower.

Strona niemiecka znosiła te same warunki, a do tego braki zaopatrzenia: z powodu niedostatku paliwa i ciężarówek amunicję i żywność często noszono na pozycje na plecach, a dywizje uzupełniano słabo wyszkolonymi rekrutami i starszymi rezerwistami. Niemieccy obrońcy mieli jednak doświadczonych dowódców, znali teren dzięki miejscowym leśnikom i mogli przygotować z góry plany ogniowe dla artylerii i moździerzy. Walki bywały tak zażarte, że – jak pisze się w literaturze niemieckiej – zdarzało się, iż żadna ze stron nie brała jeńców. Zarazem w lesie Hürtgen doszło do kilku przejawów człowieczeństwa, jak rozejm przy moście na Kall czy postawa ppor. Friedricha Lengfelda, śmiertelnie rannego 12 listopada 1944 roku na polu minowym, gdy próbował ratować rannego amerykańskiego żołnierza. Weterani amerykańskiej 4 Dywizji Piechoty ufundowali po wojnie tablicę ku jego czci na niemieckim cmentarzu wojennym w Hürtgen.

Straty

Dane o stratach są niepełne i różnią się w zależności od przyjętych ram czasowych i obszaru. Najczęściej podaje się, że między wrześniem a połową grudnia 1944 roku 1 Armia straciła w lesie Hürtgen około 33 tysięcy ludzi: około 24 tysięcy zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli oraz około 9 tysięcy wyłączonych z walki przez choroby, odmrożenia, stopę okopową i wyczerpanie bojowe. Niektórzy autorzy, wliczając walki na obrzeżach lasu i te z początku 1945 roku, dochodzą do ponad 50 tysięcy. Same tylko natarcia 9 Dywizji w październiku kosztowały około 4,5 tysiąca ludzi, operacja przeciwko Schmidt – 6184 ludzi z 28 Dywizji i jednostek przydzielonych, a listopadowe walki 4 Dywizji – ponad 6 tysięcy. Niemieckie straty szacuje się na około 28 tysięcy zabitych, rannych i wziętych do niewoli, choć i ta liczba jest niepewna, bo dokumentacja wielu niemieckich jednostek przepadła.

Ślady walk pozostały w lesie na dziesięciolecia. Pola minowe, często bez zachowanych planów, latami utrudniały powrót mieszkańców do zniszczonych wsi i ekshumację poległych. Saperzy i specjalne służby rozminowania znajdują w lesie niewybuchy i miny do dziś.

Spór o sens bitwy

Bitwa w lesie Hürtgen od lat budzi spory wśród historyków. Najostrzej ocenił ją Charles B. MacDonald, autor tomów oficjalnej historii armii amerykańskiej poświęconych tej kampanii, a zarazem weteran walk w Ardenach jako dowódca kompanii. Nazwał ją bitwą „źle pomyślaną i w gruncie rzeczy bezowocną”, której należało uniknąć. Krytycy zarzucają gen. Hodgesowi i jego sztabowi, że pchali do lasu kolejne dywizje, nie wyciągając wniosków z porażek poprzedników, że przez długi czas nie dostrzegali znaczenia zapór na Rurze ani wzgórza 400, i że rozważając natarcie, nie rozpatrzyli poważnie obejścia lasu przez otwarty teren na północy, gdzie Amerykanie mogliby wykorzystać przewagę w czołgach i lotnictwie. Gen. James Gavin, dowódca 82 Dywizji Powietrznodesantowej, której żołnierze w lutym 1945 roku przeszli ten teren, uznał ją za jedną z najbardziej kosztownych i najgorzej prowadzonych bitew armii amerykańskiej.

Obrońcy decyzji dowódców wskazują, że lasu nie dało się po prostu pominąć: znajdował się na skrzydle głównego natarcia przez bramę akwizgrańską, a zapory na Rurze rzeczywiście zagrażały każdej przeprawie przez rzekę niżej. Przypominają też, że jesienią 1944 roku alianci nie znali niemieckich planów w Ardenach, a sama bitwa wiązała siły, które Niemcy chętnie skierowaliby do tej ofensywy. Spór dotyczy zatem nie tyle tego, czy las należało zabezpieczyć, ile sposobu, w jaki to robiono – frontalnymi natarciami pojedynczych dywizji, w terenie, który przekreślał amerykańską przewagę.

Znaczenie

Bitwa w lesie Hürtgen była przykładem tego, jak zakończył się wrześniowy optymizm aliantów, oczekujących, że wojna skończy się przed Bożym Narodzeniem. Na Linii Zygfryda i w lasach Eifel ruch ustąpił miejsca wojnie na wyczerpanie, w której Niemcy, choć słabsi, potrafili długo powstrzymywać przeciwnika. Dla Modela, który po porażce aliantów pod Arnhem odniósł tu kolejny obronny sukces, utrzymanie lasu i zapór było też osłoną dla przygotowań do ofensywy w Ardenach. Amerykańskie dywizje wyczerpane w lesie – 28, a w mniejszym stopniu 4 – odpoczywały w grudniu na spokojnym odcinku w Ardenach i znalazły się na drodze niemieckiego uderzenia 16 grudnia 1944 roku.

Las Hürtgen został zajęty dopiero po klęsce niemieckiej ofensywy w Ardenach, a zdobycie zapór na Rurze 10 lutego 1945 roku otworzyło – po dwóch tygodniach czekania, aż opadnie woda – drogę operacji „Grenade”. 23 lutego 9 Armia przeprawiła się przez Rurę, a na początku marca 1945 roku alianci stanęli nad Renem. Model, którego Grupa Armii B została w kwietniu 1945 roku okrążona w Zagłębiu Ruhry, popełnił samobójstwo 21 kwietnia. W pamięci amerykańskiej bitwa w lesie Hürtgen długo pozostawała w cieniu Ardenów. Wróciła do niej literatura – Hemingway opisał ją w powieści „Za rzekę, w cień drzew” (1950) – a później filmy i prace historyków, dla których stała się przestrogą przed prowadzeniem frontalnych natarć w terenie, który sprzyja obrońcy.

Na osi czasu

(01)