TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Walki w lesie Hürtgen

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
27 października 1944
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Bitwa w lesie Hürtgen
Tagi:
Stany Zjednoczone, III Rzesza, Wehrmacht, Omar Bradley

Pod koniec października 1944 roku, gdy po zdobyciu Akwizgranu amerykańska 1 Armia gen. Courtneya Hodgesa porządkowała szeregi, na południowy wschód od miasta szykowano kolejne natarcie w miejscu, które żołnierze zdążyli już znienawidzić. W ostatnich dniach miesiąca 28 Dywizja Piechoty gen. mjr. Normana Coty zluzowała wykrwawioną 9 Dywizję na skraju lasu Hürtgen i przygotowywała uderzenie na miasteczko Schmidt, zaplanowane na 31 października, a z powodu pogody przesunięte na 2 listopada.

Chronologie wojny odnotowują pod 27 października, że bitwa w lesie Hürtgen „rozwija się” i potrwa przez październik i listopad, a ostatnie natarcia przyniesie grudzień. Tę datę trzeba czytać jako umowną: walki w lesie trwały już od 19 września, najcięższe przyszły w listopadzie, a ostatnie amerykańskie ataki w grudniu przerwała niemiecka ofensywa w Ardenach. Sam las Amerykanie opanowali do końca dopiero w lutym 1945 roku. Bitwa, którą amerykański historyk Charles B. MacDonald, weteran walk na froncie zachodnim, nazwał „źle pomyślaną i w gruncie rzeczy bezowocną”, kosztowała armię Stanów Zjednoczonych według najczęściej podawanych szacunków około 33 tysięcy zabitych, rannych, zaginionych i niezdolnych do walki.

Las

Las Hürtgen (niem. Hürtgenwald) to pas gęstych, w dużej części sadzonych świerczyn na północnym skraju Eifel, między Akwizgranem, Monschau i Düren. Opracowania amerykańskie podają, że obszar walk zajmował około 130 km². Teren tworzyły wysokie grzbiety przecięte głębokimi, stromymi dolinami potoków, z których najgłębsza była dolina rzeki Kall. Dróg było niewiele, a te, które były, prowadziły grzbietami lub dnem wąwozów i łatwo je było zablokować. Wierzchołki drzew zwierały się tak gęsto, że w lesie nawet w południe panował półmrok, a lotnictwo i artyleria nie widziały celów.

Przez las biegły umocnienia Linii Zygfryda, ale ważniejsze od bunkrów okazały się warunki, jakie stworzyła tu natura. Niemcy obsadzili przesieki stanowiskami ogniowymi, zaminowali drogi i ścieżki, a ostrzał artyleryjski ustawiali tak, by pociski wybuchały w koronach drzew. Odłamki i drzazgi spadały wtedy z góry na żołnierzy, a zwykła rada piechura – paść na ziemię – zwiększała tylko zagrożenie. Amerykanów uczono, by w czasie ostrzału stawali przytuleni do pnia, a okopy przykrywali balami. Czołgi grzęzły w błocie i na leśnych duktach, a łączność radiowa w wąwozach często zawodziła.

Wrzesień i październik: 9 Dywizja

Walki w lesie były pierwotnie dodatkiem do wrześniowego natarcia na Linię Zygfryda. VII Korpus gen. J. Lawtona Collinsa przełamywał umocnienia na południe od Akwizgranu, a jego dowództwo obawiało się, że Niemcy mogą zza drzew uderzyć w prawe skrzydło korpusu. 19 września pododdziały 9 Dywizji Piechoty gen. mjr. Louisa A. Craiga – tego samego, który na początku 1944 roku organizował XXIII Korpus – weszły do lasu, by oczyścić go z nieprzyjaciela i wyjść na otwarty teren w stronę Düren. Szybko przekonały się, że w tym terenie jeden niemiecki batalion może zatrzymać pułk.

Po kilkunastu dniach zatrzymanych natarć 1 Armia uznała, że zdobycie grzbietu z miejscowościami Germeter, Vossenack i Schmidt otworzy drogę w głąb Niemiec i zabezpieczy skrzydło przyszłej ofensywy nad Ren. 6 października dwa pułki 9 Dywizji ruszyły w stronę Schmidt. Przez dziesięć dni walk posunęły się o niespełna 3 kilometry, a do 16 października straciły według oficjalnej historii armii około 4500 ludzi – więcej niż jednego żołnierza na każdy metr zdobytego terenu. Dywizja wyszła z lasu wyczerpana i w ostatnich dniach października przekazała odcinek 28 Dywizji.

Celem walk w lesie nie był jednak tylko teren. Nad górną Rur i jej dopływem Urft leżały wielkie zapory, z których największa, Schwammenauel, stała pod Schmidt. Dopóki znajdowały się w rękach niemieckich, Niemcy mogli w każdej chwili otworzyć upusty lub wysadzić tamy i zalać dolinę Rur, odcinając wojska, które przeszłyby rzekę niżej. W amerykańskich dokumentach zapory pojawiły się jako cel wyraźnie dopiero na przełomie października i listopada; historycy do dziś spierają się, dlaczego tak późno i czy nie lepiej było atakować je od południa, a nie przez las.

Obrona niemiecka

Po stronie niemieckiej las bronił początkowo przetrzebiony LXXIV Korpus gen. piech. Ericha Straubego, wchodzący w skład 7 Armii i Grupy Armii B feldmarsz. Waltera Modela. Główny ciężar walk w październiku ponosiła 275 Dywizja Piechoty gen. por. Hansa Schmidta, złożona z resztek jednostek rozbitych we Francji, uzupełniona pułkami szkolnymi, batalionami twierdzy, a nawet oddziałami złożonymi z personelu lotnictwa. Niemieckie dywizje były słabe, ale las niwelował przewagę Amerykanów w czołgach, lotnictwie i artylerii, a krótkie linie zaopatrzenia pozwalały szybko podsyłać rezerwy.

Model rozumiał znaczenie zapór i nie zamierzał oddać Schmidt bez walki. Gdy 2 listopada 28 Dywizja przeszła do natarcia, on i dowódcy jego armii i korpusów prowadzili w zamku Schlenderhan pod Kolonią ćwiczenia sztabowe na mapach, których scenariusz zakładał właśnie amerykański atak w tym rejonie. Na wieść o natarciu Model przerwał grę i natychmiast skierował do lasu 116 Dywizję Pancerną.

Listopad: Schmidt i Kommerscheidt

Natarcie 28 Dywizji, prowadzone w ramach V Korpusu, wyglądało na papierze prosto, w rzeczywistości dywizja musiała uderzać jednocześnie w trzech rozbieżnych kierunkach. 2 listopada jej 112 Pułk Piechoty zajął Vossenack, a następnego dnia zszedł do doliny Kall, przeszedł na drugi brzeg i zajął Kommerscheidt i Schmidt. Jedyną drogą zaopatrzenia był wąski, błotnisty szlak przez wąwóz Kall, po którym czołgi przejeżdżały z najwyższym trudem – kilka z nich ześlizgnęło się ze skarpy i zablokowało przejazd. 4 listopada oddziały 89 Dywizji Piechoty i 116 Dywizji Pancernej kontratakowały i odbiły Schmidt. Amerykanie bronili się jeszcze kilka dni w Kommerscheidt, ale w nocy z 7 na 8 listopada resztki pułku wycofały się przez dolinę Kall. 28 Dywizja straciła w tym natarciu według oficjalnej historii ponad 6 tysięcy ludzi; było to jedno z najkosztowniejszych pojedynczych natarć dywizji amerykańskiej w całej wojnie.

16 listopada 1 i 9 Armia rozpoczęły wielką ofensywę w stronę Rur, poprzedzoną jednym z najsilniejszych bombardowań lotniczych w poparciu wojsk lądowych. W lesie Hürtgen nacierały 4 Dywizja Piechoty, potem 8 i 83 Dywizja, a pod koniec miesiąca także 5 Dywizja Pancerna. Wieś Hürtgen zdobyto 28 listopada, a 5 grudnia oddziały 5 Dywizji Pancernej zajęły Bergstein. Siódmego grudnia 2 Batalion Rangersów zdobył szturmem górujące nad okolicą wzgórze 400 (Castle Hill) i pod silnym ostrzałem odparł niemieckie kontrataki. 4 Dywizja straciła w tych walkach – według MacDonalda – około 4 tysięcy ludzi w bojach i ponad 2 tysiące z powodu chorób i wyczerpania. Wśród jej żołnierzy był sierżant J.D. Salinger, a wśród korespondentów towarzyszących jednemu z jej pułków – Ernest Hemingway.

W listopadzie i grudniu do strat bojowych dołączyły straty spowodowane przez pogodę: deszcz, śnieg i zimno sprowadziły tysiące przypadków stopy okopowej, zapalenia płuc i wyczerpania bojowego. Dywizje wychodziły z lasu z kompaniami strzeleckimi, w których zostało po kilkudziesięciu ludzi z pierwotnego składu.

Miejsce w wojnie

Ostatnie amerykańskie ataki w rejonie lasu przerwała 16 grudnia 1944 roku niemiecka ofensywa w Ardenach, rozpoczęta zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na południe. Zapory na Rur pozostały w rękach niemieckich do lutego 1945 roku. Zaporę Schwammenauel 78 Dywizja Piechoty zdobyła dopiero 10 lutego, a Niemcy zdążyli zniszczyć urządzenia upustowe. Woda zalała dolinę Rur i na blisko dwa tygodnie opóźniła ofensywę 9 Armii przez rzekę. Z tego powodu dzień 10 lutego 1945 roku bywa podawany jako umowny koniec bitwy, choć część autorów kończy ją 16 grudnia 1944 roku.

Szacunki strat różnią się w zależności od tego, które dywizje i jakie miesiące się liczy. Najczęściej podaje się około 33 tysięcy żołnierzy amerykańskich zabitych, rannych, zaginionych i wyłączonych z walki przez choroby i wyczerpanie, a niektóre opracowania – nawet ponad 50 tysięcy. Straty niemieckie szacuje się na około 28 tysięcy ludzi. Część historyków uważa las Hürtgen za najkosztowniejszą po Ardenach bitwę armii amerykańskiej w Europie.

Po wojnie bitwa stała się przedmiotem ostrej krytyki. MacDonald i inni autorzy zarzucali dowództwu 1 Armii i 12 Grupy Armii gen. Omara Bradleya, że wprowadzało dywizję za dywizją do terenu, który odbierał Amerykanom wszystkie ich atuty, zamiast obejść las lub od razu uderzyć na zapory. Obrońcy decyzji Hodgesa przypominają, że pozostawienie lasu w rękach niemieckich zagrażałoby skrzydłu wojsk nacierających przez równinę na wschód od Akwizgranu, a niemiecka obrona – jak pokazały walki o Akwizgran – zatrzymywała Amerykanów także w otwartym terenie. Spór ten nie został rozstrzygnięty, a las Hürtgen pozostał w amerykańskiej pamięci symbolem bezsensownie kosztownych walk jesieni 1944 roku. Po stronie niemieckiej obrona lasu uchodziła za przykład skutecznego wykorzystania terenu przez słabe, zdziesiątkowane dywizje, które kupiły czas na przygotowanie ofensywy w Ardenach.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.