TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Katastrofa pod Neuhammer

Kategoria:
Wojsko
Data:
15 sierpnia 1939
Autor:
Łukasz
Tagi:
Luftwaffe, III Rzesza, Polska

Rankiem 15 sierpnia 1939 roku nad poligonem Neuhammer na Dolnym Śląsku, dzisiejszym Świętoszowem, niemieckie bombowce nurkujące Junkers Ju 87, zwane powszechnie Stukasami, miały pokazać generałom Luftwaffe, jak precyzyjnie potrafią niszczyć cele naziemne. Zamiast tego w ciągu kilkudziesięciu sekund trzynaście samolotów, jeden po drugim, wyleciało z chmur prosto w las i w ziemię. Zginęli wszyscy członkowie ich załóg, 26 lotników. Była to najcięższa katastrofa lotnicza Luftwaffe przed drugą wojną światową. Dwa i pół tygodnia później ta sama jednostka, uzupełniona nowymi samolotami i ludźmi, poleciała bombardować Polskę.

Liczby podawane w literaturze są zgodne: 13 zniszczonych maszyn i 26 zabitych, czyli po dwóch ludzi, pilocie i strzelcu-radiooperatorze, w każdym samolocie. Różnią się szczegóły, takie jak dokładna wysokość podstawy chmur, lotnisko startu czy skład grona obserwatorów, i te trzeba traktować z zastrzeżeniem.

Stukas i poligon

Bombowiec nurkujący był ulubionym pomysłem Ernsta Udeta, asa myśliwskiego z pierwszej wojny światowej, który zachwycił się nim podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych i od 1936 roku kierował w ministerstwie lotnictwa urzędem technicznym. Samolot, który atakował cel w niemal pionowym locie, zrzucał bombę z niewielkiej wysokości i wyprowadzał maszynę tuż nad ziemią, był celniejszy od zwykłych bombowców, a do tego tani. Po śmierci Walthera Wevera, pierwszego szefa sztabu Luftwaffe, lotnictwo niemieckie stawiało coraz bardziej na wsparcie wojsk lądowych, a Ju 87 stał się jego symbolem. Pierwsze egzemplarze sprawdzano w boju w Hiszpanii, w Legionie Condor, w którym podpułkownik, a potem generał Wolfram von Richthofen uczył się współdziałania lotnictwa z wojskami lądowymi. Richthofen, jako urzędnik techniczny początkowo sceptyczny wobec Ju 87, stał się z czasem najważniejszym dowódcą lotnictwa szturmowego Rzeszy.

Ju 87 w wersji B, używanej w 1939 roku, miał automatyczny system wyprowadzania z lotu nurkowego. Pilot ustawiał na wysokościomierzu kontaktowym wysokość zrzutu, lampka sygnalizowała jej osiągnięcie, a po zwolnieniu bomby samolot sam zaczynał wychodzić z nurkowania z przeciążeniem rzędu sześciu g. System działał dobrze, pod warunkiem że pilot widział cel i ziemię odpowiednio wcześnie.

Poligon Neuhammer am Queis leżał w Borach Dolnośląskich nad Kwisą, w lasach między Żaganiem a Bolesławcem. Założono go na przełomie XIX i XX wieku dla armii pruskiej, a po 1933 roku tak rozbudowano, że stał się jednym z największych poligonów Rzeszy, na którym mogły ćwiczyć związki liczące kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Latem 1939 roku, gdy Wehrmacht przygotowywał się do realizacji planu „Fall Weiss”, jednostki Ju 87 przenoszono bliżej granicy z Polską, a ćwiczenia na Śląsku miały być ostatnią próbą przed wojną.

Pokaz 15 sierpnia

Pokaz miała wykonać I Grupa 76 Pułku Bombowców Nurkujących (I./StG 76), utworzona 1 maja 1939 roku w Grazu z dawnej austriackiej jednostki i dlatego nazywana „grupą grazką”. Dowodził nią kapitan Walter Sigel. Grupa miała trzy eskadry po dziewięć samolotów oraz klucz sztabowy. Na poligonie zebrali się oficerowie wojsk lądowych i lotnictwa. Według większości relacji był wśród nich Richthofen, a część autorów wymienia też generałów Hugona Sperrlego i Bruna Loerzera. Samoloty wystartowały wcześnie rano z lotniska położonego według części źródeł w okolicach Chociebuża (Cottbus) i miały zaatakować ćwiczebnymi bombami oznakowane cele na ziemi.

Godzinę przed pokazem eskadra rozpoznania meteorologicznego zameldowała, że nad celem zalega warstwa chmur pokrywająca dwie trzecie nieba, z podstawą na wysokości około 900 metrów, a pod nią widoczność jest dobra. Plan zakładał, że grupa nadleci na wysokości około 4000 metrów, eskadry kolejno wejdą w lot nurkowy, przebiją się przez chmury, poniżej nich wypatrzą cele, zrzucą bomby i wyjdą z nurkowania na bezpiecznej wysokości.

Pogoda zmieniła się jednak w ciągu ostatniej godziny. Nad lasami poligonu utworzyła się poranna mgła, która połączyła się z chmurami, a podstawa zachmurzenia opadła według niemieckich ustaleń do około 100 metrów; w relacjach anglojęzycznych pada też liczba 300 stóp. Piloci, nurkujący niemal pionowo z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę, nie mieli o tym pojęcia. Według części relacji kierownictwo pokazu na ziemi nie miało też łączności radiowej z samolotami i nie mogło ich ostrzec.

Około godziny 6.00 Sigel jako pierwszy poprowadził klucz sztabowy w dół. Wypadł z chmur nie na wysokości kilkuset metrów, jak się spodziewał, lecz tuż nad wierzchołkami drzew. Zdołał poderwać maszynę, przelatując wzdłuż przecinki w lesie, i natychmiast przez radio kazał grupie przerwać atak. Dwaj lecący tuż za nim piloci nie zdążyli. Rozkaz nie uratował też drugiej eskadry: wszystkie jej dziewięć samolotów, które już były w nurkowaniu, wbiło się w ziemię. Rozbiły się także dwie maszyny trzeciej eskadry. Niektórzy piloci zaczęli wyprowadzać samoloty, ale przeciągnięte maszyny straciły siłę nośną i spadły. Lotnicy, którzy zawrócili nad chmurami, widzieli tylko słupy dymu wznoszące się ponad białą warstwą. Zginęło 26 ludzi.

Śledztwo i wnioski

Katastrofę badał niemiecki sąd wojskowy. Sigel, który jako dowódca formacji odpowiadał za decyzję o ataku, został uniewinniony, bo działał na podstawie meldunku służby meteorologicznej, który okazał się błędny. Od strony technicznej był to typowy przypadek, który dziś lotnictwo nazywa kontrolowanym lotem ku ziemi: sprawne samoloty, prowadzone przez doświadczonych pilotów, uderzyły w teren, którego załogi nie widziały. W stromym nurkowaniu pilot patrzył na cel, nie na wysokościomierz, a automatyka nie mogła pomóc, jeśli ziemia wyłoniła się z mgły na sekundę przed zderzeniem.

Luftwaffe nie zmieniła z tego powodu sposobu użycia Ju 87, a wiara w bombowiec nurkujący nie osłabła. Strata trzynastu samolotów była dla lotnictwa, które według niemieckich zestawień miało w przededniu wojny ponad 360 Ju 87 gotowych do akcji, dotkliwa, lecz możliwa do nadrobienia. I./StG 76 szybko otrzymała nowe maszyny i załogi.

Co przyniósł wrzesień 1939 roku

1 września 1939 roku o świcie grupa Sigela, licząca według niemieckich dokumentów znów niemal trzydzieści Ju 87, jako jedna z pierwszych jednostek Luftwaffe zaatakowała Polskę. Jej celem był Wieluń, miasto bez znaczenia wojskowego. Pierwsze bomby spadły na oznakowany szpital. Nalot na Wieluń uważa się dziś za jedną z pierwszych zbrodni wojennych tej wojny, a szacunki liczby ofiar wśród mieszkańców są bardzo rozbieżne. W następnych tygodniach Stukasy, wspierające natarcie wojsk lądowych, stały się symbolem niemieckiej „wojny błyskawicznej”, a wycie ich syren postrachem polskich żołnierzy i uciekinierów. Richthofen dowodził we wrześniu lotnictwem wsparcia działającym z 10 Armią. Prawdziwą słabość Ju 87, powolnego i bezbronnego wobec myśliwców, ujawniła dopiero bitwa o Anglię w 1940 roku.

Walter Sigel walczył potem we Francji, na Bałkanach i w Afryce Północnej, został odznaczony Krzyżem Rycerskim z Liśćmi Dębu i zginął w Norwegii w maju 1944 roku. Na poligonie Neuhammer Niemcy urządzili w czasie wojny obóz jeniecki Stalag VIII E, przez który przeszli jeńcy polscy, francuscy, a potem radzieccy; co najmniej 50 tysięcy z tych ostatnich zmarło tam z głodu i chorób. Po 1945 roku poligon przejęła Armia Czerwona, a od 1992 roku stacjonują w Świętoszowie wojska polskie, dziś 10 Brygada Kawalerii Pancernej.

Katastrofa pod Neuhammer była przede wszystkim tragedią lotniczą, ale w historii drogi do wojny ma też inne znaczenie. Pokazuje, jak blisko wojny były Niemcy w połowie sierpnia 1939 roku: lotnictwo ćwiczyło już nie ogólne umiejętności, lecz konkretne ataki, które za kilkanaście dni miało wykonać nad Polską. Śmierć 26 lotników nie spowolniła tych przygotowań nawet o dzień.

Źródła

  1. thisdayinaviation.com · 15 august 1939
  2. worldwartwo.filminspector.com · stuka disaster at neuhammer

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.