TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Bombardowanie Wielunia

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
1 września 1939
Autor:
Natalia
Bitwa:
Kampania wrześniowa
Tagi:
Luftwaffe, Polska, III Rzesza, kampania wrześniowa

Wczesnym rankiem 1 września 1939 roku nad Wieluniem, powiatowym miastem w województwie łódzkim, około 20–25 kilometrów od granicy z Rzeszą, pojawiły się niemieckie bombowce nurkujące Junkers Ju 87. Miasto spało. Nie stacjonowało w nim wojsko, nie było artylerii przeciwlotniczej, fabryk zbrojeniowych ani ważnego węzła kolejowego. W ciągu kilku nalotów, przeprowadzonych przez kilka grup Stukasów, Niemcy zniszczyli około 70–75 procent zabudowy miasta, a w samym centrum nawet 90 procent. Jedne z pierwszych bomb trafiły w szpital Wszystkich Świętych. Zginęło co najmniej 127 mieszkańców, których nazwiska udało się ustalić, a według ostrożnych szacunków kilkuset.

Wieluń jest w Polsce symbolem pierwszego dnia wojny i pierwszej zbrodni wojennej popełnionej przez Niemców w tej wojnie. Nie był to wprawdzie „pierwszy na świecie nalot dywanowy”, jak bywa opisywany: miasta bombardowano już w Hiszpanii i w Chinach, a samo pojęcie nalotu dywanowego, czyli równomiernego zasypania obszaru bombami z dużej liczby samolotów, nie pasuje do precyzyjnych ataków bombowców nurkujących. Był jednak jednym z pierwszych celów niemieckiego lotnictwa w drugiej wojnie światowej i jednym z pierwszych miast, które w tej wojnie zniszczono z powietrza.

Miasto przy granicy

Wieluń liczył w 1939 roku około 16 tysięcy mieszkańców, w tym kilka tysięcy Żydów. Był starym miastem królewskim z gotyckim kościołem farnym św. Michała Archanioła, klasztorami, fragmentami średniowiecznych murów i ratuszem z Bramą Krakowską. Leżał na kierunku, na którym miała nacierać niemiecka 10 Armia generała Walthera von Reichenaua, najsilniejsza armia planu „Fall Weiss”, która z Górnego Śląska i okolic Opola miała uderzyć na Warszawę.

Polską obronę na tym odcinku prowadziła Armia „Łódź”. W okolicach Wielunia rozmieszczono jej 28 Dywizję Piechoty, która w ostatnich dniach sierpnia przeszła przez miasto, oraz brygady kawalerii, a na południe od niego, pod Kłobuckiem, Wołyńską Brygadę Kawalerii, która 1 września stoczyła bitwę pod Mokrą. W samym mieście 1 września ani dzień wcześniej, jak ustalił Instytut Pamięci Narodowej, polskich oddziałów nie było; sztab 28 Dywizji stał we wsiach kilka kilometrów dalej.

Wsparcie z powietrza dla 10 Armii zapewniało zgrupowanie lotnictwa szturmowego podporządkowane 4 Flocie Powietrznej generała Alexandra Löhra. Dowodził nim generał Wolfram von Richthofen, który w Hiszpanii, jako szef sztabu Legionu Condor, odpowiadał za operacje lotnicze w czasie bombardowania Guerniki. W jego składzie była m.in. I Grupa 76 Pułku Bombowców Nurkujących (I./StG 76) kapitana Waltera Sigela, ta sama, która dwa i pół tygodnia wcześniej straciła trzynaście samolotów i 26 lotników w katastrofie pod Neuhammer.

Nalot o świcie

Pierwszy nalot wykonała właśnie grupa Sigela. 29 bombowców Ju 87B wystartowało z lotniska polowego Nieder-Ellguth (dziś Ligota Dolna koło Gorzowa Śląskiego), w osłonie myśliwców. Poranna mgła w dolinach utrudniała lot, a rozpoznawcze Dorniery Do 17, wysłane przed bombowcami, według części źródeł w ogóle nie odnalazły miasta. Nad Wieluniem było jednak, jak meldowali później lotnicy, czyste niebo. Samoloty nurkowały pojedynczo i kluczami z niewielkiej wysokości, bo nikt do nich nie strzelał. Według najczęściej cytowanych wyliczeń grupa zrzuciła 29 bomb o wadze 500 kilogramów i 112 bomb pięćdziesięciokilogramowych.

Jedne z pierwszych bomb spadły na szpital Wszystkich Świętych przy wylocie z miasta. Według świadków budynek był oznaczony znakiem Czerwonego Krzyża na dachu. Gmach główny z 1840 roku zawalił się i spłonął. Według wspomnień dyrektora szpitala Zygmunta Patryna zginęło w nim 26 chorych, dwie zakonnice i cztery pielęgniarki; z tą liczbą, 32 ofiar, zgadza się większość opracowań. Świadkowie opowiadali też, że lotnicy ostrzeliwali z broni pokładowej ludzi uciekających z płonących domów na pola.

Po powrocie na lotnisko Sigel zameldował, że nie zaobserwowano nieprzyjaciela. Po jego grupie nad miasto nadleciały kolejne. Kilkadziesiąt Ju 87 z I Grupy 77 Pułku Bombowców Nurkujących kapitana Friedricha-Karla von Dalwigk zu Lichtenfelsa zaatakowało miasto jeszcze rano, później I Grupa 2 Pułku majora Oskara Dinorta, która według jego relacji miała za cel brygadę kawalerii w lesie na północ od Wielunia, a nad samym miastem zrzuciła kilka ciężkich bomb w pobliże rynku. Niemiecka prasa przytoczyła potem chełpliwą wypowiedź Dinorta o ostatniej bombie zrzuconej prosto na rynek. Liczba fal i godziny późniejszych nalotów są w literaturze różne: historyk Grzegorz Bębnik, opierając się na niemieckich dokumentach, przyjmuje trzy poranne naloty i jeden słabszy po południu, inni autorzy mówią o nalotach powtarzanych aż do godziny czternastej. Łącznie na miasto spadło według najczęściej podawanych szacunków około 380 bomb o wadze około 46 ton.

Wieluń płonął przez cały dzień. Z zabudowy rynku ocalało niewiele, m.in. dawne kolegium pijarów i ratusz, w którego dachu utkwiła niewybuchła bomba. Zniszczony został kościół farny św. Michała Archanioła z XIV wieku, synagoga z 1842 roku, część klasztoru augustianek i średniowiecznych murów. Mieszkańcy uciekali z miasta na wschód. Po południu do zrujnowanego Wielunia wkroczyły pierwsze oddziały niemieckiej piechoty.

Spór o godzinę

W Polsce za godzinę nalotu przyjęło się uważać 4.40, czyli pięć minut przed pierwszymi strzałami pancernika „Schleswig-Holstein” na Westerplatte. Taki czas podaje tablica pamiątkowa w Wieluniu z 1959 roku, relacje świadków zebrane przez badaczkę z Instytutu Zachodniego Barbarę Bojarską i prace wieluńskiego historyka Tadeusza Olejnika. Część świadków mówiła nawet o 4.30. Na tej podstawie Wieluń bywa nazywany miejscem, w którym zaczęła się druga wojna światowa.

Niemieckie dokumenty lotnicze podają jednak inne godziny: start grupy Sigela o 5.02, atak o 5.40 i lądowanie o 6.05. Dziennikarz Joachim Trenkner i inni wyjaśniali tę różnicę rzekomą różnicą czasu między Polską a Rzeszą, ale w 1939 roku oba państwa używały tego samego czasu środkowoeuropejskiego. Bębnik i część innych badaczy przyjmują więc, że Stukasy uderzyły na Wieluń około 5.40, a za pierwszy atak lotniczy wojny uważają nalot na przyczółki mostów w Tczewie. Zwracają też uwagę, że świadków przesłuchano dopiero w 1961 roku, dwa lata po wmurowaniu tablicy z godziną 4.40. Zwolennicy wcześniejszej godziny odpowiadają, że świadkowie zgodnie opisywali zaskoczenie śpiącego miasta, a godzinę wcześniej słyszeliby kanonadę artylerii z granicy. Spór pozostaje nierozstrzygnięty. Pewne jest, że Wieluń był jednym z pierwszych celów niemieckiego lotnictwa tego dnia i że nalot nastąpił bez wypowiedzenia wojny.

Ilu zginęło

Liczba ofiar jest sporna od początku. W okresie PRL podawano 1200, 2000, a nawet 2169 zabitych. Norman Davies, opierając się na starszej literaturze, pisał o 1290 zabitych mieszkańcach. Nowsze badania są znacznie ostrożniejsze. Instytut Pamięci Narodowej, który w 2004 roku wznowił śledztwo w sprawie nalotu, uznał, że ponad wszelką wątpliwość można potwierdzić 127 ofiar, ale rzeczywista liczba mogła sięgać kilkuset. Historyk Mateusz Piątkowski w 2013 roku doszedł do wniosku, że liczba około 1200 dotyczy wszystkich ofiar w powiecie wieluńskim w pierwszych dniach wojny, a nie samego miasta. Imiennie zidentyfikowano później około 160 ofiar nalotów. Pełnej liczby nie da się ustalić, bo część mieszkańców uciekła z miasta i zginęła lub zaginęła w drodze, a wielu zabitych pochowano w zbiorowych mogiłach bez spisu.

Cel wojskowy czy test?

Najtrudniejsze pytanie dotyczy tego, dlaczego Wieluń w ogóle zbombardowano. Niemieckie lotnictwo dysponowało informacjami, prawdopodobnie już nieaktualnymi, o polskiej brygadzie kawalerii w rejonie miasta, a przez Wieluń wiodła droga, po której 10 Armia miała iść na wschód. Niemiecki historyk wojskowości Rolf-Dieter Müller uważa, że Luftwaffe chciała uderzyć w polskie wojska i z powodu złej widoczności trafiła w miasto. Podobnie dwa śledztwa prowadzone w RFN w 1978 i 1983 roku umorzono, przyjmując, że lotnicy w porannej mgle nie mogli rozpoznać, w jaki budynek celują.

Większość badaczy odrzuca jednak to wyjaśnienie. Raport grupy Sigela mówi o braku nieprzyjaciela i pogodnym niebie, a lotnicy opisywali szczegółowo trafione budynki. Jochen Böhler i Hans-Erich Volkmann wskazują, że miasto nie miało dla 10 Armii żadnego znaczenia operacyjnego. Volkmann uważa, że Richthofen samodzielnie wybrał Wieluń jako położony blisko granicy, niebroniony cel, na którym chciał sprawdzić skuteczność bombowców nurkujących bez ryzyka strat. W dzienniku szefa sztabu wojsk lądowych generała Franza Haldera już w połowie sierpnia pojawiła się wzmianka o działaniu lotnictwa „w rejonie Wielunia”. W pierwszych dniach wojny Luftwaffe bombardowała też inne małe miasta tej okolicy, m.in. Działoszyn i Kamieńsk, i fotografowała skutki ataków. Amerykański historyk Timothy Snyder nazwał Wieluń miejscem „śmiercionośnego eksperymentu”, w którym sprawdzano, czy nowoczesne lotnictwo potrafi sterroryzować ludność cywilną.

Bez względu na intencje dowódców polscy i niemieccy prawnicy oraz historycy w większości uznają nalot za zbrodnię wojenną. Profesor Witold Kulesza, szef pionu śledczego IPN, nazwał go pierwszą niemiecką zbrodnią wojenną tej wojny. Zwraca się uwagę, że atak nastąpił bez wypowiedzenia wojny, na niebronione miasto, że trafiono w szpital, kościół i synagogę, chronione przez konwencję haską z 1907 roku, i że ostrzeliwano uciekających cywilów. Żaden z dowódców i lotników nie odpowiedział za nalot przed sądem. Polskie śledztwo prowadzone przez IPN również zakończyło się umorzeniem.

Miejsce Wielunia w wojnie

Wieluń otwiera listę miast zniszczonych z powietrza w czasie drugiej wojny światowej. W następnych dniach Luftwaffe bombardowała inne polskie miejscowości, m.in. Sulejów i Frampol, a we wrześniu oblężoną Warszawę, na którą najcięższy nalot spadł 25 września. Tego samego dnia, gdy zniszczono Wieluń, prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt zaapelował do walczących państw, by nie bombardowały ludności cywilnej, a Niemcy zapewnili, że Luftwaffe atakuje wyłącznie cele wojskowe. Los Wielunia pokazywał, ile te zapewnienia były warte, i zapowiadał wojnę, w której bombardowania miast staną się codziennością: od Rotterdamu i Londynu po Hamburg i Drezno.

Dla samego miasta 1 września był początkiem okupacji. Wieluń wcielono do Rzeszy, a jego żydowskich mieszkańców, zamkniętych w getcie, Niemcy w sierpniu 1942 roku wywieźli do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. Ruiny fary Niemcy wysadzili wiosną 1940 roku. Pamięć o nalocie przez lata była w Polsce lokalna, dopiero badania Bojarskiej w latach sześćdziesiątych i Olejnika w następnych dekadach uczyniły Wieluń symbolem. W 2004 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski odsłonił w mieście pomnik ofiar, mówiąc, że to tutaj zaczęła się wojna totalna, niewidząca różnicy między żołnierzem a cywilem. Nalot na Wieluń przedstawia dziś także wystawa Muzeum Historii Wojskowej Bundeswehry w Dreźnie.

Miejsca·Wieluń

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.