TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Apel Roosevelta o oszczędzanie ludności cywilnej

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
1 września 1939
Autor:
Łukasz
Tagi:
Franklin Delano Roosevelt, Stany Zjednoczone, Luftwaffe, Polska

1 września 1939 roku, kilka godzin po tym, jak Niemcy napadły na Polskę, prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt wystosował pilny apel do rządów Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Niemiec i Polski. Prosił, by każdy rząd, który znajdzie się w stanie wojny, publicznie zobowiązał się, że jego siły zbrojne „w żadnym wypadku i w żadnych okolicznościach” nie będą bombardować z powietrza ludności cywilnej ani miast nieufortyfikowanych, pod warunkiem że tych samych zasad będzie przestrzegał przeciwnik. Odpowiedzi przyszły jeszcze tego samego dnia i wszystkie były twierdzące. Adolf Hitler zapewnił amerykańskiego chargé d’affaires w Berlinie Alexandra Kirka, że Luftwaffe otrzymała rozkaz atakowania wyłącznie celów wojskowych. Podobnie odpowiedziały rządy brytyjski, francuski i polski. Dwa dni później, 3 września, Wielka Brytania i Francja ogłosiły wspólną deklarację, w której zobowiązały się bombardować tylko cele ściśle wojskowe. Na polskiej ziemi już od świtu wyglądało to zupełnie inaczej.

Telefon w środku nocy

Wiadomość o wybuchu wojny dotarła do Białego Domu około 2.50 w nocy czasu waszyngtońskiego. Ambasador w Warszawie Anthony Joseph Drexel Biddle nie mógł połączyć się bezpośrednio z Waszyngtonem, przekazał więc informację ambasadorowi w Paryżu Williamowi Bullittowi, a ten zatelefonował do prezydenta. Według relacji Bullitta Roosevelt powiedział: „No więc, Bill, w końcu się stało. Niech Bóg ma nas wszystkich w opiece”. Jeszcze przed świtem prezydent i sekretarz stanu Cordell Hull uzgodnili treść apelu. O piątej rano Departament Stanu wysłał go telegraficznie do ambasad w Londynie, Paryżu, Rzymie, Berlinie i Warszawie z poleceniem natychmiastowego doręczenia. Godzinę później Hull dosłał drugi telegram: odpowiedź Brytyjczyków, Francuzów, Włochów i Polaków miała być przychylna i nadejść jak najszybciej, tak by można ją było od razu ogłosić.

Tekst był krótki. Roosevelt przypominał, że bezwzględne bombardowania cywilów w nieufortyfikowanych skupiskach ludności, prowadzone w ostatnich latach w różnych zakątkach świata, okaleczyły i zabiły tysiące bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci, „napełniły bólem serca każdego cywilizowanego człowieka i głęboko wstrząsnęły sumieniem ludzkości”. Jeśli w rozpoczynającej się „tragicznej pożodze” sięgnie się po tę „nieludzką formę barbarzyństwa”, życie stracą setki tysięcy niewinnych ludzi, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za wojnę i nawet w najmniejszym stopniu w niej nie uczestniczą. Dlatego prezydent zwracał się do każdego rządu, który może zostać wciągnięty w działania wojenne, by publicznie potwierdził swoje stanowisko, i prosił o natychmiastową odpowiedź.

Za tymi słowami stało doświadczenie kilku poprzednich lat. W kwietniu 1937 roku samoloty Legionu Condor i lotnictwa włoskiego zniszczyły Guernikę, lotnictwo frankistowskie i włoskie bombardowało Madryt i Barcelonę, a lotnictwo japońskie od 1937 roku atakowało chińskie miasta, z Szanghajem, Kantonem i Chongqingiem na czele. Roosevelt potępiał te naloty już w przemówieniu chicagowskim z października 1937 roku, a latem 1938 roku Departament Stanu zaczął zniechęcać amerykańskie wytwórnie lotnicze do sprzedawania samolotów państwom, które bombardują ludność cywilną. Prawo międzynarodowe nie dawało tu żadnej ochrony: konwencje haskie powstały, zanim samolot stał się bronią, a projekt reguł wojny powietrznej opracowany w Hadze w latach 1922–1923 nigdy nie wszedł w życie. W czerwcu 1938 roku premier Neville Chamberlain przedstawił w Izbie Gmin trzy zasady, które Wielka Brytania uważała za obowiązujące: zakaz celowego atakowania ludności cywilnej, atakowanie tylko rozpoznawalnych celów wojskowych i obowiązek takiego postępowania, by nie narażać cywilów w ich sąsiedztwie. Jesienią 1938 roku podobną rezolucję przyjęło Zgromadzenie Ligi Narodów. Do dyktatorów Roosevelt zwracał się bezpośrednio już wcześniej: w kwietniu 1939 roku zaapelował do Hitlera i Mussoliniego o zapewnienie, że nie napadną na trzydzieści jeden wymienionych państw, a w ostatnich dniach sierpnia wzywał Hitlera i prezydenta Ignacego Mościckiego do rozwiązania sporu bez użycia siły. Apel z 1 września był próbą zamienienia tych deklaracji w konkretne zobowiązania walczących stron w pierwszych godzinach nowej wojny.

Odpowiedzi

Pierwszy odpowiedział Rzym. O 17 urzędnik włoskiego MSZ oświadczył ustnie ambasadorowi Williamowi Phillipsowi, że skoro Rada Ministrów ogłosiła tego dnia, iż Włochy nie podejmą żadnych działań wojennych, sprawa, której dotyczy apel, Włoch nie dotyczy.

Brytyjską odpowiedź przekazał w Waszyngtonie ambasador lord Lothian. Rząd Jego Królewskiej Mości z uznaniem przyjmował „ważki i poruszający” apel prezydenta i oświadczał, że w razie wojny od dawna zamierzał powstrzymywać się od takich działań i ograniczyć bombardowania do celów ściśle wojskowych, pod warunkiem że przeciwnik będzie przestrzegał tych samych zasad. Dodawał, że szczegółowe reguły, które chce sobie narzucić, uzgodnił już z „pewnymi innymi rządami”, czyli przede wszystkim z Francją. Francuski minister spraw zagranicznych Georges Bonnet wieczorem przesłał Bullittowi notę, w której zapewniał, że naczelny wódz sił francuskich otrzymał rozkazy wykluczające bombardowanie ludności cywilnej i ograniczające naloty do celów ściśle wojskowych. Zastrzegał zarazem prawo do podjęcia wszelkich stosownych kroków, gdyby przeciwnik tych ograniczeń nie respektował.

Odpowiedź niemiecka nadeszła późnym wieczorem. Minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop przesłał Kirkowi notę z odpowiedzią „Kanclerza Rzeszy”. Hitler pisał, że pogląd prezydenta, iż zasadą humanitarną jest powstrzymywanie się od bombardowania celów niewojskowych w każdych okolicznościach, „całkowicie odpowiada” jego własnemu stanowisku, którego zresztą bronił już wcześniej. Bezwarunkowo popierał więc propozycję, by walczące rządy złożyły taką deklarację. Przypominał, że w przemówieniu w Reichstagu tego samego dnia ogłosił już, iż Luftwaffe dostała rozkaz ograniczenia działań do celów wojskowych. Rzeczywiście, w Operze Krolla mówił: „Nie chcę prowadzić wojny przeciwko kobietom i dzieciom. Wydałem mojej Luftwaffe rozkaz, by w swoich atakach ograniczała się do celów wojskowych”. Warunkiem utrzymania tego rozkazu było, „rzecz jasna”, by lotnictwo przeciwnika stosowało się do tej samej reguły.

Polska odpowiedziała dwiema drogami. W Warszawie minister spraw zagranicznych Józef Beck zapewnił Biddle’a, że polskie lotnictwo i wojsko już wcześniej dostały rozkaz, by nie bombardować miast nieufortyfikowanych, a nawet ośrodków wojskowych, jeśli atak zagrażałby ludności cywilnej. Poufnie dodał, że takie instrukcje wydano razem z pierwszymi rozkazami mobilizacyjnymi i że tego dnia żaden polski samolot nie przeleciał nad terytorium Niemiec. W Waszyngtonie ambasador Jerzy Potocki przekazał Hullowi oficjalną notę rządu. Polska dziękowała za telegram i w pełni zgadzała się z zawartymi w nim zasadami, ale przypominała, że od rana jest celem niesprowokowanej agresji i padła już ofiarą wielu ataków z powietrza. Doniesienia o stratach wśród ludności cywilnej każą wątpić, czy strona przeciwna respektuje zasady, o których mówi prezydent. Polska będzie ich przestrzegać, pod warunkiem że przeciwnik będzie ich przestrzegał równie skrupulatnie.

Słowa i bomby

Polska nota była najbliższa rzeczywistości. Gdy Roosevelt w Waszyngtonie odbierał telefon od Bullitta, w Polsce był ranek pierwszego dnia wojny. Mniej więcej o 4.40, według większości ustaleń kilka minut przed salwami „Schleswig-Holsteina” na Westerplatte, Junkersy Ju 87 zaatakowały Wieluń, miasto bez garnizonu i bez obrony przeciwlotniczej. Bomby spadły na szpital i centrum miasta, które w większości legło w gruzach. Tego dnia Luftwaffe bombardowała też Warszawę, Kraków, Gdynię, Lwów i dziesiątki innych miejscowości. Beck już wieczorem sprawdzał doniesienia o siedemdziesięciu zabitych cywilach we Lwowie.

W nocy z 1 na 2 września rząd niemiecki przekazał przez Hagę propozycję, by obie strony ograniczyły naloty do celów wojskowych. Poseł holenderski doręczył ją Beckowi o 4.30 nad ranem, a ten natychmiast odpowiedział, że Polska się zgadza, jeśli Niemcy będą tej zasady przestrzegać. Biddle zauważył w raporcie, że Hitler zdecydował się na ten gest dopiero wtedy, gdy zrozumiał, że może przyjść mu walczyć nie tylko z polskim, ale i z francuskim oraz brytyjskim lotnictwem. Kilka godzin później, około ósmej rano 2 września, niemieckie samoloty zbombardowały Ciechanów, zabijając według polskich meldunków 21 cywilów i czterech żołnierzy, oraz Lublin, gdzie zginęło około trzydziestu osób. 3 września bomby spadły w Konstancinie, gdzie polskie MSZ zakwaterowało korpus dyplomatyczny jako w miejscu najbezpieczniejszym. Jedna z nich uszkodziła willę Biddle’a, w której była cała jego rodzina.

Waszyngton polecił swoim attaché wojskowym w Londynie, Paryżu, Berlinie i Warszawie badać na miejscu każdy przypadek bombardowania obiektów niewojskowych. W Polsce takich przypadków przybywało z każdym dniem. 12 września Biddle meldował z Krzemieńca, dokąd przeniosło się MSZ, że niemieckie samoloty zbombardowały główną ulicę tego bezbronnego miasteczka, zabijając jedenaście osób. Następnego dnia lotnictwo niemieckie niemal doszczętnie zniszczyło Frampol, a Warszawa, bombardowana od pierwszego dnia wojny, przeżywała coraz cięższe naloty, aż po zmasowany atak z 25 września. Luftwaffe tłumaczyła, że atakuje cele wojskowe, za które uznawała także węzły kolejowe, mosty, koszary i miasta leżące na drodze cofających się wojsk. Granica między „celem wojskowym” a terrorem wobec ludności cywilnej w praktyce przestała istnieć.

Deklaracja francusko-brytyjska

Na przełomie 2 i 3 września rządy Wielkiej Brytanii i Francji ogłosiły wspólną deklarację, którą 3 września Lothian przekazał Departamentowi Stanu. Oba rządy uroczyście zapewniały, że jeśli wojna zostanie im narzucona, będą ją prowadzić „ze zdecydowanym pragnieniem oszczędzenia ludności cywilnej” i zachowania wszelkimi sposobami pomników ludzkiej cywilizacji. Z głębokim zadowoleniem przyjęły apel Roosevelta i odpowiedziały na niego w podobnym duchu. Już wcześniej wydały dowódcom sił zbrojnych wyraźny zakaz bombardowania z powietrza, z morza czy przez artylerię lądową czegokolwiek poza celami „ściśle wojskowymi w najwęższym znaczeniu tego słowa”. Artyleria nie miała ostrzeliwać obiektów bez jasno określonego znaczenia wojskowego, a zwłaszcza dużych obszarów miejskich poza strefą walk.

Deklaracja szła dalej niż apel prezydenta. Wojna na morzu miała być prowadzona zgodnie z londyńskim protokołem z 1936 roku o zasadach wojny podwodnej, a lotnictwo miało atakować statki handlowe tylko na zasadach obowiązujących okręty nawodne. Oba rządy potwierdzały też, że będą przestrzegać protokołu genewskiego z 1925 roku o zakazie broni chemicznej i bakteriologicznej. Zapowiadały, że zapytają rząd niemiecki, czy jest gotów dać takie same zapewnienia, i zastrzegały, że jeśli przeciwnik nie będzie przestrzegał tych ograniczeń, zastrzegają sobie prawo do podjęcia wszelkich działań, jakie uznają za stosowne.

Warunek ten został złamany już w chwili, gdy deklarację ogłaszano, ale Londyn i Paryż nie zamierzały go egzekwować. Pierwsze akcje Royal Air Force wymierzono w okręty wojenne, a nad niemieckie miasta brytyjskie bombowce przylatywały z ulotkami. Polscy dyplomaci w Paryżu i Londynie bezskutecznie domagali się nalotów, które odciążyłyby Polskę. 12 września ambasador Edward Raczyński skarżył się ambasadorowi amerykańskiemu Josephowi Kennedy’emu, że Brytyjczycy, choć nie mówią tego wprost, boją się, iż bombardując niemieckie miasta zabiją kobiety i dzieci, a wtedy opinia amerykańska uzna ich za tych, którzy zaczęli, i nie zgodzi się na zmianę ustawy o neutralności, bez której Wielka Brytania i Francja nie mogły kupować w Stanach broni. Apel Roosevelta, wymierzony w barbarzyństwo, stał się więc po części jednym z argumentów za aliancką bezczynnością wobec walczącej Polski.

Miejsce w wojnie

Wstrzemięźliwość obu stron na Zachodzie trwała dłużej niż wojna w Polsce. Pierwsze niemieckie bomby spadły na Wielką Brytanię w październiku 1939 roku, gdy Luftwaffe zaatakowała okręty w zatoce Firth of Forth. Przez całą zimę obie strony unikały nalotów na miasta przeciwnika. Roosevelt jeszcze raz sięgnął po swój apel w grudniu 1939 roku: gdy po napaści na Finlandię radzieckie samoloty zbombardowały Helsinki, objął ZSRR „moralnym embargiem” na sprzedaż samolotów. Przełom nastąpił w maju 1940 roku. 14 maja Luftwaffe zbombardowała Rotterdam, a w nocy z 15 na 16 maja brytyjskie bombowce po raz pierwszy zaatakowały cele w Zagłębiu Ruhry. Potem przyszły bitwa o Anglię i nocne naloty na Londyn, Coventry i inne miasta brytyjskie, a od 1942 roku brytyjskie i amerykańskie bombardowania strategiczne niszczące całe dzielnice niemieckich miast, aż po Drezno w lutym 1945 roku. Na Dalekim Wschodzie wojna skończyła się nalotami na Tokio i bombami atomowymi zrzuconymi na Hiroszimę i Nagasaki.

Przewidywanie Roosevelta, że w razie odwołania się do bombardowań życie stracą setki tysięcy ludzi, okazało się więc wręcz ostrożne. Wieluń, Frampol i Warszawa we wrześniu 1939 roku pokazały od pierwszego dnia, ile warte były zapewnienia, które Hitler złożył prezydentowi, a deklaracja Wielkiej Brytanii i Francji przetrwała tylko do chwili, gdy wojna rozlała się na Zachód.

Miejsca·Wieluń

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.