TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Nalot zapalający na Nagoję

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
11 marca 1945
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, ludność cywilna

Wieczorem 11 marca 1945 roku, zaledwie półtorej doby po powrocie z nalotu na Tokio, amerykańskie bombowce B-29 Superfortress ponownie wystartowały z Marianów. Tym razem ich celem była Nagoja – trzecie co do wielkości miasto Japonii i główny ośrodek jej przemysłu lotniczego. Według amerykańskiej historii oficjalnej wysłano 310 maszyn, z których około 285 zrzuciło bomby na miasto w pierwszych godzinach 12 marca; japońskie zestawienia mówią o około 200 bombowcach. Nalot był drugim z serii pięciu wielkich nocnych ataków zapalających, które XXI Dowództwo Bombowe gen. Curtisa LeMaya przeprowadziło w ciągu dziesięciu dni marca – nazywanej w literaturze anglojęzycznej „ognistym blitzem” (fire blitz).

Miasto samolotów

Nagoja, położona nad zatoką Ise w środkowym Honsiu, wytwarzała według amerykańskich szacunków 40–50 procent japońskich samolotów bojowych i silników lotniczych. Działały tu wielkie zakłady koncernu Mitsubishi – wytwórnia płatowców, gdzie budowano m.in. myśliwce A6M Zero, i zakłady silnikowe w dzielnicy Daikō – a także zakłady Aichi, arsenał armii, port i liczne warsztaty kooperantów rozproszone po dzielnicach mieszkalnych. Miasto już wcześniej było celem amerykańskich bombowców: w kwietniu 1942 roku spadły na nie pierwsze bomby – z samolotów rajdu Doolittle’a, a od grudnia 1944 roku zakłady Mitsubishi wielokrotnie atakowały B-29 z Marianów, także w czasie nalotów na Japonię w styczniu 1945 roku. Precyzyjne naloty dzienne przynosiły jednak mizerne efekty.

Nalot 11/12 marca

LeMay zastosował nad Nagoją tę samą metodę co dwie noce wcześniej nad Tokio: bombowce nadlatywały pojedynczo, nocą, z wysokości 1,5–2,5 kilometra, z ładunkiem bomb zapalających M69 i M47 zamiast uzbrojenia obronnego. Celem był obszar śródmiejski między zakładami lotniczymi a portem. Efekt okazał się jednak znacznie mniejszy niż w stolicy. Według amerykańskich danych spłonęło około 5,3 km² (2,05 mili kwadratowej) zabudowy – jedna ósma tego, co w Tokio. Amerykańskie analizy wskazywały kilka przyczyn: bomby rozłożono na zbyt dużym obszarze, przez co poszczególne ogniska nie połączyły się w burzę ogniową; tej nocy nie było silnego wiatru, który w Tokio pędził płomienie przez całe dzielnice; Nagoja miała też szersze ulice, rozległe pasy przeciwpożarowe i lepiej przygotowaną obronę przeciwpożarową.

Japońskie źródła podają, że w nalocie zginęło 519 osób, a 734 zostały ranne; uszkodzonych lub zniszczonych zostało 25 734 budynków, a dotkniętych skutkami nalotu – ponad 105 tysięcy mieszkańców. Spłonęło około pięciu procent obszaru miasta. Japońska obrona nie zestrzeliła ani jednego bombowca.

Ognisty blitz

Nalot na Nagoję był częścią serii, którą LeMay zaplanował na naradzie 7 marca. Po Tokio (9/10 marca) i Nagoi przyszła kolej na Osakę w nocy z 13 na 14 marca: 274 bombowce spaliły około 21 km² drugiego miasta Japonii, tracąc dwie maszyny. W nocy z 16 na 17 marca 331 B-29 uderzyło na Kobe; burza ogniowa zniszczyła około 18 km² – mniej więcej połowę miasta – zabiła według amerykańskich szacunków około 8 tysięcy ludzi i pozbawiła dachu nad głową około 650 tysięcy. W nocy z 18 na 19 marca bombowce wróciły nad Nagoję i spaliły kolejne 7,6 km², w tym okolice dworca głównego; według japońskich danych zginęło wówczas 826 osób. Stracono tylko jeden B-29, którego załogę wyłowiono z morza.

Na tym seria się urwała: XXI Dowództwo Bombowe wyczerpało zapasy bomb zapalających i musiało czekać na nowe dostawy, a od końca marca jego bombowce wspierały przygotowania do inwazji na Okinawę, atakując lotniska na Kiusiu. W ciągu dziesięciu dni pięć nalotów spaliło ponad 90 km² zabudowy w czterech największych miastach Japonii, przy stratach około dwudziestu bombowców – mniej niż wtedy, gdy B-29 próbowały trafiać w fabryki z dużej wysokości. Kolejny ważny atak, nocne precyzyjne bombardowanie zakładów silnikowych Mitsubishi w Nagoi w nocy z 23 na 24 marca, nie przyniósł rezultatów i kosztował pięć maszyn z 251 wysłanych.

Czy 20 marca spalono Tokio?

Popularne kroniki wojny podają pod datą 20 marca 1945 roku, że Tokio zostało ponownie zbombardowane bombami zapalającymi. Amerykańskie zestawienia nalotów, w tym oficjalna historia lotnictwa armii (Craven i Cate), nie odnotowują takiego ataku: marcowa seria zapalająca objęła Tokio (9/10 marca), Nagoję (11/12 marca), Osakę (13/14 marca), Kobe (16/17 marca) i znów Nagoję (18/19 marca), po czym zabrakło bomb. Tokio spłonęło ponownie dopiero w nocy z 13 na 14 kwietnia, gdy 327 B-29 spaliło około 30 km² dzielnicy arsenałów na północy miasta, a potem w nocy z 15 na 16 kwietnia oraz – najpotężniej – 23/24 i 25/26 maja. Wzmianka z 20 marca odnosi się zapewne do zakończenia marcowej serii albo do pojedynczych nalotów nękających.

Odpowiedź Japonii

Marcowe naloty wstrząsnęły japońskim rządem i dowództwem. Pokazały, że wojsko nie potrafi obronić nieba nad najważniejszymi miastami kraju: w ciągu dziesięciu dni nocne myśliwce i artyleria przeciwlotnicza zniszczyły niespełna dwadzieścia bombowców. Władze przyspieszyły ewakuację dzieci, osób starszych i pracowników niezwiązanych z przemysłem wojennym z wielkich miast, a w fabrykach rosła absencja – ludzie bali się zostawiać rodziny lub nie mieli już gdzie mieszkać. Wzmocniono obronę powietrzną: w kwietniu do obrony kraju wyznaczono około 450 myśliwców, wciąż jednak za mało, by zatrzymać setki bombowców, wkrótce eskortowanych przez myśliwce P-51 z Iwo Jimy.

Po stronie amerykańskiej wyniki uznano za przełom. Waszyngtońska Połączona Grupa Celów (Joint Target Group) opracowała plan dwuetapowej kampanii przeciw 22 japońskim miastom, a LeMay i część sztabu gen. Henry’ego Arnolda uważali, że same naloty mogą zmusić Japonię do kapitulacji bez inwazji. W marcu B-29 zaczęły też zrzucać ulotki wzywające ludność do obalenia rządu pod groźbą zniszczenia miast.

Sama Nagoja była atakowana jeszcze wielokrotnie. 14 maja w nalocie zapalającym spłonął XVII-wieczny zamek Nagoya, używany przez wojsko jako stanowisko dowodzenia. Według japońskich zestawień w 63 nalotach na miasto do końca wojny zginęło 7858 osób (amerykańskie opracowania podają mniej, około 3,9 tysiąca), a zniszczonych lub uszkodzonych zostało ponad 135 tysięcy domów.

Miejsce w wojnie

Nalot na Nagoję z 11–12 marca 1945 roku sam w sobie nie dorównał tokijskiej katastrofie, ale potwierdził, że nalot na Tokio nie był jednorazowym wyjątkiem, lecz początkiem nowej strategii. Od marca 1945 roku amerykańskie lotnictwo strategiczne na Pacyfiku systematycznie paliło japońskie miasta, w których przemysł zbrojeniowy przeplatał się z zabudową mieszkalną. Doświadczenia z Nagoi – zbyt rozproszone bombardowanie, słabszy wiatr, lepiej przygotowana obrona przeciwpożarowa – skłoniły sztab LeMaya do korekt w kolejnych nalotach. Gdy w maju i czerwcu B-29 wróciły nad wielkie miasta w jeszcze większej sile, kilkuset bombowców naraz, zniszczenia w Nagoi, Osace, Kobe, Jokohamie i Tokio objęły od jednej trzeciej do ponad połowy ich zabudowy, a latem kampania objęła kilkadziesiąt średnich i małych miast. Do sierpnia 1945 roku z japońskich miast uciekło kilka milionów ludzi, a produkcja zbrojeniowa – i tak dławiona przez blokadę morską – załamywała się. Przywódcy Japonii nie zdecydowali się jednak na kapitulację aż do ataków atomowych i wypowiedzenia wojny przez Związek Radziecki.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.