TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Nalot na Tokio 13–14 kwietnia

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
14 kwietnia 1945
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, ludność cywilna, Curtis LeMay

W nocy z 13 na 14 kwietnia 1945 roku nad Tokio znów pojawiły się setki amerykańskich bombowców B-29 Superfortress załadowanych bombami zapalającymi. Był to pierwszy wielki nalot zapalający na japońską stolicę od miesiąca – od nocy z 9 na 10 marca, gdy pożar wywołany przez B-29 zabił w Tokio 80–100 tysięcy ludzi. Tym razem celem była północna część miasta, z wojskowym arsenałem i dziesiątkami zakładów zbrojeniowych. Dwie noce później, z 15 na 16 kwietnia, bombowce uderzyły na południowe dzielnice Tokio i sąsiednie miasta przemysłowe Kawasaki i Jokohamę.

Nalot datuje się często na 14 kwietnia, bo wtedy się skończył: bomby zaczęły spadać późnym wieczorem 13 kwietnia, a pożary szalały do rana 14 kwietnia. W Japonii nalot nazywa się „wielkim nalotem na Jōhoku” (Jōhoku daikūshū), czyli na północne dzielnice miasta.

Przerwa i powrót do ognia

Po marcowym Tokio XXI Dowództwo Bombowe 20 Armii Lotniczej, kierowane przez generała Curtisa LeMaya, w ciągu dziesięciu dni spaliło tą samą metodą części Nagoi, Osaki i Kobe. Potem seria się urwała – na Marianach zabrakło bomb zapalających, a nowe dostawy przypływały statkami z odległego o tysiące kilometrów kontynentu. Jednocześnie bombowce musiały wesprzeć desant na Okinawę, który rozpoczął się 1 kwietnia: atakowały lotniska na Kiusiu, z których startowali piloci kamikaze.

Na początku kwietnia LeMay wrócił więc do nalotów precyzyjnych na fabryki lotnicze. Dawały one mieszane wyniki. Nocny atak na zakłady silnikowe Nakajimy 1 kwietnia nie przyniósł efektów, ale dzienny nalot z 7 kwietnia był już pierwszym, w którym B-29 osłaniały myśliwce P-51 Mustang z niedawno zdobytej Iwo Jimy. 12 kwietnia ponad 250 bombowców uderzyło na trzy fabryki lotnicze, m.in. na zakłady w Musashino na zachodnich przedmieściach Tokio.

Gdy zapasy bomb zapalających zostały uzupełnione, LeMay wrócił do metody, która w marcu okazała się dla Japonii tak niszczycielska: nocne naloty z niewielkiej wysokości, z ładunkami bomb kasetowych M-69 wypełnionych napalmem. Na pierwszy cel wybrano tokijski okręg arsenału.

Noc z 13 na 14 kwietnia

Według oficjalnej historii lotnictwa armii amerykańskiej (Craven i Cate) nad cel dotarło 327 B-29 z trzech skrzydeł bombowych stacjonujących na Saipanie, Tinianie i Guamie; dane japońskie mówią o około 330 maszynach. Bomby spadły na pas dzielnic od Toshimy i Ikebukuro po Ōji, Takinogawę, Itabashi i Arakawę. Amerykanie oszacowali obszar spalony tej nocy na 11,4 mili kwadratowej, czyli około 30 kilometrów kwadratowych. Zniszczeniu uległy liczne zakłady zbrojeniowe i część tokijskiego arsenału armii. Amerykanie stracili siedem bombowców.

Według japońskich zestawień zginęło 2459 osób, a spłonęło ponad 170 tysięcy domów; setki tysięcy ludzi straciły dach nad głową. Ofiar było więc kilkadziesiąt razy mniej niż w marcu, choć spalony obszar był tylko o połowę mniejszy. Złożyło się na to zapewne kilka przyczyn: mniej gęsta zabudowa części północnych dzielnic, przede wszystkim jednak doświadczenie marcowej katastrofy. Mieszkańcy wiedzieli już, że kryjówki w domach i ogródkach stają się pułapkami, i uciekali w stronę parków, rzek i terenów otwartych, a władze wcześniej wysiedliły z miasta część ludności i rozebrały zabudowę na pasach przeciwpożarowych.

Pożary dotarły także do miejsc o szczególnym znaczeniu dla państwa. Spłonęły główne budynki chramu shintō Meiji-jingū, poświęconego deifikowanemu cesarzowi Meiji, a według japońskich relacji uszkodzone zostały także części kompleksu pałacowego, w tym pałac Ōmiya, rezydencja cesarzowej wdowy. Minister wojny Korechika Anami i szef sztabu generalnego armii Yoshijirō Umezu udali się do pałacu, by przeprosić cesarza Hirohito za to, że nie zdołali ochronić siedziby monarchy. Zapamiętano również scenę spod ogrodu Shinjuku Gyoen: według przekazów strażnicy nie chcieli wpuścić uciekających przed ogniem mieszkańców do zamkniętego cesarskiego parku, dopóki tłum nie wyłamał bramy.

Amerykańscy planiści uzasadniali wybór celu tym, że w północnych dzielnicach Tokio – podobnie jak w marcowym Shitamachi – przemysł zbrojeniowy był wymieszany z zabudową mieszkalną: obok arsenału i dużych zakładów działały setki warsztatów rodzinnych, wytwarzających części dla wojska. W praktyce oznaczało to, że ogień niszczył jednocześnie fabryki i domy, a granica między celem wojskowym a ludnością cywilną zacierała się. Japońska propaganda przedstawiała naloty jako „barbarzyńskie” zbrodnie przeciw bezbronnym, władze zaś wciąż wzywały mieszkańców do gaszenia pożarów zamiast ucieczki, choć po marcowej katastrofie mało kto traktował te wezwania poważnie. Spory o moralną i prawną ocenę strategii zapalającej, toczone potem przez historyków po obu stronach Pacyfiku, dotyczą całej tej kampanii, nie tylko nocy 9 marca.

Noc z 15 na 16 kwietnia

Dwie doby później LeMay powtórzył uderzenie. W nocy z 15 na 16 kwietnia nad cel dotarły 303 B-29. Część z nich zaatakowała południowe dzielnice Tokio – Kamatę, Ōmori, Ebarę, Shinagawę i Meguro – a pozostałe przemysłowe Kawasaki oraz północne obrzeża Jokohamy. Według amerykańskich szacunków spłonęło około 16 kilometrów kwadratowych Tokio, ponad 9 kilometrów kwadratowych Kawasaki i blisko 4 kilometry kwadratowe Jokohamy. W samym Tokio zginęło według danych japońskich 841 osób, a spłonęło ponad 50 tysięcy domów. Obrona przeciwlotnicza była tej nocy skuteczniejsza – Amerykanie stracili dwanaście bombowców.

Japońska obrona powietrzna była jednak w głębokim kryzysie. 15 kwietnia jednostki myśliwskie armii i marynarki podporządkowano wreszcie wspólnemu dowództwu – Lotniczej Armii Generalnej generała Masakazu Kawabe – ale było już za późno. Doświadczonych pilotów brakowało, paliwa także, a wiele samolotów i lotników przeznaczono do ataków samobójczych na flotę amerykańską pod Okinawą.

Znaczenie

Kwietniowe naloty pokazały, że marcowa katastrofa nie była jednorazowym wstrząsem, lecz początkiem systematycznego niszczenia japońskich miast. Wbrew nadziejom części japońskich przywódców śmierć prezydenta Franklina Roosevelta, o której Tokio dowiedziało się kilkanaście godzin przed nalotem, nie zmieniła amerykańskiej polityki: nowy prezydent Harry Truman kontynuował wojnę na tych samych warunkach bezwarunkowej kapitulacji. Rząd admirała Kantarō Suzukiego, powołany kilka dni wcześniej, nie miał ani środków obrony, ani gotowości do rozmów pokojowych.

Na kilka tygodni 20 Armia Lotnicza musiała jeszcze dzielić siły między miasta a lotniska Kiusiu, wspierając walki na Okinawie. W maju naloty zapalające powróciły jednak z nową siłą: kolejne ataki spaliły resztę centrum Tokio wraz z większością zabudowań pałacu cesarskiego, a potem Nagoję, Osakę, Kobe, Jokohamę i kilkadziesiąt mniejszych miast. Do sierpnia 1945 roku zniszczona została mniej więcej połowa zabudowy Tokio, a ofiary nalotów na Japonię liczono w setkach tysięcy. Dla mieszkańców stolicy noc z 13 na 14 kwietnia była jednym z pięciu wielkich nalotów – obok 10 marca, 15 kwietnia oraz 24 i 25 maja – które zapisały się w pamięci miasta jako „tokijskie naloty”.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.