TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Ostatnie miesiące V-2

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
15 marca 1945
Autor:
Łukasz
Tagi:
Wielka Brytania, Belgia, ludność cywilna, Holandia

W połowie marca 1945 roku wojna w Europie wchodziła w ostatnią fazę. Armie zachodnie stały nad Renem i zdobyły już most w Remagen, Armia Czerwona nad Odrą szykowała się do natarcia na Berlin, a Niemcy tracili kolejne zagłębia przemysłowe. Mimo to w Londynie i w Antwerpii wciąż, dzień po dniu i bez ostrzeżenia, wybuchały niemieckie rakiety. Pod 15 marca kalendaria zapisują, że pociski V-2 nadal spadają na Anglię i Belgię. Zapis jest trafny: ostrzał, który rozpoczął się we wrześniu 1944 roku pierwszymi rakietami na Paryż i Londyn, trwał jeszcze niemal dwa tygodnie i zakończył się nie dlatego, że alianci znaleźli na tę broń sposób, lecz dlatego, że wojska lądowe odcięły wyrzutnie od celów.

Broń „odwetowa” w ostatniej zimie wojny

V-2 – pierwotnie Aggregat 4, rakieta balistyczna zespołu Wernhera von Brauna i Waltera Dornbergera – była w 1945 roku bronią bez praktycznego znaczenia wojskowego, ale wciąż groźną dla ludności cywilnej. Głowica zawierała mniej więcej tonę materiału wybuchowego, rakieta spadała z prędkością kilkukrotnie większą od prędkości dźwięku, a obrona przeciwlotnicza nie miała środków, by ją przechwycić. Jej celem nie były już fabryki ani lotniska, lecz wielkie miasta – Londyn, który miał zostać ukarany za naloty na Niemcy, i Antwerpia, której port od otwarcia dla żeglugi pod koniec listopada 1944 roku był głównym portem zaopatrzeniowym armii alianckich.

Jednostki rakietowe podlegały od jesieni 1944 roku SS-Gruppenführerowi Hansowi Kammlerowi, inżynierowi SS, który wcześniej budował obozy koncentracyjne, a od 1943 roku kierował przeniesieniem produkcji rakiet do podziemnych sztolni. Na początku 1945 roku skupił on w swoich rękach dowództwo nad całą bronią „V”, podporządkowaną bezpośrednio Heinrichowi Himmlerowi – choć, jak podkreślają historycy programu, nie mógł już zmienić ani skali produkcji, ani sytuacji na froncie. Rakiety przywożono koleją z podziemnej fabryki Mittelwerk w górach Harz, w pobliżu Nordhausen, przez Niemcy do Holandii, gdzie tankowano je i odpalano z ruchomych stanowisk.

Na Londyn strzelały baterie rozmieszczone w Hadze i jej okolicach – w lesie Haagse Bos, w parkach Scheveningen, na torze wyścigowym Duindigt i w Wassenaar. Haga leżała około 320 kilometrów od Londynu, niemal na granicy zasięgu rakiety, ale była jedynym miejscem, z którego wciąż dało się go dosięgnąć. Na Antwerpię i inne cele w Belgii strzelano z głębi wschodniej Holandii i z zachodnich Niemiec. Rakiety ukrywano w zadrzewieniach i na ulicach między domami, a starty odbywały się często w biały dzień, na oczach mieszkańców holenderskich miast, dla których każdy nieudany start – a takich było wiele – oznaczał ryzyko, że rakieta spadnie na ich dzielnicę.

Londyn i Antwerpia w marcu

Zima 1944/1945 przyniosła najcięższy okres ostrzału. Wbrew zapowiedziom, że wyrzutnie zostaną wkrótce zajęte, które Winston Churchill złożył w Izbie Gmin w listopadzie, gdy po raz pierwszy przyznał, że na Anglię spadają rakiety, front w Holandii zatrzymał się po niepowodzeniu pod Arnhem, a Niemcy mogli strzelać spod Hagi przez całą zimę. Najtragiczniejsze trafienie tego okresu w Londynie nastąpiło 25 listopada 1944 roku, gdy rakieta zburzyła dom towarowy Woolworths w New Cross, zabijając 168 osób.

Marzec nie przyniósł ulgi. Przed południem 8 marca 1945 roku rakieta spadła na północny skraj targu mięsnego Smithfield w londyńskim City, przy Charterhouse Street i Farringdon Road; wybuch zniszczył hale targowe, uszkodził tunel kolejowy pod nimi i według brytyjskich zestawień zabił ponad sto osób – najczęściej podaje się 110 ofiar. Po każdym takim uderzeniu ratownicy obrony cywilnej przez wiele godzin, czasem dni, odkopywali zasypanych spod gruzów. Rakiety spadały też na przedmieścia i na hrabstwa wokół stolicy – zwłaszcza na Kent i Essex, gdzie wiele z nich lądowało z dala od celu. Brytyjski kontrwywiad podtrzymywał przy tym podstęp, w ramach którego przewerbowani niemieccy agenci meldowali o rzekomych trafieniach w centrum, sugerując, że rakiety przenoszą cel; Niemcy skracali więc strzały, a ponad połowa rakiet wymierzonych w Londyn spadła przed granicą londyńskiego obszaru obrony cywilnej.

W Belgii ofiarą ostrzału padała przede wszystkim Antwerpia. Na miasto i jego okolice spadały jednocześnie rakiety V-2 i pociski latające V-1, a obrona przeciwlotnicza – brytyjskie i amerykańskie baterie zgrupowane w dowództwie nazwanym „Antwerp X” – mogła walczyć tylko z tymi drugimi. Największą tragedią była rakieta, która 16 grudnia 1944 roku trafiła w czasie seansu w kino Rex, zabijając 567 osób, w tym blisko trzystu żołnierzy alianckich. Mimo ostrzału port pracował – dokerzy i żołnierze rozładowywali statki pod ostrzałem – a straty w przeładunku okazały się mniejsze, niż liczyło niemieckie dowództwo. Pojedyncze rakiety trafiały też w Liège, Hasselt i inne belgijskie miasta.

Bezsilność obrony

Przeciw V-2 nie było obrony czynnej. Radary wykrywały rakietę w locie, ale nie dało się jej zestrzelić ani ostrzec ludności. Alianci mogli jedynie atakować to, co działo się przed startem: transporty kolejowe, składy paliwa i ciekłego tlenu, stanowiska odpalania. Myśliwce bombardujące RAF – głównie Spitfire’y – przez całą zimę nurkowały nad Hagą na wypatrzone cele, lecz ruchome baterie łatwo było przenieść, a każda bomba zrzucona w gęsto zabudowanym mieście groziła śmiercią holenderskich cywilów.

Groźba ta spełniła się w najgorszy możliwy sposób 3 marca 1945 roku. Średnie bombowce RAF miały zaatakować domniemane składy rakiet w lesie Haagse Bos, ale wskutek błędu w wyznaczeniu celu zbombardowały sąsiednią dzielnicę mieszkalną. Bombardowanie Bezuidenhout zabiło ponad 500 mieszkańców (według nowszych ustaleń co najmniej 531) i pozbawiło dachu nad głową tysiące ludzi, a na ostrzał Londynu nie miało żadnego wpływu – rakiety startowały spod Hagi także w następnych dniach.

Dowódca brytyjskiej obrony przeciwlotniczej gen. Frederick Pile od miesięcy pracował nad planem, by na wyliczony tor nadlatującej rakiety wystrzeliwać zaporę pocisków z dział rozstawionych w Londynie. W marcu radary wyliczały już punkt upadku z dużą trafnością, a 26 marca Pile otrzymał polecenie, by wraz z naukowcami dopracować rachunek szans. Raport sporządzony trzy dni później oceniał je skromnie – według niego nawet kilka tysięcy pocisków dawało niewielką szansę na strącenie jednej rakiety. Do próby nie doszło: jak miał potem powiedzieć Pile, „Monty nas uprzedził” – ostrzał skończył się wraz z natarciem wojsk lądowych.

Ostatnie dwa tygodnie

W tym samym czasie Niemcy po raz pierwszy i jedyny użyli V-2 przeciw celowi taktycznemu. Po tym, jak Amerykanie uchwycili most Ludendorffa w Remagen, Hitler żądał jego zniszczenia wszelkimi środkami. 17 marca baterie spod Hellendoorn we wschodniej Holandii wystrzeliły na most jedenaście rakiet; żadna w niego nie trafiła – najbliższa spadła kilkaset metrów od przeprawy, jedna aż pod Kolonią – ale kilka uderzyło w miasteczko Remagen, zabijając co najmniej sześciu amerykańskich żołnierzy. Most zawalił się tego samego dnia z innych przyczyn.

Na początku marca Niemcy wznowili też ostrzał Londynu pociskami latającymi. Zmodyfikowane V-1 o zwiększonym zasięgu, odpalane z wyrzutni naziemnych w zachodniej Holandii, od 3 marca znów nadlatywały nad Anglię, choć większość z nich zestrzeliły myśliwce i artyleria przeciwlotnicza. Według brytyjskich zestawień ostatni pocisk tego typu dotarł nad Anglię 29 marca; ostatnie V-1 na Antwerpię wystrzelono dzień później.

Najcięższy cios przyszedł na sam koniec. 27 marca 1945 roku wczesnym rankiem rakieta trafiła w Hughes Mansions, robotniczy blok mieszkalny przy Vallance Road w Stepney, w londyńskim East Endzie. Zginęło 134 mieszkańców, w większości Żydów z East Endu. Po południu tego samego dnia ostatnia V-2, która spadła na Anglię, uderzyła w Kynaston Road w Orpington w hrabstwie Kent; zginęła 34-letnia Ivy Millichamp, uznawana za ostatnią cywilną ofiarę niemieckich ataków na Wielką Brytanię. Rakiety spadały jeszcze w Belgii, ale po kilku dniach i tam ostrzał ustał.

Kres kampanii przyniosły nie bomby ani działa, lecz sukcesy armii lądowych. W ostatniej dekadzie marca alianci forsowali Ren pod Oppenheim, Rees i Wesel i ruszyli w głąb Niemiec, grożąc odcięciem oddziałów stacjonujących w zachodniej Holandii od Rzeszy. Baterie spod Hagi wycofano więc na wschód, a pod koniec miesiąca niemieckie jednostki rakietowe przestały strzelać – w Holandii nie zostało już miejsce, z którego rakieta mogłaby dosięgnąć Londynu.

Bilans

Według zestawień cytowanych w literaturze Niemcy wystrzelili na cele alianckie około 3170 rakiet V-2. Na Belgię przypadło ich około 1660, w tym około 1610 na Antwerpię, a pozostałe na Liège, Hasselt i inne miasta. Na Wielką Brytanię skierowano około 1400 – blisko 1360 na Londyn, kilkadziesiąt na Norwich – a ponadto kilkadziesiąt na Lille, Paryż i inne miasta Francji oraz kilkanaście na holenderski Maastricht. Brytyjskie dane mówią o 2754 zabitych i 6523 rannych w Londynie, czyli średnio o dwóch zabitych na każdą rakietę wystrzeloną w kierunku stolicy. W rejonie Antwerpii pociski V-1 i V-2 zabiły według belgijskich zestawień ponad 1700 osób, a raniły około 4500; zniszczeniu lub uszkodzeniu uległy tysiące budynków.

Za tymi liczbami kryje się jeszcze jeden bilans, cięższy od pierwszego. Rakiety budowali w podziemnej fabryce Mittelwerk więźniowie obozu Mittelbau-Dora – Rosjanie, Polacy, Francuzi i ludzie wielu innych narodowości, pracujący w nieludzkich warunkach w sztolniach pod górą Kohnstein. Według szacunków Miejsca Pamięci Mittelbau-Dora w całym kompleksie zginęło nie mniej niż 20 tysięcy z około 60 tysięcy więźniów. Produkcja V-2 kosztowała więc więcej istnień ludzkich niż jej użycie. W marcu 1945 roku sztolnie wciąż pracowały, a tysiące więźniów umierały z wycieńczenia; obóz miał zostać wyzwolony przez wojska amerykańskie dopiero w kwietniu.

Miejsce w wojnie

Kampania V-2 była ostatnim akordem niemieckiej wojny powietrznej przeciw Wielkiej Brytanii, rozpoczętej Blitzem w 1940 roku i kontynuowanej latem 1944 roku pociskami V-1. Militarnie nie zmieniła niczego: nie zatrzymała dostaw przez Antwerpię, nie złamała morale Londyńczyków i nie opóźniła alianckiego natarcia. Powojenna analiza brytyjskiego Ministerstwa Wojny nazwała rakietę „superdziałem”, pomyślanym raczej po to, by zrobić wrażenie na najwyższych czynnikach Rzeszy, niż w ramach przemyślanego planu strategicznego. Program pochłonął przy tym ogromne środki – według amerykańskiego historyka Michaela Neufelda porównywalne z kosztami amerykańskiego projektu bomby atomowej – które Niemcy mogli przeznaczyć na myśliwce czy broń przeciwlotniczą.

Znaczenie rakiety leżało gdzie indziej. Była pierwszym pociskiem balistycznym użytym w wojnie i zapowiedzią broni, która po 1945 roku, połączona z ładunkiem jądrowym, miała zdominować strategię mocarstw. Gdy wojna dobiegała końca, zespół von Brauna, ewakuowany w lutym 1945 roku z Peenemünde do Turyngii, szukał sposobu, by oddać się w ręce Amerykanów; po kapitulacji wielu jego członków wyjechało w ramach operacji Paperclip do Stanów Zjednoczonych, inni pracowali dla Związku Radzieckiego. Za te kariery – i za sukcesy powojennej astronautyki – zapłacili wcześniej więźniowie Dory i mieszkańcy Londynu, Antwerpii i Hagi, których ostatni zginęli w marcu 1945 roku, na kilka tygodni przed końcem wojny w Europie.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.