TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Nalot zapalający na Tokio 25 lutego

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
25 lutego 1945
Autor:
Łukasz
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, Henry H. Arnold, ludność cywilna

25 lutego 1945 roku nad zasypane śniegiem Tokio nadleciało ponad 170 amerykańskich bombowców B-29 Superfortress z Marianów. Zamiast zakładów lotniczych, w które przez całą zimę bezskutecznie celowały amerykańskie załogi, ich celem była tym razem gęsta zabudowa śródmieścia, a w lukach przenosiły głównie bomby zapalające. Był to największy do tej pory nalot XXI Dowództwa Bombowego (XXI Bomber Command) gen. Curtisa LeMaya i zarazem pierwsza próba zastosowania na dużą skalę metody, która dwa tygodnie później obróciła w popiół znaczną część japońskiej stolicy.

Popularne kroniki wojny podają, że bombowce wystartowały 24 lutego. Amerykańska dokumentacja i japońskie zestawienia nalotów datują jednak cały atak na 25 lutego – start z wysp Mariańskich i bombardowanie odbyły się tego samego dnia. Rozbieżność wynika zapewne z różnicy czasu: gdy nad Tokio spadały bomby, w Stanach Zjednoczonych, po drugiej stronie linii zmiany daty, trwał jeszcze 24 lutego.

Od celów precyzyjnych do miast

Od pierwszego nalotu B-29 na Tokio 24 listopada 1944 roku bombowce z Saipanu, Tinianu i Guamu prowadziły wobec Japonii taktykę precyzyjnych nalotów dziennych z dużej wysokości, wymierzonych przede wszystkim w przemysł lotniczy. Wyniki były mizerne. Prąd strumieniowy na wysokości 8–9 kilometrów rozbijał formacje i znosił bomby, chmury przez większość dni zasłaniały cele, a zakłady Nakajimy w Musashino pod Tokio wychodziły z kolejnych nalotów z niewielkimi szkodami. W styczniu 1945 roku dowódca 20 Armii Lotniczej gen. Henry H. Arnold odwołał gen. bryg. Haywooda Hansella i oddał XXI Dowództwo Bombowe LeMayowi, który wcześniej dowodził bombowcami B-29 w Indiach i Chinach; pierwsze naloty pod jego dowództwem nie przyniosły jednak poprawy.

W Waszyngtonie od dawna rozważano inne rozwiązanie. Analizy sztabowe z 1943 roku wskazywały, że japońskie miasta – zbudowane w dużej mierze z drewna i papieru, z tysiącami małych warsztatów pracujących dla przemysłu zbrojeniowego wśród domów mieszkalnych – są wyjątkowo podatne na pożary. Wytwarzano w tym celu specjalne bomby zapalające M69 wypełnione napalmem, zrzucane w wiązkach. Dowództwo 20 Armii Lotniczej domagało się prób z tą bronią: 4 lutego 1945 roku B-29 zrzuciły na Kobe głównie bomby zapalające, wyrządzając poważne szkody w mieście i w jego głównych fabrykach. Według amerykańskiej historii oficjalnej lotnictwa (Wesley F. Craven i James L. Cate) w nowej dyrektywie z 19 lutego dowództwo 20 Armii Lotniczej podniosło rangę nalotów zapalających na obszary miejskie, uznając je za główne uzupełnienie ataków na fabryki silników lotniczych.

Cel i siły

Okoliczności samego nalotu z 25 lutego opisywane są dwojako. Według amerykańskich opracowań był on zaplanowaną próbą zapalającego bombardowania Tokio na dużą skalę, zgodną z lutową dyrektywą. Japońskie opracowania, na których opiera się m.in. japońska Wikipedia, podają, że bombowce miały pierwotnie znów uderzyć precyzyjnie na zakłady Nakajimy w Musashino, w powiązaniu z atakiem samolotów pokładowych, a prognoza zachmurzenia nad całym Honsiu skłoniła dowództwo do zmiany celu na śródmieście, przy zachowaniu trasy i wysokości przelotu. Obie wersje zgadzają się co do tego, że o wyborze bomb zapalających przesądzono świadomie – stanowiły one około 90 procent ładunku.

Według japońskich zestawień z Marianów wystartowało 229 bombowców – wówczas najwięcej w historii XXI Dowództwa Bombowego. Po raz pierwszy w jednym nalocie wzięły udział trzy skrzydła bombowe: 73 z Saipanu, 313 z Tinianu i świeżo przybyłe na Guam 314 Skrzydło, dla którego – według historii jednostek – była to pierwsza misja bojowa. Według amerykańskich danych nad Tokio dotarły i zrzuciły bomby 172 maszyny (część źródeł podaje 174), zrzucając łącznie około 450 ton bomb zapalających i odłamkowych.

Bomby przez śnieg

Nad Tokio szalała zamieć śnieżna. Bombowce leciały w ciągu dnia na dużej wysokości, nad chmurami, i bombardowały w znacznej mierze z pomocą radaru. W złej pogodzie formacje się rozpadły: według japońskich opisów jedne bombowce atakowały w zwartych grupach, inne pojedynczo. Bomby spadły przede wszystkim na centralne i wschodnie dzielnice miasta, wokół dworca Kanda, a pożary objęły szereg dzielnic – od Kandy i Nihonbashi po Asakusę, Shitaya i Honjo.

Według amerykańskich ocen spłonęło lub zostało uszkodzonych około 2,6 km² (jedna mila kwadratowa) miasta i około 28 tysięcy budynków. Japońskie zestawienia mówią o 195 zabitych, 432 rannych i 20 681 zniszczonych lub uszkodzonych domach. Według japońskich opracowań ofiar było mniej niż podczas styczniowego nalotu na okolice Ginzy, ale straty w zabudowie – znacznie większe niż w którymkolwiek wcześniejszym ataku na stolicę. Ogień dosięgnął też terenu cesarskiego kompleksu pałacowego: spłonęły zabudowania stajni dworskich, a uszkodzeniu uległy m.in. pałac Ōmiya, rezydencja cesarzowej wdowy, i pałac księcia Chichibu, brata cesarza Hirohito.

Japońska obrona była w tej pogodzie niemal bezradna. Myśliwce nie mogły przechwycić rozproszonych bombowców nad chmurami, a artyleria przeciwlotnicza strzelała na ślepo. Według japońskich opracowań B-29 straciły tego dnia tylko dwie maszyny, i to w wyniku zderzenia w powietrzu. Brak skutecznej obrony przy dużych zniszczeniach podkopywał zaufanie mieszkańców stolicy do wojskowej obrony przeciwlotniczej, a dowództwo japońskie uznało, że musi wzmocnić radary, by myśliwce mogły startować także w złą pogodę.

Tego samego dnia nad region Tokio powróciły samoloty amerykańskiej floty. Lotniskowce wiceadmirała Marca Mitschera, które 16–17 lutego po raz pierwszy uderzyły na stolicę Japonii, a potem wspierały lądowanie na Iwo Jimie, zaatakowały znów lotniska i zakłady lotnicze w regionie Kantō. Także dla nich śnieżyca okazała się przeszkodą: ataki ograniczono, a zaplanowane na następny dzień uderzenie na Nagoję odwołano.

Wnioski LeMaya

Dla LeMaya i jego sztabu nalot z 25 lutego był przede wszystkim doświadczeniem. W porównaniu z miesiącami bezowocnych prób trafienia w fabryki silników dawał wymierny skutek: kilometry kwadratowe spalonej zabudowy przy minimalnych stratach własnych, i to w pogodzie, w której precyzyjne bombardowanie było niemożliwe. Zarazem pokazywał ograniczenia dotychczasowej taktyki – bomby zrzucane z ośmiu kilometrów, z rozproszonych formacji, rozkładały się zbyt szeroko, by wywołać pożar obejmujący całe dzielnice. Kolejne naloty na zakłady lotnicze pod koniec lutego i na początku marca znów nie przyniosły rezultatów z powodu wiatru i chmur.

LeMay postanowił zmienić metodę radykalnie: bombardować nocą, z niskiego pułapu, pojedynczymi maszynami zamiast formacji, a w zamian za większy ładunek bomb zapalających zdjąć z bombowców większość uzbrojenia obronnego. W nocy z 9 na 10 marca 1945 roku ponad 300 B-29 uderzyło w ten sposób na wschodnie dzielnice Tokio. Pożar strawił około 41 km² miasta i według szacunków zabił około 100 tysięcy ludzi – był to najbardziej niszczycielski pojedynczy nalot w dziejach. Amerykańskie dokumenty planistyczne nazywały docelowy obszar zabudowy Tokio kryptonimem „Meetinghouse”; według japońskich opracowań nalot z 25 lutego był pierwszym atakiem na ten obszar, a nalot marcowy – kolejnym.

Miejsce w wojnie

Nalot z 25 lutego 1945 roku zamyka okres, w którym Amerykanie próbowali pokonać japoński przemysł zbrojeniowy wyłącznie precyzyjnymi atakami na fabryki. Nie był on jeszcze nalotem dywanowym w stylu marcowym, ale to on przekonał dowódców 20 Armii Lotniczej, że ogień skuteczniej niż bomby burzące niszczy japońskie miasta, w których produkcja zbrojeniowa rozproszona była wśród zabudowy mieszkalnej. Po Tokio przyszła kolej na Nagoję, Osakę i Kobe, a od czerwca – na kilkadziesiąt mniejszych miast; do końca maja spłonęła ponad połowa zabudowy Tokio. Kampania zapalająca, prowadzona z coraz bliższych baz – także dzięki zdobywanej właśnie Iwo Jimie, na której B-29 mogły lądować awaryjnie – kosztowała życie setek tysięcy japońskich cywilów. Do dziś pozostaje przedmiotem sporu: jedni historycy widzą w niej konieczny sposób zniszczenia rozproszonego przemysłu wojennego i przyspieszenia kapitulacji, inni – świadome uderzenie w ludność cywilną, opisywane w Japonii jako jedna z największych krzywd wojny.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.