- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Pacyfik
- Data:
- 9 marca 1945
- Autor:
- Natalia

Wieczorem 9 marca 1945 roku z lotnisk na Marianach wystartowało ponad 300 amerykańskich bombowców B-29 Superfortress. Nie leciały w zwartych formacjach na dużej wysokości, jak przez całą zimę, lecz pojedynczo, nocą i nisko, z lukami wypełnionymi bombami zapalającymi. Kilka minut po północy, już 10 marca czasu tokijskiego, na gęsto zabudowane wschodnie dzielnice stolicy Japonii spadły pierwsze ładunki. Silny wiatr zamienił tysiące pożarów w burzę ogniową, która do rana strawiła około 41 km² miasta. Zginęło – według różnych szacunków – od ponad 80 do około 100 tysięcy ludzi, a niektórzy badacze uważają, że znacznie więcej. Był to najbardziej niszczycielski pojedynczy nalot w dziejach wojen, bardziej zabójczy niż każdy z ataków atomowych pięć miesięcy później.
Amerykańskie dokumenty planistyczne określały docelowy obszar Tokio kryptonimem „Meetinghouse” i pod nazwą operacji Meetinghouse nalot opisuje część literatury anglojęzycznej. W Japonii nazywa się go po prostu „wielkim nalotem na Tokio” (Tōkyō daikūshū) lub nalotem 10 marca. Data 9 marca, którą podaje wiele kronik wojny, odpowiada dniu startu bombowców; samo bombardowanie trwało od godziny 0.08 do niemal trzeciej nad ranem 10 marca.
Od precyzji do ognia
Od pierwszego nalotu B-29 na Tokio 24 listopada 1944 roku XXI Dowództwo Bombowe 20 Armii Lotniczej starało się niszczyć japoński przemysł lotniczy precyzyjnymi nalotami dziennymi z wysokości 8–9 kilometrów. Wyniki były mizerne: prąd strumieniowy znosił bomby, chmury zasłaniały cele przez większość miesiąca, a silniki B-29, przeciążone wspinaczką z pełnym ładunkiem, często zawodziły. Gen. Haywood Hansell, zwolennik bombardowania precyzyjnego, został w styczniu odwołany, a jego miejsce zajął gen. Curtis LeMay, sprowadzony z XX Dowództwa Bombowego w Indiach i Chinach, które przeprowadziło naloty B-29 na Japonię w styczniu 1945 roku.
Pomysł podpalenia japońskich miast nie był nowy. Amerykańscy analitycy już w 1943 roku wskazywali, że miasta Japonii – zbudowane w dużej mierze z drewna i papieru, z tysiącami drobnych warsztatów pracujących dla przemysłu zbrojeniowego wśród domów mieszkalnych – są szczególnie podatne na ogień. Pamiętano, jak w 1923 roku pożary po trzęsieniu ziemi w Kantō strawiły znaczną część Tokio i Jokohamy. Przygotowano specjalne bomby zapalające M69, wypełnione zagęszczoną benzyną – napalmem – i zrzucane w wiązkach, które rozpadały się nad celem. Sztab gen. Henry’ego Arnolda w Waszyngtonie domagał się prób z tą bronią, a nalot z 25 lutego, w którym przez zamieć śnieżną spłonęło około 2,6 km² Tokio, pokazał, że ogień niszczy japońską zabudowę skuteczniej niż bomby burzące. Nad region Tokio docierały już wtedy także samoloty amerykańskich lotniskowców, które w połowie lutego po raz pierwszy uderzyły na japońską stolicę.
Decyzja LeMaya
Na początku marca LeMay uznał, że przy japońskiej pogodzie – średnio około siedmiu bezchmurnych dni w miesiącu – dalsze precyzyjne naloty na fabryki nie przyniosą rezultatu. Dyrektywy z Waszyngtonu dopuszczały ataki zapalające na miasta; o ich skali i metodzie zdecydował sam LeMay. Na naradzie 7 marca ustalono serię intensywnych nalotów na miasta Honsiu między 9 a 22 marca, także jako przygotowanie do inwazji na Okinawę, zaplanowanej na 1 kwietnia.
Taktyka miała być radykalnie odmienna od dotychczasowej. Analiza nalotu z 25 lutego wykazała, że bomby zapalające zrzucano ze zbyt dużej wysokości. LeMay postanowił atakować nocą, z wysokości zaledwie 1500–2100 metrów, pojedynczymi maszynami zamiast formacji, nawigując za pomocą radaru i systemu LORAN. Na niskim pułapie silniki mniej się przegrzewały, a bombowce zużywały mniej paliwa; wywiad oceniał przy tym, że Japończycy mają tylko dwie jednostki myśliwców nocnych, a ich artyleria przeciwlotnicza źle radzi sobie z celami na średniej wysokości. Z bombowców zdjęto więc uzbrojenie obronne i strzelców – z wyjątkiem stanowiska ogonowego – co razem z oszczędnością paliwa pozwoliło mniej więcej podwoić ładunek bomb.
Wielu lotników i część sztabowców obawiała się rzezi własnych załóg; oficerowie wywiadu XXI Dowództwa ostrzegali nawet przed utratą większości bombowców. LeMay skonsultował plan z szefem sztabu Arnolda, gen. Laurisem Norstadem, ale formalnej zgody nie zabiegał. Kwaterę 20 Armii Lotniczej powiadomił o nowej taktyce 8 marca, gdy – jak wiedział – ani Arnolda, ani Norstada nie było w Waszyngtonie. Później tłumaczył, że chciał w razie porażki oszczędzić Arnoldowi odpowiedzialności. Sam nie mógł poprowadzić nalotu, bo jako wtajemniczony w prace nad bombą atomową nie wolno mu było ryzykować niewoli. Dowództwo nad atakiem objął gen. bryg. Thomas S. Power, dowódca 314 Skrzydła Bombowego.
Cel: Shitamachi
Rozkaz z 8 marca wyznaczał prostokątny obszar w północno-wschodnim Tokio, oznaczony jako strefa I, o wymiarach około 6,4 na 4,8 kilometra. Przecinała go rzeka Sumida, a obejmował większość dzielnic Asakusa, Honjo i Fukagawa – serce Shitamachi, tradycyjnego „dolnego miasta” robotników, rzemieślników i drobnych kupców. Mieszkało tu około 1,1 miliona ludzi; był to jeden z najgęściej zaludnionych obszarów miejskich świata. Większych zakładów zbrojeniowych było w nim niewiele, za to mnóstwo drewnianych domów i małych warsztatów pracujących na rzecz przemysłu wojennego. Rozkaz dla załóg wskazywał jako główny cel właśnie te zakłady, ale – jak odnotowuje literatura przedmiotu – otwarcie zakładał również, że straty wśród ludności cywilnej zdezorganizują produkcję.
Obrona Tokio nie była przygotowana na taki atak. Japończycy spodziewali się nocnych nalotów, nie przewidzieli jednak zejścia bombowców na niski pułap. 10 Dywizja Lotnicza, broniąca regionu Kantō, miała około 210 samolotów bojowych, w większości myśliwców dziennych; nocnych było 25–26. Brakowało radarów i urządzeń kierowania ogniem. Obrona cywilna była jeszcze słabsza: stołeczna straż pożarna liczyła około 8 tysięcy ludzi z przestarzałym sprzętem, a ponad 140 tysięcy osiedlowych drużyn przeciwpożarowych dysponowało głównie wiadrami, bosakami i matami, bezradnymi wobec napalmu. Schronów zbudowano niewiele – większość rodzin wykopała przy domach płytkie rowy. Dla stworzenia pasów przeciwpożarowych rozebrano ponad 200 tysięcy domów, a z miasta ewakuowano około 1,7 miliona dzieci i osób niezatrudnionych w przemyśle, choć w tym samym czasie do Tokio napływali biedni przybysze ze wsi.
Noc z 9 na 10 marca
Obsługa naziemna przez półtorej doby przygotowywała maszyny do lotu; gotowych było 346 bombowców z trzech skrzydeł – 73 i 313 z Marianów Saipan i Tinian oraz 314, dopiero rozlokowującego się na Guamie. Start rozpoczął się o 17.35 czasu miejscowego 9 marca i trwał prawie trzy godziny; według amerykańskich danych wysłano 325 (według innych zestawień 334) maszyn. Prowadzące samoloty niosły bomby M47 z napalmem, pozostałe – wiązki M69, po 6–7 ton bomb na maszynę.
Pierwsze bomby spadły o 0.08. Załogi wyznaczonych bombowców prowadzących, nadlatując pod kątem prostym, wypaliły na ziemi ogniste „X”, w którego ramiona celowały kolejne fale. Dopiero o 0.15 ogłoszono w Tokio alarm – łodzie dozorowe dostrzegły wprawdzie nadlatujące bombowce, ale ich meldunki w większości nie dotarły lub zostały zlekceważone, a radary szukały samolotów na zwykłych, dużych wysokościach. Nad miastem wiał silny, porywisty wiatr, osiągający według amerykańskich danych 70–100 km/h. Atak trwał około dwóch godzin i czterdziestu minut. Według amerykańskiej historii oficjalnej bomby na Tokio zrzuciło 279 maszyn – łącznie około 1665 ton amerykańskich (ok. 1510 ton metrycznych); dalszych kilkanaście zaatakowało cele zastępcze. Gen. Power krążył nad miastem przez półtorej godziny, a towarzyszący mu kartografowie nanosili na mapy postęp pożaru. Gęsty dym ograniczał widoczność ostatnim falom, a załogi wspominały termiczne turbulencje, które podrzucały bombowcami, i swąd palonych ciał, wdzierający się do kabin.
Japońska obrona okazała się w dużej mierze bezradna. Artyleria przeciwlotnicza strzelała zbyt wysoko lub zbyt nisko, a w miarę rozprzestrzeniania się ognia kolejne baterie zamilkły. Myśliwce, pozbawione naprowadzania z ziemi, nie zestrzeliły ani jednego bombowca. Mimo to Amerykanie stracili czternaście B-29 – dwanaście trafionych przez artylerię i dwa uszkodzone na tyle, że trzeba je było skreślić ze stanu – oraz 96 lotników zabitych i zaginionych; część załóg, które wodowały, uratowały okręty podwodne US Navy. Bombowce wracały na Mariany od rana 10 marca, wiele z nich pokrytych sadzą z płonącego miasta.
Burza ogniowa
Już po półgodzinie sytuacja wymknęła się straży pożarnej spod kontroli, a po godzinie strażacy porzucili gaszenie i zajęli się wyprowadzaniem ludzi; zginęło ponad 125 strażaków i około 500 pomocników z obrony cywilnej, spłonęło 96 wozów strażackich. Pędzony wiatrem ogień z tysięcy drobnych ognisk zlał się w burzę ogniową, która sunęła na północny zachód, niszcząc niemal wszystko poza budynkami z kamienia. Temperatura w jej centrum sięgała według relacji blisko tysiąca stopni.
Kto pozostał w domu albo próbował gasić, nie miał praktycznie szans; przydomowe rowy stawały się pułapką. Historyk Richard B. Frank pisał, że kluczem do przeżycia było szybkie zrozumienie, iż sytuacja jest beznadziejna, i ucieczka. Większość ofiar zginęła jednak właśnie w ucieczce: w ogniu, od dymu i z braku tlenu, wyssanego przez pożar, albo stratowana w tłumie. Ludzie szukali schronienia w parkach, urządzonych po 1923 roku jako miejsca ucieczki przed ogniem, na dziedzińcu świątyni Sensō-ji w Asakusie, w szkołach i nad kanałami – i ginęli tam tysiącami, gdy ogień przechodził także przez te miejsca. Na moście Kototoi nad Sumidą ładunek jednego bombowca spadł na tłum uciekinierów. Kanały i rzeki ocaliły jednak wielu innych. Pożar wygasł dopiero przed południem 10 marca, zatrzymany przez szerokie otwarte przestrzenie i kanał Nakagawa.
Bilans
Liczby zabitych nie da się ustalić dokładnie: przed nalotem ludność miasta zmieniała się wskutek ewakuacji i napływu przybyszów, ginęły całe rodziny i sąsiedztwa, spłonęły ewidencje, a wiele ciał porwała rzeka do morza. Po nalocie odnaleziono i zarejestrowano 79 466 zwłok; ich zbieranie przerwano po 25 dniach, większość pochowano bez identyfikacji w zbiorowych mogiłach. Tokijski wydział zdrowia szacował liczbę zabitych na około 83 600 (stąd często przytaczana „oficjalna” liczba około 83–84 tysięcy), straż pożarna – na 97 tysięcy, a powojenny amerykański Strategic Bombing Survey – na 87 793 zabitych i około 41 tysięcy rannych; większość ofiar stanowiły kobiety, dzieci i starcy. Richard B. Frank stwierdzał, że historycy przyjmują na ogół 90–100 tysięcy zabitych; niektórzy autorzy, jak Edwin P. Hoyt czy Mark Selden, uważają, że zginęło znacznie więcej, nawet 200 tysięcy. Tokijski memoriał w parku Yokoamichō upamiętnia ponad 105 tysięcy ofiar, których prochy w nim złożono lub odebrały rodziny.
Według japońskich danych policyjnych zniszczonych zostało 267 171 budynków – około jednej czwartej zabudowy Tokio – a bez dachu nad głową znalazło się ponad milion ludzi. Spłonęło około 41 km² (15,8 mili kwadratowej), w tym niemal cała zabudowa dzielnic Asakusa, Fukagawa, Honjo, Jōtō i Shitaya. W następnych tygodniach z miasta wyjechało ponad milion osób; w dużej części spalonego obszaru nie próbowano już nawet przywracać usług miejskich. Ofiar śmiertelnych i zniszczeń było więcej niż w jakimkolwiek innym pojedynczym nalocie II wojny światowej, wliczając ataki atomowe na Hiroszimę i Nagasaki.
Reakcje
W Waszyngtonie i na Marianach uznano nalot za wielki sukces. Arnold depeszował do LeMaya, że misja dowiodła, iż jego załogom „nie brakuje odwagi do niczego”. W Stanach Zjednoczonych w czasie wojny niemal nikt nie kwestionował moralności nalotów zapalających; większość decydentów i opinii publicznej uważała je za sposób na szybsze zakończenie wojny i ocalenie życia amerykańskich żołnierzy. Sekretarz wojny Henry Stimson, który znał taktykę LeMaya, był – jak odnotowują historycy – zaniepokojony brakiem reakcji społeczeństwa na palenie japońskich miast, ale nie powstrzymał tych operacji. Sam LeMay mówił po wojnie – według przytoczenia Roberta McNamary, wówczas oficera jego sztabu – że gdyby Stany Zjednoczone przegrały wojnę, sądzono by ich jako zbrodniarzy wojennych.
W Japonii nalot obnażył bezsilność obrony powietrznej. Rząd premiera Kuniakiego Koiso i wojsko nie umieli zapewnić miastom ochrony; rosła absencja w fabrykach, a dowództwo zaczęło wzmacniać obronę myśliwską, która jednak do końca wojny pozostała niewystarczająca. 18 marca cesarz Hirohito objechał spalone dzielnice. Historycy różnie oceniają wpływ tego widoku na monarchę: jedni sądzą, że przekonał go o przegranej, inni – jak Richard B. Frank – wskazują, że jeszcze do połowy 1945 roku cesarz popierał kontynuowanie wojny w nadziei na jedno zwycięstwo, które poprawiłoby warunki pokoju.
Spór moralny
Nalot na Tokio, podobnie jak bombardowanie Drezna miesiąc wcześniej, stał się jednym z głównych przykładów w sporze o moralność i skuteczność alianckich nalotów obszarowych. Oficjalna historia amerykańskiego lotnictwa uznała, że atak w pełni osiągnął cele LeMaya i – wraz z kolejnymi nalotami zapalającymi – skrócił wojnę. Zwolennicy tej oceny, jak Barrett Tillman, podkreślają, że po klęsce bombardowania precyzyjnego naloty obszarowe były jedyną skuteczną metodą dostępną wówczas lotnictwu, a japońska produkcja zbrojeniowa była rozproszona wśród zabudowy mieszkalnej. Krytycy – m.in. filozof A.C. Grayling, który określił nalot jako „niepotrzebny i nieproporcjonalny”, czy historyk Mark Selden – widzą w nim początek wojny wymierzonej w całe populacje. Część historyków, m.in. Tami Davis Biddle i Max Hastings, zwraca uwagę, że Arnoldowi i LeMayowi zależało także na udowodnieniu, iż B-29 i samodzielne lotnictwo strategiczne mogą rozstrzygnąć wojnę. Pojawiające się tezy, że o wyborze taktyki przesądził rasizm, większość badaczy, jak Kenneth P. Werrell i Frank, uważa za co najwyżej jeden z czynników, mniej istotny niż palność japońskich miast i brak informacji o japońskim przemyśle.
Pamięć
Po wojnie ekshumowano ciała ze zbiorowych mogił, skremowano je i złożono w kostnicy-memoriale w parku Yokoamichō w dzielnicy Sumida, zbudowanej pierwotnie dla ofiar trzęsienia ziemi z 1923 roku. Od 1951 roku 10 marca odprawia się tam buddyjskie nabożeństwo żałobne, a w 1990 roku władze stolicy ogłosiły ten dzień Dniem Pokoju Tokio. Oficjalne upamiętnienie pozostaje jednak skromne w porównaniu z Hiroszimą i Nagasaki; projekt miejskiego muzeum zarzucono w 1999 roku, a dokumentację nalotów gromadzi przede wszystkim prywatne Centrum Nalotów na Tokio i Zniszczeń Wojennych, założone w 2002 roku z inicjatywy pisarza Katsumoto Saotome, który przeżył nalot jako dziecko. Ocaleni długo i bezskutecznie domagali się od państwa japońskiego odszkodowań na równi z weteranami wojskowymi.
Miejsce w wojnie
Nalot z 9–10 marca 1945 roku otworzył najskuteczniejszy, a zarazem najbardziej niszczycielski etap amerykańskiej wojny powietrznej przeciw Japonii. W ciągu następnych dziesięciu dni B-29 uderzyły w ten sam sposób na Nagoję, Osakę i Kobe, a po przerwie spowodowanej wyczerpaniem zapasów bomb zapalających i wsparciem kampanii na Okinawie – od kwietnia ponownie na Tokio, a latem na kilkadziesiąt mniejszych miast. Do końca maja spłonęła ponad połowa zabudowy stolicy. Japoński przemysł, którego znaczna część pracowała w małych zakładach wśród domów mieszkalnych, tracił siłę roboczą i zaplecze, a miliony mieszkańców opuszczały miasta.
Kampania zapalająca nie złamała jednak woli japońskich przywódców do kontynuowania wojny. Japonia skapitulowała dopiero w sierpniu 1945 roku, po atakach atomowych i wypowiedzeniu wojny przez Związek Radziecki. Nalot na Tokio przyniósł więcej ofiar niż każdy z nich, a zarazem pokazał, jak daleko w ciągu jednej wojny przesunęła się granica tego, co strony uznawały za dopuszczalne w prowadzeniu działań przeciwko miastom – od Szanghaju, Warszawy i Rotterdamu, przez Londyn, Hamburg i Drezno, po Tokio.
Źródła
W tym samym czasie
(04)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 10 marca 1945 · Działania zbrojneBalony Fu-Go nad Hanford10 marca 1945 japoński balon fu-go spadł na linię wysokiego napięcia w stanie Waszyngton. Reaktory plutonu w Hanford wyłączyły się na krótko.
- 7 marca 1945 · Front zachodniMost w Remagen7 marca 1945 Amerykanie z 9 Dywizji Pancernej zdobyli nieuszkodzony most Ludendorffa w Remagen i utworzyli pierwszy przyczółek za Renem.
- 6 marca 1945 · Front wschodniPoczątek operacji Frühlingserwachen6 marca 1945 Niemcy uderzyli nad Balatonem w ostatniej wielkiej ofensywie wojny. 6 Armia Pancerna SS miała osłonić węgierską ropę i wyjść nad Dunaj.
- 3 marca 1945 · SkandynawiaFinlandia wypowiada wojnę Niemcom3 marca 1945 rząd Paasikiviego zapisał, że Finlandia jest w stanie wojny z Niemcami od 15 września 1944. Formalnego wypowiedzenia wojny jednak nie było.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 25 lutego 1945 · PacyfikNalot zapalający na Tokio 25 lutego25 II 1945 ponad 170 bombowców B-29 zrzuciło przez zamieć śnieżną bomby zapalające na Tokio. Spłonęło ok. 2,6 km² miasta – zapowiedź nalotów nocnych.
- 14 kwietnia 1945 · PacyfikNalot na Tokio 13–14 kwietniaW nocy z 13 na 14 IV 1945 ponad 300 B-29 spaliło ok. 30 km² północnego Tokio, zabijając ok. 2,5 tys. ludzi. 15/16 IV płonęły Kawasaki i Jokohama.
- 6 sierpnia 1945 · PacyfikAtak atomowy na Hiroszimę6 sierpnia 1945 o 8.15 bombowiec B-29 „Enola Gay” zrzucił na Hiroszimę uranową bombę Little Boy – pierwszą broń jądrową użytą w wojnie.
- 14 sierpnia 1945 · PacyfikOstatnie naloty na Japonię14 VIII 1945 ponad tysiąc samolotów USA zaatakowało Japonię w ostatniej wielkiej operacji B-29; kolejne starcia w powietrzu trwały jeszcze 15 i 18 sierpnia.