TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Naloty RAF na Kolonię i Hamburg

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
5 kwietnia 1942
Autor:
Natalia
Tagi:
RAF, Arthur Harris, III Rzesza, Wielka Brytania

Zestawienia nalotów odnotowują pod 5 kwietnia 1942 roku nalot RAF na Kolonię, a pod 8 kwietnia ciężkie bombardowanie Hamburga. Oba zapisy dotyczą nocnych wypraw brytyjskiego lotnictwa bombowego, RAF Bomber Command, które startowały wieczorem podanego dnia i atakowały cel po północy: na Kolonię w nocy z 5 na 6 kwietnia, na Hamburg w nocy z 8 na 9 kwietnia. Każda z nich ustanowiła nowy rekord liczby samolotów wysłanych nad jeden cel. Żadna nie przyniosła jednak sukcesu na miarę nalotu na Lubekę z końca marca. Oba ataki dobrze pokazują, gdzie wiosną 1942 roku leżały granice możliwości brytyjskiej ofensywy bombowej: dowództwo potrafiło już wysłać nad Niemcy kilkaset maszyn, ale wciąż nie umiało sprawić, by ich bomby spadły w jednym miejscu.

Harris i jego siły

Od 22 lutego 1942 roku Bomber Command dowodził marszałek lotnictwa Arthur Harris. Objął dowództwo w chwili, gdy Ministerstwo Lotnictwa ogłosiło nową dyrektywę: głównym celem nalotów miało być morale ludności cywilnej, a zwłaszcza robotników przemysłowych, a punktami celowania zabudowane obszary miast. Harris miał do dyspozycji niespełna czterysta samolotów gotowych do lotu z wyszkolonymi załogami. Większość stanowiły dwusilnikowe bombowce Vickers Wellington i Handley Page Hampden. Ciężkie, czterosilnikowe Stirlingi, Halifaksy i Lancastery wchodziły do dywizjonów powoli, a dwusilnikowy Avro Manchester, z zawodnymi silnikami, był już wycofywany. Harris chciał udowodnić rządowi, który rozważał przekazanie części samolotów do walki z U-Bootami i na Bliski Wschód, że jego dowództwo potrafi zadawać Niemcom poważne straty. Potrzebował wielkich nalotów, i to szybko.

Główną nadzieją był system radionawigacyjny Gee. Odbiornik w samolocie mierzył różnicę czasu nadejścia impulsów z trzech nadajników w Anglii, a nawigator wyznaczał z niej pozycję. Pierwsze naloty z jego użyciem w marcu przyniosły mieszane wyniki. Gee pozwalało prowadzić setki samolotów wspólną trasą w pobliże celu, ale jego dokładność nad Zagłębiem Ruhry wynosiła kilka kilometrów, za mało, by trafić w miasto zasnute przemysłowym dymem. Zasięg systemu kończył się w zachodnich Niemczech: Kolonia leżała w nim wygodnie, Hamburg na jego granicy albo poza nią. Nadal tylko część samolotów miała odbiorniki. Według przyjętej taktyki to one leciały w pierwszej fali, zrzucały flary i bomby zapalające, a reszta bombardowała wzniecone przez nie pożary. Wszystko zależało więc od tego, czy pierwsze załogi odnajdą cel, i od pogody.

Kolonia, noc z 5 na 6 kwietnia

Kolonia była dla Bomber Command celem dobrze znanym. W nocy z 13 na 14 marca 1942 roku 135 samolotów zaatakowało ją według nowej taktyki i uznano to za pierwszy w pełni udany nalot prowadzony za pomocą Gee. Trzy tygodnie później Harris wysłał nad to samo miasto niemal dwa razy większe siły. W nocy z 5 na 6 kwietnia, w Niedzielę Wielkanocną, nad Kolonię poleciały 263 samoloty, więcej niż w nalocie na Essen z 25 na 26 marca, w którym uczestniczyło 254 bombowców. Była to największa wyprawa Bomber Command na jeden cel od początku wojny.

Wynik był rozczarowujący. Załogi meldowały udany atak, ale według powojennych opracowań opartych na dziennikach operacyjnych Bomber Command bombardowanie było rozproszone, a szkody w mieście niewielkie. Pierwsza fala nie zdołała dokładnie oznaczyć celu, a gdy pożary wzniecone przez bomby zapalające rozrzucone są na dużym obszarze, kolejne fale zamiast się skupiać, rozpraszają się jeszcze bardziej. Tej samej nocy dwadzieścia innych bombowców zaatakowało fabrykę silników lotniczych Gnome et Rhône w Gennevilliers pod Paryżem, nie trafiając w nią, a mniejsze grupy poleciały nad port w Le Havre i stawiały miny u wybrzeży Francji. Ze wszystkich 318 lotów tej nocy nie wróciło pięć samolotów.

Kolejnej nocy, z 6 na 7 kwietnia, Harris wysłał 157 samolotów nad zakłady Kruppa w Essen. Burze, oblodzenie i chmury rozbiły i ten atak. W mieście odnotowano tylko lekkie szkody, a pięć samolotów nie wróciło.

Hamburg, noc z 8 na 9 kwietnia

Hamburg, największy port Rzeszy, siedziba wielkich stoczni budujących okręty podwodne i ośrodek przemysłu, był bombardowany od 1940 roku. W latach 1940–1942 przeżył ponad sto mniejszych nalotów, z których żaden nie wyrządził mu szkód porównywalnych z późniejszymi. Według niemieckich opracowań już we wrześniu 1941 roku gauleiter Hamburga Karl Kaufmann, powołując się na zniszczenia po nalotach, zabiegał u Hitlera o wywiezienie hamburskich Żydów, aby ich mieszkania przekazać poszkodowanym; deportacje z Hamburga rozpoczęły się w październiku tego roku. Miasto leżało jednak daleko od angielskich lotnisk, nad szeroką Łabą, z silną obroną przeciwlotniczą, i dla nawigujących nocą załóg było celem trudnym.

W nocy z 8 na 9 kwietnia 1942 roku nad Hamburg wystartowały 272 samoloty: według zestawień operacyjnych 177 Wellingtonów, 41 Hampdenów, 22 Stirlingi, 13 Manchesterów, 12 Halifaksów i 7 Lancasterów. Był to nowy rekord, wyższy o dziewięć maszyn od wyprawy na Kolonię sprzed trzech dni. Tym razem przeszkodą okazała się pogoda. Nad Morzem Północnym i nad Niemcami bombowce wleciały w burze i strefy silnego oblodzenia. Załogi wspominały później ogień świętego Elma, świetliste obręcze wokół śmigieł i niebieskie płomyki na krawędziach skrzydeł; samoloty obciążone lodem traciły wysokość, a część załóg zawracała albo zrzucała bomby, gdzie się dało. Ponad Hamburgiem zalegały chmury.

Według dziennika operacji szkody w Hamburgu były niewielkie. Bomby rozproszyły się nad dużą częścią północnych Niemiec. Część spadła na Bremę, gdzie według kanadyjskiej kroniki wojny powietrznej, opartej na dziennikach Bomber Command, trafiły w stocznię i uszkodziły kilka budowanych tam okrętów podwodnych. Nie wróciły cztery Wellingtony i jeden Manchester, którego załoga z 83 Dywizjonu zginęła, z wyjątkiem jednego lotnika wziętego do niewoli.

Miesiąc rozczarowań

Naloty na Kolonię i Hamburg nie były wyjątkami. W kolejnych nocach kwietnia Bomber Command atakowało raz po raz te same cele i przeważnie z tym samym skutkiem. W nocy z 10 na 11 kwietnia nad Essen poleciały 254 samoloty; nad celem zamiast zapowiadanego czystego nieba zastały chmury. Tej nocy Halifax 76 Dywizjonu po raz pierwszy zrzucił bombę burzącą o masie 8000 funtów (około 3600 kilogramów), bez widocznego skutku. Dwie noce później, z 12 na 13 kwietnia, nad Essen poleciało 251 bombowców, które wreszcie wznieciły pożar na terenie zakładów Kruppa. Według dziennika operacji Bomber Command w ciągu miesiąca wysłało nad Essen osiem wielkich wypraw, w sumie 1555 lotów, straciło 64 samoloty i tylko dwa razy trafiło w fabrykę Kruppa. Dziennik ujmował problem trafnie: dowództwo miało już dość samolotów, by mierzyć się z celami tej wielkości, i potrafiło je odnaleźć, ale nie umiało ich dokładnie oznaczyć i trafić. W nocach z 14 na 15 i z 15 na 16 kwietnia bombowce poleciały nad Dortmund i również rozproszyły się w mgle i chmurach, a z 17 na 18 kwietnia ponad 170 samolotów wróciło nad Hamburg.

Taki był obraz brytyjskiej ofensywy w pierwszych tygodniach dowodzenia Harrisa. Rosnąca liczba samolotów nie przekładała się na skuteczność, a straty, choć jeszcze umiarkowane, były wysokie w stosunku do wyników. Gee nie wystarczało do celowania, nocne niebo nad Europą często zakrywały chmury, a pierwsze fale nie miały ani specjalnego wyposażenia, ani bomb znaczących, które wyraźnie wskazywałyby cel następnym. Sukces Lubeki wynikał z tego, że miasto leżało nad morzem, było słabo bronione i zaatakowano je w jasną, księżycową noc. Kolonia i Hamburg pokazały, że takie warunki zdarzały się rzadko.

Miejsce w wojnie

Kwietniowe naloty na Kolonię i Hamburg należą do mniej znanych epizodów brytyjskiej ofensywy bombowej, ale były etapem budowania jej skali. Harris przyzwyczajał swoje dowództwo do wysyłania nad jeden cel coraz większych sił, co kilka tygodni później pozwoliło mu zebrać, z pomocą jednostek szkolnych, ponad tysiąc bombowców do nalotu na Kolonię w nocy z 30 na 31 maja 1942 roku. Pierwotnym celem tej operacji był zresztą Hamburg; o wyborze Kolonii zdecydowała pogoda.

W tym samym czasie Bomber Command szukało innych dróg. 17 kwietnia 1942 roku dwanaście nowych Lancasterów z 44 i 97 Dywizjonu poleciało w dzień, na bardzo małej wysokości, nad zakłady MAN w Augsburgu, które budowały około połowy silników wysokoprężnych dla niemieckich okrętów podwodnych. Przez błąd w harmonogramie lotów dywersyjnych formacja 44 Dywizjonu natknęła się nad Francją na wracające na lotnisko niemieckie myśliwce, które zestrzeliły cztery Lancastery. Nad Augsburgiem artyleria przeciwlotnicza strąciła trzy kolejne. Z dwunastu samolotów wróciło pięć. Na halę narzędziową fabryki spadło siedemnaście bomb, z których pięć nie wybuchło; budynek został poważnie uszkodzony, ale maszyny w większości ocalały i produkcja trwała dalej. Dowódca wyprawy, Squadron Leader John Nettleton z 44 Dywizjonu, urodzony w Afryce Południowej, otrzymał Krzyż Wiktorii, a Winston Churchill nazwał atak wybitnym osiągnięciem RAF. Wnioski dowództwa były jednak trzeźwe: dzienne naloty na bronione cele w głębi Niemiec okazały się równie kosztowne jak w 1940 roku.

Z kwietniowych porażek wynikała także potrzeba wyspecjalizowanej formacji, która odnajdywałaby i oznaczała cele dla głównych sił. Harris długo się jej sprzeciwiał, ale w sierpniu 1942 roku powstała Pathfinder Force, a na przełomie 1942 i 1943 roku weszły do użytku dokładniejsze urządzenia Oboe i radar H2S. Dopiero one sprawiły, że wielkie miasta Zagłębia Ruhry i Nadrenii, w tym Kolonia, zostały zniszczone. Hamburg spotkał ten los latem 1943 roku, gdy w czasie operacji „Gomora” burza ogniowa zabiła w mieście około 34 tysięcy ludzi.

Źródła

  1. rafmuseum.org.uk

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.