TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Nalot tysiąca bombowców na Bremę

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
25 czerwca 1942
Autor:
Łukasz
Tagi:
RAF, Arthur Harris, III Rzesza, Wielka Brytania

W nocy z 25 na 26 czerwca 1942 roku brytyjskie lotnictwo po raz trzeci wysłało nad jedno niemieckie miasto ponad tysiąc samolotów. Celem była Brema, drugi po Hamburgu port Rzeszy nad Morzem Północnym, ośrodek budowy okrętów podwodnych i samolotów. Według brytyjskich zestawień operacyjnych wystartowało 1067 maszyn, więcej niż nad Kolonię pod koniec maja. Nad celem zalegały jednak chmury i skutki nalotu okazały się znacznie skromniejsze, niż liczono. Straty były zaś najwyższe z dotychczasowych: RAF Bomber Command stracił 48 samolotów, a lotnictwo obrony wybrzeża kolejnych pięć.

Często pisze się, że atakujący „ponieśli ciężkie straty”. To prawda, choć wymaga liczb. Utracone samoloty stanowiły dokładnie 5 procent maszyn Bomber Command wysłanych nad Bremę, czyli odsetek wysoki, ale wtedy jeszcze nie wyjątkowy. Ciężar strat rozłożył się jednak nierówno i najmocniej uderzył w jednostki szkolne. Właśnie to, a nie sam odsetek, przesądziło o tym, że był to ostatni nalot „tysiąca” w 1942 roku.

Trzecia wyprawa „tysiąca”

Po Kolonii marsz. lotnictwa Arthur Harris zyskał to, o co zabiegał: przekonał rząd, że jego dowództwo jest narzędziem wartym inwestycji. Drugi wielki nalot, na Essen w nocy z 1 na 2 czerwca, zakończył się jednak fiaskiem w przemysłowej mgle Zagłębia Ruhry, a kolejne czerwcowe ataki na Essen i Emden przyniosły równie rozproszone bombardowanie. Harris potrzebował jeszcze jednego dowodu, że wielkie, skupione naloty mogą zadać Niemcom poważne szkody.

Brema miała kilka zalet. Leżała nad szeroką Wezerą, dobrze widoczną z powietrza, a żeby do niej dolecieć, bombowce musiały przeciąć pas niemieckiej obrony nocnej tylko na krótkim odcinku. Mieściły się tu ważne cele: zakłady lotnicze Focke-Wulf, stocznie koncernu Deschimag z AG Weser na czele, budujące U-Booty, a także stocznia Vulkan, zakłady Atlas, huta i rafineria. RAF bombardował Bremę od 1940 roku, a w pierwszych nocach 1941 roku kilkakrotnie atakował zakłady Focke-Wulf, na ogół z niewielkim skutkiem. Ostatni większy nalot, w nocy z 3 na 4 czerwca 1942 roku, wykonało 170 samolotów; według zestawień bremeńskich zginęły wtedy 83 osoby.

Zebrać tysiąc maszyn było tym razem trudniej. Bomber Command mógł wystawić tylko 960 samolotów, choć sięgnął po wszystko, co miał: oprócz bombowców liniowych i maszyn jednostek doskonalenia bojowego (Operational Training Unit) do nalotu skierowano także lekkie bombowce 2 Grupy, dotąd używane wyłącznie w dzień. Siły liczyły 472 Wellingtony, 124 Halifaxy, 96 Lancasterów, 69 Stirlingów, 51 Blenheimów, po 50 Hampdenów i Whitleyów, 24 Bostony, 20 Manchesterów i 4 Mosquito. Był to najbardziej różnorodny zestaw samolotów, jaki Bomber Command kiedykolwiek wysłał na jeden cel.

Brakującą resztę dało dowództwo lotnictwa obrony wybrzeża, RAF Coastal Command. Przed nalotem na Kolonię Admiralicja w ostatniej chwili zakazała mu udziału, uznając, że samoloty potrzebne do walki z okrętami podwodnymi w bitwie o Atlantyk nie powinny służyć propagandowemu rekordowi. Tym razem, według części opracowań po interwencji Winstona Churchilla, wysłało nad Bremę 102 Hudsony i Wellingtony. Pięć samolotów dodało jeszcze dowództwo lotnictwa współpracy z wojskami lądowymi. Razem dawało to 1067 maszyn.

Nalot nad chmurami

Po raz pierwszy w serii „tysiąca” części sił przydzielono nie dzielnice miasta, lecz konkretne zakłady. Cała 5 Grupa, 142 samoloty, miała uderzyć na zakłady Focke-Wulf, dwadzieścia Blenheimów i maszyny Coastal Command na stocznie Deschimag, a wszystkie pozostałe na miasto i port. Okres bombardowania skrócono z 90 do 65 minut, by jeszcze silniej skupić nalot w czasie.

Pogoda znowu zawiodła. W ciągu dnia nad Bremą leżał pas chmur, ale silny wiatr spychał go na wschód i synoptycy liczyli, że wieczorem niebo się przejaśni. Wiatr jednak ucichł i bombowce zastały miasto całkowicie zakryte przez cały czas nalotu. To, co udało się osiągnąć, brytyjscy analitycy przypisali radionawigacji Gee: czołowe załogi zrzuciły bomby na podstawie jej wskazań i wznieciły pożary, a następne fale kierowały się na łunę widoczną przez chmury. Atak na Bremę zameldowało 696 załóg Bomber Command; pozostałe zbombardowały inne miejscowości albo zawróciły.

Według zestawień bremeńskich, przytaczanych w brytyjskich opracowaniach, całkowicie zniszczonych zostało 572 domy, a 6108 uszkodzonych. Zginęło 85 osób, 497 zostało rannych, a 2378 straciło dach nad głową; inne opracowania podają 86 albo 88 zabitych. Tak niewielka liczba ofiar przy tej skali nalotu świadczyła o sprawności bremeńskiej obrony cywilnej i o tym, jak bardzo bomby się rozproszyły. W zakładach Focke-Wulf zrównana z ziemią została hala montażowa, a kilkanaście innych budynków ucierpiało poważniej lub lżej. Uszkodzenia odniosły też zakłady Atlas, stocznia Vulkan, huta Norddeutsche Hütte, rafineria Korff i dwa wielkie magazyny portowe. Był to wynik lepszy niż nad Essen, ale daleki od kolońskiego.

Najdroższa noc

Straty okazały się rekordowe. Nie wróciło 48 samolotów Bomber Command, w tym cztery, które spadły do morza u wybrzeży Anglii; ich załogi niemal w komplecie uratowano. Najciężej ucierpiały jednostki szkolne 91 Grupy, które straciły 23 z 198 wysłanych Whitleyów i Wellingtonów, czyli 11,6 procent. Coastal Command stracił 5 ze 102 maszyn. Wliczając samoloty wysłane tej nocy na niemieckie lotniska, Bomber Command wykonał 1016 lotów bojowych i stracił 50 maszyn, a razem z Coastal Command 1123 loty i 55 maszyn, czyli 4,9 procent. Według części opracowań niemiecka artyleria przeciwlotnicza i nocne myśliwce zestrzeliły 49 bombowców.

Dla Harrisa najważniejsze było to, kogo stracił. Instruktorzy i najlepsi uczniowie szkół mieli przygotowywać kolejne roczniki załóg, od których zależała przyszła rozbudowa jego sił. Każdy taki nalot przerywał na wiele dni szkolenie, a wysokie straty w jednostkach szkolnych uderzały w zaplecze całego dowództwa.

Miejsce w wojnie

Nalot na Bremę zamknął krótką serię wypraw „tysiąca” z przełomu maja i czerwca 1942 roku. Bomber Command nie miał jeszcze tylu samolotów i załóg liniowych, by stale wysyłać nad Niemcy tak wielkie siły, a sięganie po szkoły okazało się zbyt kosztowne. Jednostki szkolne jeszcze kilka razy latem 1942 roku wzięły udział w większych nalotach, ale w mniejszej liczbie, i siły tysiąca samolotów już tego roku nie zebrano. Kolejne naloty tej skali Bomber Command wykonał dopiero w 1944 roku, samymi ciężkimi maszynami liniowymi.

Harris nie zostawił jednak Bremy w spokoju. W nocach z 27 na 28 i z 29 na 30 czerwca wysłał nad miasto 144, a potem 253 samoloty; w drugim z tych nalotów czterosilnikowe bombowce po raz pierwszy stanowiły ponad połowę sił, a pożary wyrządziły poważne szkody w zakładach Focke-Wulf i stoczni AG Weser. Rosnąca liczba Lancasterów i Halifaxów zaczęła zastępować masę starszych dwusilnikowych maszyn.

Seria czerwcowych nalotów pokazała też, że skupienie w czasie i przestrzeni, choć skuteczne przeciw niemieckiej obronie, nie wystarczy, gdy załogi nie widzą celu. W sierpniu 1942 roku, mimo początkowego sprzeciwu Harrisa, powstała wyspecjalizowana formacja wskazująca cele, Pathfinder Force, a na przełomie 1942 i 1943 roku do służby weszły nowe pomoce nawigacyjne i radar pokładowy. W 1943 roku za dnia nad Bremą pojawiły się także bombowce amerykańskiej 8 Armii Lotniczej. W ciągu całej wojny alianci wykonali na Bremę według bremeńskich zestawień 173 naloty, w których zginęło ponad cztery tysiące mieszkańców, a zniszczeniu uległo około 62 procent zasobu mieszkaniowego. Nalot z 25 na 26 czerwca 1942 roku był największym z nich pod względem liczby samolotów, ale nie pod względem zniszczeń: najcięższy przyszedł w sierpniu 1944 roku, gdy w ciągu nieco ponad pół godziny 274 bombowce zabiły ponad tysiąc ludzi.

Źródła

  1. codenames.info · millennium ii

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.