TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Atak na dwudziesty transport z Mechelen

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Front zachodni
Data:
19 kwietnia 1943
Autor:
Natalia
Tagi:
Zagłada Żydów, Belgia, ruch oporu

19 kwietnia 1943 roku z koszar Dossin w Mechelen wyruszył do Auschwitz-Birkenau dwudziesty transport Żydów z okupowanej Belgii. W pociągu jechało 1631 osób, w tym, według belgijskich opracowań, 262 dzieci. Późnym wieczorem, kilka kilometrów za miastem, na łuku torów między Boortmeerbeek a Haacht na linii do Leuven, pociąg zatrzymało trzech młodych ludzi: lekarz Youra Livchitz oraz jego dwaj przyjaciele, Robert Maistriau i Jean Franklemon. Mieli jeden mały pistolet, latarnię oklejoną czerwonym papierem, która udawała sygnał zatrzymania, i kombinerki do przecinania drutu. Zdołali otworzyć jeden wagon. Inni deportowani, którzy już wcześniej przygotowali się do ucieczki, wyskakiwali z pociągu przez całą noc, także gdy ten ruszył dalej. Wolność odzyskało w sumie ponad 230 osób.

Popularne opisy mówią o ataku „partyzantów”, „największym ataku na pociąg Zagłady w czasie wojny” i o 236 uciekinierach. Wymaga to kilku uściśleń. Atakujących było trzech i działali niemal na własną rękę, bez wsparcia większej organizacji. Większość uciekinierów wydostała się z wagonów sama, w dużej części bez związku z akcją pod Boortmeerbeek. Liczba zbiegów różni się w zależności od źródła: muzeum Kazerne Dossin i francuska literatura podają 231, inne opracowania 233, a niektóre 236. Ocalała z nich mniej więcej połowa. Wreszcie atak nie był jedynym w swoim rodzaju na całym kontynencie: był to jedyny przypadek zatrzymania pociągu deportacyjnego przez ruch oporu na zachodzie Europy, ale miesiąc później, w nocy z 19 na 20 maja 1943 roku, polska konspiracja zaatakowała pod Celestynowem transport więźniów z Warszawy do Auschwitz. Ucieczka z dwudziestego transportu była natomiast największą masową ucieczką z pociągu jadącego do obozu zagłady.

Deportacje z Belgii

Przed wojną w Belgii mieszkało według najczęstszych szacunków od 65 do 75 tysięcy Żydów, w większości niedawnych imigrantów z Europy Wschodniej i z Niemiec, skupionych w Antwerpii i Brukseli. Niewielu z nich miało belgijskie obywatelstwo. Po kapitulacji Belgii w maju 1940 roku krajem rządziła niemiecka administracja wojskowa generała Alexandra von Falkenhausena. Wprowadzała ona kolejne przepisy: rejestrację Żydów, wywłaszczenia, zakazy zawodowe, wreszcie w czerwcu 1942 roku obowiązek noszenia żółtej gwiazdy.

Deportacje zaplanował referat do spraw żydowskich Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Adolfa Eichmanna, a w Belgii przeprowadzała je policja bezpieczeństwa (Sipo-SD). Obóz zborny (SS-Sammellager) urządzono w dawnych koszarach generała Dossina w Mechelen, w połowie drogi między Brukselą a Antwerpią. Pierwszy transport wyjechał stamtąd do Auschwitz 4 sierpnia 1942 roku. Jesienią 1942 roku pociągi odchodziły co kilka dni, a Niemcy urządzali w Antwerpii i Brukseli obławy na ulicach i w mieszkaniach. Każdy deportowany dostawał numer transportu i swój numer na liście; Simon Gronowski, jeden z uciekinierów z kwietnia 1943 roku, nosił na szyi tabliczkę „XX-1234”.

Do końca października 1942 roku z Mechelen odeszło siedemnaście transportów, którymi wywieziono blisko 17 tysięcy osób. Potem tempo spadło: w styczniu 1943 roku wyruszyły dwa kolejne pociągi, a następny dopiero w kwietniu, bo większość Żydów, którzy jeszcze pozostali w Belgii, zdążyła się ukryć. Pomagał im w tym podziemny Komitet Obrony Żydów (Comité de défense des Juifs), związany z Frontem Niepodległości (Front de l’Indépendance), jedną z głównych organizacji belgijskiego ruchu oporu, który zdobywał fałszywe dokumenty, kartki żywnościowe i kryjówki, zwłaszcza dla dzieci. Komitet wydawał też podziemne pisma i ostrzegał przed obławami. Wiadomości o tym, co dzieje się z deportowanymi na wschodzie, docierały do Belgii od jesieni 1942 roku, a w grudniu aliancka deklaracja z 17 grudnia potwierdziła, że Żydzi z całej okupowanej Europy są wywożeni do Polski i tam mordowani.

Plan trzech przyjaciół

Myśl o zatrzymaniu pociągu narodziła się w Komitecie Obrony Żydów. Jego działacze, wśród nich Hertz Jospa, rozważali ją na początku 1943 roku, ale Komitet nie miał ani broni, ani ludzi do takiej akcji, a obawiał się też odwetu. Według belgijskich opracowań Youra Livchitz, urodzony w 1917 roku syn rosyjsko-żydowskich emigrantów, świeżo upieczony absolwent medycyny Wolnego Uniwersytetu Brukselskiego, próbował przekonać do udziału zbrojne grupy podziemia. Odmówiły, uznając plan za zbyt ryzykowny. Livchitz postanowił działać sam z dwoma kolegami, którzy nie byli Żydami: dwudziestojednoletnim Robertem Maistriau i Jeanem Franklemonem, rówieśnikiem Livchitza. Pistolet Browning kalibru 6,35 mm z kilkoma nabojami przekazał im łącznik konspiracyjnej Grupy G.

Dwudziesty transport różnił się od poprzednich. Do tej pory deportowanych wożono wagonami osobowymi trzeciej klasy, z których łatwo było wyskoczyć przez okno, i z poprzednich pociągów uciekło już kilkuset ludzi. Tym razem po raz pierwszy podstawiono wagony towarowe z oknami zabitymi deskami lub osnutymi drutem kolczastym. Dołączono też osobny wagon dla dziewiętnastu więźniów „specjalnych”, członków ruchu oporu i schwytanych wcześniej uciekinierów, którym na plecach wymalowano czerwone krzyże. Konwoju pilnował oficer i piętnastu niemieckich policjantów (źródła różnią się co do formacji: Schutzpolizei albo Sipo-SD). Wśród deportowanych byli ludzie przygotowani do ucieczki: mieli przemycone narzędzia i nożyki, a według relacji pracująca w obozowej kancelarii więźniarka Eva Fastag tak ułożyła listy, by członkowie podziemia trafili do jednego wagonu.

19 kwietnia trzej przyjaciele pojechali z Brukseli rowerami w stronę Boortmeerbeek. Na łuku torów, gdzie pociąg musiał zwolnić, postawili latarnię z czerwonym światłem. Maszynista zahamował. Maistriau podbiegł do jednego z wagonów, przeciął kombinerkami drut zabezpieczający drzwi i otworzył je, wołając do ludzi w środku, żeby uciekali. Wyskoczyło siedemnaście osób. Niemcy z wagonu na końcu pociągu otworzyli ogień, Livchitz strzelał do nich z pistoletu, a w ciemności eskorta nie wiedziała, ilu ma przeciwników. Po kilku minutach pociąg ruszył. Trzej przyjaciele rozdzielili się i zdołali wrócić do Brukseli. Według relacji Maistriau rozdał uwolnionym pieniądze, które miał przy sobie, żeby mogli dotrzeć do Brukseli.

Najwięcej ludzi uciekło jednak później, samodzielnie. W kilku wagonach deportowani wyłamali deski, wycięli otwory albo otworzyli drzwi i wyskakiwali w biegu, w ciemnościach, aż do granicy niemieckiej. Pomógł im maszynista Albert Dumon, który prowadził pociąg na dalszym odcinku między Tienen a Tongeren. Według jego późniejszej relacji, zrozumiawszy, co się dzieje, celowo jechał wolno, hamował na każdym przejeździe i zakręcie, a pod Borgloon zatrzymał się na pół godziny pod pretekstem sygnału. Niemieccy strażnicy strzelali do uciekających z platform wagonów; Dumon, wracając samą lokomotywą do Tienen, widział przy torach ciała.

Z jednego z wagonów wyskoczył jedenastoletni Simon Gronowski, którego matka zachęciła do ucieczki, sama jednak została w pociągu. Chłopiec dotarł do pobliskiej wsi, gdzie strażnik gminny zaprowadził go do żandarma Jeana Aertsa. Ten zamiast go wydać, pomógł mu wrócić do ukrywającego się w Brukseli ojca. Pielęgniarka i członkini podziemia Régine Krochmal przecięła nożem do chleba kratę w okienku wagonu i wyskoczyła pod Haacht. Oboje przeżyli wojnę.

Bilans ucieczki

Według ustaleń belgijskich historyków, przede wszystkim Maxime’a Steinberga, z dwudziestego transportu uciekło 231 osób (inne opracowania podają 233 lub 236). Dwadzieścia kilka z nich zginęło od kul eskorty albo przy skoku z pociągu. Około 90 Niemcy schwytali w następnych dniach i tygodniach i wywieźli kolejnymi transportami. Na wolności pozostało i doczekało wyzwolenia, zależnie od źródła, od 113 do 118 uciekinierów. Wielu z nich ukrywali potem belgijscy mieszkańcy okolicznych wsi i działacze Komitetu Obrony Żydów.

Pociąg dotarł do Auschwitz 22 kwietnia. W czasie selekcji jako więźniów obozu zarejestrowano 521 osób, 276 mężczyzn i 245 kobiet. Pozostałych, ponad 870 ludzi, w tym dzieci, zamordowano tego samego dnia w komorach gazowych Birkenau. Z zarejestrowanych wojnę przeżyło, według danych muzeum Kazerne Dossin, około 150. Wśród zamordowanych była matka Simona Gronowskiego; jego starsza siostra Ita, która jako obywatelka belgijska została w Mechelen, zginęła w Auschwitz po deportacji we wrześniu 1943 roku.

Niemcy wyciągnęli z ucieczki wnioski. Od dwudziestego transportu wszystkie pociągi z Mechelen składano z zamkniętych wagonów towarowych, a eskortę wzmocniono: konwoje do granicy Rzeszy osłaniała odtąd kompania policji. Żaden kolejny transport z Belgii nie został już zatrzymany.

Losy trzech przyjaciół

Youra Livchitza aresztowano kilka tygodni po akcji. Zdołał uciec z siedziby gestapo w Brukseli, ale w czerwcu 1943 roku zatrzymano go ponownie wraz z bratem Aleksandrem, także członkiem podziemia. Obaj zostali rozstrzelani w lutym 1944 roku, Youra 17 lutego na strzelnicy w Schaerbeek. Jean Franklemon trafił w sierpniu 1943 roku do fortu Breendonk, a potem jako więzień „Nacht und Nebel” do obozów w Rzeszy, ostatnio do Sachsenhausen; przeżył. Robert Maistriau ukrywał się w Ardenach i walczył w partyzantce, w marcu 1944 roku został aresztowany i przeszedł przez Breendonk, Buchenwald i podobozy Mittelbau-Dora, aż 15 kwietnia 1945 roku Brytyjczycy wyzwolili go w Bergen-Belsen. Zmarł w 2008 roku.

Miejsce w dziejach wojny

Akcja pod Boortmeerbeek nie zatrzymała deportacji z Belgii. Do lata 1944 roku z Mechelen wyjechało 28 transportów, którymi wywieziono 25 257 Żydów i 351 Romów. Wojnę przeżyło z nich nieco ponad tysiąc. Jednocześnie, według szacunków, ponad 20 tysięcy Żydów, w tym kilka tysięcy dzieci, przetrwało okupację w ukryciu, z pomocą sąsiadów, duchownych i podziemia, tak że ponad połowa belgijskich Żydów przeżyła Zagładę. Atak na dwudziesty transport stał się symbolem tego, że ratunek był możliwy i że wystarczyła do niego czasem odwaga kilku ludzi.

Tego samego dnia w Warszawie wybuchło powstanie w getcie, a na Bermudach zebrali się dyplomaci brytyjscy i amerykańscy, którzy mieli radzić nad losem uchodźców. Zbieżność dat podkreśla, jak bardzo w kwietniu 1943 roku inicjatywa ratowania Żydów należała do nich samych i do garstki pomocników, a nie do rządów. Pamięć o trzech przyjaciołach długo pozostawała ograniczona do Belgii. W 1993 roku przy dworcu w Boortmeerbeek odsłonięto pomnik upamiętniający transporty z Mechelen, a historię dwudziestego konwoju opisała szeroko niemiecka dziennikarka Marion Schreiber w książce „Stille Rebellen” (2000). Muzeum Kazerne Dossin w dawnych koszarach w Mechelen dokumentuje dziś losy wszystkich deportowanych z Belgii.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.