TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Likwidacja związków zawodowych w Niemczech

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Data:
2 maja 1933
Autor:
Łukasz
Tagi:
Niemcy, III Rzesza, ruch robotniczy, NSDAP

2 maja 1933 roku, o dziesiątej rano, oddziały SA i SS razem z działaczami Narodowosocjalistycznej Organizacji Komórek Zakładowych (NSBO) weszły jednocześnie do domów związkowych, redakcji, kas i oddziałów banku socjaldemokratycznych „wolnych” związków zawodowych w całych Niemczech. Policja nie interweniowała. Przewodniczący Powszechnego Niemieckiego Związku Zawodowego (ADGB) Theodor Leipart, jego zastępca Peter Graßmann i dziesiątki innych działaczy zostali zabrani do „aresztu ochronnego”, wielu pobito, kilku zamordowano. Majątek związków przejęto. Akcja trwała w większości miast niewiele ponad godzinę. Jeszcze poprzedniego dnia członkowie tych związków, na wezwanie własnych przywódców, maszerowali w nazistowskich pochodach z okazji Święta Pracy Narodowej. Osiem dni później w miejsce związków powstał Niemiecki Front Pracy.

Najsilniejsza organizacja republiki

Niemiecki ruch związkowy był jednym z najpotężniejszych w Europie. ADGB, związany od pół wieku z socjaldemokracją, w 1920 roku liczył około ośmiu milionów członków i to on, ogłaszając strajk generalny, w ciągu czterech dni obalił pucz Kappa. Obok niego działały mniejsze związki chrześcijańskie, bliskie katolickiemu Centrum, liberalne zrzeszenia Hirsch-Duncker oraz związek pracowników umysłowych AfA-Bund. W czasie wielkiego kryzysu, gdy bezrobocie przekroczyło sześć milionów ludzi, związki straciły wielu członków i pieniędzy, a przede wszystkim broń, jaką był strajk: trudno strajkować, gdy za bramą fabryki czekają tłumy bezrobotnych. Mimo to wolne związki wciąż liczyły kilka milionów członków i miały majątek, prasę, szkoły i bank.

Po objęciu władzy przez Hitlera część działaczy SPD i związków domagała się strajku generalnego, ale kierownictwo ADGB odrzuciło ten pomysł. „Organizacja, a nie demonstracja, jest hasłem chwili” – mówił Leipart 31 stycznia 1933 roku. Po pożarze Reichstagu bojówki SA, mianowane policją pomocniczą, napadały na domy związkowe w wielu miastach, biły działaczy i wywoziły ich do pierwszych obozów. Wybory do rad zakładowych w marcu 1933 roku przyniosły jednak nazistom porażkę. W berlińskich elektrowniach na kandydatów wolnych związków głosowało 91 procent załogi, a NSBO wygrywała tylko w niektórych kopalniach i zakładach Kruppa w Zagłębiu Ruhry. 4 kwietnia rząd wstrzymał te wybory ustawą i dał władzom prawo usuwania członków rad uznanych za „wrogów państwa”.

Kierownictwo ADGB wybrało drogę przystosowania. W marcu zapewniło Hitlera, że związki są częścią ładu społecznego „bez względu na rodzaj ustroju państwa”, odcięło się od SPD i chwaliło przemówienia nowego kanclerza. Historyk Heinrich August Winkler nazwał to „publicznym aktem podporządkowania się”. W kwietniu przywódcy wolnych, chrześcijańskich i liberalnych związków negocjowali utworzenie jednej, ponadpartyjnej centrali, a 28 kwietnia uzgodnili jej manifest pełen pochwał dla „narodowej odnowy”. Liczyli, że w takiej formie związki przetrwają. Nie wiedzieli, że los ich organizacji był już przesądzony.

Plan Goebbelsa i Leya

24 marca minister propagandy Joseph Goebbels zapisał w dzienniku pomysł, by 1 maja urządzić wielkie święto, a 2 maja zająć domy związkowe. Wiosną w tajemnicy powstał Komitet Akcji dla Ochrony Pracy Niemieckiej. Formalnie kierował nim szef organizacyjny NSDAP Robert Ley, a w praktyce Reinhold Muchow z NSBO. 16 kwietnia Adolf Hitler zatwierdził plan. 21 kwietnia Ley rozesłał do gauleiterów instrukcję: akcja miała objąć przede wszystkim ADGB i AfA-Bund, a aresztować należało wszystkich przewodniczących związków branżowych, sekretarzy okręgowych i kierowników oddziałów Banku Robotników, Pracowników Umysłowych i Urzędników. Ley polecił zachować „największą dyscyplinę”. Robotnicy mieli odnieść wrażenie, że akcja nie jest skierowana przeciw nim, tylko przeciw „przestarzałemu systemowi”, a zaraz po niej należało dla nich zorganizować darmowe wiece z zapewnieniem, że ich prawa będą „bezwzględnie chronione”.

Bezpośrednim wstępem było Święto Pracy Narodowej. ADGB wezwał członków do udziału w pochodach i polecił wywiesić na domach związkowych czarno-biało-czerwone flagi dawnego Cesarstwa. Na lotnisku Tempelhof w Berlinie Hitler mówił wieczorem o czci dla pracy i o końcu walki klas.

2 maja

Nazajutrz plan wykonano w całych Niemczech niemal jednocześnie. Oddziały SA i SS zajmowały budynki, a działacze NSBO obejmowali biura jako „komisarze”. Zabierano przede wszystkim akta i księgi kasowe: Ley i Muchow chcieli nimi udowodnić przywódcom związków korupcję i w ten sposób „prawnie” uzasadnić zabór majątku. Leipart i Graßmann trafili do aresztu, gdzie ich maltretowano, i wyszli dopiero w czerwcu. Większość zatrzymanych zwolniono po kilku tygodniach.

Nie wszędzie skończyło się na aresztowaniach. W Duisburgu członkowie SA zakatowali w piwnicy domu związkowego czterech działaczy. Ofiary były także w innych miastach. Telegramy z prośbą o pomoc, jak ten, który miejscowy zarząd ADGB z Kassel wysłał do prezydenta Paula von Hindenburga, pozostały bez odpowiedzi. Goebbels zanotował 3 maja z zadowoleniem, że wszystko poszło gładko.

Niższym działaczom i pracownikom związków proponowano dalszą pracę pod nadzorem NSBO. Dzięki temu dla wielu członków niewiele się na pozór zmieniło: biura były czynne, a składki zbierano jak dawniej. Tak zresztą zaplanowano to przedsięwzięcie. Inne związki uznały, że nie mają wyboru. W ciągu kilku dni Komitetowi Akcji podporządkowały się związki chrześcijańskie i liberalne, a w sumie 239 organizacji. Nikt nie stawiał oporu. Jak pisze brytyjski historyk Richard J. Evans, potężny niemiecki ruch związkowy zniknął z dnia na dzień.

Niemiecki Front Pracy

10 maja 1933 roku w Berlinie, na zjeździe z udziałem Hitlera, powołano Niemiecki Front Pracy (Deutsche Arbeitsfront, DAF), na którego czele stanął Ley. Przejął on budynki, majątek i członków dawnych związków. Tego samego dnia sąd w Berlinie, na wniosek prokuratora generalnego, zajął cały majątek SPD, posługując się między innymi aktami przejętymi 2 maja. Chrześcijańskie związki, które formalnie jeszcze istniały, wchłonięto pod koniec czerwca.

DAF nie był związkiem zawodowym. Zrzeszał zarówno robotników, jak i pracodawców w imię „wspólnoty narodowej” i nie prowadził żadnych negocjacji płacowych. Ustawa z 19 maja 1933 roku zniosła układy zbiorowe, a płace i warunki pracy ustalali odtąd mianowani przez państwo „powiernicy pracy”. Ustawa o uporządkowaniu pracy narodowej z 20 stycznia 1934 roku uczyniła właściciela „przywódcą zakładu”, a pracowników jego „drużyną”. Strajk był zakazany. Członkostwo w DAF było formalnie dobrowolne, ale w praktyce nie dało się go uniknąć: w 1941 roku front liczył około 25 milionów członków i był największą organizacją Trzeciej Rzeszy. Jego agenda Kraft durch Freude („Siła przez radość”) organizowała robotnikom tanie wczasy, rejsy i koncerty, które miały zastąpić utracone prawa.

Właściwa nazwa

W wielu kronikach pod datą 2 maja 1933 roku można przeczytać, że Hitler „zdelegalizował związki zawodowe”. Tego dnia nie wydano jednak żadnej ustawy ani dekretu. Związków nie zakazano, tylko je zajęto, a ich majątek i członków przejęła nazistowska organizacja. Formalnie stało się to w drodze „podporządkowania” Komitetowi Akcji, a potem włączenia do DAF. Niemieccy historycy mówią o „rozbiciu związków zawodowych” (Zerschlagung der Gewerkschaften). Skutek był ten sam co zakaz: od maja 1933 roku do 1945 roku w Niemczech nie istniał żaden niezależny związek zawodowy.

Znaczenie

Rozbicie związków było jednym z najważniejszych kroków ujednolicenia Niemiec. Związki były największą organizacją społeczną republiki weimarskiej i finansowym zapleczem SPD. Ley pisał 4 maja w „Völkischer Beobachter”, że teraz marksizm straci w Niemczech „swoją podstawę materialną”. Kilka tygodni później zakazano działalności SPD, a pozostałe partie same się rozwiązały.

Historycy do dziś spierają się, dlaczego tak potężny ruch nie stawił oporu. Wskazuje się na bezrobocie, które odebrało związkom siłę, na wspomnienia z czasów, gdy ruch robotniczy walczył o uznanie państwa i nie chciał dać pretekstu do represji, na nadzieje na roboty publiczne i na to, że części robotników nazistowskie hasła „uszlachetnienia pracy” się podobały. Część działaczy związkowych, jak Wilhelm Leuschner, przeszła potem do konspiracji. Leuschner był jednym ze spiskowców z 20 lipca 1944 roku i został stracony.

Dla drogi do wojny liczyło się przede wszystkim to, że reżim pozbył się jedynej siły, która mogła sparaliżować kraj strajkiem. W latach zbrojeń państwo i DAF mogły zamrozić płace, wydłużać czas pracy i przenosić robotników do przemysłu wojennego, nie obawiając się zorganizowanego sprzeciwu. W czasie wojny ta sama machina przyjęła do niemieckich fabryk miliony robotników przymusowych z okupowanej Europy, w tym z Polski.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.