Pożar Reichstagu
Wieczorem 27 lutego 1933 roku, cztery tygodnie po tym, jak Adolf Hitler został kanclerzem, w Berlinie zapalił się gmach Reichstagu, siedziba niemieckiego parlamentu. W ciągu kilkudziesięciu minut ogień ogarnął salę obrad, a nad Tiergartenem stanęła łuna widoczna z całego śródmieścia. W płonącym budynku policja zatrzymała 24-letniego holenderskiego robotnika Marinusa van der Lubbego, który od razu przyznał się do podpalenia i twierdził, że działał sam. Nazistowscy przywódcy, którzy przyjechali na miejsce jeszcze w trakcie gaszenia, uznali pożar za sygnał do komunistycznego powstania. Tej samej nocy zaczęły się masowe aresztowania, a następnego dnia rząd uchwalił, a prezydent podpisał dekret, który zawiesił podstawowe prawa obywatelskie i pozostał w mocy do końca III Rzeszy. Kto naprawdę podpalił Reichstag, jest przedmiotem sporu od ponad dziewięćdziesięciu lat. Bezsporne są skutki: pożar dał Hitlerowi pretekst, by w ciągu kilku tygodni zniszczyć lewicę i zbudować dyktaturę.
Rząd Hitlera w lutym 1933 roku
30 stycznia 1933 roku prezydent Paul von Hindenburg mianował Hitlera kanclerzem rządu, w którym naziści mieli tylko trzech ludzi. Oprócz kanclerza byli to minister spraw wewnętrznych Rzeszy Wilhelm Frick i Hermann Göring, przewodniczący Reichstagu, minister bez teki i komisaryczny szef pruskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Konserwatyści, którzy zgodzili się na ten gabinet, z wicekanclerzem Franzem von Papenem na czele, liczyli, że okiełznają Hitlera. Ten jednak od pierwszego dnia dążył do nowych wyborów, w których chciał zdobyć większość. Reichstag rozwiązano 1 lutego, a głosowanie wyznaczono na 5 marca.
Kampania wyborcza była już kampanią terroru. Dekretem z 4 lutego rząd zyskał prawo zakazywania zgromadzeń i gazet opozycji. Göring, panując nad policją największego kraju Rzeszy, Prus, 17 lutego polecił policjantom bez wahania używać broni przeciw „wrogom państwa”, a 22 lutego wcielił kilkadziesiąt tysięcy ludzi z SA, SS i nacjonalistycznego Stahlhelmu do policji pomocniczej. Bojówki rozbijały wiece socjaldemokratów i komunistów, a w starciach ginęli ludzie. Naziści przekonywali, że Niemcy stoją na progu bolszewickiej rewolucji i tylko oni mogą ją powstrzymać. 24 lutego policja zajęła centralę Komunistycznej Partii Niemiec (KPD) w Domu Karla Liebknechta i ogłosiła, że znalazła tam plany powstania. Dowodów nigdy nie przedstawiono.
Noc 27 lutego
Marinus van der Lubbe przybył do Berlina 18 lutego. Był murarzem z Lejdy, na wpół niewidomym po wypadku przy pracy, byłym członkiem holenderskiej partii komunistycznej, z którą zerwał, związanym z radykalną grupą tak zwanych komunistów rad. Wędrował po Europie i chciał, jak mówił, jakimś czynem obudzić niemieckich robotników do oporu. Wieczorem 25 lutego, według własnych zeznań, próbował podpalić urząd opieki społecznej w Neukölln, Czerwony Ratusz i zamek berliński. Wszystkie trzy ognie szybko zgaszono.
27 lutego, krótko po godzinie 21, przechodzący obok gmachu student usłyszał brzęk tłuczonej szyby i zawiadomił policję. Van der Lubbe, według swoich zeznań, wszedł przez okno restauracji na parterze zachodniej części budynku i biegając po ciemnych korytarzach, podpalał zasłony, meble i boazerie za pomocą podpałek do pieca i własnej koszuli. Straż pożarną zaalarmowano kilka minut później. Około 21:25 policjant zatrzymał go w sali Bismarcka, półnagiego, spoconego i bez oporu. W tym czasie w sali plenarnej buchał już ogień. Drewniane wyposażenie i zasłony zajęły się błyskawicznie, a szklana kopuła nad salą pękała w żarze. Do akcji wysłano kilkanaście jednostek straży pożarnej. Przed północą pożar opanowano, ale sala obrad była zniszczona.
Hitler był tego wieczoru na kolacji w mieszkaniu Josepha Goebbelsa. Wiadomość przekazał im telefonicznie Ernst Hanfstaengl, nocujący w pałacu przewodniczącego Reichstagu naprzeciwko płonącego gmachu. Goebbels najpierw wziął to za żart. Gdy obaj przyjechali na miejsce, czekał na nich Göring. Według wspomnień szefa pruskiej policji politycznej Rudolfa Dielsa Göring mówił, że to początek komunistycznego powstania i żaden komunista nie może ujść, a Hitler, czerwony na twarzy, krzyczał, że nie będzie litości i że każdego komunistycznego funkcjonariusza trzeba rozstrzelać tam, gdzie się go znajdzie. Diels, obecny przy pierwszych przesłuchaniach van der Lubbego, uważał go za szaleńca działającego na własną rękę. Nikt go nie słuchał. Göring ogłosił w komunikacie, że przy sprawcy znaleziono legitymację partii komunistycznej. Na procesie okazało się, że takiej legitymacji nie było.
Aresztowania
Jeszcze w nocy Göring polecił aresztować komunistycznych posłów i działaczy, zamknąć biura KPD i zakazać jej prasy. Policja miała gotowe listy, przygotowane jeszcze za poprzednich rządów i uzupełnione w lutym. Tylko w Berlinie zatrzymano do rana około półtora tysiąca ludzi. Wśród aresztowanych 28 lutego byli między innymi pisarz Erich Mühsam, redaktor pacyfistycznego tygodnika „Die Weltbühne” Carl von Ossietzky, dziennikarz Egon Erwin Kisch i adwokat Hans Litten, który w 1931 roku wezwał Hitlera na świadka i wypytywał go w sądzie o przemoc SA. Mühsam i Litten zginęli później w obozach, a Ossietzky zmarł w 1938 roku, wyniszczony latami uwięzienia. Przewodniczący klubu komunistów w Reichstagu Ernst Torgler, którego oskarżano, że jako ostatni wyszedł z gmachu, 28 lutego sam zgłosił się na policję, by oczyścić się z zarzutów. Przewodniczący KPD Ernst Thälmann ukrywał się do 3 marca. W Prusach na dwa tygodnie zakazano też prasy i plakatów wyborczych socjaldemokratów.
28 lutego rano rząd zebrał się na nadzwyczajne posiedzenie. Według protokołu Hitler mówił, że nadszedł psychologicznie właściwy moment do rozprawy z komunistami i nie należy jej uzależniać od względów prawnych. Jeszcze tego dnia Hindenburg podpisał rozporządzenie o ochronie narodu i państwa, które zawiesiło wolność osobistą, prasy i zgromadzeń oraz tajemnicę korespondencji i pozwoliło przetrzymywać ludzi bez sądu. Komuniści mogli jeszcze startować w wyborach 5 marca, w których NSDAP zdobyła 43,9 procent głosów, ale wybrani posłowie KPD nie zajęli już miejsc w parlamencie.
Proces lipski
9 marca policja zatrzymała w Berlinie trzech Bułgarów: Georgiego Dimitrowa, który w rzeczywistości kierował zachodnioeuropejskim biurem Kominternu, oraz Błagoja Popowa i Wasiła Tanewa. Razem z van der Lubbem i Torglerem oskarżono ich o podpalenie Reichstagu i zdradę stanu. Ponieważ według ówczesnego prawa za podpalenie nie groziła kara śmierci, a Hitler domagał się publicznej egzekucji, 29 marca rząd wydał ustawę, zwaną potem „lex van der Lubbe”, która rozciągnęła wprowadzoną 28 lutego karę śmierci na czyny popełnione od 31 stycznia. Było to jawne złamanie zasady, że prawo karne nie działa wstecz.
Proces przed IV Senatem Karnym Sądu Rzeszy w Lipsku trwał od 21 września do 23 grudnia 1933 roku, a przez kilka tygodni obradowano w Berlinie, w ocalałej części gmachu Reichstagu. Śledziła go prasa całego świata. Naziści chcieli pokazać spisek Kominternu, ale proces zamienił się w ich kompromitację. Dimitrow sam prowadził swoją obronę, zasypywał świadków pytaniami i 4 listopada doprowadził do furii przesłuchiwanego Göringa, który krzyczał, że oskarżony jest „łajdakiem” i powinien zawisnąć na szubienicy. Van der Lubbe siedział w sali apatyczny, ze zwieszoną głową, odpowiadał półsłówkami i powtarzał, że działał sam. Biegli psychiatrzy, w tym Karl Bonhoeffer, uznali go za poczytalnego.
Za granicą komuniści prowadzili własną kampanię. Wydana latem 1933 roku w Paryżu pod kierunkiem Williego Münzenberga „Brunatna księga o pożarze Reichstagu i terrorze hitlerowskim” twierdziła, że ogień podłożyli bojówkarze SA, którzy przeszli do gmachu podziemnym korytarzem z pałacu Göringa, a van der Lubbe był ich narzędziem. Księga zawierała prawdziwe relacje o terrorze, ale też wymysły, między innymi oszczerstwo, że Holender był kochankiem szefa SA Ernsta Röhma. We wrześniu w Londynie międzynarodowa komisja prawników przeprowadziła „kontrproces” i uznała, że podpalenia dokonali naziści.
23 grudnia 1933 roku sąd uniewinnił Torglera i trzech Bułgarów z braku dowodów, choć w uzasadnieniu podtrzymał tezę o komunistycznym spisku. Van der Lubbego skazał na śmierć. Został ścięty w Lipsku 10 stycznia 1934 roku, trzy dni przed swoimi 25. urodzinami. Bułgarów wydalono w lutym 1934 roku do ZSRR, a Torgler jeszcze długo pozostał w „areszcie ochronnym”. Wściekły na wyrok Hitler postanowił, że sprawy polityczne nie będą już trafiać do niezależnych sędziów. W kwietniu 1934 roku powstał Trybunał Ludowy, sąd całkowicie podporządkowany władzy.
Kto podpalił Reichstag?
Wersja nazistowska, czyli komunistyczny spisek, nie ma żadnego oparcia w źródłach. KPD nie przygotowywała powstania, pożar nic jej nie dał, a van der Lubbe nie był z nią związany. Od lat trwa natomiast spór między dwiema innymi wersjami.
Pierwsza mówi, że van der Lubbe działał sam. Po wojnie poparli ją dawni funkcjonariusze policji, w tym Diels, a w 1959 i 1962 roku rozwinął ją Fritz Tobias, urzędnik ochrony konstytucji Dolnej Saksonii, w serii artykułów w „Der Spiegel” i w obszernej książce. W 1964 roku przekonał się do niej wybitny historyk Hans Mommsen i przez kilka dziesięcioleci przyjmowała ją większość niemieckich historyków. Jej zwolennicy, jak Sven Felix Kellerhoff czy Richard J. Evans, podkreślają, że van der Lubbe do końca zapewniał, że był sam, i że naziści, gdyby sami podłożyli ogień, wybraliby na kozła ofiarnego prawdziwego członka KPD, a nie holenderskiego outsidera. Wskazują też, że w dziennikach Goebbelsa nie ma śladu wiedzy o zamachu, a w 1941 roku Hitler i Goebbels wciąż zastanawiali się w rozmowie, kto podpalił gmach. Pożar sali obrad tłumaczą gwałtownym zapłonem gazów pod szklaną kopułą.
Druga wersja zakłada udział nazistów. W latach siedemdziesiątych głosił ją szwajcarski historyk Walther Hofer i tak zwany Komitet Luksemburski, ale części dokumentów, na których się opierali, zarzucono fałszerstwo, co na długo osłabiło tę tezę. Wróciła ona po 2000 roku w pracach Alexandra Bahara i Wilfrieda Kugela, a przede wszystkim amerykańskiego historyka Benjamina Cartera Hetta, który w książce „Burning the Reichstag” z 2014 roku przekonywał, że niemal ślepy van der Lubbe nie mógł w kilkanaście minut, mając tylko podpałki, podpalić tak wielkiej sali, a biegli powołani w 1933 roku uważali, że sali obrad nie dało się podpalić bez środków przyspieszających spalanie, których Holender nie miał. Podzielał to zresztą sam Sąd Rzeszy, który dlatego szukał wspólników. Hett uznał za prawdopodobne, że ogień w sali obrad podłożyli bojówkarze SA, sam jednak przyznał, że nie da się tego dowieść. W 2019 roku w spuściźnie Tobiasa odnaleziono złożone w 1955 roku oświadczenie pod przysięgą byłego członka SA Hansa-Martina Lenningsa, który twierdził, że zawiózł van der Lubbego do Reichstagu na rozkaz przełożonych i że w budynku już się paliło. Część historyków uznała to za ważny trop, inni, jak Kellerhoff, za niewiarygodne, bo sprzeczne z aktami śledztwa.
Spór nie jest rozstrzygnięty. Badacze zgadzają się jednak co do jednego: niezależnie od tego, kto podłożył ogień, kierownictwo NSDAP natychmiast i z pełną premedytacją wykorzystało pożar do rozprawy z przeciwnikami, którą zapowiadało od lat. Wyrok na van der Lubbego Niemcy uchylały stopniowo: w 1967 roku sąd w Berlinie zamienił karę śmierci na osiem lat więzienia za podpalenie, a w grudniu 2007 roku prokuratura federalna stwierdziła, że wyrok jako nazistowski akt bezprawia jest nieważny.
Znaczenie
Pożar Reichstagu był jednym z punktów zwrotnych w drodze Hitlera do pełni władzy. Dekret z 28 lutego, wydany pod jego wrażeniem, dał policji, SA i SS prawo zamykać ludzi bez sądu, a w ciągu kilku tygodni dziesiątki tysięcy komunistów, socjaldemokratów i związkowców trafiły do więzień i pierwszych obozów koncentracyjnych. Bez komunistów w parlamencie i z socjaldemokratami pod presją Hitler mógł już 23 marca przeprowadzić przez Reichstag, obradujący w budynku opery Krolla naprzeciwko spalonego gmachu, ustawę o pełnomocnictwach, która uwolniła jego rząd od parlamentu. Reichstag nigdy już nie zebrał się w swojej siedzibie. Wypalony gmach stał nieużywany przez całe rządy nazistów, a na przełomie kwietnia i maja 1945 roku, zdobywany przez Armię Czerwoną, stał się symbolem upadku III Rzeszy.
Pożar nauczył też nazistów metody, którą stosowali do końca: wykorzystać wydarzenie, prawdziwe lub sfabrykowane, by ogłosić zagrożenie i zażądać nadzwyczajnych środków. Za straszakiem „komunistycznego spisku” poszła w następnych latach propaganda o „żydowskim zagrożeniu”, a w sierpniu 1939 roku upozorowany atak „polskich powstańców” na radiostację w Gliwicach stał się pretekstem do napaści na Polskę.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 26 kwietnia 1933 · Zbrodnie i represjePowstanie Gestapo26 kwietnia 1933 Göring wydzielił pruską policję polityczną jako Tajny Urząd Policji Państwowej. Pod Himmlerem i Heydrichem gestapo stało się symbolem terroru.
- 23 marca 1933 · PolitykaUstawa o pełnomocnictwach23 marca 1933 Reichstag 444 głosami przeciw 94 dał rządowi Hitlera prawo uchwalania ustaw bez parlamentu i wbrew konstytucji. Przeciw była tylko SPD.
- 21 listopada 1932 · PolitykaRozmowy Hindenburga z Hitlerem21 listopada 1932 Hindenburg polecił Hitlerowi zbudować większość w Reichstagu. Hitler żądał władzy kanclerza prezydenckiego i 24 listopada usłyszał odmowę.
- 3 grudnia 1932 · PolitykaSchleicher kanclerzem Niemiec3 grudnia 1932 Hindenburg powołał na kanclerza generała Kurta von Schleichera. Chciał rozbić NSDAP i zyskać poparcie związków. Rządził niespełna dwa miesiące.