TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Operacja Frankton

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
7 grudnia 1942
Autor:
Łukasz
Tagi:
Wielka Brytania, Royal Navy, Francja, ruch oporu

Wieczorem 7 grudnia 1942 roku brytyjski okręt podwodny HMS Tuna wynurzył się w Zatoce Biskajskiej, kilkanaście kilometrów od ujścia Żyrondy, i spuścił na wodę pięć składanych kajaków z dziesięcioma żołnierzami Royal Marines. Tak zaczęła się operacja Frankton – jeden z najśmielszych rajdów brytyjskich sił specjalnych w czasie wojny. Celem były statki stojące w porcie w Bordeaux, oddalonym od morza o blisko sto kilometrów w górę estuarium. Pod 7 grudnia często umieszcza się sam „rajd na statki w porcie w Bordeaux”. W rzeczywistości tego dnia operacja dopiero się zaczęła: komandosi płynęli w górę rzeki przez cztery noce, a miny przyczepili do kadłubów statków dopiero w nocy z 11 na 12 grudnia. Z dziesięciu ludzi, którzy wyruszyli z okrętu, wojnę przeżyło dwóch.

Port łamaczy blokady

Bordeaux było w 1942 roku jednym z najważniejszych portów okupowanej Francji. Zawijały tu łamacze blokady – szybkie statki handlowe, które przemykały między Europą a Dalekim Wschodem i przywoziły do Rzeszy surowce z Japonii i podbitych przez nią krajów: kauczuk, cynę, oleje roślinne i zwierzęce. Według brytyjskich danych wywiadowczych w ciągu dwunastu miesięcy od czerwca 1941 roku przez Bordeaux przeszło około 25 tysięcy ton surowego kauczuku. W drugą stronę płynęły maszyny, wzory uzbrojenia i specjaliści. Dla Wielkiej Brytanii, która od miesięcy próbowała przeciąć ten szlak, port nad Garonną był celem pierwszorzędnym, a zarazem trudnym. Bombardowanie z powietrza groziło wielkimi stratami wśród francuskich cywilów, a duża operacja morska w głębi estuarium nie miała szans powodzenia.

Rozwiązanie zaproponował mjr Herbert George Hasler, zwany „Blondie”, 28-letni oficer Royal Marines i zapalony żeglarz. Od lipca 1942 roku dowodził nowym, małym oddziałem w Southsea koło Portsmouth, nazwanym dla zmylenia Royal Marines Boom Patrol Detachment, czyli „oddziałem patrolowym zapór portowych”. Liczył on około 34 ludzi i podlegał Dowództwu Operacji Połączonych wiceadm. Louisa Mountbattena, które przygotowało też rajd na Saint-Nazaire w marcu 1942 roku. Hasler od dawna przekonywał, że kilku ludzi w kajakach, płynących nocą i ukrywających się za dnia, zdoła niepostrzeżenie dotrzeć do statków w strzeżonym porcie i przyczepić do nich miny magnetyczne.

21 września 1942 roku Hasler przedstawił plan ataku na Bordeaux. Pierwotnie przewidywał trzy kajaki, przewiezione okrętem podwodnym w pobliże ujścia Żyrondy. Załogi miały pokonać około stu kilometrów w górę estuarium, zaminować od sześciu do dwunastu statków, a potem zatopić kajaki i uciekać lądem do Hiszpanii. Plan zatwierdzono 13 października, ale Mountbatten zwiększył liczbę kajaków do sześciu. Początkowo nie chciał też zgodzić się na udział samego Haslera, jedynego w oddziale specjalisty od małych łodzi, i ustąpił dopiero wtedy, gdy major na piśmie uzasadnił, dlaczego musi płynąć osobiście. Od 20 października oddział ćwiczył obsługę kajaków, wyładunek z okrętu podwodnego, zakładanie min i ucieczkę przez nieprzyjacielski teren. Wśród ćwiczeń był pozorowany atak na statki w Deptford na Tamizie.

Kajaki i ludzie

Rajd przeprowadzono na kajakach Cockle Mark II – półsztywnych, dwuosobowych łodziach z płóciennymi burtami i płaskim dnem, długości około 4,6 metra, które dawało się złożyć i przenieść wąskimi przejściami okrętu podwodnego. Każdy kajak zabierał dwóch ludzi, osiem min przylgowych, zapas wody i żywności na kilka dni, kompas, siatkę maskującą i magnes do przytrzymywania się burty statku. Komandosi mieli pistolety i noże bojowe, ale walka nie wchodziła w grę: cała operacja opierała się na tym, by nikt ich nie zobaczył.

Do akcji wyznaczono dwanaście osób w sześciu kajakach, podzielonych na dwie grupy, oraz jednego rezerwowego. Grupę A prowadził sam Hasler, płynący z marine Billem Sparksem w kajaku Catfish; za nim płynęli kpr. Albert Laver i marine William Mills (Crayfish) oraz kpr. George Sheard i marine David Moffatt (Conger). Grupą B dowodził por. John Mackinnon z marine Jamesem Conwayem (Cuttlefish); w jej skład wchodzili też sierż. Samuel Wallace i marine Robert Ewart (Coalfish) oraz marines W. A. Ellery i E. Fisher (Cachalot). Rezerwowym był marine Norman Colley. Większość z nich miała po dwadzieścia kilka lat i nigdy dotąd nie była w akcji.

Noc 7 grudnia

30 listopada 1942 roku HMS Tuna pod dowództwem kmdr. ppor. Richarda (Dicka) Raikesa wypłynął z bazy Holy Loch w Szkocji. Akcja miała się zacząć 6 grudnia, ale sztorm i konieczność ominięcia pola minowego opóźniły rejs o dobę. Wieczorem 7 grudnia okręt wynurzył się około 16 kilometrów od ujścia Żyrondy. Według dziennika okrętowego kajaki spuszczono na wodę około 19:30; inne źródła podają godziny między 19:36 a 20:22. Już przy wyładunku kajak Cachalot zahaczył o krawędź luku i rozdarł poszycie. Ellery i Fisher musieli zostać na pokładzie, a z nimi rezerwowy Colley. Do Bordeaux ruszyło pięć kajaków i dziesięciu ludzi.

Pierwsza noc okazała się najcięższa. Przy ujściu estuarium silne pływy i boczny wiatr spiętrzały fale do półtora metra. W ciemnościach zaginął kajak Coalfish, a Conger się wywrócił i nie dało się go odpompować. Sheard i Moffatt trzymali się przez pewien czas dwóch innych kajaków, które podholowały ich możliwie blisko brzegu, ale dalej musieli płynąć sami w lodowatej wodzie. Obaj zmarli z wychłodzenia; ciało Moffatta morze wyrzuciło 14 grudnia na Île de Ré. Pozostałe kajaki przemknęły nocą obok niemieckich okrętów eskortowych stojących przy punkcie kontrolnym na rzece, płynąc na leżąco i bezszelestnie. Wtedy oddzielił się od grupy kajak Cuttlefish. Mackinnon i Conway wyszli na brzeg i przez kilka dni próbowali przedostać się do Hiszpanii, ale zostali wydani, zatrzymani przez francuską żandarmerię w szpitalu w La Réole, gdzie Mackinnon leczył zakażone kolano, i przekazani Niemcom.

Nad ranem 8 grudnia kajak Coalfish wylądował w pobliżu latarni morskiej Pointe de Grave koło Le Verdon-sur-Mer. Wallace i Ewart zostali ujęci jeszcze tego samego ranka. 10 grudnia niemiecki komunikat Wehrmachtu ogłosił, że u ujścia Żyrondy schwytano oddział dywersyjny i „zniszczono go w walce”. W Londynie nie wiedziano, kogo to dotyczy, i dopiero w styczniu 1943 roku wszystkich dziesięciu uczestników uznano za zaginionych.

Cztery noce w górę rzeki

Dwa ocalałe kajaki – Catfish i Crayfish – płynęły dalej tylko nocą, w rytm przypływów. Za dnia ukrywały się w trzcinach i na brzegu pod siatkami maskującymi, raz w pobliżu Saint-Vivien-de-Médoc, czasem kilkadziesiąt metrów od francuskich zabudowań. Pierwszej nocy pokonały około 32 kilometrów, drugiej – z 8 na 9 grudnia – 35, trzeciej 24. Czwartej nocy, z 10 na 11 grudnia, silny odpływ pozwolił przepłynąć tylko około 14 kilometrów. Plan zakładał atak 10 grudnia, ale Hasler postanowił odczekać jeszcze jeden dzień w kryjówce i wejść do portu dopiero następnej nocy, z pełnym przypływem. Komandosi przygotowali sprzęt i nastawili zapalniki min tak, by eksplodowały kilka godzin po założeniu.

Atak w nocy z 11 na 12 grudnia

Wieczorem 11 grudnia było spokojnie i bezchmurnie. Około 21:00 oba kajaki weszły do portu. Hasler i Sparks zajęli się nabrzeżami po zachodniej stronie i założyli osiem min na czterech jednostkach, w tym na niemieckim trałowcu-przerywaczu zagród minowych (Sperrbrecher). W pewnym momencie wartownik na jego pokładzie poświecił latarką w stronę wody, ale zamaskowanego kajaka w ciemności nie dostrzegł. Laver i Mills po wschodniej stronie nie znaleźli celów i zawrócili do portu w Bassens, gdzie przyczepili osiem min do dwóch statków: pięć do dużego frachtowca, trzy do mniejszego statku pasażerskiego. Około 0:45 obie załogi wypłynęły z odpływem w dół rzeki, spotkały się przypadkiem przy wyspie Cazeau i nad ranem 12 grudnia wylądowały w pobliżu Blaye. Tam zatopiły kajaki i rozdzieliły się, by każda para osobno szła pieszo do Hiszpanii.

Rano w porcie zaczęły wybuchać miny. Według dzisiejszych ustaleń uszkodzonych zostało sześć statków, w tym cztery poważnie. Łamacz blokady Tannenfels przechylił się mocno i osiadł; nie nadawał się już do żeglugi i Niemcy zatopili go później jako blokadę w Żyrondzie. Rufa frachtowca Dresden poszła na dno. Statki Alabama i Portland, przebite minami, a ten drugi także strawiony pożarem, podniesiono i remontowano przez kilka miesięcy. Losy przerywacza i tankowca Python nie są jasne – możliwe, że część min odpadła i wybuchła w wodzie. Liczby te różnią się w zależności od źródła: dawniejsze opracowania mówiły o pięciu uszkodzonych jednostkach, badania z 2010 roku dodały szósty statek. Wszyscy zgodnie podkreślają natomiast, że przez wiele godzin w portach Bordeaux i Bassens panowały chaos i zamieszanie, a Niemcy musieli zaostrzyć ochronę całego estuarium.

Ucieczka i egzekucje

Przed akcją Hasler dowiedział się tylko tyle, że po wykonaniu zadania ma dotrzeć do miasteczka Ruffec, około 160 kilometrów od miejsca, w którym porzucili kajaki, i tam szukać kontaktu z francuskim ruchem oporu. Hasler i Sparks szli przez kilka dni przez okupowaną Francję, unikając ludzi, i 18 grudnia dotarli do Ruffec. W hotelu „La Toque Blanche” nawiązali kontakt z siecią przerzutową „Marie-Claire”, kierowaną przez Mary Lindell, Angielkę od lat mieszkającą we Francji, i jej syna Maurice’a. Przez kolejne tygodnie ukrywano ich na farmie w okolicy, a potem przekazywano przez kolejne ogniwa sieci, aż przeszli Pireneje do Hiszpanii i dotarli na Gibraltar. Dowództwo Operacji Połączonych dowiedziało się, że obaj żyją, dopiero 23 lutego 1943 roku z wiadomości przekazanej przez Lindell. Hasler wrócił samolotem do Wielkiej Brytanii 2 kwietnia 1943 roku, Sparks znacznie później drogą morską. Hasler otrzymał Order Wybitnej Służby, a Sparks Medal Wybitnej Służby (Distinguished Service Medal).

Pozostali mieli mniej szczęścia. Laver i Mills po dwóch dniach marszu zostali zatrzymani przez żandarmerię w Montlieu-la-Garde i wydani Niemcom. Wallace i Ewart po przesłuchaniach, w czasie których według zachowanych dokumentów zdradzili niewiele, zostali rozstrzelani w nocy z 11 na 12 grudnia – tej samej, w której ich koledzy zakładali miny w porcie – przez pluton egzekucyjny marynarki wojennej w lesie na północ od Bordeaux. Dawniej podawano, że stało się to przy zamku Magnol w Blanquefort, gdzie wisi tablica pamiątkowa, ale relacja niemieckiego oficera obecnego przy egzekucji wskazuje na żwirownię w lesie. Byli żołnierzami w mundurach i zgodnie z konwencjami genewskimi należał im się status jeńców wojennych. Zabito ich na podstawie rozkazu o komandosach, który Adolf Hitler wydał niespełna dwa miesiące wcześniej, między innymi w odwecie za rajd na Sark. Wielki admirał Erich Raeder zanotował w dzienniku wojennym kierownictwa marynarki, że egzekucja umundurowanych żołnierzy jest „czymś nowym w prawie międzynarodowym”; część historyków odczytuje tę uwagę jako ironiczną, a nawet jako ślad nieczystego sumienia. Laver, Mills, Mackinnon i Conway zginęli w 1943 roku, najpewniej w marcu. Dokładna data i miejsce ich egzekucji nie są pewne – dawne opracowania mówiły o Paryżu, nowsze badania wskazują, że mogli zostać zabici w okolicach Bordeaux.

Miejsce w wojnie

Wojskowy wynik operacji Frankton był skromny wobec jej ceny. Kilka statków wyłączono z ruchu na miesiące, jeden łamacz blokady stracono, ale port w Bordeaux działał dalej, a ruch łamaczy blokady, coraz trudniejszy z powodu brytyjskich patroli w Zatoce Biskajskiej, trwał do 1944 roku. Rajd pokazał jednak, że mała grupa dobrze wyszkolonych ludzi może dotrzeć do celu niedostępnego dla floty i lotnictwa, nie narażając francuskich cywilów. Doświadczenia oddziału Haslera wykorzystano przy tworzeniu kolejnych jednostek do działań z małych łodzi, z których po wojnie wyrosła Special Boat Service. Sam Hasler po wojnie zasłynął jako żeglarz, konstruktor samosterów i pomysłodawca pierwszych samotnych regat transatlantyckich w 1960 roku.

Operacja odsłoniła też słabość brytyjskiej machiny wojennej. W tym samym czasie w Bordeaux działała siatka Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE), kierowana przez Claude’a de Baissaca, która przygotowywała własny zamach na te same statki. Według relacji przytaczanych w nowszych opracowaniach de Baissac usłyszał wybuchy min Haslera, gdy szykował się do wniesienia ładunków na pokłady. Ani Dowództwo Operacji Połączonych, ani SOE nie wiedziały o planach drugiej strony. Zdaniem części historyków, w tym brytyjskiego polityka i byłego oficera SBS Paddy’ego Ashdowna, była to kosztowna pomyłka, po której wprowadzono w Londynie mechanizm uzgadniania tajnych operacji różnych instytucji.

W pamięci Brytyjczyków operacja zapisała się jako opowieść o „Cockleshell Heroes” – „bohaterach z łupinek”, jak nazwał ich film z 1955 roku i wydana wkrótce potem książka C. E. Lucasa Phillipsa pod tym samym tytułem. Mountbatten pisał, że spośród wielu odważnych rajdów Dowództwa Operacji Połączonych żaden nie był bardziej śmiały i pomysłowy niż Frankton. Dla historii wojny ważniejsze jest jednak to, co stało się z jeńcami. Śmierć sześciu Royal Marines, zamordowanych zamiast potraktowania ich jako jeńców wojennych, była jednym z pierwszych zastosowań rozkazu o komandosach na Zachodzie. Po wojnie rozkaz ten uznano w Norymberdze za zbrodnię wojenną, a jego wykonywanie obciążyło między innymi Raedera.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.