TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Rajd na Saint-Nazaire

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
28 marca 1942
Autor:
Łukasz
Tagi:
Wielka Brytania, Royal Navy, Kriegsmarine, Francja
Zniszczony niszczyciel „Campbeltown” w Saint-Nazaire, 28 marca 1942.
Zniszczony niszczyciel „Campbeltown” w Saint-Nazaire, 28 marca 1942.Autor: Kramer · CC BY-SA 3.0 de · Wikimedia Commons

28 marca 1942 roku o 1.34 w nocy stary brytyjski niszczyciel „Campbeltown”, rozpędzony do blisko 20 węzłów i ostrzeliwany ze wszystkich stron, przebił sieć zagradzającą i wbił się dziobem we wrota największego suchego doku na wybrzeżu atlantyckim, doku Normandie w Saint-Nazaire. W jego dziobie, zalane betonem, leżały ponad cztery tony materiałów wybuchowych z opóźnionym zapłonem. Z pokładu niszczyciela i z kilku drewnianych kutrów zeszli na ląd komandosi, którzy w ciągu niecałych dwóch godzin wysadzili pompownię i mechanizmy obsługujące wrota doku. Większość kutrów spłonęła jednak w ujściu Loary, a ludzie, którzy zostali na brzegu, nie mieli czym wrócić. Rano, gdy walki już ustały, a po nabrzeżu i pokładzie wraku chodzili niemieccy żołnierze i oficerowie, ładunek w dziobie „Campbeltowna” eksplodował i wyrwał wrota doku. Dok pozostał nieczynny do końca wojny. Rajd na Saint-Nazaire, czyli operacja „Chariot”, kosztował życie 169 Brytyjczyków, a 215 trafiło do niewoli. Brytyjczycy uznali go za najśmielszą akcję komandosów w całej wojnie i nadali jego uczestnikom pięć Krzyży Wiktorii.

Dok dla „Tirpitza”

Na początku 1942 roku największym zmartwieniem Admiralicji był niemiecki pancernik „Tirpitz”, bliźniak zatopionego w maju 1941 roku „Bismarcka”. W styczniu okręt, gotowy już do działań, przeszedł z Bałtyku do Norwegii i stanął w fiordzie pod Trondheim. Stamtąd mógł atakować konwoje arktyczne do ZSRR albo, jak wcześniej „Bismarck”, spróbować wyjść na Atlantyk i uderzyć w żeglugę między Ameryką a Wielką Brytanią. Że groźba jest realna, pokazały dni od 6 do 9 marca 1942 roku, gdy „Tirpitz” wyszedł w morze na poszukiwanie konwoju PQ-12. Konwoju nie znalazł, a atak samolotów torpedowych Fairey Albacore z lotniskowca „Victorious” chybił. Kilka tygodni wcześniej, w czasie operacji „Cerberus”, Niemcy przeprowadzili przez kanał La Manche „Scharnhorsta”, „Gneisenau” i „Prinz Eugena”, co dodatkowo nadwyrężyło zaufanie Brytyjczyków do własnych możliwości upilnowania wielkich okrętów nieprzyjaciela.

Okręt wielkości „Tirpitza” potrzebował jednak na Atlantyku zaplecza. Uszkodzony w boju musiałby wrócić do portu z doku zdolnym go przyjąć, a takim dokiem na całym wybrzeżu okupowanej Francji był tylko jeden: forma-śluza Louis Joubert w Saint-Nazaire, nazywana dokiem Normandie. Zbudowano go na przełomie lat 20. i 30. dla wielkiego liniowca „Normandie”, który powstał w tutejszej stoczni Penhoët; ten sam statek, przejęty przez Amerykanów i przebudowywany na transportowiec, spłonął w lutym 1942 roku w Nowym Jorku. Dok miał około 350 metrów długości i był wówczas największym suchym dokiem na świecie. Właśnie do Saint-Nazaire kierował się w maju 1941 roku uszkodzony „Bismarck”, gdy dopadła go brytyjska flota. Brytyjscy planiści wyciągnęli z tego prosty wniosek: jeśli dok przestanie istnieć, niemieckie dowództwo nie zaryzykuje wysłania „Tirpitza” na Atlantyk, bo nie będzie go gdzie naprawić.

Saint-Nazaire było zarazem jednym z najsilniej bronionych portów na zachodnim wybrzeżu Francji. Od 1940 roku Niemcy urządzili tu bazę U-Bootów, z której działały 6 i 7 flotylla okrętów podwodnych, a nad basenem portowym stanęły betonowe schrony dla okrętów. Port leżał kilka kilometrów w górę ujścia Loary, do którego prowadził jeden pogłębiony tor wodny pod lufami baterii nadbrzeżnych. Według brytyjskich opracowań w rejonie miasta stało około 5 tysięcy niemieckich żołnierzy, a podejść broniło kilkadziesiąt dział artylerii nadbrzeżnej, od 75 mm po działa kolejowe kalibru 280 mm, oraz ponad 40 dział przeciwlotniczych z reflektorami, część z nich na dachach bunkrów dla okrętów podwodnych. To samo miasto Brytyjczycy znali z czerwca 1940 roku, gdy w ujściu Loary zatonęła „Lancastria” z tysiącami ewakuowanych żołnierzy na pokładzie.

Niszczyciel jako bomba

Zbombardowanie doku z powietrza nie wchodziło w grę. RAF nie miał wtedy celności potrzebnej do zniszczenia tak małego i masywnego celu, a nalot na port w środku miasta zabiłby wielu Francuzów. Okręty wojenne nie mogły podejść niezauważone kilka kilometrów w górę rzeki. Pozostawał rajd. Zajęło się nim Dowództwo Operacji Połączonych Louisa Mountbattena, które po rajdzie na Vågsøy w grudniu 1941 roku szukało celu dla jeszcze śmielszej akcji. Pod koniec stycznia 1942 roku Mountbatten polecił zespołowi kmdr. Johna Hughes-Halletta opracować plan. Kluczem okazała się przyroda: pod koniec marca przypadał wyjątkowo wysoki przypływ syzygijny, przy którym lekki okręt mógł przejść nocą nad mieliznami ujścia, z dala od strzeżonego toru wodnego.

Pierwotny zamysł zakładał użycie dwóch niszczycieli, ale Admiralicja nie chciała poświęcić żadnego nowoczesnego okrętu. Ostatecznie dała jeden stary: HMS „Campbeltown”, dawny amerykański USS „Buchanan”, niszczyciel z 1919 roku, jeden z pięćdziesięciu przekazanych Wielkiej Brytanii na mocy umowy „niszczyciele za bazy”. Operację zatwierdzono 3 marca 1942 roku. W ciągu kilku dni stoczniowcy zmienili niszczyciel nie do poznania. Zdjęto z niego większość uzbrojenia, wymontowano wewnętrzne przegrody, żeby zmniejszyć zanurzenie, opancerzono mostek i obłożono pokład płytami osłaniającymi komandosów. Z czterech kominów zostały dwa, ścięte ukośnie, by okręt z daleka przypominał niemiecki torpedowiec. W dziobie, tuż za miejscem, w którym miał uderzyć we wrota, umieszczono 24 bomby głębinowe, około 4,5 tony materiału wybuchowego, w stalowej skrzyni zalanej betonem. Zapalniki czasowe miały zdetonować ładunek kilka godzin po staranowaniu, gdy napastnicy będą już w drodze powrotnej.

Siłami morskimi dowodził kmdr por. Robert Ryder, który płynął na kanonierce motorowej MGB 314, okręcie dowodzenia. „Campbeltownem” dowodził kmdr ppor. Stephen Beattie. Do rajdu przydzielono też ścigacz torpedowy MTB 74 i szesnaście drewnianych kutrów motorowych typu Fairmile B (ML), napędzanych benzyną, z dodatkowymi zbiornikami paliwa na pokładzie, które miały zwiększyć ich zasięg, ale czyniły je wyjątkowo łatwopalnymi. Część z nich wiozła komandosów, część uzbrojono w torpedy do walki z okrętami w ujściu. Eskortę w drodze zapewniały dwa niszczyciele typu Hunt, „Tynedale” i „Atherstone”, a okręt podwodny „Sturgeon” miał czekać u wejścia do ujścia jako boja nawigacyjna.

Siłami lądowymi dowodził ppłk Charles Newman z 2 Commando, który dał do rajdu największy kontyngent; resztę, łącznie ponad 260 komandosów, uzupełnili żołnierze kilku innych oddziałów Commando. Większość z nich stanowiły zespoły saperskie, uzbrojone tylko w pistolety i ładunki wybuchowe, osłaniane przez grupy szturmowe z pistoletami maszynowymi Thompson. Każdy zespół miał wyznaczony jeden cel: pompownię doku, maszynownię wrót, mosty, śluzy, stanowiska artylerii. Komandosi ćwiczyli to m.in. w dokach w Southampton i Cardiff, ucząc się niszczyć urządzenia po ciemku. Plan rajdu przewidywał, że cała akcja na lądzie potrwa najwyżej dwie godziny, po czym komandosi i załoga „Campbeltowna” wsiądą na kutry przy nabrzeżu zwanym Starym Molem i odpłyną. Dowódcy wiedzieli, że szanse na powrót są niewielkie, i mówili o tym uczestnikom.

Noc w ujściu Loary

Zespół wyszedł z Falmouth w Kornwalii 26 marca 1942 roku po południu, okrężną drogą przez Zatokę Biskajską, udając flotyllę zwalczania okrętów podwodnych. Rano 27 marca „Tynedale” natknął się na wynurzonego U-Boota i go ostrzelał; okręt podwodny zanurzył się, a jego meldunek, według brytyjskich opracowań, mówił o kilku niszczycielach płynących na zachód, co tylko zmyliło Niemców. Po drodze Brytyjczycy zatrzymali też dwa francuskie trawlery, zabrali z nich załogi i zatopili je, by nikt nie zdradził ich pozycji. Wieczorem zespół skręcił ku ujściu Loary, a „Campbeltown” podniósł niemiecką banderę.

Nalot dywersyjny, który miał odwrócić uwagę obrońców, zawiódł. Około 60 bombowców Whitley i Wellington nadleciało nad Saint-Nazaire przed północą, ale miasto okrywały chmury, a Winston Churchill zastrzegł, by bombardowano tylko wyraźnie widoczne cele wojskowe, aby nie zabijać francuskich cywilów. Bomby zrzuciło zaledwie kilka samolotów. Krążące nad portem maszyny, które prawie nie bombardowały, wzbudziły podejrzenia dowódcy niemieckiej obrony przeciwlotniczej portu, kmdr. Karla-Konrada Meckego. Przed pierwszą w nocy kazał zgasić reflektory, przerwać ogień i postawić załogi w stan pogotowia, spodziewając się desantu.

O 0.30 28 marca zespół przeszedł nad mieliznami; „Campbeltown” dwukrotnie otarł się o dno, ale za każdym razem się uwolnił. O 1.22, kilka minut przed celem, okręty oświetliły reflektory z obu brzegów. Sygnaliści na MGB 314 odpowiedzieli na wezwanie do identyfikacji niemieckimi sygnałami rozpoznawczymi, zdobytymi według brytyjskich opracowań w czasie rajdu na Vågsøy, i nadawali, że okręty są ostrzeliwane przez własne siły. Zyskali w ten sposób kilka bezcennych minut. O 1.28 Niemcy otworzyli ogień ze wszystkich stanowisk. Beattie kazał opuścić niemiecką banderę i podnieść brytyjską banderę wojenną. „Campbeltown” przyspieszył, sternicy na mostku ginęli lub odnosili rany jeden po drugim, a oślepiony reflektorami okręt minął koniec Starego Mola, przeciął sieć przeciwtorpedową i o 1.34, trzy minuty po czasie, uderzył w zewnętrzne wrota doku. Siła uderzenia wbiła go w nie na około 10 metrów, zgniatając dziób aż po miejsce, w którym ukryto ładunek.

Walka na lądzie

Z pokładu niszczyciela zeszło kilkudziesięciu komandosów mjr. Williama Coplanda. Grupy szturmowe zniszczyły stanowiska przeciwlotnicze na dachu pompowni i zdobyły most, którym miały wycofać się zespoły saperskie. Saperzy wysadzili maszynownię poruszającą wrotami i urządzenia pompowni, która opróżniała dok z wody. Tę część zadania wykonano w całości, choć jeden z zespołów stracił prawie połowę ludzi.

Gorzej poszło na rzece. Drewniane kutry, płynące w dwóch kolumnach obok niszczyciela, nie miały żadnej osłony, a ich benzyna zapalała się od pierwszych trafień. Większość z nich zamieniła się w płonące wraki, zanim dotarła do nabrzeża. Przy Starym Molu wysadził komandosów tylko jeden kuter, przy starym wejściu do basenu portowego również tylko jeden. Woda wokół kutrów płonęła od rozlanej benzyny, a pływających w niej rozbitków zasypywał ogień z brzegu. Z kilkunastu kutrów, które weszły do ujścia, o własnych siłach wróciły do Anglii trzy; kilka innych, uszkodzonych, zatopiono na morzu po zabraniu z nich ludzi na niszczyciele eskorty. MTB 74 wystrzelił we wrota starego wejścia do basenu dwie torpedy z opóźnionym zapłonem, po czym zawrócił, by ratować rozbitków, i sam został zatopiony. MGB 314 z Ryderem na pokładzie ostrzeliwał stanowiska niemieckie z środka rzeki, dopóki dowódca nie upewnił się, że „Campbeltown” tkwi we wrotach. Wycofując się, kanonierka dostała się pod ogień ciężkiej artylerii; zginął przy działku dziobowym starszy marynarz William Savage, odznaczony potem pośmiertnie Krzyżem Wiktorii. Na otwartym morzu kuter ML 306 został przechwycony przez niemiecki torpedowiec „Jaguar”. Ranny kilkakrotnie sierż. Thomas Durrant z 1 Commando strzelał z karabinu maszynowego do mostka torpedowca, dopóki kuter nie został zajęty. Zmarł z ran, a według brytyjskich relacji wniosek o jego pośmiertny Krzyż Wiktorii poparł dowódca „Jaguara”.

Newman zszedł na ląd wśród pierwszych, choć jako dowódca całości nie musiał. Gdy okazało się, że łodzi nie ma, zebrał około stu ocalałych komandosów i postanowił przebijać się przez miasto w głąb lądu, a stamtąd do Hiszpanii. Wydał ponoć trzy rozkazy: robić wszystko, by wrócić do Anglii; nie poddawać się, dopóki starczy amunicji; w miarę możliwości nie poddawać się wcale. Komandosi przeszli pod ogniem karabinów maszynowych przez most w starym mieście i rozproszyli się w uliczkach nowego. Do rana prawie wszystkich otoczono, a gdy skończyła im się amunicja, poddali się. Pięciu dotarło z pomocą Francuzów przez Hiszpanię do Gibraltaru i wróciło do Anglii.

Wybuch

Rano wrak „Campbeltowna”, wbity we wrota, wydawał się Niemcom tylko kłopotliwą przeszkodą. Na pokład weszli oficerowie i żołnierze, by obejrzeć okręt, którego dziób zatrzymał się na wrotach; na nabrzeżu zebrali się gapie. Zapalniki zadziałały później, niż planowano. Ładunek wybuchł 28 marca przed południem, według większości opracowań około 10.30–10.35, według części relacji koło południa. Eksplozja wyrwała wrota z prowadnic, woda z ujścia wdarła się do doku i porwała stojące w nim dwa tankowce, a ludzi na pokładzie i w pobliżu okrętu rozerwało na strzępy. Wśród brytyjskich jeńców krążyła później opowieść o Beattiem, przesłuchiwanym właśnie przez niemieckiego oficera, który zapewniał go, że uszkodzenia wrót łatwo będzie naprawić. W tej samej chwili budynkiem wstrząsnął wybuch.

Dwa dni później, 30 marca po południu, eksplodowały torpedy MTB 74 przy starym wejściu do basenu. W porcie wybuchła panika. Niemieccy wartownicy, przekonani, że w mieście ukrywają się komandosi albo że wybuchło powstanie, otworzyli ogień, w tym do robotników Organizacji Todta, których mundury wzięli za brytyjskie, i do mieszkańców. Według francuskich i niemieckich opracowań zginęło wtedy 16 francuskich cywilów, a około 30 zostało rannych. Niemcy przeszukiwali potem miasto dom po domu.

Bilans

Zniszczenie doku było całkowite. Niemcy próbowali go naprawić, ale dok Normandie nie nadawał się do użytku do końca wojny i uruchomiono go ponownie dopiero w 1947 lub 1948 roku, zależnie od źródła. Wbrew temu, co czasem się powtarza, port Saint-Nazaire nie został jednak „całkowicie zniszczony”: rajd nie tknął betonowych schronów, a baza U-Bootów działała dalej aż do końca wojny, gdy załoga twierdzy Saint-Nazaire skapitulowała dopiero w maju 1945 roku.

Cena była wysoka. W rajdzie wzięło udział 611 ludzi (część źródeł podaje 612 lub 622). Zginęło 169, w tym 105 marynarzy i 64 komandosów (pl.wiki i niektóre zestawienia podają 168), a 215 dostało się do niewoli. Do Anglii wróciło około 228 ludzi, w tym pięciu, którzy uciekli przez Hiszpanię. Popularne określenie, że rajd kosztował „dwie trzecie” uczestników, jest więc prawdziwe tylko w tym sensie, że niemal dwie trzecie z nich zginęło lub trafiło do niewoli; zabitych było mniej więcej co trzeci. Poległych pochowano na cmentarzu w La Baule-Escoublac, a jeńców przewieziono do obozu w Rennes. Straty niemieckie są znane gorzej. Brytyjskie opracowania mówią o ponad 360 zabitych, w większości w wybuchu „Campbeltowna”; według innych wyliczeń w walce nocnej zginęło około 40 Niemców, a wybuch zabił około 250 żołnierzy i cywilów.

Za rajd przyznano 89 odznaczeń, w tym pięć Krzyży Wiktorii: Ryderowi, Newmanowi i Beattiemu, który był wtedy w niewoli, oraz pośmiertnie Savage’owi i Durrantowi. Mountbatten nazwał akcję błyskotliwym atakiem garstki ludzi, którzy osiągnęli to, czego nie zapewniłoby nawet najcięższe bombardowanie. Książka C. E. Lucasa Phillipsa z 1958 roku utrwaliła dla niej miano „największego rajdu ze wszystkich” (The Greatest Raid of All), pod którym jest znana w Wielkiej Brytanii do dziś.

Miejsce w wojnie

Rajd był jedną z nielicznych brytyjskich wiadomości, które wiosną 1942 roku mogły cieszyć. Przychodził po upadku Singapuru, po upokorzeniu w kanale La Manche i w czasie, gdy U-Booty topiły statki u wybrzeży Ameryki. Pokazywał, że Wielka Brytania potrafi zaatakować silnie broniony punkt okupowanej Europy, i że komandosi nie są już tylko narzędziem drobnych wypadów na norweskie wybrzeże, jak na Lofotach. Następnej nocy Bomber Command wykonało nalot na Lubekę i spaliło dużą część jej średniowiecznego starego miasta.

Dla Adolfa Hitlera rajd był dowodem, że wybrzeże jest niebezpiecznie odsłonięte. Kilka dni wcześniej, 23 marca, wydał dyrektywę nr 40 o obronie wybrzeży, a według części opracowań po rajdzie odwołał szefa sztabu Naczelnego Dowództwa „Zachód” Gerda von Rundstedta, gen. Carla Hilperta. Niemcy zaczęli silniej umacniać porty, a w sierpniu 1942 roku Hitler zażądał budowy tysięcy betonowych schronów od Norwegii po Hiszpanię, co dało początek Wałowi Atlantyckiemu w jego dojrzałej postaci. Kolejne rajdy komandosów doprowadziły w październiku 1942 roku do wydania przez Hitlera rozkazu o komandosach, nakazującego zabijać schwytanych uczestników takich akcji; ofiarami tego rozkazu padli m.in. żołnierze z operacji „Frankton” w ujściu Żyrondy w grudniu 1942 roku. Jeńcy z Saint-Nazaire, schwytani wcześniej, przeżyli wojnę w obozach.

„Tirpitz” nigdy nie wyszedł na Atlantyk. Przez kolejne lata stał w norweskich fiordach, wiążąc znaczne siły Home Fleet, dopóki brytyjskie bombowce nie zatopiły go w listopadzie 1944 roku w czasie operacji „Catechism”. Historycy spierają się, na ile przyczynił się do tego rajd: wielki admirał Erich Raeder i dowództwo floty i tak były skrępowane ostrożnością Hitlera po stracie „Bismarcka” oraz brakiem paliwa. Pewne jest, że po 28 marca 1942 roku wyjście „Tirpitza” na Atlantyk oznaczałoby rejs bez żadnego portu remontowego po tej stronie Europy, a takiego ryzyka niemiecka flota już nie podjęła. Dowództwo Operacji Połączonych wyciągnęło z sukcesu w Saint-Nazaire wnioski, które okazały się zbyt optymistyczne: w sierpniu 1942 roku znacznie większy desant pod Dieppe zakończył się krwawą klęską.

Źródła

  1. nationalww2museum.org · bold strategy british raid st nazaire
  2. silverhawkauthor.com · royal navy town class destroyer hms campbeltown i42 operation chariot the sainte nazaire raid
  3. commandoveterans.org · Chariot
  4. St Nazaire Raid · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.