TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Pierwsze naloty RAF

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Atlantyk
Data:
4 września 1939
Autor:
Łukasz
Tagi:
RAF, Wielka Brytania, Kriegsmarine, III Rzesza

Po południu 4 września 1939 roku, dzień po tym, jak Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom, brytyjskie lotnictwo wojskowe, Royal Air Force, wykonało pierwszy nalot bombowy tej wojny. Jego celem nie były niemieckie miasta, fabryki ani lotniska, lecz wyłącznie okręty wojenne Kriegsmarine stojące na redach u ujścia Jade i Łaby. Kilkadziesiąt bombowców wystartowało w deszczu i przy niskiej podstawie chmur. Bomby, które trafiły w okręt, nie wybuchły, jeden z zestrzelonych samolotów spadł na niemiecki krążownik, a inny, zabłąkany, zbombardował neutralną Danię. RAF stracił siedem maszyn i ponad dwudziestu lotników. Dzień wcześniej brytyjskie samoloty po raz pierwszy przeleciały nad Niemcami, ale zamiast bomb zrzuciły miliony ulotek.

Niektóre zestawienia piszą o 15 Blenheimach, z których siedem zostało utraconych, i o trzech trafieniach w „Admirala Scheera”. Liczby te wymagają uściślenia: wystartowało 15 Blenheimów, ale celu dotarło tylko dziesięć; siedem utraconych samolotów to pięć Blenheimów i dwa Wellingtony z drugiej, równoległej wyprawy. Liczba trafień w „Scheera” jest różnie podawana – od jednej do trzech bomb – i wszystkie relacje zgodnie mówią, że żadna z nich nie wybuchła.

Bombowce na uwięzi

Brytyjski RAF Bomber Command wszedł w wojnę z rozkazami, które bardzo ograniczały jego działanie. Franklin Delano Roosevelt zaapelował 1 września do stron konfliktu, by oszczędzały ludność cywilną i nie bombardowały otwartych miast. Rządy brytyjski i francuski zobowiązały się atakować wyłącznie cele ściśle wojskowe. Za tą deklaracją stały nie tylko względy humanitarne i chęć pozyskania opinii amerykańskiej, lecz także obawa przed odwetem: Luftwaffe, której potęgę Brytyjczycy przeceniali, mogła odpowiedzieć nalotami na Londyn. Brytyjskie bombowce miały więc atakować tylko okręty na morzu lub na kotwicowiskach, i to pod warunkiem, że nie stały przy nabrzeżach, gdzie bomby mogłyby spaść na zabudowania portowe i domy.

Bomber Command miał we wrześniu 1939 roku kilkadziesiąt dywizjonów liczących łącznie kilkaset samolotów pierwszej linii, z czego część wysłano do Francji. Były to lekkie bombowce Bristol Blenheim oraz średnie Vickers Wellington, Handley Page Hampden i Armstrong Whitworth Whitley. Przedwojenna doktryna zakładała, że dobrze uzbrojone bombowce lecące w zwartym szyku obronią się same przed myśliwcami. Pierwsze dni wojny miały tę wiarę poddać próbie.

3 września: rozpoznanie i ulotki

3 września, niedługo po tym, jak upłynął termin brytyjskiego ultimatum, z lotniska Wyton wystartował Blenheim 139 Dywizjonu, pilotowany przez Flying Officera Andrew McPhersona, z oficerem marynarki na pokładzie. Był to pierwszy brytyjski samolot, który w tej wojnie przekroczył niemieckie wybrzeże. Z dużej wysokości, w chmurach i przy silnym oblodzeniu, załoga wypatrzyła niemieckie okręty na redzie Schillig pod Wilhelmshaven i u ujścia Łaby. Radiostacja zamarzła, więc meldunek dotarł do dowództwa dopiero po wylądowaniu. Jeszcze tego samego popołudnia Bomber Command wysłał na poszukiwanie okrętów 27 samolotów, 18 Hampdenów i 9 Wellingtonów. W zapadającym zmroku i złej pogodzie nie znalazły celu i wróciły z bombami. Była to pierwsza akcja bojowa brytyjskiego lotnictwa w tej wojnie.

W nocy z 3 na 4 września dziesięć Whitleyów 51 i 58 Dywizjonu poleciało nad Hamburg, Bremę i Zagłębie Ruhry. Zrzuciły nie bomby, lecz ulotki: według różnych źródeł od 5,4 do około 6 milionów egzemplarzy, kilkanaście ton papieru, z przesłaniem rządu brytyjskiego do Niemców, że wojna jest dziełem ich przywódców. Akcje ulotkowe otrzymały kryptonim „Nickel” i weszły w plan wojny jeszcze w 1938 roku: miały się zacząć przed jakimkolwiek bombardowaniem terytorium wroga. Powtarzano je potem przez całą jesień i zimę. Załogi uczyły się w nich nocnej nawigacji nad Niemcami, ale w Polsce, która od trzech dni była bombardowana, wiadomość o „bombardowaniu ulotkami” przyjmowano z goryczą. Sam Arthur Harris, późniejszy dowódca Bomber Command, pisał po wojnie, że ulotki zaspokoiły jedynie zapotrzebowanie kontynentu na papier toaletowy.

4 września: Wilhelmshaven

Do nalotu 4 września wyznaczono 15 Blenheimów, po pięć ze 107 i 110 Dywizjonu z lotniska Wattisham oraz ze 139 Dywizjonu z Wyton. Pogoda była fatalna: deszcz, chmury niemal nad wodą. Piątka ze 139 Dywizjonu nie znalazła celu. Pięć maszyn 110 Dywizjonu, prowadzonych przez Flight Lieutenanta Kennetha Dorana, wyszło spod chmur nad redą Schillig i zaatakowało z bardzo małej wysokości „pancernik kieszonkowy” „Admiral Scheer”. Zaskoczeni artylerzyści niemieccy otworzyli ogień z opóźnieniem. Bomby trafiły, ale się odbiły i nie wybuchły: miały zapalniki z jedenastosekundowym opóźnieniem, przewidziane po to, by eksplozja nie zniszczyła nisko lecącego samolotu, a zrzucone z kilkudziesięciu metrów nie przebiły pancerza. Dwie inne eksplodowały w wodzie obok burty. „Scheer” wyszedł z ataku praktycznie bez szkód.

Pięć Blenheimów 107 Dywizjonu nadleciało kilka minut później, gdy obrona przeciwlotnicza była już w pogotowiu. Cztery zostały zestrzelone. Jeden z trafionych samolotów spadł na lekki krążownik „Emden”, zabijając według różnych ustaleń od 9 do 11 marynarzy i raniąc około 30. Byli to jedni z pierwszych zabitych marynarki niemieckiej w tej wojnie. Długo uważano, że samolot pilotował Flying Officer Henry Emden ze 110 Dywizjonu, co dawało historii makabryczną puentę. Nowsze badania, w tym polskiego historyka lotnictwa Szymona Tetery, wskazują raczej na maszynę 107 Dywizjonu. Wśród zabitych tego dywizjonu był Flying Officer Herbert Brian Lightoller, najmłodszy syn Charlesa Lightollera, drugiego oficera „Titanica”. Dwaj lotnicy 107 Dywizjonu, sierżant George Booth i szeregowy Larry Slattery, przeżyli zestrzelenie i zostali pierwszymi brytyjskimi jeńcami tej wojny.

Brunsbüttel i Esbjerg

Równocześnie 14 Wellingtonów 9 i 149 Dywizjonu poleciało nad Brunsbüttel, przy wejściu do Kanału Kilońskiego, gdzie stały nowe pancerniki „Scharnhorst” i „Gneisenau”. Część maszyn zawróciła z powodu pogody, część nie odnalazła celu. Załogi, które zrzuciły bomby, nie osiągnęły żadnych trafień. Sekcję 9 Dywizjonu przechwyciły myśliwce Messerschmitt Bf 109 z II dywizjonu 77 Pułku Myśliwskiego (II./JG 77) i zestrzeliły dwa Wellingtony; zginęło dziesięciu lotników. Jedno z tych zwycięstw przypisano podoficerowi Alfredowi Heldowi, co uchodzi za jedno z pierwszych, jeśli nie pierwsze, zestrzelenie brytyjskiego samolotu przez niemiecki myśliwiec w tej wojnie.

Jeden z Wellingtonów 149 Dywizjonu zgubił się w chmurach. Załoga, przekonana, że jest nad Niemcami, zrzuciła około 17.45 cztery bomby na duński port Esbjerg, oddalony o mniej więcej 175 kilometrów na północ od celu. Bomby trafiły w domy mieszkalne. Zginęła jedna kobieta, Edel Hansen (w części źródeł mowa o dwóch zabitych), kilka osób zostało rannych. Dania zaprotestowała, a rząd brytyjski już po kilku dniach zaproponował odszkodowanie. Komisja RAF uznała, że nie da się ustalić, czy załoga zbombardowała Esbjerg, czy Brunsbüttel, ale okoliczności nie pozostawiały wątpliwości. Było to pierwsze w tej wojnie bombardowanie terytorium państwa neutralnego przez lotnictwo alianckie, i to w dniu, w którym lotnictwo brytyjskie tak skrupulatnie unikało ryzyka trafienia w niemieckich cywilów.

Bilans dnia był dla RAF bolesny. Z 29 bombowców, które poleciały nad Niemcy, siedem nie wróciło; zginęło według różnych zestawień od 23 do 25 lotników. Niemieckie okręty nie odniosły poważnych uszkodzeń. McPherson i Doran otrzymali pierwsze w tej wojnie Zaszczytne Krzyże Lotnicze (Distinguished Flying Cross), ale w samym Bomber Command nikt nie miał wątpliwości, że wyprawa się nie udała.

Miejsce w wojnie

Dowództwo brytyjskie wyciągnęło z 4 września tylko część wniosków. Poprawiono zapalniki i taktykę ataku, a 107 Dywizjon, którego dowództwo objął Basil Embry, uczono latania w ciasnym szyku. Wiara w to, że bombowce za dnia obronią się same, przetrwała jednak do grudnia. 18 grudnia 1939 roku nad Zatoką Helgolandzką niemieckie myśliwce w ciągu kilkudziesięciu minut zniszczyły około połowy z 22 Wellingtonów, które dotarły nad cel. Dopiero po tej klęsce Bomber Command przeszedł głównie do działań nocnych, a te z kolei ujawniły, jak słaba jest jego nawigacja – czego zapowiedzią była zabłąkana załoga nad Esbjergiem.

Ograniczenia polityczne trwały dłużej niż złudzenia taktyczne. Przez całą jesień 1939 roku, gdy Polska walczyła sama, a potem w czasie „dziwnej wojny”, bombowce brytyjskie atakowały wyłącznie okręty i rozrzucały ulotki. Pierwsze bomby na cel na lądzie w Niemczech, bazę wodnosamolotów w Hörnum na wyspie Sylt, spadły w marcu 1940 roku, a naloty na zakłady przemysłowe w Zagłębiu Ruhry zaczęły się dopiero w maju 1940 roku, po niemieckim ataku na Holandię i bombardowaniu Rotterdamu. Z wyprawy na Wilhelmshaven, z której nie wrócił niemal co czwarty samolot, zaczęła się więc długa droga Bomber Command – od akcji, w której bano się trafić w nabrzeże portowe, do zmasowanych nalotów na niemieckie miasta w latach 1942–1945.

Źródła

  1. eng.ipn.gov.pl · 7411,Royal Air Force in September 39
  2. calibanrising.com · first raf ww2 raid

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.