TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Wielka Brytania i Francja wypowiadają wojnę Niemcom

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
3 września 1939
Autor:
Natalia
Tagi:
Wielka Brytania, Francja, Polska, Neville Chamberlain
Warszawiacy manifestują entuzjastycznie na ulicach po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Wielką Brytanię, 3 września 1939 roku.
Warszawiacy manifestują entuzjastycznie na ulicach po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Wielką Brytanię, 3 września 1939 roku.Autor: Associated Press photographer · Public domain · Wikimedia Commons

W niedzielę 3 września 1939 roku, trzeci dzień po tym, jak Niemcy napadły na Polskę, Wielka Brytania i Francja znalazły się w stanie wojny z III Rzeszą. O 9.00 ambasador brytyjski w Berlinie Nevile Henderson wręczył w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych ultimatum, które wygasało o 11.00. Niemcy na nie nie odpowiedzieli i o 11.15 premier Neville Chamberlain ogłosił przez radio, że jego kraj jest w stanie wojny z Niemcami. W samo południe ambasador Francji Robert Coulondre zjawił się w tym samym gmachu przy Wilhelmstraße, a około 12.30 przekazał ministrowi Joachimowi von Ribbentropowi francuską notę z terminem 17.00. O tej godzinie w stan wojny weszła Francja. W Warszawie tłumy wiwatowały przed ambasadami obu sojuszników w przekonaniu, że Polska nie walczy już sama. Niemiecka napaść na Polskę stała się wojną europejską, choć dla walczącej Polski zachodnie wypowiedzenie wojny okazało się przede wszystkim gestem politycznym.

Dwa dni zwłoki

Ani Londyn, ani Paryż nie wypowiedziały wojny 1 września. Wieczorem tego dnia Henderson i Coulondre wręczyli Ribbentropowi noty, w których oba rządy żądały wstrzymania działań przeciw Polsce i wycofania wojsk niemieckich, grożąc, że w przeciwnym razie wypełnią swoje zobowiązania sojusznicze. Noty nie zawierały jednak terminu i obie stolice zapewniały potem Włochów, że nie są ultimatum. Brytyjczycy wiązali się układem sojuszniczym z 25 sierpnia, Francuzi sojuszem z 1921 roku, a oba rządy od marca gwarancją niepodległości Polski. Mimo to przez prawie dwie doby szukały jeszcze dróg wyjścia.

Główną przeszkodą była francuska niechęć do pośpiechu. Minister spraw zagranicznych Georges Bonnet uchwycił się propozycji Benita Mussoliniego, który jeszcze 31 sierpnia zaproponował zwołanie konferencji mocarstw, a 2 września rano ponowił ją w Berlinie jako plan rozejmu i rozmów pięciu państw. Hitler nie odrzucił jej od razu: przez włoskiego ambasadora Bernarda Attolica pytał, czy noty z 1 września są ultimatum, i prosił o dobę do namysłu. Dowództwo francuskie, z generałem Maurice’em Gamelinem na czele, chciało tymczasem zyskać jak najwięcej czasu na pierwsze dni mobilizacji i ewakuację miast, zanim na Francję spadną spodziewane niemieckie bomby. Rząd brytyjski uzależnił udział w konferencji od wycofania wojsk niemieckich z Polski, ale chciał działać razem z Francją i czekał na nią.

W Warszawie każda godzina zwłoki budziła niepokój. 2 września minister spraw zagranicznych Józef Beck wezwał ambasadorów Wielkiej Brytanii i Francji, Howarda Kennarda i Léona Noëla, i zwracał uwagę, że Luftwaffe może rzucić przeciw Polsce całą swoją siłę, że bombarduje nie tylko cele wojskowe i że potrzebna jest jak najszybciej dywersja na zachodzie. Prosił o natychmiastową wiadomość o przystąpieniu obu państw do wojny. Kennard poparł go w depeszy do Londynu. W Londynie i Paryżu ambasadorowie Edward Raczyński i Juliusz Łukasiewicz dopominali się o to samo, Łukasiewicz w burzliwych rozmowach z Bonnetem.

Bunt w gabinecie

2 września po południu brytyjski gabinet uzgodnił, że Niemcom trzeba postawić ultimatum, które według jednego z ministrów miało wygasnąć jeszcze tej samej nocy, o północy. Francuzi poprosili jednak o dłuższy termin. Chamberlain, który w ciągu dnia rozmawiał przez telefon z premierem Édouardem Daladierem, kazał Izbie Gmin czekać na swoje oświadczenie blisko dwie godziny. Gdy o 19.44 wreszcie przemówił, nie wspomniał o żadnym terminie. Poinformował o włoskiej propozycji, powtórzył, że Wielka Brytania nie siądzie do rozmów, dopóki Polska jest najeżdżana, a jej miasta bombardowane, i dodał, że rząd porozumiewa się z Francją w sprawie terminu, w jakim Niemcy muszą odpowiedzieć. Jeśli wycofają wojska, sytuację można będzie uznać za taką jak przed przekroczeniem polskiej granicy.

Posłowie przyjęli to z oburzeniem. Gdy zastępca przywódcy laburzystów Arthur Greenwood podniósł się, by odpowiedzieć premierowi, konserwatysta Leo Amery zawołał z ław konserwatywnych: „Mów w imieniu Anglii, Arturze!”. Greenwood mówił, że każda minuta zwłoki kosztuje ludzkie życie i zagraża interesom narodowym. Chamberlain tłumaczył, że sojusznikom porozumiewającym się przez telefon trudno zsynchronizować działania tak szybko, jak gdyby siedzieli w jednym pokoju, i zapewniał, że następnego dnia będzie miał dla Izby jednoznaczną odpowiedź. Wielu posłów odebrało to jako zapowiedź nowego Monachium.

Zbuntowali się także ministrowie. Dziesięciu członków gabinetu zasiadających w Izbie Gmin spotkało się zaraz po debacie w gabinecie kanclerza skarbu Johna Simona. Wśród nich był minister wojny Leslie Hore-Belisha. Simon, dotąd jeden z najwierniejszych ludzi premiera, poszedł do Chamberlaina i oświadczył, że jeśli ultimatum nie zostanie postawione przed następnym posiedzeniem Izby, rząd upadnie. Premier i minister spraw zagranicznych lord Halifax jeszcze raz rozmawiali z Paryżem, ale Francuzi wciąż prosili o zwłokę. Około północy, w czasie gwałtownej burzy, zebrał się ostatni pokojowy gabinet Chamberlaina. Postanowiono, że Wielka Brytania nie będzie dłużej czekać na Francję: ultimatum zostanie wręczone w Berlinie o 9.00 i wygaśnie o 11.00, zanim w południe zbierze się parlament. Według relacji uczestników premier zakończył posiedzenie słowami: „Dobrze, panowie, to oznacza wojnę”.

Ultimatum w Berlinie

O 5.00 rano 3 września Halifax wysłał Hendersonowi instrukcję. Ambasador miał zażądać rozmowy z Ribbentropem na 9.00, a gdyby minister nie mógł go przyjąć, przekazać tekst innemu przedstawicielowi rządu Rzeszy. Nota przypominała ostrzeżenie z 1 września i stwierdzała, że od tego czasu niemieckie ataki na Polskę trwały, a nawet się nasiliły. Jeśli najpóźniej do 11.00 czasu brytyjskiego do Londynu nie dotrą zadowalające zapewnienia, że Niemcy wstrzymały agresję i są gotowe szybko wycofać wojska, „od tej godziny” będzie istniał stan wojny między obu państwami.

Ribbentrop nie przyjął Hendersona. Notę odebrał o 9.00 w gabinecie ministra główny tłumacz Auswärtiges Amt, Paul Schmidt, który według własnych wspomnień niemal zaspał i dotarł na Wilhelmstraße w ostatniej chwili. Zaniósł ją do Kancelarii Rzeszy i przetłumaczył Hitlerowi w obecności Ribbentropa. Schmidt opisał później, że Hitler siedział nieruchomo, a po chwili zwrócił się do Ribbentropa z pytaniem: „I co teraz?”. W przedpokoju Hermann Göring miał powiedzieć: „Jeśli przegramy tę wojnę, niech nam Niebo okaże litość”, a Joseph Goebbels stał w kącie przygnębiony. Niezależnie od dokładności tych słów relacja dobrze oddaje nastrój: Ribbentrop od miesięcy zapewniał Hitlera, że po zawarciu paktu z ZSRR Zachód nie będzie walczyć.

Termin minął bez odpowiedzi. Dopiero o 11.20 Ribbentrop przyjął Hendersona i wręczył mu memorandum, w którym rząd Rzeszy odmawiał „przyjęcia, a tym bardziej spełnienia” żądań o charakterze ultimatum. Winą za wojnę obarczał Wielką Brytanię, która miała dać Polsce „pełnomocnictwo” do wszelkich działań przeciw Niemcom, powtarzał propagandowe zarzuty o polskim terrorze wobec Niemców i zapowiadał, że na każdą agresję Anglii Niemcy odpowiedzą tą samą bronią. Tego samego dnia Hitler wydał odezwy do narodu niemieckiego, do armii na zachodzie i do partii, w których przedstawił Wielką Brytanię jako podżegacza wojennego, a wieczorem wyjechał specjalnym pociągiem na front w Polsce.

„Ten kraj jest w stanie wojny z Niemcami”

O 11.15 Chamberlain przemówił w radiu BBC z Sali Gabinetowej przy Downing Street 10. Przypomniał, że rano ambasador w Berlinie wręczył rządowi niemieckiemu ostatnią notę, i powiedział: „Muszę wam teraz powiedzieć, że takie zobowiązanie nie nadeszło i że w konsekwencji ten kraj jest w stanie wojny z Niemcami”. Mówił o goryczy porażki swoich wysiłków na rzecz pokoju, o tym, że Hitler nigdy nie zrezygnowałby z zamiaru użycia siły, i zakończył zapowiedzią, że Brytyjczycy będą walczyć ze „złem”: z brutalną siłą, złą wiarą, niesprawiedliwością, uciskiem i prześladowaniem. Kilka minut po przemówieniu nad Londynem zawyły syreny przeciwlotnicze. Alarm okazał się fałszywy, ale pokazał, czego się spodziewano: miasto przygotowywało się na masowe naloty.

W południe, po raz pierwszy w dziejach w niedzielę, zebrała się Izba Gmin. Chamberlain odczytał tekst ultimatum i oznajmił, że ambasador Francji w Berlinie właśnie składa podobną notę z określonym terminem. „To smutny dzień dla nas wszystkich, a dla nikogo smutniejszy niż dla mnie” – mówił. – „Wszystko, nad czym pracowałem, wszystko, czego się spodziewałem, wszystko, w co wierzyłem w moim życiu publicznym, legło w gruzach”. Wyraził nadzieję, że dożyje dnia, w którym hitleryzm zostanie zniszczony, a wyzwolona Europa odbudowana. Po nim mówili przywódcy opozycji i Winston Churchill, który jeszcze tego dnia wrócił do rządu jako pierwszy lord Admiralicji. Wieczorem do narodu i imperium przemówił przez radio król Jerzy VI.

Francuska nota

Francja działała wolniej i ostrożniej. Do późnego wieczora 2 września Bonnet liczył jeszcze na włoską mediację, a dowództwo naciskało na jak najpóźniejszy termin. Według relacji brytyjskich Francuzi chcieli początkowo, by ultimatum wygasło dopiero rano 4 września. O północy Bonnet zapowiedział Coulondre’owi nowy krok na południe następnego dnia, a ostateczną instrukcję wysłał 3 września o 10.20, już po wręczeniu noty brytyjskiej. Termin przesunięto pod naciskiem Londynu na 17.00.

Coulondre przyszedł na Wilhelmstraße w południe. Sekretarz stanu Ernst von Weizsäcker oświadczył, że nie może powiedzieć, czy na notę z 1 września zostanie udzielona odpowiedź, i odesłał go do ministra. O 12.30 przyjął go Ribbentrop. Powiedział, że Niemcy odrzuciły już ultimatum brytyjskie, a jeśli Francja z powodu zobowiązań wobec Polski przystąpi do konfliktu, będzie tego żałował, bo Niemcy nie czują do Francji wrogości. Zapytany wprost, czy odpowiedź na notę z 1 września jest odmowna, odparł: „Tak”. Wówczas, jak raportował ambasador, około 12.40 Coulondre oświadczył, że od 3 września od godziny 17.00 rząd francuski będzie zmuszony wypełnić zobowiązania wobec Polski, „znane rządowi niemieckiemu”. Ribbentrop odpowiedział, że w takim razie to Francja będzie agresorem. „Historia to osądzi” – odparł Coulondre i poprosił o paszporty.

W kalendariach spotyka się informację, że Francuzi wręczyli ultimatum o 12.00. Dokumenty francuskiej „Żółtej Księgi” pokazują, że w południe ambasador dotarł do ministerstwa, a samą notę przedstawił Ribbentropowi kilkadziesiąt minut później. Francuski tekst nie zawierał zresztą słowa „wojna”. Formalną notyfikację, że między Francją a Niemcami od 17.00 istnieje stan wojny, Bonnet rozesłał przedstawicielom państw obcych na podstawie III konwencji haskiej z 1907 roku. Wieczorem Daladier zwrócił się przez radio do narodu: „Walczymy, bo wojnę nam narzucono”.

Wiwaty w Warszawie

Wiadomość z Londynu Polskie Radio podało przed południem, grając hymny sojuszników. Warszawiacy wylegli na ulice. Przed ambasadą brytyjską na rogu Nowego Światu i Smolnej zebrało się, według relacji świadków, kilkanaście tysięcy ludzi. Wznoszono okrzyki „Niech żyje Anglia!”, „Niech żyje król angielski!”, „Precz z Hitlerem!”, unoszono dwa palce na znak zwycięstwa, przynoszono kwiaty. Pod ambasadę przyjechał Beck i wystąpił z ambasadorem Kennardem na balkonie. Mówił, że przyszedł do przedstawiciela króla w chwili, gdy dwa rycerskie narody podały sobie ręce do wspólnej walki w obronie wolności. Po południu i wieczorem podobne sceny rozegrały się przed ambasadą Francji, gdzie śpiewano „Marsyliankę”. Demonstracja przeniosła się potem na plac Zamkowy, gdzie wiwatowano na cześć prezydenta i Naczelnego Wodza, marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego.

Radość była zrozumiała. Polska od trzech dni samotnie odpierała atak sąsiada, który miał przewagę liczebną, techniczną i panował w powietrzu, a wszystkie plany wojenne zakładały, że Wojsko Polskie musi wytrzymać pierwsze tygodnie, aż na zachodzie ruszą sojusznicy. Wypowiedzenie wojny wydawało się potwierdzeniem, że ten scenariusz się spełni. W tym samym czasie wieści z frontu były już złe: wojska niemieckie przecinały Pomorze, a na południu przełamywały polskie pozycje przygraniczne.

Dlaczego pomoc nie nadeszła

Wojna wypowiedziana 3 września nie zmieniła losu kampanii w Polsce. Francja, której armia była jedyną siłą zdolną szybko uderzyć na Niemcy, nie zamierzała prowadzić wielkiej ofensywy. Protokół podpisany w maju 1939 roku przez generałów Tadeusza Kasprzyckiego i Gamelina obiecywał ofensywę głównymi siłami najpóźniej piętnastego dnia mobilizacji, ale francuska doktryna przewidywała obronę za linią Maginota i długą wojnę, w której zwycięstwo przyniosą blokada morska i przewaga materiałowa aliantów. Na zachodzie Niemcy zostawili kilkadziesiąt dywizji, w dużej części rezerwowych, bez broni pancernej i z niewielkim wsparciem lotnictwa, a mimo to dowództwo francuskie przeceniało ich siłę i umocnienia Linii Zygfryda.

Wielka Brytania nie miała armii lądowej, którą mogłaby szybko wysłać na kontynent. Pierwsze oddziały korpusu ekspedycyjnego zaczęły przybywać do Francji dopiero po kilku dniach, a gotowe do walki dywizje dopiero w następnych tygodniach. Lotnictwo bombowe otrzymało rozkaz atakowania wyłącznie celów ściśle wojskowych, bo oba rządy obawiały się niemieckiego odwetu na własnych miastach i zobowiązały się wobec prezydenta Roosevelta do oszczędzania ludności cywilnej. Już w nocy z 3 na 4 września brytyjskie samoloty zrzucały nad Niemcami nie bomby, lecz ulotki.

Kilka dni później francuskie dywizje wkroczyły na kilka kilometrów w głąb Niemiec w czasie ofensywy w Saarze, a 12 września Daladier i Chamberlain na konferencji w Abbeville uznali, że skutecznej pomocy Polsce udzielić nie można. Rządowi polskiemu tej decyzji nie przekazano. Zaczęła się dziwna wojna – stan wojny bez walk na lądzie, który na zachodzie trwał do wiosny 1940 roku.

Miejsce w dziejach wojny

3 września 1939 roku niemiecko-polska wojna stała się wojną europejską, a wraz z nią wojną imperiów. Tego samego dnia stan wojny ogłosiły Indie Brytyjskie, Australia i Nowa Zelandia, w kolejnych dniach Związek Południowej Afryki i Kanada. Hitler, który liczył na powtórkę Monachium, musiał teraz prowadzić wojnę z mocarstwami, przed którą ostrzegali go generałowie. Na morzu walka zaczęła się od razu: jeszcze wieczorem 3 września niemiecki okręt podwodny zatopił brytyjski statek pasażerski „Athenia”.

Dla Polski bilans był gorzki. Wypowiedzenie wojny nie przyniosło natychmiastowej ulgi na froncie, a 17 września do Polski wkroczyła Armia Czerwona, na co Wielka Brytania i Francja odpowiedziały jedynie protestem. Zarazem bez decyzji z 3 września nie byłoby polskiego rządu i wojska na emigracji, walczących potem u boku sojuszników we Francji, w Wielkiej Brytanii, na morzach, w Afryce i we Włoszech. Bierność sojuszników we wrześniu 1939 roku stała się jednym z najtrwalszych polskich doświadczeń tej wojny, a pytanie, czy zdecydowane uderzenie na zachodzie mogło zmienić jej bieg, historycy stawiają do dziś. Wielu z nich uważa, że wobec słabości niemieckich sił na zachodzie francuska ofensywa we wrześniu miała realne szanse, inni podkreślają, że armia francuska nie była do niej przygotowana ani materialnie, ani psychicznie. Dla Francji odroczenie walki skończyło się klęską w czerwcu 1940 roku, a Wielka Brytania przez rok walczyła z Niemcami sama.

Miejsca·Warszawa

Źródła

  1. wielkahistoria.pl · wypowiedzenie wojny niemcom przez anglie i francje w 1939 roku jak zareagowali na to polacy
  2. polskieradio24.pl · 2799668,niech zyje nasz sojusznik relacja polskiego radia z 3 wrzesnia 1939 roku
  3. hansardsociety.org.uk · parliament and the declaration of war in september 1939

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.