TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Raport z Oslo

Kategoria:
Wojsko
Data:
5 listopada 1939
Autor:
Natalia
Tagi:
III Rzesza, Wielka Brytania, Norwegia, Luftwaffe

Na początku listopada 1939 roku do brytyjskiego poselstwa w Oslo, stolicy neutralnej Norwegii, nadeszły dwie anonimowe przesyłki. W pierwszej nieznany Niemiec pytał, czy Brytyjczycy chcą poznać tajemnice niemieckiego uzbrojenia. W drugiej, wysłanej po umówionym sygnale, znalazł się siedmiostronicowy maszynopis po niemiecku i mała lampa elektronowa z doświadczalnego zapalnika. Dokument, nazwany później raportem z Oslo, opisywał niemieckie radary, radiowe systemy naprowadzania bombowców, zdalnie sterowane pociski, nowe torpedy i zapalniki, a także ośrodki doświadczalne w Peenemünde i Rechlinie. W Londynie wielu uznało go za niemiecką prowokację. Młody fizyk, który miał się zajmować wywiadem naukowym, Reginald Victor Jones, uwierzył w jego autentyczność i przez całą wojnę sprawdzał, co z zapowiedzi raportu się spełnia. Autorem był Hans Ferdinand Mayer, dyrektor laboratorium badawczego koncernu Siemens & Halske w Berlinie. Jego nazwisko ujawniono publicznie dopiero w 1989 roku, dziewięć lat po jego śmierci.

Kalendaria rozkładają sprawę na trzy dni: 1–2 listopada Mayer pisze raport, 4 listopada wysyła list do attaché morskiego, 5 listopada przesyła raport. To ujęcie wymaga kilku uściśleń: attaché nazywał się Hector Boyes, nie „Boyer”, Wielka Brytania miała w Oslo poselstwo, a nie ambasadę, a 4 listopada to dzień, w którym list dotarł do Boyesa, a nie dzień jego wysłania.

Hans Ferdinand Mayer

Hans Ferdinand Mayer urodził się w 1895 roku w Pforzheimie w skromnej rodzinie. W 1914 roku zgłosił się na ochotnika do wojska i w dniu swoich dziewiętnastych urodzin, 23 października 1914 roku, został ciężko ranny. Po wojnie studiował matematykę, fizykę i astronomię w Karlsruhe i w Heidelbergu, gdzie w 1920 roku obronił doktorat u noblisty Philippa Lenarda, późniejszego zagorzałego zwolennika Hitlera i rzecznika tak zwanej fizyki niemieckiej. W 1922 roku przeszedł do berlińskiego laboratorium Siemens & Halske i zajął się telekomunikacją, zwłaszcza przesyłaniem sygnałów kablami na duże odległości. W 1926 roku opublikował twierdzenie o zastępczym źródle prądowym, które niezależnie od niego sformułował Amerykanin Edward Norton; w podręcznikach elektrotechniki znane jest jako twierdzenie Nortona, w Niemczech także jako twierdzenie Mayera-Nortona. W 1936 roku Mayer został kierownikiem centralnego laboratorium badawczego koncernu, a w 1938 roku dyrektorem.

Siemens był jednym z wielkich niemieckich koncernów, które pracowały dla wszystkich trzech rodzajów sił zbrojnych. Kierownik jego laboratorium utrzymywał kontakty z innymi firmami i z ośrodkami wojskowymi, słyszał o wielu programach i jeździł służbowo po Europie. Mayer był przeciwnikiem narodowego socjalizmu. Według jego późniejszych relacji przekazanych rodzinie, napaść Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku przekonała go, że trzeba pomóc przeciwnikom Hitlera, i postanowił przekazać Brytyjczykom wszystko, co wiedział o niemieckiej technice wojskowej. Okazją była podróż służbowa do Skandynawii, zaplanowana na przełom października i listopada.

Oslo, 1–5 listopada 1939

Mayer przyjechał do Oslo 30 października 1939 roku i zamieszkał w hotelu Bristol. Norwegia była neutralna, a brytyjskie poselstwo leżało kilkanaście minut piechotą od hotelu. Mayer uznał jednak, że osobista wizyta jest zbyt niebezpieczna: poselstwa państw wojujących były obserwowane, a Niemiec wchodzący do brytyjskiej placówki zwróciłby uwagę. Pożyczył od portiera hotelową maszynę do pisania i w ciągu dwóch dni, 1 i 2 listopada, napisał swój raport. Pisał po niemiecku, bez nagłówków firmowych i bez nazwisk. Podpisał się jako „niemiecki naukowiec, który jest wam życzliwy”.

Najpierw wysłał list, w którym pytał, czy Brytyjczycy są zainteresowani informacjami o obecnej i przyszłej niemieckiej broni. Jeśli tak, mieli dać znak przez radio: niemieckojęzyczna audycja BBC miała w umówionym terminie rozpocząć się nie zwykłą zapowiedzią, lecz słowami „Hullo, hier ist London”. Według większości opracowań Mayer wysłał ten list 1 listopada, a do brytyjskiego attaché morskiego w Oslo trafił on 4 listopada. Niektóre kalendaria podają 4 listopada jako dzień wysłania listu, ale to data jego otrzymania. Attaché nazywał się Hector Boyes (w niektórych zestawieniach zapisany błędnie jako „Boyer”). Był to emerytowany kontradmirał Royal Navy, który wrócił do służby jako attaché w randze komandora (captain). Mowa jest też niekiedy o brytyjskiej ambasadzie, ale Wielka Brytania miała wówczas w Norwegii poselstwo, kierowane przez posła Cecila Dormera. Wiadomość z sygnałem przekazano do Londynu i BBC zmieniła zapowiedź, tak jak chciał nieznajomy. Wspomina się również o BBC World Service; w 1939 roku chodziło o niemiecki serwis radia, nadawany w ramach programów europejskich BBC.

Druga przesyłka zawierała właściwy raport i dowód jego wiarygodności: lampę elektronową z prototypu zapalnika zbliżeniowego do pocisków przeciwlotniczych. Według niemieckiej literatury i części brytyjskich opracowań raport dotarł do poselstwa 5 listopada. Sam Mayer opowiadał później, że oba listy wysłał pocztą w kolejnych dniach. Część brytyjskich opracowań, między innymi brytyjskie Muzeum Wywiadu Wojskowego, pisze natomiast, że raport przyszedł mniej więcej tydzień po nadaniu sygnału. Daty 1–5 listopada są w każdym razie najczęściej przyjmowane, a według części badaczy kopie raportu z tłumaczeniem i rysunkami posłano do Londynu już 6 listopada.

Mayer nie poprzestał na raporcie. Napisał też do swojego starego przyjaciela, angielskiego inżyniera Henry’ego Cobdena Turnera, proponując korespondencję za pośrednictwem wspólnego znajomego w neutralnej Danii, Nielsa Holmblada. Z Oslo pojechał do Kopenhagi, uzgodnił to z Holmbladem i wrócił do Niemiec. Ta droga przestała działać 9 kwietnia 1940 roku, gdy Niemcy zajęli Danię.

Co zawierał raport

Boyes od razu uznał, że dokument może być ważny. Polecił przetłumaczyć go jednemu z pracowników poselstwa i wysłał do Londynu, do brytyjskiego wywiadu, Secret Intelligence Service (MI6), i do wywiadu marynarki. Oryginał przepisano na maszynie z kopiami do rozesłania; do dziś zachowała się jedna z kopii niemieckiego tekstu, bez rysunków, które Mayer najpewniej dołączył. Raport składał się z kilku krótkich rozdziałów. Część wiadomości Mayer znał z drugiej ręki i ta część okazała się błędna, ale większość dotyczyła elektroniki, którą znał z bliska.

Pierwszy rozdział mówił o bombowcu Junkers Ju 88, który miał być produkowany w liczbie około 5 tysięcy sztuk miesięcznie, tak że do kwietnia 1940 roku Luftwaffe miałaby ich 25–30 tysięcy. Była to ogromna przesada: przez całą wojnę zbudowano około 15 tysięcy Ju 88. Sam samolot był jednak prawdziwy i Brytyjczycy znali go już z boju: 16 października Ju 88 zaatakowały okręty w Firth of Forth. Mayer pisał też o lotniskowcu „Franken”, który miał być gotowy w Kilonii w kwietniu 1940 roku. Najpewniej pomylił drugi lotniskowiec, którego budowę wstrzymano we wrześniu 1939 roku, ze zbiornikowcem „Franken”, budowanym obok lotniskowca „Graf Zeppelin”.

Dalej raport opisywał zdalnie sterowane szybowce z ładunkiem wybuchowym, o rozpiętości około trzech metrów, z silnikiem rakietowym na końcową fazę lotu, próbowane w Peenemünde; przypominało to późniejsze pociski kierowane, takie jak Henschel Hs 293. Wspominał o autopilocie pozwalającym sterować samolotem bez pilota i o zdalnie sterowanych pociskach rakietowych kalibru 80 cm, stabilizowanych żyroskopami. Samo Peenemünde, nad Bałtykiem na wyspie Uznam, przedstawił jako ważny ośrodek doświadczalny. Brytyjskim specjalistom od rakiet, myślącym wtedy o małych pociskach na paliwo stałe, ta liczba wydawała się absurdalna. Po wojnie można w niej rozpoznać jeden z projektów zespołu Wernhera von Brauna; Mayer nie wiedział tylko, że Niemcy używali paliwa ciekłego. Rechlin nad jeziorem Müritz Mayer wskazał jako główny ośrodek doświadczalny Luftwaffe, „wart ataku”. Opisał też sposób zdobywania polskich schronów bojowych we wrześniu 1939 roku: pociski dymne zmuszały obsadę do cofnięcia się w głąb, a pod osłoną dymu podchodzili żołnierze z miotaczami ognia.

Najcenniejsze były rozdziały o elektronice. Mayer pisał, że brytyjski nalot na Wilhelmshaven we wrześniu 1939 roku wykryto, gdy samoloty były jeszcze 120 kilometrów od wybrzeża, dzięki urządzeniom wysyłającym krótkie impulsy fal radiowych i mierzącym czas powrotu echa. Podał moc nadajników, czas trwania impulsów i zasięg, a nawet podsunął sposoby ich zakłócania. Nie znał tylko najważniejszego, długości fali. Dodał, że do kwietnia 1940 roku stacje te mają stanąć wzdłuż wybrzeża i że trwają prace nad drugim systemem, na falach o długości 50 cm. Był to opis niemieckiego radaru wczesnego ostrzegania, takiego jak Freya, i radarów decymetrowych, z których rozwinęły się później radary artylerii przeciwlotniczej i nocnych myśliwców. Opisał też urządzenie, nad którym pracowano w Rechlinie, mierzące radiowo odległość bombowca od nadajnika na ziemi, na fali około 6 metrów. Była to wczesna wersja systemu, który Luftwaffe wprowadziła w latach 1940–1941 jako Y-Gerät.

Rozdział o torpedach opisywał dwa nowe typy. Jeden miał być naprowadzany falami radiowymi w pobliże konwoju, a na ostatnich kilkuset metrach przez dwa mikrofony w głowicy, które słyszały szum śrub statku. Drugi miał zapalnik magnetyczny, wybuchający pod kilem okrętu, gdy stalowy kadłub zmieniał ziemskie pole magnetyczne. Mayer twierdził, że taką torpedą zatopiono „Royal Oak”, opisał zasadę działania zapalnika i podsunął, że można się przed nim bronić, wytwarzając odpowiednie pole magnetyczne. Tę samą zasadę Niemcy stosowali w minach dennych, które od września zatapiały statki u brytyjskich wybrzeży.

Ostatni rozdział dotyczył zapalników. Mayer pisał, że w pociskach artyleryjskich mechaniczne zapalniki ustępują elektrycznym, opisał elektryczne zapalniki czasowe i pomysł zapalnika zbliżeniowego, który wybucha, gdy pocisk znajdzie się blisko celu, na przykład samolotu. Dołączona lampa pochodziła właśnie z takiego zapalnika. Jako producenta wskazał zakłady Rheinmetallu w Sömmerdzie w Turyngii. Niemiecki zapalnik pojemnościowy, który opisał, okazał się w praktyce mało przydatny; skuteczne zapalniki zbliżeniowe wprowadzili w czasie wojny Amerykanie i Brytyjczycy.

Nieufność w Londynie

W Londynie raport przyjęto obojętnie albo z niedowierzaniem. Admiralicja uznała go za „zbyt piękny, by był prawdziwy”. Sceptycy mieli konkretne argumenty: żaden pojedynczy człowiek nie mógł znać tylu tajemnic wszystkich trzech rodzajów sił zbrojnych, wiadomo było, że niemieckie wojsko, marynarka i lotnictwo rywalizują ze sobą i strzegą swoich programów, a liczby dotyczące Ju 88 były oczywiście przesadzone. Raport mógł więc być podrzuconą przez Abwehrę dezinformacją, która miała przekonać Brytyjczyków, że Niemcy są technicznie silniejsi, niż byli w rzeczywistości. Według Jonesa ministerstwa trzech rodzajów sił zbrojnych wyrzuciły swoje egzemplarze.

Wyjątkiem był Reginald Victor Jones, 28-letni fizyk z Oksfordu, który od 1936 roku pracował w Królewskim Instytucie Lotnictwa (Royal Aircraft Establishment) w Farnborough. We wrześniu 1939 roku Ministerstwo Lotnictwa przydzieliło go do swojego wywiadu jako pierwszego naukowca w historii brytyjskich służb wywiadowczych. Miał badać nową niemiecką broń, prawdziwą i domniemaną. Raport z Oslo przekazał mu Frederick Winterbotham, kierownik sekcji lotniczej MI6. Jonesa nazywa się niekiedy zastępcą dyrektora wywiadu Ministerstwa Lotnictwa (Assistant Director of Intelligence), ale to stanowisko, z dopiskiem „Science”, objął dopiero później w czasie wojny; jesienią 1939 roku był młodym naukowcem bez żadnej pozycji w hierarchii. Jones zauważył, że raport, choć mieszał wiadomości pewne z plotkami, w częściach dotyczących elektroniki był technicznie spójny i zgodny z tym, co Brytyjczycy sami wiedzieli o radarze. Uznał, że autor jest kompetentny, a jego wiedza wynika z pracy w przemyśle elektrotechnicznym, który dostarczał sprzęt wszystkim rodzajom wojsk. W raporcie z 1940 roku pisał, że możliwe są tylko dwa wyjaśnienia: albo to prowokacja mająca przekonać Brytyjczyków, że Niemcy są tak samo zaawansowani jak oni, albo źródło naprawdę odwróciło się od Niemiec i chciało przekazać wszystko, co wie. Za drugą możliwością przemawiały ogólna trafność informacji, dołączenie zapalnika bez żadnych żądań w zamian i to, że autor niczego nie próbował na sprawie zyskać.

Jones zachował swój egzemplarz i, jak wspominał po wojnie, „w nielicznych spokojnych chwilach wojny” zaglądał do raportu, by sprawdzić, co jeszcze ma się pojawić. Po wojnie nazwał go „prawdopodobnie najlepszym pojedynczym raportem, jaki otrzymano w czasie wojny z jakiegokolwiek źródła”.

Tajemnica autora

Brytyjczycy nie wiedzieli, kim jest autor, a Niemcy nigdy się nie dowiedzieli o istnieniu raportu. Mayer miał jednak kłopoty z innego powodu. W 1943 roku gestapo aresztowało go za słuchanie zagranicznych stacji radiowych, w tym BBC, i za krytykę reżimu. Dzięki wstawiennictwu kierownictwa Siemensa i, według części relacji, swojego dawnego promotora Lenarda uniknął procesu przed Trybunałem Ludowym, który mógł skończyć się wyrokiem śmierci. Do końca wojny był więźniem obozów koncentracyjnych, między innymi Dachau i Sachsenhausen. W Dachau kierował laboratorium radiotechnicznym, w którym pracowali więźniowie z dwunastu krajów, wśród nich były rektor Politechniki Warszawskiej Kazimierz Drewnowski.

Po wojnie Mayer wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował w laboratoriach lotnictwa wojskowego w Dayton, a potem wykładał na Uniwersytecie Cornella. W 1950 roku wrócił do Niemiec i do 1962 roku kierował działem badań telekomunikacyjnych Siemensa w Monachium. Istnienie raportu Jones ujawnił w wykładzie w Londynie 12 lutego 1947 roku, nie wiedząc, kto jest autorem. W 1953 roku przypadkiem poznał Henry’ego Turnera, który opowiedział mu o liście od przyjaciela z Oslo. W 1955 roku Jones spotkał Mayera w Monachium i upewnił się, że to on. Obaj uzgodnili, że zachowają tajemnicę, by nie narażać Mayera i jego rodziny na zarzut zdrady. Mayer wyznał rodzinie, że jest autorem raportu, dopiero w 1977 roku i zastrzegł, by sprawę ujawniono po jego śmierci i śmierci żony. Zmarł w 1980 roku. Jones podał jego nazwisko w książce wydanej w 1989 roku.

Znaczenie

Raport z Oslo nie zmienił biegu wojny jednym ruchem i nie mógł go zmienić, bo w listopadzie 1939 roku mało kto w Londynie w niego wierzył. Jego wartość ujawniała się stopniowo, gdy kolejne zapowiedzi się spełniały. Dał Jonesowi i jego niewielkiemu zespołowi mapę tego, czego należało szukać, i przekonanie, że Niemcy mają radar podobny do brytyjskiego. Latem 1940 roku, gdy Jones wykrył niemiecki system naprowadzania bombowców Knickebein, a potem kolejne systemy radiowe, w tym ten opisany w Oslo, zaczęła się tak zwana bitwa na promienie: Brytyjczycy zakłócali i zniekształcali niemieckie wiązki radiowe, a część bomb, które miały spaść na miasta, spadała na pola. Ta walka toczyła się w tle bitwy o Anglię i nocnych nalotów na Wielką Brytanię w latach 1940–1941.

Wiedza o niemieckich radarach na fali około 50 cm pomogła później przygotować najprostszy środek zakłócający: paski folii aluminiowej o odpowiedniej długości, zrzucane z bombowców. Brytyjczycy nazwali je Window, a w nowszej terminologii są to dipole odbijające. Po raz pierwszy użyto ich w lipcu 1943 roku w czasie operacji Gomora, nalotów na Hamburg. Nazwa Peenemünde, wymieniona w raporcie, wróciła w meldunkach wywiadu w latach 1942–1943, gdy Brytyjczycy szukali ośrodka, w którym Niemcy budowali rakiety V-2; w sierpniu 1943 roku RAF zbombardował go w wielkim nocnym nalocie. Akustyczne torpedy, zdalnie sterowane pociski lotnicze i zapalniki zbliżeniowe weszły do użytku w latach 1943–1944.

Sprawa raportu z Oslo pokazała, jak ważna stała się w tej wojnie technika i jak niewielu ludzi rozumiało ją po obu stronach. Ukształtowała też brytyjski wywiad naukowy, który w następnych latach łączył informacje od agentów, rozszyfrowane depesze Enigmy, zdjęcia lotnicze i przesłuchania jeńców, a jego szefem był właśnie Jones. Wreszcie raport jest jednym z najwcześniejszych przykładów niemieckiego oporu przeciw Hitlerowi, który nie przybrał formy spisku ani zamachu: samotny inżynier, przywiązany do swojego kraju, ale nie do jego władz, uznał w pierwszych tygodniach wojny, że trzeba pomóc w pokonaniu reżimu Hitlera, i zrobił to bez żadnej korzyści dla siebie.

Źródła

  1. militaryintelligencemuseum.org · 1939: the oslo report
  2. arcre.com · oslo
  3. v2rocket.com · oslo report

W tym samym czasie

(02)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.