TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

V-1 nad Manchesterem

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
24 grudnia 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Wielka Brytania, Luftwaffe, RAF, ludność cywilna

24 grudnia 1944 roku, w niedzielę, przed świtem, nad hrabstwami północnej Anglii pojawiły się latające bomby. Mieszkańcy Manchesteru i okolicznych miasteczek przemysłowych znali je dotąd wyłącznie z gazet i z opowieści krewnych z Londynu: od czerwca 1944 roku pociski V-1 spadały na stolicę i hrabstwa południowo-wschodnie, a północ kraju uchodziła za bezpieczną. Tej nocy Luftwaffe wysłała jednak nad Morze Północne kilkadziesiąt bombowców, które odpaliły pociski wycelowane w Manchester. Był to pierwszy i jedyny atak latających bomb na północną Anglię.

Pod tą datą kalendaria zapisują: „Manchester zaatakowany latającymi bombami V-1”. Data jest poprawna, a zapis wymaga tylko jednego uściślenia. Manchester był celem, w który mierzyli Niemcy, ale nie miejscem, w które pociski trafiły: według brytyjskich zestawień obrony cywilnej tylko jeden z nich spadł w granicach okręgu obrony cywilnej Manchesteru, a najwięcej ofiar pochłonęły sąsiednie Oldham i Tottington oraz miejscowości rozrzucone na obszarze kilku hrabstw.

Pociski spod skrzydeł Heinkli

Latające bomby, czyli samoloty-pociski Fieseler Fi 103, wystrzeliwano zrazu z wyrzutni naziemnych w północnej Francji. Gdy alianci po wylądowaniu w Normandii zajęli latem 1944 roku Pas-de-Calais, stanowiska te stracono, a zasięg pocisku – około 250 kilometrów – nie pozwalał dosięgnąć Anglii z głębi Holandii czy Niemiec. Luftwaffe miała jednak drugie rozwiązanie, wypróbowane jeszcze w fazie prób: pocisk podwieszony pod skrzydłem bombowca Heinkel He 111 można było odpalić w powietrzu, nad morzem, kilkadziesiąt kilometrów od brytyjskiego wybrzeża.

Od lipca 1944 roku pociski odpalane z samolotów spadały na Londyn i Southampton; zajmował się tym III dywizjon pułku bombowego KG 3, operujący z lotnisk w Holandii. Jesienią, po utracie tych baz, jednostkę przeniesiono do północnych Niemiec i przemianowano na I dywizjon Kampfgeschwader 53, a wkrótce do zadania przezbrojono także pozostałe dywizjony pułku. Używano specjalnie przystosowanych Heinkli He 111 H-22. Załogi startowały nocą, leciały nad morzem na wysokości kilkudziesięciu, najwyżej stu kilkudziesięciu metrów, aby uniknąć brytyjskich radarów, w wyznaczonym punkcie wznosiły się, odpalały pocisk i natychmiast zawracały. Był to sposób niebezpieczny: ciężki pocisk pod skrzydłem pogarszał właściwości lotne i tak już przestarzałej maszyny, a loty tuż nad falami kończyły się wypadkami. Według zestawień cytowanych w literaturze od lipca 1944 do stycznia 1945 roku odpalono w ten sposób około 1200 pocisków; ich celność była jeszcze gorsza niż pocisków z wyrzutni naziemnych, bo punkt startu nad morzem dało się wyznaczyć jedynie z przybliżeniem.

Większość tych ataków była wymierzona w Londyn. Wigilijna wyprawa odbiegała od tego schematu: zamiast na południe, Heinkle poleciały na zachód, ku wybrzeżom Yorkshire i Lincolnshire, a pociski nastawiono na odległy o ponad 100 kilometrów w głąb lądu przemysłowy Manchester.

Wigilijny poranek

Według relacji opartych na brytyjskich raportach obrony cywilnej i dokumentach Luftwaffe pociski odpalono między godziną 5 a 6 rano 24 grudnia, około 40 mil (ok. 65 kilometrów) od wschodniego wybrzeża, na odcinku między Hornsea w Yorkshire a Mablethorpe w Lincolnshire. Każdy Heinkel przenosił jeden pocisk, a więc w wyprawie KG 53 wzięło udział kilkadziesiąt maszyn. Z 45 wystrzelonych pocisków – liczba ta powtarza się w większości zestawień – 14 spadło do morza tuż po odpaleniu albo w drodze do brzegu, a około 30 (według części zestawień 31) przeleciało nad linią wybrzeża. Lot nad Anglią trwał kilkadziesiąt minut; pociski mijały pogrążone w ciemności Yorkshire i Peak District, a obserwatorzy lotniczy meldowali o charakterystycznym, warkoczącym dźwięku silników pulsacyjnych, znanym dotąd tylko na południu.

Rozrzut był ogromny. Jeden pocisk spadł o 5.40 na pole farmy między Beighton a Holbrook, kilka kilometrów na południowy wschód od Sheffield – nikt nie zginął, ale fala uderzeniowa uszkodziła według lokalnych relacji około 150 budynków w okolicy. Inne eksplodowały na wrzosowiskach Pennin, w okolicach Buxton, w lesie Macclesfield, pod Edgworth i Sowerby, w Oswaldtwistle w Lancashire. Kilka zboczyło daleko z kursu: jeden spadł w okolicach Chester, jeden aż w hrabstwie Durham, a jeden w Northamptonshire. Do zabudowanego obszaru dzisiejszego Wielkiego Manchesteru doleciało, według najczęściej przytaczanego zestawienia, siedem pocisków, m.in. w Stockport, Worsley i Radcliffe. W granicach okręgu obrony cywilnej samego Manchesteru eksplodował tylko jeden – w podmiejskiej dzielnicy Didsbury.

Oldham i Tottington

Najtragiczniej skończył się upadek pocisku na ulicę Abbey Hills Road w Oldham, mieście włókienniczym na północny wschód od Manchesteru. Eksplozja zburzyła szereg domów, w których mieszkańcy spali jeszcze przed świątecznym dniem. Zginęło według większości relacji 27 osób, a wiele innych zostało rannych; część opracowań podaje wyższą liczbę zabitych, uwzględniając zmarłych później w szpitalach.

Drugim miejscem tragedii było Chapel Street w Tottington pod Bury. Pocisk zniszczył tam szereg kamiennych domków robotniczych; zginęło sześć osób (w niektórych zestawieniach siedem). Dziś w miejscu wybuchu znajduje się ogród pamięci.

Łącznie atak kosztował życie 42 osób – tę liczbę podaje większość opracowań; w innych zestawieniach, sumujących ofiary z Oldham i spoza niego, pojawia się 44. Rannych było 109, w tym 51 ciężko. W porównaniu z nalotami na Manchester w grudniu 1940 roku, które pochłonęły kilkaset istnień, były to straty niewielkie, ale dla północy Anglii, przekonanej, że najgorsze ma już za sobą, wigilijny atak był wstrząsem – tym większym, że przyszedł bez ostrzeżenia, w dniu świątecznym, na tydzień przed końcem roku, w którym mówiono już głośno o bliskim zwycięstwie.

Mosquito nad morzem

Brytyjska obrona była na taki atak słabo przygotowana. System „Diver”, zbudowany latem 1944 roku do zwalczania latających bomb, skupiał działa przeciwlotnicze, balony zaporowe i myśliwce na podejściach do Londynu, a od jesieni, gdy pociski zaczęły nadlatywać znad morza, także na wybrzeżu Essex i Suffolk; dalej na północ obrona była znacznie słabsza, a nad lądem pocisków lecących nocą na północny zachód praktycznie nie było czym zatrzymać. Jedyną realną szansą było dopaść nosicieli, zanim odpalą ładunek. Nocne myśliwce de Havilland Mosquito RAF, naprowadzane przez radary, patrolowały tej nocy nad morzem. Według brytyjskich i niemieckich zestawień jeden z Heinkli został zestrzelony nad Morzem Północnym, a drugi, ciężko uszkodzony, rozbił się przy przymusowym lądowaniu w Leck w Szlezwiku; zginął jeden członek jego załogi.

Dlaczego Niemcy wybrali akurat Manchester i akurat Wigilię, nie wiadomo z całą pewnością. W literaturze wymienia się kilka możliwych powodów: chęć pokazania, że „broń odwetowa” sięga każdego zakątka Wielkiej Brytanii, a nie tylko Londynu; próbę zmuszenia Brytyjczyków do rozproszenia obrony przeciwlotniczej; wreszcie efekt propagandowy w chwili, gdy w Ardenach trwała niemiecka ofensywa, a propaganda Rzeszy szukała każdego sukcesu, który mógłby podtrzymać wiarę w odwrócenie losów wojny. Żadnej z tych interpretacji nie potwierdza jednoznacznie zachowany rozkaz; pewne jest tylko, że atak miał charakter terrorystyczny, bo pocisku o takiej celności nie dało się użyć przeciwko konkretnemu zakładowi czy węzłowi kolejowemu.

Ostatni akt latających bomb

Wigilijny atak nie miał następców. Luftwaffe kontynuowała odpalanie pocisków z samolotów jeszcze przez kilka tygodni, ale już tylko w kierunku Londynu; w styczniu 1945 roku, z powodu braku paliwa, rosnących strat i niemożności oceny wyników, operacje KG 53 przerwano. Sam pułk poniósł w tej kampanii dotkliwe straty – według zestawień cytowanych w literaturze kilkadziesiąt samolotów i ich załóg, w większości w wypadkach podczas nocnych lotów tuż nad morzem, a nie od ognia przeciwnika. W marcu 1945 roku Niemcy wznowili jeszcze krótki ostrzał Londynu pociskami o zwiększonym zasięgu, odpalanymi z wyrzutni w Holandii; ostatni V-1 spadł na Anglię pod koniec marca. Znacznie groźniejsze były w tym czasie rakiety V-2, na które nie było żadnej obrony.

W bilansie wojny powietrznej nad Wielką Brytanią wigilijny atak na Manchester jest epizodem drobnym: kilkadziesiąt ofiar wobec ponad 6 tysięcy zabitych przez latające bomby w samym rejonie Londynu. Jego znaczenie było inne. Pokazał, że nawet w ostatniej zimie wojny, gdy alianci stali u granic Rzeszy, Rzesza mogła uderzyć w dowolne miasto Anglii, i przypomniał mieszkańcom północy, że wojna nie skończyła się na zaciemnieniu i blitzu 1940 roku. W Oldham, które w jednej chwili straciło 27 mieszkańców, pamięć o wigilijnym poranku 1944 roku przetrwała do dziś.

Źródła

  1. aircrashsites.co.uk · luftwaffe v1 attack on manchester christmas eve 1944
  2. chrishobbs.com · beightondoodlebug1944

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.