Latające bomby nad Londynem
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 2 lipca 1944
- Autor:
- Łukasz
- Tagi:
- Wielka Brytania, Luftwaffe, RAF, ludność cywilna
Na początku lipca 1944 roku niemiecka ofensywa latających bomb trwała już trzeci tydzień. Od nocy z 12 na 13 czerwca, kiedy z wyrzutni w północnej Francji wystartowały pierwsze pociski V-1, na Londyn i hrabstwa południowo-wschodniej Anglii spadało ich codziennie po kilkadziesiąt, a w najgorsze doby ponad sto. Kalendaria zapisują pod 2 lipca, że V-1 nadal sieją spustoszenie w południowo-wschodniej Anglii, niszcząc domy i zabijając ludzi. Nie jest to opis jednego zdarzenia tego dnia, lecz stanu rzeczy – i jako taki jest trafny. Pierwsze tygodnie lipca przyniosły nowe ofiary, drugą wielką ewakuację Londynu, sprawozdanie premiera przed parlamentem i przestawienie brytyjskiej obrony na walkę z nowym przeciwnikiem.
Pocisk Fieseler Fi 103, który propaganda Hitlera nazwała pierwszą „bronią odwetową” (Vergeltungswaffe), był bezzałogowym samolotem z silnikiem pulsacyjnym i głowicą o masie około 850 kilogramów. Nie dało się go wycelować w konkretny obiekt: autopilot utrzymywał kurs, a prosty licznik odcinał po określonej odległości paliwo i pocisk nurkował tam, gdzie się akurat znalazł. Celem był Londyn jako całość. Brytyjczycy nazywali V-1 buzz bomb albo doodlebug i szybko nauczyli się bać chwili, w której charakterystyczny warkot silnika milkł – oznaczało to, że za kilkanaście sekund nastąpi wybuch.
Ofiary przełomu czerwca i lipca
Najwięcej pocisków spadało na południowe i południowo-wschodnie dzielnice i przedmieścia Londynu, nad którymi przelatywały – najciężej ucierpiał Croydon. Ale latające bomby trafiały także w samo śródmieście. 30 czerwca, w porze obiadowej, V-1 eksplodował w Aldwych, przed gmachem Bush House; zginęło – według różnych zestawień – od 46 do 48 osób, w większości urzędników i przechodniów. Tego samego dnia, wczesnym rankiem, w Kencie pocisk – według miejscowych relacji trafiony wcześniej ogniem baterii przeciwlotniczej z North Downs – zahaczył o drzewo i spadł na Weald House we wsi Crockham Hill, gdzie władze hrabstwa Londyn urządziły żłobek dla dzieci ewakuowanych z miasta. Zginęło 22 spośród 30 dzieci, wszystkie poniżej piątego roku życia, a także ośmioro z jedenaściorga pielęgniarek i pracowników domu. Była to największa pojedyncza strata cywilów w Kencie w czasie całej wojny.
3 lipca o 7.47 rano pocisk spadł na ulicę Sloane Court East w londyńskiej dzielnicy Chelsea, gdzie w kwaterach przy Turks Row mieszkali żołnierze amerykańskiej 130 Kompanii Chemicznej. Liczba ofiar jest niepewna: tablica pamiątkowa wymienia 74 amerykańskich wojskowych i trzech cywilów, inne zestawienia mówią o co najmniej 66 żołnierzach i dziewięciu cywilach. Był to najtragiczniejszy dla Amerykanów wybuch V-1 i – po trafieniu w kaplicę Gwardii 18 czerwca – druga co do liczby zabitych katastrofa tej kampanii w Londynie. Cenzura sprawiła, że w prasie pisano o nim tylko ogólnikowo.
Tak wyglądała codzienność tych tygodni: pojedynczy pocisk potrafił zburzyć kilka domów w szeregowej zabudowie i powybijać szyby w promieniu kilkuset metrów. Ludzie znów nocowali na stacjach metra, jak w czasach Blitzu z lat 1940–1941, a Herbert Morrison, minister bezpieczeństwa wewnętrznego, ostrzegał gabinet, że zmęczeni londyńczycy znoszą ostrzał trwający bez przerwy przez całą dobę gorzej niż dawne nocne naloty.
„Rivulet”, czyli trzecia ewakuacja
Wiosną 1944 roku urzędnicy przygotowywali powrót do Londynu dzieci ewakuowanych w poprzednich latach. Latające bomby zniweczyły te plany. Na początku lipca ruszyła ostatnia wielka ewakuacja wojny, znana pod kryptonimem „Rivulet” (Strumyk) – po akcji „Pied Piper” z września 1939 roku, przeprowadzonej w ramach przygotowań Wielkiej Brytanii do wojny, i po fali wyjazdów w czasie Blitzu. Tym razem z Londynu i zagrożonych miast południowo-wschodniej Anglii wywożono przede wszystkim dzieci bez opieki, matki z małymi dziećmi, kobiety w ciąży, a także osoby starsze i niepełnosprawne – do hrabstw zachodnich, do Midlands i na północ kraju. Według opracowań brytyjskich rząd zorganizował latem wyjazd około 100 tysięcy dzieci bez rodziców, a razem z matkami, osobami starszymi i wyjazdami na własną rękę Londyn i jego okolice opuściło między lipcem a wrześniem ponad milion ludzi.
Sami londyńczycy rozumieli jednak, że wyjazd nie daje pewności – tragedia w Crockham Hill pokazała, że pocisk zestrzelony lub zbłąkany może spaść i na wieś, do której wysłano dzieci. Ewakuacja formalnie zakończyła się 7 września 1944 roku, gdy wyrzutnie w Pas-de-Calais były już w rękach aliantów, choć rząd jeszcze długo odradzał powroty.
Churchill przed Izbą Gmin
W pierwszych dniach ostrzału rząd starał się nie mówić o nim wiele, by nie podsuwać Niemcom informacji o skutkach. 6 lipca Winston Churchill przedstawił jednak Izbie Gmin obszerne sprawozdanie. Opowiedział o ostrzeżeniach wywiadu z 1943 roku, o nalocie na Peenemünde – operacji „Hydra” – i o bombardowaniu stu stanowisk startowych we Francji; na cele związane z latającymi bombami i rakietami we Francji i w Niemczech zrzucono według niego do tego czasu około 50 tysięcy ton bomb. Podał też liczby, które przeszły do historii kampanii: do rana tego dnia Niemcy wystrzelili 2754 latające bomby, a zginęły od nich 2752 osoby; w szpitalach zatrzymano około 8 tysięcy rannych, nie licząc lżej poszkodowanych, opatrzonych w punktach pierwszej pomocy. Zapowiedział, że penicylina, dotąd zarezerwowana dla wojska, będzie dostępna dla wszystkich rannych od latających bomb.
Pocisk nazwał bronią „dosłownie i z samej swej natury, celu i skutków niedyskryminującą”. Zapewnił, że dzieci będą wywożone, jeśli zechcą tego rodzice, a matki z małymi dziećmi i kobiety w ciąży dostaną od państwa pełną pomoc. Posłowie z Londynu dopytywali o ludzi starszych, o matki starszych dzieci i o brak robotników do łatania dachów – naprawy, jak przyznał sam premier, nie nadążały za zniszczeniami. Kiedy padło pytanie o odwet, Churchill odpowiedział, że nie zamierza się na ten temat wypowiadać.
Za zamkniętymi drzwiami myślał o nim poważnie. Tego samego dnia w notatce do gen. Hastingsa Ismaya, szefa swojego sztabu, – jak wynika z zachowanego dokumentu – polecił „bardzo poważnie” rozważyć użycie gazów bojowych przeciwko Niemcom i zbył zastrzeżenia moralne jako niedorzeczne w tej sprawie. Szefowie sztabów odpowiedzieli pod koniec lipca opinią negatywną – uznali, że gaz nie rozstrzygnąłby wojny, a sprowokowałby niemiecki odwet – i premier sprawy nie podjął.
Aleja latających bomb
Pociski nadlatywały nad Kanałem La Manche i wchodziły nad ląd na wybrzeżu Kentu i Sussexu, skąd miały do Londynu jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Ten pas wsi, sadów i chmielników mieszkańcy nazwali Doodlebug Alley – aleją latających bomb. To tu toczyła się właściwa walka obronna i to tu spadała duża część pocisków zestrzelonych przez myśliwce i artylerię albo tych, którym po prostu zabrakło paliwa. Obronę zorganizował marsz. lotnictwa Roderic Hill, dowódca myśliwców obrony kraju, razem z gen. Frederickiem Pile’em z dowództwa obrony przeciwlotniczej. Plan z czerwca przewidywał trzy pasy: myśliwce nad morzem i nad Kentem, działa na wzgórzach North Downs i zaporę balonową na przedpolu stolicy.
Do pościgów nadawały się tylko najszybsze maszyny, bo V-1 leciał z prędkością około 600 kilometrów na godzinę na wysokości kilkuset metrów. Najskuteczniejszy był Hawker Tempest, obok niego latały Spitfire’y w wersji XIV, Mustangi, a nocą Mosquito. Piloci strzelali z bliska, ryzykując, że wybuch głowicy zniszczy także ich samolot; niektórzy nauczyli się podważać pocisk skrzydłem, by wytrącić go z równowagi. W pościgach brały udział także dywizjony polskie. W lipcu do walki skierowano pierwsze brytyjskie odrzutowce Gloster Meteor z 616 Dywizjonu; pierwsze operacyjne loty wykonały pod koniec miesiąca, a pierwsze pociski zniszczyły dopiero 4 sierpnia.
Pierwsze tygodnie pokazały słabość planu. Myśliwce i działa przeszkadzały sobie nawzajem, a artylerzyści na North Downs mieli w ciasno zabudowanej okolicy zbyt mało czasu na wycelowanie. Według brytyjskiego historyka oficjalnego obrony kraju, Basila Colliera, w dniach 13–14 lipca Hill i Pile postanowili, za zgodą przełożonych, przenieść ciężkie i lekkie działa nad samo morze, na odcinek wybrzeża od okolic Beachy Head po Dover. Przeprowadzka setek dział, ludzi i zapasów amunicji zajęła kilka dni i zakończyła się 17 lipca. Na wybrzeżu artyleria mogła strzelać nad wodą, nie narażając mieszkańców, a myśliwce dostały wolną strefę nad lądem. Działa dysponowały nowymi radarami naprowadzania ogniowego i amerykańskimi pociskami z zapalnikiem zbliżeniowym, które wybuchały w pobliżu celu bez bezpośredniego trafienia. Już w pierwszym tygodniu na nowych stanowiskach zestrzeliły według danych brytyjskich 17 procent pocisków wlatujących w ich strefę, a w sierpniu – większość.
Bomby na magazyny i gra o punkt celowania
Równolegle trwała operacja „Crossbow” – bombardowanie wyrzutni, składów i fabryk broni V. Według zestawień brytyjskich w lipcu i sierpniu 1944 roku poszła na nią ponad jedna czwarta tonażu bomb zrzucanych przez lotnictwo strategiczne, kosztem ataków na niemiecki przemysł, co wywoływało spory między dowódcami. Wiele nalotów trafiało w stanowiska już porzucone, bo nowe, lekkie wyrzutnie łatwo było ukryć w zagajnikach i sadach. Skuteczniejsze okazały się uderzenia na składy pocisków: w nocach z 4 na 5 i z 7 na 8 lipca Lancastery Bomber Command zaatakowały podziemne magazyny w dawnych kamieniołomach w Saint-Leu-d’Esserent nad Oise, używając także ciężkich bomb Tallboy; drugi z tych nalotów okupiły ciężkimi stratami od nocnych myśliwców. Zarazem Luftwaffe zaczęła odpalać V-1 z bombowców Heinkel He 111 lecących nad morzem – w lipcu pociski spadły w ten sposób m.in. na Southampton.
Toczyła się też cicha gra wywiadów. Niemcy prosili swoich agentów w Anglii, by podawali miejsca i godziny upadku pocisków. Wszyscy ci agenci – wśród nich Juan Pujol „Garbo” i Roman Czerniawski „Brutus” – pracowali w rzeczywistości dla Brytyjczyków. Raporty przygotowywano tak, by wskazywały przede wszystkim trafienia w północno-zachodnim Londynie i by przemilczały godziny wybuchów; Niemcy mieli dojść do wniosku, że pociski przelatują nad celem, i skrócić ich zasięg. Gabinet wojenny nie chciał zatwierdzić posunięcia, które przesuwało straty z jednych dzielnic na drugie, więc decyzję o rozpoczęciu dezinformacji wziął na siebie urzędnik obrony cywilnej sir Findlater Stewart, a Churchill zaaprobował ją później. Jak skuteczny był ten zabieg, pozostaje sporne: średni punkt trafień rzeczywiście przesunął się na południowy wschód, ku przedmieściom, ale część historyków przypisuje to raczej ogniu obrony.
Miejsce w wojnie
Latające bomby nie zmieniły biegu wojny, ale latem 1944 roku były dla Brytyjczyków najdotkliwszym jej doświadczeniem od czasów Blitzu – i to w chwili, gdy po lądowaniu w Normandii wydawało się, że najgorsze minęło. Zmęczenie mieszkańców Londynu, wymuszona ewakuacja i ogromna liczba uszkodzonych domów – w połowie sierpnia, po dwóch miesiącach ostrzału, liczono je już w setkach tysięcy, a według niektórych zestawień blisko milion budynków – obciążały państwo w piątym roku wojny. Zarazem ofensywa V-1 kosztowała Niemcy wiele: produkcję tysięcy pocisków, materiały i siły, których zabrakło gdzie indziej, a jej cel – złamanie woli Brytyjczyków lub wymuszenie przerwania inwazji – okazał się nieosiągalny.
Obrona, przestawiona w połowie lipca na nowe zasady, w sierpniu niszczyła już większość nadlatujących pocisków. Prawdziwym końcem kampanii nad Londynem było jednak dopiero zajęcie wybrzeża Pas-de-Calais przez wojska alianckie na przełomie sierpnia i września. Później V-1 odpalano jeszcze z samolotów nad Morzem Północnym i z wyrzutni w Holandii, a jesienią najwięcej spadło ich na Antwerpię. Od 8 września na Londyn zaczęły spadać rakiety V-2, przed którymi nie było obrony. Według zestawień brytyjskich na obszar obrony cywilnej Londynu spadło około 2400 latających bomb. W całej Wielkiej Brytanii latające bomby zabiły 6184 osoby i ciężko raniły niemal 18 tysięcy, w zdecydowanej większości w Londynie; ofiary padały także w Kencie, Sussexie i innych hrabstwach.
W tym samym czasie
(04)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 3 lipca 1944 · Morze ŚródziemneZdobycie Sieny3 lipca 1944 żołnierze 3 Algierskiej Dywizji Piechoty z Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego weszli do Sieny, opuszczonej nocą przez Niemców.
- 7 lipca 1944 · PolskaOperacja „Ostra Brama”7 lipca 1944 oddziały AK uderzyły na Wilno, by opanować je przed Armią Czerwoną. Tego samego dnia pod miasto dotarły czołówki 3 Frontu Białoruskiego.
- 7 lipca 1944 · PacyfikOstatni atak na Saipanie6 lipca 1944 gen. Saitō wydał rozkaz ostatniego ataku. Przed świtem 7 lipca co najmniej 3 tysiące Japończyków uderzyło na Amerykanów pod Tanapag.
- 26 czerwca 1944 · Morze ŚródziemneBombardowanie San MarinoPod koniec czerwca 1944 alianckie bombowce zaatakowały neutralne San Marino, sądząc, że stacjonują tam Niemcy. Zginęło kilkadziesiąt osób.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 13 czerwca 1944 · Front zachodniPierwsze pociski V-1W nocy z 12 na 13 czerwca 1944 Niemcy wystrzelili na Anglię pierwsze pociski V-1. Ofensywa latających bomb zabiła w Wielkiej Brytanii około 6 tysięcy ludzi.
- 6 września 1944 · SpołeczeństwoOd zaciemnienia do półmroku6 września 1944 Londyn zapowiedział złagodzenie zaciemnienia i zawiesił obowiązkowe szkolenie Home Guard. Od 17 września blackout zastąpił „dim-out”.
- 8 września 1944 · Front zachodniPierwsze rakiety V-28 września 1944 Niemcy użyli bojowo rakiet V-2. Pierwsza spadła pod Paryżem, wieczorem dwie trafiły w Anglię – w Chiswick zginęły trzy osoby.
- 26 lipca 1944 · Front zachodniPierwsze odrzutowce w walce26 lipca 1944 Me 262 ppor. Alfreda Schreibera zaatakował nad Bawarią brytyjskiego Mosquito. 28 lipca do walki weszły rakietowe Me 163 z JG 400.