TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

V-2 nad Anglią

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
10 listopada 1944
Autor:
Natalia
Tagi:
Wielka Brytania, ludność cywilna, Winston Churchill, Holandia

10 listopada 1944 roku, w piątek, premier Winston Churchill wstał w Izbie Gmin z krótkim oświadczeniem, na które Londyn czekał od dwóch miesięcy. „Od kilku ostatnich tygodni – mówił według stenogramu – nieprzyjaciel używa swojej nowej broni, rakiety dalekiego zasięgu, i pewna ich liczba spadła w rozproszonych punktach tego kraju”. Tym samym rząd po raz pierwszy oficjalnie przyznał to, o czym mieszkańcy wschodnich i południowych dzielnic stolicy wiedzieli od dawna: że eksplozje, które od 8 września burzyły domy bez żadnego ostrzeżenia, nie były wybuchami gazu, lecz uderzeniami rakiet V-2.

Popularne kalendaria zapisują pod 10 listopada, że rakiety V-2 nadal spadają na Wielką Brytanię w tempie około ośmiu dziennie. Zapis oddaje skalę ostrzału, ale wymaga dwóch uściśleń. Po pierwsze, liczba ta jest przybliżeniem: zestawienia startów sporządzone na podstawie brytyjskich raportów obrony cywilnej i niemieckich dokumentów baterii wskazują, że w listopadzie z okolic Hagi wystrzeliwano na Anglię przeciętnie sześć–osiem rakiet na dobę, w niektóre dni ponad dziesięć, a w inne zaledwie jedną; nie wszystkie zresztą doleciały. Po drugie, najważniejszym wydarzeniem tego dnia nie było samo tempo ostrzału, lecz właśnie oświadczenie premiera, które kończyło okres oficjalnego milczenia.

Dwa miesiące „gazociągów”

Pierwsza rakieta, która spadła na Londyn 8 września na Staveley Road w Chiswick, zabiła trzy osoby. Władze nie wydały żadnego komunikatu. Wybuchy w następnych tygodniach przypisywano – oficjalnie lub półoficjalnie – eksplozjom uszkodzonych rur gazowych, a prasa, objęta cenzurą, nie mogła pisać o nowej broni. Londyńczycy szybko przejrzeli to wyjaśnienie i zaczęli z przekąsem mówić o „latających gazociągach” (flying gas mains). Plotka rozchodziła się tym łatwiej, że zaledwie dzień przed Chiswick Duncan Sandys, przewodniczący rządowego komitetu do spraw broni rakietowej, ogłosił, że bitwa o Londyn – w domyśle: z pociskami V-1 – jest praktycznie zakończona, a rząd zapowiedział złagodzenie zaciemnienia.

Rząd milczał z rozmysłem. Churchill wyjaśnił w Izbie, że każda wzmianka mogłaby dostarczyć nieprzyjacielowi cennych informacji – przede wszystkim o tym, gdzie rakiety spadają i czy trafiają w cel. Niemcy nie mieli nad Anglią rozpoznania lotniczego, a ich dane o skutkach ostrzału pochodziły w dużej mierze z prasy i od agentów, z których wielu było w rzeczywistości podwójnymi agentami kontrolowanymi przez brytyjski wywiad. Oficjalne milczenie dawało Londynowi przewagę: nieprzyjaciel nie wiedział, czy jego rakiety spadają na centrum miasta, czy na pola Essexu.

Sytuację zmieniła dopiero niemiecka propaganda. W środę 8 listopada komunikat Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu po raz pierwszy ogłosił, że od pewnego czasu Londyn jest ostrzeliwany nową bronią „V-2”, a ministerstwo Josepha Goebbelsa rozpowszechniło barwne opisy rzekomych zniszczeń. Po tym ogłoszeniu dalsze milczenie traciło sens.

Oświadczenie premiera

Wystąpienie Churchilla było krótkie i starannie wyważone. Premier przypomniał, że już w lutym, a potem 6 lipca uprzedzał Izbę o niemieckich przygotowaniach do ataku rakietowego. Przyznał, że od kilku tygodni rakiety spadają na Anglię, ale zapewnił, że straty i zniszczenia „nie były dotąd ciężkie”, i złożył wyrazy współczucia ofiarom. Podał kilka faktów technicznych: głowica zawiera mniej więcej tyle materiału wybuchowego co pocisk latający, ale wbija się głębiej, przez co niszczy silniej wszystko w pobliżu leja, za to fala podmuchu sięga mniej daleko; rakieta wznosi się na 60–70 mil i leci szybciej od dźwięku, więc „w obecnych warunkach” nie da się dać ludności skutecznego ostrzeżenia.

Churchill wspomniał też, że część rakiet wystrzelono z wyspy Walcheren, która jest już w rękach aliantów – walki o nią, rozpoczęte desantem 1 listopada, zakończyły się dwa dni wcześniej, w ramach bitwy o Skaldę. Inne rejony startowe miały według niego zostać w swoim czasie zajęte przez nacierające armie, choć zastrzegł, że Niemcy mogą zwiększyć zasięg rakiet albo przenieść wyrzutnie dalej na wschód. Komunikat Wehrmachtu nazwał odbiciem tego, w co rząd niemiecki chciałby kazać wierzyć własnemu narodowi, a całą kampanię – kolejną próbą złamania morale ludności cywilnej w złudnej nadziei odwrócenia klęski. Prosił Izbę, prasę i społeczeństwo, by nie dostarczały nieprzyjacielowi informacji, których ten nie zdobył inną drogą. Na pytanie posła Williama Thorne’a, czy da się ustalić, skąd startują „te bomby torpedowe”, odpowiedział jedynie, że sprawie poświęca się wiele uwagi.

Oświadczenie nie zmieniło zasad cenzury: prasa nadal nie mogła podawać, gdzie i kiedy spadła rakieta. Pozwoliło jednak wreszcie nazwać rzecz po imieniu. Sam ostrzał trwał tymczasem dalej – według zestawień opartych na brytyjskich raportach tego samego dnia rakieta zburzyła blok mieszkalny w Stepney, zabijając 23 osoby, a inna spadła przy stacji kolejowej w Hornsey, zabijając osiem.

Baterie spod Hagi

Na Londyn strzelała w listopadzie grupa północna, której baterie – głównie bateria szkolna 444 i 2. bateria 485. dywizjonu artylerii – rozmieściły się w Hadze i jej okolicach: w parkach i zadrzewieniach Scheveningen, w lesie Haagse Bos, na terenie toru wyścigów konnych Duindigt i w podmiejskim Wassenaar. Haga leżała około 320 kilometrów od Londynu, a więc niemal na granicy zasięgu rakiety. Rakiety przywożono koleją i ciężarówkami, nocami ukrywano w parkach i na ulicach między domami, a starty odbywały się często w biały dzień, w zasięgu wzroku mieszkańców miasta. Od jesieni całością operacji kierował z ramienia SS Hans Kammler, któremu Heinrich Himmler wyjednał u Hitlera kontrolę nad bronią rakietową odebraną wojskom lądowym.

Grupa południowa, rozmieszczona w górach Hunsrück, na zachodzie Rzeszy, strzelała w tym czasie na Antwerpię. W październiku Adolf Hitler wyznaczył tylko dwa cele: Londyn i belgijski port, który od wyzwolenia we wrześniu miał się stać głównym portem zaopatrzeniowym aliantów. W listopadzie na Antwerpię i jej okolice wystrzelono według tych samych zestawień więcej rakiet niż na Londyn; dołączyły do nich setki pocisków V-1. Port, wciąż niedostępny dla statków, dopóki ujście Skaldy było w rękach niemieckich, miał zostać otwarty dla żeglugi pod koniec miesiąca.

Broń bez obrony

Przyznanie się do rakiet oznaczało zarazem przyznanie, że nie ma przed nimi obrony. Przeciw pociskom V-1 brytyjska obrona przeciwlotnicza latem 1944 roku nauczyła się strącać większość celów – myśliwcami, działami i balonami zaporowymi. Rakieta, która po kilku minutach lotu spadała z wysokości kilkudziesięciu kilometrów z prędkością kilkukrotnie większą od prędkości dźwięku, była poza zasięgiem jakiejkolwiek broni tamtych czasów. Radary i stacje namiarów dźwiękowych w hrabstwie Kent rejestrowały starty i upadki, co pozwalało określić rejon wyrzutni, ale nie ostrzec ludności. Wybuch był pierwszym sygnałem; huk nadlatującej rakiety słychać było dopiero po nim.

Pozostawało uderzanie w zaplecze. Myśliwce i myśliwce bombardujące RAF – głównie Spitfire’y z eskadr Dowództwa Myśliwskiego – patrolowały okolice Hagi, atakując kolumny transportowe, linie kolejowe, magazyny i miejsca, w których podejrzewano wyrzutnie. Ruchome baterie łatwo jednak zmieniały stanowiska, a ich kryjówki leżały w gęsto zaludnionym mieście, gdzie każdy chybiony atak zabijał holenderskich cywilów. Ograniczony skutek przyniosły też naloty na niemieckie zakłady ciekłego tlenu i składy paliwa. Brytyjscy historycy wywiadu przypisują pewien efekt dezinformacji: podwójni agenci systemu „Double Cross” przekazywali Niemcom meldunki sugerujące, że rakiety przelatują nad centrum, co skłaniało obsługi do skracania strzałów i przesuwało punkty upadku ku mniej zaludnionym przedmieściom i hrabstwom wokół Londynu.

Listopadowy bilans

W kolejnych tygodniach ostrzał nie słabł. 25 listopada rakieta spadła w porze południowych zakupów na dom towarowy Woolworths w New Cross na południowym wschodzie Londynu; zginęło 168 osób, w tym wiele kobiet i dzieci, a także pasażerowie przejeżdżającego autobusu. Była to największa w Wielkiej Brytanii katastrofa spowodowana przez pojedynczą rakietę. Według zestawień opartych na raportach brytyjskiej obrony cywilnej tylko w listopadzie V-2 zabiły w Anglii kilkaset osób.

Do końca ostrzału, czyli do 27 marca 1945 roku, Niemcy wystrzelili na Wielką Brytanię około 1400 rakiet – prawie wszystkie na Londyn, kilkadziesiąt na Norwich. Brytyjskie dane mówią o 2754 zabitych i 6523 ciężko rannych w Londynie; opracowania podające bilans dla całego kraju mówią o 2700–2900 zabitych, co oznacza, że na jedną wystrzeloną rakietę przypadało średnio około dwóch ofiar śmiertelnych. Antwerpia, w którą wymierzono ponad 1600 rakiet, poniosła straty porównywalne.

Miejsce w wojnie

Oświadczenie z 10 listopada zamykało krótki okres, w którym Londyn próbował traktować rakiety jak tajemnicę wojskową, i otwierało ostatni rozdział niemieckiej „wojny odwetowej”. Dla mieszkańców stolicy zaczynała się szósta wojenna zima, tym bardziej przygnębiająca, że jesienią wydawało się, iż najgorsze minęło. V-2 nie mogła jednak zmienić przebiegu wojny: ładunek rakiety był niewielki, celność – nikła, a łączny ładunek wszystkich rakiet wystrzelonych na Anglię – około 1400 ton materiału wybuchowego – był mniejszy niż tonaż jednego wielkiego nalotu alianckiego na niemieckie miasto jesienią 1944 roku. Nie złamała morale Londynu ani nie zamknęła Antwerpii.

Dla Wernhera von Brauna i jego zespołu była to zarazem pierwsza w historii kampania z użyciem pocisków balistycznych – broni, która po wojnie, w połączeniu z ładunkiem jądrowym, miała zmienić strategię mocarstw. Ostrzał Anglii skończył się wiosną 1945 roku nie dzięki obronie przeciwlotniczej, lecz dlatego, że armie alianckie po forsowaniu Renu odcięły i zmusiły do odwrotu ostatnie baterie w zachodniej Holandii. Wcześniej, 3 marca 1945 roku, nalot na wyrzutnie w Haagse Bos chybił celu i zniszczył dzielnicę Bezuidenhout, zabijając ponad 500 mieszkańców Hagi.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.