- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 13 lutego 1945
- Autor:
- Natalia
- Tagi:
- RAF, Arthur Harris, III Rzesza, ludność cywilna

Wieczorem 13 lutego 1945 roku, we wtorek ostatków, o 21.51 w Dreźnie zawyły syreny. Kilkanaście minut później nad stolicą Saksonii pojawiły się pierwsze bombowce RAF Bomber Command. W ciągu niespełna dwóch dni miasto zaatakowały dwie nocne fale brytyjskich Lancasterów – łącznie około 770 maszyn – i dwa dzienne naloty amerykańskich B-17. Spadło na nie ponad 3,9 tysiąca ton bomb burzących i zapalających. Pożary połączyły się w burzę ogniową, która strawiła barokowe śródmieście, zwane „Florencją nad Łabą”. Zginęło – według ustaleń komisji historyków powołanej przez władze miasta – do 25 tysięcy ludzi.
Bombardowanie Drezna nie było ani największym, ani najkrwawszym nalotem wojny w Europie. Stało się jednak jej najbardziej spornym symbolem: dla jednych przykładem bezsensownego niszczenia miasta w chwili, gdy wojna była już rozstrzygnięta, dla innych uzasadnionym uderzeniem w węzeł komunikacyjny na tyłach frontu wschodniego. Spór ten od początku zaciemniała propaganda – najpierw nazistowska, potem enerdowska, wreszcie skrajnej prawicy – która wielokrotnie zawyżała liczbę ofiar.
Miasto na tyłach frontu
Drezno liczyło przed wojną około 630 tysięcy mieszkańców i należało do największych miast Rzeszy. Słynęło z zabytków – Zwingera, opery Sempera, zamku Wettynów i barokowego kościoła Marii Panny (Frauenkirche) z kamienną kopułą – a także z galerii obrazów i porcelany. Było jednak również ośrodkiem przemysłu – optycznego, precyzyjnego i elektrotechnicznego, w dużej części przestawionego na produkcję zbrojeniową – siedzibą dowództw wojskowych i ważnym węzłem kolejowym, przez który biegły linie z Berlina do Pragi i Wiednia oraz ze Śląska na zachód.
Przez większą część wojny miasto leżało poza zasięgiem zmasowanych nalotów. Pierwszy raz amerykańskie bombowce zaatakowały tutejsze stacje rozrządowe 7 października 1944 roku, zabijając ponad 400 osób; drugi raz – 16 stycznia 1945 roku. Wśród mieszkańców krążyło przekonanie, że Drezno zostanie oszczędzone. W lutym 1945 roku wyglądało jednak zupełnie inaczej niż w 1939 roku. Po przełamaniu frontu nad Wisłą Armia Czerwona stanęła nad Odrą i uchwyciła na jej zachodnim brzegu przyczółki; oddziały 1 Frontu Ukraińskiego walczyły na Dolnym Śląsku, niecałe 150 kilometrów od Drezna. Przez miasto przelewała się fala uciekinierów ze Śląska – podobna do tej, która od stycznia uciekała z Prus Wschodnich. Szacunki ich liczby w chwili nalotu wahają się od 100 do 200 tysięcy, a w niektórych relacjach są jeszcze wyższe; dokładnych danych nie ma.
Obrona miasta była słaba. Większość dział przeciwlotniczych odesłano na wschód, ostatnią dużą baterię wywieziono w styczniu 1945 roku, a Luftwaffe, pozbawiona paliwa, nie była w stanie wysłać w powietrze liczących się sił nocnych myśliwców. Brakowało też schronów: gauleiter Saksonii Martin Mutschmann kazał zbudować bunkry dla siebie i urzędników partyjnych, ale dla ludności przygotowano głównie piwnice połączone przejściami w ścianach.
Decyzja
Atak na Drezno wyrósł z planu „Thunderclap” („Grom”), rozważanego w brytyjskim ministerstwie lotnictwa od lata 1944 roku: zmasowanego uderzenia na Berlin i inne wielkie miasta, które miało wstrząsnąć niemieckim społeczeństwem i przyspieszyć załamanie Rzeszy. W styczniu 1945 roku plan powrócił w nowej postaci. Sztabowcy lotnictwa proponowali, by naloty na miasta wschodnich Niemiec powiązać ze styczniową ofensywą radziecką – miały sparaliżować transport niemieckich posiłków na front wschodni i ewakuację ze wschodu.
Do pośpiechu przyczynił się Winston Churchill. Wieczorem 25 stycznia zapytał ministra lotnictwa Archibalda Sinclaira, czy Berlin i „bez wątpienia inne wielkie miasta wschodnich Niemiec” nie powinny być teraz uznane za szczególnie atrakcyjne cele, a następnego dnia zażądał konkretnego planu. 27 stycznia zastępca szefa sztabu lotnictwa Norman Bottomley polecił Arthurowi Harrisowi, dowódcy Bomber Command, zaatakować Berlin, Drezno, Lipsk i Chemnitz, gdy tylko pozwolą na to księżyc i pogoda, „w szczególności po to, by wykorzystać zamieszanie”, jakie panowało w tych miastach podczas odwrotu ze wschodu. Harris, zwolennik bombardowania obszarowego od chwili objęcia dowództwa w 1942 roku, nie potrzebował przekonywania; po Hamburgu i bitwie powietrznej o Berlin było to dla jego załóg kolejne zadanie tego samego rodzaju.
Sprawa wróciła na konferencji jałtańskiej. 4 lutego zastępca szefa radzieckiego Sztabu Generalnego gen. Aleksiej Antonow poprosił zachodnich sojuszników o naloty, które utrudniłyby Niemcom przerzucanie wojsk z zachodu na wschód, przez sparaliżowanie węzłów w Berlinie i Lipsku. Szef sztabu RAF Charles Portal, obecny w Jałcie, zamówił w Londynie listę celów do omówienia z Rosjanami; znalazły się na niej Berlin i Drezno. Według brytyjskiego historyka Richarda Overy’ego w protokołach rozmów z Antonowem mowa jest jednak tylko o Berlinie i Lipsku. Twierdzenie, że Drezno zbombardowano na wyraźne żądanie Stalina, nie znajduje więc potwierdzenia w dokumentach: był to plan zachodni, o którym Rosjan uprzedzono. Atak na komunikację za frontem wschodnim był natomiast zgodny z tym, o co prosiła strona radziecka.
Na odprawach przed lotem załogom przedstawiano Drezno jako ważny węzeł kolejowy i ośrodek przemysłowy, w którym schronili się uchodźcy i który mógł posłużyć za zaplecze dla obrony na wschodzie. Według często cytowanej notatki dla załóg jednym z celów było też, „przy okazji”, pokazanie nacierającym Rosjanom, „co potrafi Bomber Command”.
Pierwsza fala
Operację miał zacząć dzienny nalot amerykańskiej 8 Armii Lotniczej 13 lutego, ale zła pogoda nad Europą odwołała amerykańskie loty. Pierwsze uderzenie przypadło więc Brytyjczykom. Zaplanowano je jako podwójne: druga fala miała nadlecieć trzy godziny po pierwszej, gdy w mieście będą pracować straże pożarne i ekipy ratunkowe.
Jako pierwsza wystartowała 5 Grupa Bomber Command, która stosowała własną metodę znakowania celu z niskiego pułapu. Po 22.00 nad Drezno nadleciały jej samoloty oświetlające, rzucające na spadochronach magnezowe flary, które Niemcy nazywali „choinkami”. Kierujący nalotem (master bomber) wing commander Maurice Smith, krążący nad miastem w Mosquito, oznaczył punkt celowania – stadion na Ostragehege, na zachód od starego miasta – i wydał rozkaz. Od 22.13 do 22.28 244 Lancastery zrzuciły około 880 ton bomb, w ponad połowie burzących, w tym ciężkich bomb „blockbuster”, które zrywały dachy i wybijały okna, i setki tysięcy bomb zapalających. Bombardowany obszar miał kształt wachlarza, rozchodzącego się od stadionu na całe śródmieście.
Druga fala i burza ogniowa
Druga fala – Lancastery 1, 3, 6 i 8 Grupy, ta ostatnia jako siły znakujące (Pathfinders) – widziała płonące miasto z odległości ponad stu kilometrów. Ponieważ śródmieście tonęło w dymie, znakujący rozszerzyli obszar ataku na obie strony pożaru, obejmując nim także dworzec główny i park Großer Garten, nietknięte podczas pierwszego nalotu. Syreny już nie działały – sieć elektryczna była zniszczona – i ostrzegały tylko ręczne syrenki, słyszalne na odległość jednej ulicy. Między 1.21 a 1.45 w nocy 14 lutego 529 Lancasterów zrzuciło ponad 1800 ton bomb.
Skupienie bomb na niewielkim obszarze, sucha i wietrzna noc oraz zwarta zabudowa starego miasta sprawiły, że pojedyncze pożary połączyły się w burzę ogniową – podobną do tej, którą półtora roku wcześniej wywołano w Hamburgu. Słup rozgrzanego powietrza zasysał z otoczenia wiatr o sile huraganu, który przewracał ludzi i wciągał ich w ogień. Większość ofiar nie zginęła jednak w płomieniach, lecz w piwnicach – od tlenku węgla, braku tlenu i żaru. Wiele osób uciekało nad Łabę i do Großer Garten; tam właśnie trafiła część bomb drugiej fali. Na dworcu głównym, zapchanym pociągami z uchodźcami, zginęły setki ludzi. Pożary trwały kilka dni.
Wśród tych, którzy przeżyli noc w Dreźnie, był filolog Victor Klemperer, jeden z ostatnich Żydów w mieście, chronionych dotąd małżeństwem z „aryjką”. Rano 13 lutego Klemperer musiał roznosić innym Żydom z mieszanych małżeństw wezwania do stawienia się trzy dni później do „wyjazdu” – czyli deportacji. W chaosie po nalocie Klemperer zdjął żółtą gwiazdę i wraz z żoną przedostał się na zachód, ku nadchodzącym Amerykanom; jego dziennik jest jednym z najważniejszych świadectw tych dni. W rzeźni miejskiej, przerobionej na obóz, nalot przetrwali też alianccy jeńcy wojenni, wśród nich amerykański żołnierz Kurt Vonnegut, który po latach opisał te przeżycia w powieści „Rzeźnia numer pięć” (1969).
Bomber Command straciło w nalocie sześć Lancasterów – trzy z nich trafiły bomby zrzucone przez samoloty lecące wyżej – a kilka kolejnych rozbiło się w drodze powrotnej nad Francją i Anglią. Niemiecka obrona praktycznie nie istniała.
Amerykanie 14 i 15 lutego
W południe 14 lutego nad Dreznem pojawiły się bombowce 1 Dywizji Bombowej 8 Armii Lotniczej. Ich celem były stacje rozrządowe we Friedrichstadt. Miasto zasłaniały chmury i dym, więc bombardowano z pomocą radaru H2X; 316 B-17 zrzuciło 771 ton bomb, które rozrzuciło po rozległym obszarze, w tym po już płonących dzielnicach. Część z 431 bombowców wysłanych tego dnia nad Drezno zgubiła drogę i zaatakowała inne miasta – około 60 maszyn zbombardowało omyłkowo Pragę, inne Most (Brüx) i Pilzno. Następnego dnia, 15 lutego, ponad 200 B-17, których głównym celem była zasłonięta chmurami fabryka paliwa syntetycznego w Böhlen pod Lipskiem, skierowało się na cel zapasowy – Drezno – i zrzuciło na nie około 460 ton bomb, znowu rozrzuconych także po przedmieściach i sąsiednich miejscowościach. Silna osłona myśliwców sprawiła, że 14 lutego Amerykanie stracili nad Niemcami tylko jeden bombowiec.
Po wojnie wielokrotnie powtarzano relacje o amerykańskich myśliwcach, które miały ostrzeliwać z broni pokładowej ludzi uciekających nad Łabą. Teza ta pojawiła się już w marcu 1945 roku w nazistowskim tygodniku „Das Reich”. Historyk Götz Bergander, sam świadek nalotów, nie znalazł jej potwierdzenia ani w meldunkach pilotów, ani w dokumentach niemieckiego wojska i policji, a komisja historyków powołana przez miasto uznała ją za nieudowodnioną. Prawdopodobnie część relacji dotyczyła walk powietrznych i ostrzeliwania celów w okolicy, które w pamięci świadków nałożyły się na obraz płonącego miasta.
Drezno bombardowano jeszcze kilkakrotnie – 2 marca i 17 kwietnia 1945 roku Amerykanie ponownie zaatakowali tutejsze węzły kolejowe i zakłady przemysłowe.
Zniszczenia i ofiary
Burza ogniowa i bomby zniszczyły – według różnych obliczeń – od około 6,5 do kilkunastu km² zabudowy, w tym praktycznie całe stare miasto i sąsiednie dzielnice. Spłonęły lub zostały poważnie uszkodzone zamek, Zwinger, opera Sempera, kościół Dworski i dziesiątki innych zabytków; większość zbiorów galerii ewakuowano wcześniej poza miasto. Frauenkirche przetrwała same naloty, ale wypalone wnętrze nie wytrzymało żaru: rano 15 lutego kopuła i filary runęły, zostawiając stos gruzu, który przez blisko pół wieku stał w środku miasta jako pomnik. Zniszczenia kolei okazały się mniej trwałe – według części opracowań ruch przez węzeł drezdeński częściowo wznowiono już po kilku dniach.
Liczba ofiar od początku była przedmiotem manipulacji. Władze miasta i policja liczyły zabitych starannie: według raportu dowódcy SS i policji („Tagesbefehl” nr 47) z 22 marca 1945 roku do tego dnia wydobyto 20 204 ciała, z czego 6865 spalono na stosach na placu Altmarkt, by zapobiec epidemii; ogólną liczbę zabitych szacowano na około 25 tysięcy. Tymczasem ministerstwo propagandy Josepha Goebbelsa puściło w obieg przez prasę państw neutralnych liczbę 200 tysięcy ofiar, a w obiegu pojawił się też sfałszowany odpis raportu z dopisanym zerem – 202 040 zabitych. Zawyżone dane, mające przedstawić aliantów jako barbarzyńców, trafiły do prasy państw neutralnych, między innymi szwedzkiej, a stamtąd do Izby Gmin.
Po wojnie zawyżone liczby żyły dalej. Władze NRD przedstawiały nalot jako „anglo-amerykański terror” bez wojskowego sensu, a brytyjski publicysta David Irving, później skazany w Austrii za negowanie Holokaustu, podał w głośnej książce z 1963 roku liczbę 135 tysięcy zabitych; za nim powtórzył ją Vonnegut. W obiegu krążyły szacunki 250 tysięcy, a nawet pół miliona ofiar. W XXI wieku niemiecka skrajna prawica nazwała nalot „bombowym holokaustem” („Bombenholocaust”), co w 2005 roku wywołało skandal w saksońskim parlamencie krajowym.
Aby rozstrzygnąć spór, władze Drezna powołały w latach 2004–2005 niezależną komisję historyków pod kierunkiem Rolfa-Dietera Müllera z Wojskowego Biura Badań Historycznych Bundeswehry. Komisja przejrzała akta cmentarzy, urzędów stanu cywilnego, policji i wojska, a także dane o poszukiwanych po nalocie i ciałach odnalezionych podczas późniejszej odbudowy. W raporcie opublikowanym w 2010 roku stwierdziła, że w nalotach z 13–15 lutego zginęło od około 22 700 do najwyżej 25 tysięcy ludzi; około 18 tysięcy ofiar dało się udokumentować imiennie lub w rejestrach. Komisja uznała też, że obecność uchodźców nie zmienia zasadniczo tego wyniku – zgony odnotowywano bez rozróżnienia na mieszkańców i przybyszów, a większość ofiar zmarła od zaczadzenia, co pozwoliło policzyć ciała. Wyniki te przyjmuje dziś zdecydowana większość historyków, także krytycznych wobec samego nalotu.
Dwadzieścia kilka tysięcy zabitych w ciągu dwóch dni to bilans tragiczny, porównywalny z najcięższymi nalotami wojny w Europie – na Hamburg w 1943 roku, a dziesięć dni później na Pforzheim. Nie jest jednak wyjątkowy w skali, jaką nadawała mu propaganda.
Spór o nalot
Wątpliwości pojawiły się po stronie alianckiej niemal natychmiast. Kilka dni po nalocie brytyjski oficer lotnictwa Colin McKay Grierson mówił na konferencji prasowej w kwaterze głównej Eisenhowera, że celem ataków jest przede wszystkim komunikacja, ale wspomniał też o uderzaniu w ośrodki, do których napływają uchodźcy. Korespondent Associated Press napisał na tej podstawie, że alianci przyjęli politykę „rozmyślnego bombardowania terrorystycznego”; depesza obiegła prasę amerykańską i wywołała zaniepokojenie w Waszyngtonie i Londynie. W Izbie Gmin laburzystowski poseł Richard Stokes, od dawna przeciwnik nalotów obszarowych, cytował – nieświadomie – zawyżone dane niemieckiej agencji prasowej.
28 marca 1945 roku Churchill skierował do szefów sztabów notatkę, w której pisał, że nadszedł czas, by zrewidować bombardowanie niemieckich miast „wyłącznie po to, by wzmagać terror, choć pod innymi pretekstami”, i że „zniszczenie Drezna pozostaje poważnym zarzutem wobec sposobu prowadzenia alianckich bombardowań”. Harris odpowiedział, że ataki na miasta są uzasadnione, dopóki skracają wojnę i oszczędzają życie żołnierzy alianckich, i że on sam nie uważa wszystkich pozostałych miast Niemiec za wartych kości jednego brytyjskiego grenadiera. Pod naciskiem szefów sztabów Churchill wycofał notatkę i 1 kwietnia zastąpił ją łagodniejszą, mówiącą o własnym interesie aliantów, którzy obejmą kontrolę nad zrujnowanym krajem. Wielkie naloty obszarowe wygaszono w kwietniu 1945 roku, a po wojnie Harris i Bomber Command długo czekali na publiczne uznanie.
Historycy do dziś oceniają nalot różnie. Amerykański raport historyczny z 1953 roku i brytyjski historyk Frederick Taylor w monografii z 2004 roku podkreślają, że Drezno było czynnym węzłem kolejowym i ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego na zapleczu frontu, a sam nalot mieścił się w ówczesnej praktyce bombardowań. Krytycy, jak brytyjski filozof A. C. Grayling, uznają bombardowanie obszarowe niemieckich miast w ostatnich miesiącach wojny za moralnie niedopuszczalne, a niemiecki publicysta Jörg Friedrich w głośnej książce „Der Brand” (2002) opisał je jako niszczenie miast i ich mieszkańców. Spór ten toczy się o ocenę strategii, a nie o fakty: historycy głównego nurtu odrzucają zarówno liczby propagandowe, jak i porównania nalotu z Holokaustem. Nie da się go też oddzielić od tego, że wojnę powietrzną przeciw miastom rozpoczęły Niemcy – w Warszawie, Rotterdamie i Coventry – choć dla wielu historyków ten kontekst wyjaśnia, ale nie przesądza oceny Drezna.
Miejsce w wojnie
Drezno było jednym z ostatnich wielkich nalotów obszarowych wojny w Europie i ostatnim, który stał się wydarzeniem politycznym. Kontynuował serię ataków, które w lutym 1945 roku miały wspierać radziecką ofensywę – po nalocie amerykańskim na Berlin z 3 lutego – a jego militarne skutki okazały się ograniczone: węzeł kolejowy szybko działał znowu, a front nad Odrą nie zmienił się z jego powodu. 23 lutego RAF spalił Pforzheim, gdzie zginęło około 17–20 tysięcy ludzi, a naloty na niemieckie miasta trwały do kwietnia. Armia Czerwona zajęła ruiny Drezna 8 maja 1945 roku, w dniu kapitulacji Niemiec.
W NRD odbudowano Zwinger, a w 1985 roku operę Sempera; ruinę Frauenkirche zostawiono jako pomnik. Po zjednoczeniu Niemiec kościół odbudowano w latach 1994–2005 z udziałem darczyńców z całego świata, także z Wielkiej Brytanii – złoty krzyż na kopule wykonał brytyjski złotnik, syn lotnika Bomber Command – i konsekrowano 30 października 2005 roku. Coventry, zniszczone przez Luftwaffe w 1940 roku, jest od 1959 roku miastem partnerskim Drezna. Rocznica 13 lutego co roku gromadzi w mieście mieszkańców tworzących ludzki łańcuch wokół starówki – i zarazem przeciwników marszów skrajnej prawicy, która od lat próbuje zawłaszczyć pamięć ofiar.
Źródła
W tym samym czasie
(04)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 14 lutego 1945 · Europa Środkowo-WschodniaBombardowanie Pragi14 II 1945 B-17 lecące na Drezno przez błąd nawigacyjny zbombardowały Pragę. Zginęło 701 osób, zniszczony został m.in. klasztor Emaus.
- 15 lutego 1945 · DyplomacjaAmeryka Łacińska wypowiada wojnę OsiW lutym 1945 Ekwador, Paragwaj, Peru, Wenezuela i Urugwaj ogłosiły stan wojny z państwami Osi, by zostać założycielami nowej organizacji w San Francisco.
- 10 lutego 1945 · Front wschodniPoczątek operacji pomorskiej10 lutego 1945 2 Front Białoruski Rokossowskiego uderzył na Pomorze Wschodnie, by usunąć zagrożenie z flanki Żukowa nad Odrą. Zaczęła się operacja pomorska.
- 16 lutego 1945 · PacyfikDesant na Corregidor16 lutego 1945 amerykańscy spadochroniarze skoczyli na Topside, a piechota wylądowała u stóp wzgórza Malinta. Zaczęła się walka o twierdzę z 1942 roku.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 3 lutego 1945 · Front zachodniNalot na Berlin 3 lutego 1945Około tysiąca amerykańskich B-17 zbombardowało centrum Berlina. Zginęło według niemieckich danych blisko 2900 osób, wśród nich sędzia Roland Freisler.
- 22 lutego 1945 · Front zachodniOperacja Clarion22–23 II 1945 lotnictwo amerykańskie i brytyjskie uderzyło na ok. 200 celów komunikacyjnych w całych Niemczech, także w małych, dotąd oszczędzanych miastach.
- 23 lutego 1945 · Front zachodniNalot na PforzheimWieczorem 23 lutego 1945 bombowce RAF w 22 minuty spaliły Pforzheim. Zginęło ok. 17,6 tys. ludzi – proporcjonalnie najwięcej w jednym nalocie na miasto Rzeszy.
- 3 marca 1945 · Front zachodniBombardowanie Bezuidenhout3 marca 1945 bombowce RAF, które miały zniszczyć składy rakiet V-2 w Hadze, przez błąd zbombardowały dzielnicę Bezuidenhout. Zginęło ponad 500 cywilów.