TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Zbrodnia w Baligrodzie

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
6 sierpnia 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Polska, Ukraina, Armia Czerwona

W niedzielę 6 sierpnia 1944 roku oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) dowodzony przez Wołodymyra Szczygielskiego „Burłakę” otoczył o świcie Baligród, miasteczko w powiecie leskim w Bieszczadach, i po zakończeniu porannej mszy w kościele rzymskokatolickim zaczął mordować polskich mężczyzn. Ofiary wybierano według wpisu narodowości w niemieckich kenkartach. Rozstrzeliwano je w grupach w pobliżu kościoła i wyciągano z domów. Według ustaleń historyka IPN Artura Brożyniaka tego dnia zginęło 39 Polaków i jeden Ukrainiec, który okazał dokument z wpisaną narodowością polską. Na pomniku w Baligrodzie, wzniesionym w 1984 roku, umieszczono 42 nazwiska i ta liczba – 42 zamordowanych Polaków – utrwaliła się w literaturze. Różnica wynika m.in. z tego, że miejscowy proboszcz zapisał wśród ofiar napadu także Jana Szpota, mieszkańca miasteczka uprowadzonego i zabitego przez UPA dwa–trzy dni wcześniej, którego pochowano razem z zamordowanymi 6 sierpnia.

Zbrodnia w Baligrodzie była jednym z wielu zbiorowych mordów na polskiej ludności Bieszczadów i ziemi sanockiej latem 1944 roku – w okresie, gdy przez te tereny przechodził front niemiecko-radziecki, a Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (frakcja banderowska, OUN-B) i podporządkowana jej UPA dążyły do usunięcia Polaków z obszarów uznawanych za ukraińskie.

Tło: od Wołynia do Bieszczadów

Konflikt polsko-ukraiński miał w Galicji Wschodniej i na Wołyniu długą historię – od walk o Lwów w latach 1918–1919, przez politykę narodowościową II Rzeczypospolitej i akcje sabotażowe OUN, po okupację niemiecką, która podsycała antagonizmy między obiema społecznościami. W 1943 roku UPA przeprowadziła na Wołyniu masową akcję eksterminacji ludności polskiej, której kulminacją była krwawa niedziela 11 lipca. Od jesieni 1943 i zimą 1944 roku fala mordów przeniosła się do Galicji Wschodniej. Polska samoobrona i oddziały Armii Krajowej odpowiadały odwetem, w którym ginęli również ukraińscy cywile, a w części przypadków oddziały polskie same dopuszczały się zbrodni na ludności ukraińskiej. Historycy, m.in. Grzegorz Motyka, szacują liczbę polskich ofiar na Wołyniu i w Galicji Wschodniej na około 100 tysięcy, a ukraińskich ofiar polskich akcji odwetowych – łącznie z pierwszymi latami powojennymi – na od 10 do kilkunastu tysięcy; liczby te pozostają przedmiotem dyskusji.

Bieszczady i Pogórze w okolicach Sanoka i Leska były obszarem mieszanym narodowościowo: obok Polaków mieszkali tu Ukraińcy i Łemkowie, a przed wojną także liczni Żydzi. Pod okupacją niemiecką Baligród należał do dystryktu krakowskiego Generalnego Gubernatorstwa. Większość stanowisk w lokalnej administracji i policji obsadzili Ukraińcy, a Polacy – jak podają opracowania – byli szykanowani. Jesienią 1942 roku Niemcy wymordowali baligrodzkich Żydów. Latem 1944 roku, gdy Armia Czerwona w ramach operacji lwowsko-sandomierskiej zbliżała się do Karpat (3 sierpnia zajęła Sanok), wielu ukraińskich policjantów zdezerterowało i przeszło do UPA. OUN wydała odezwy wzywające Polaków do opuszczenia „ziem ukraińskich” pod groźbą śmierci, a w okolicy doszło do kolejnych zabójstw.

Ostatnie dni przed napadem

Na początku sierpnia w Żernicy Wyżnej sformowano z dawnych policjantów kureń (batalion) UPA złożony z trzech sotni (kompanii), według Brożyniaka liczący około 210 ludzi. Jego dowództwo objął 24-letni Wołodymyr Szczygielski „Burłaka”, lwowianin, który w 1938 roku walczył w obronie Ukrainy Karpackiej, a potem przeszedł szkolenie dywersyjne Abwehry, a w latach okupacji komendant posterunków ukraińskiej policji pomocniczej; w 1940 roku przez kilka miesięcy był zastępcą komendanta posterunku w samym Baligrodzie. Według ustaleń IPN miejscowy prowidnyk (kierownik) OUN Wasyl Cebeniak „Bohdan” wyznaczył kureniowi jako pierwsze zadanie wymordowanie polskich mieszkańców Baligrodu, a rejonowy prowidnyk Włodzimierz Kit „Prostił” sporządził listę około 40 osób, na których zabiciu szczególnie zależało organizacji.

30 lipca upowcy uprowadzili jedenastu Polaków ze Średniej Wsi i powiesili ich w lesie pod Baligrodem. Część Polaków uciekła wówczas do Leska. Pozostali szukali porozumienia: delegacja z proboszczem ks. Józefem Miezinem, adwokatem Stanisławem Śmietaną i sędzią Stefanem Schlarpem rozmawiała z przedstawicielem miejscowych Ukraińców, a 3 sierpnia polscy delegaci spotkali się w Stężnicy z dowódcą jednej z sotni UPA, który zapewnił ich, że Polakom nic nie grozi. Miejscowy lekarz Rusin, dr Włodzimierz Kuźmak, ostrzegał, by nie wierzyć tym zapewnieniom. 4 sierpnia w pobliskiej Stężnicy sowieccy partyzanci, działający w tym rejonie przed nadejściem frontu, zabili kilku Ukraińców po starciu z upowcami.

Niedziela 6 sierpnia

Rankiem 6 sierpnia, w święto Przemienienia Pańskiego, kureń „Burłaki” nadszedł od strony Stężnicy i Huczwic i otoczył miasteczko. Kiedy po porannej mszy wierni zaczęli wychodzić z kościoła, upowcy oddzielili część mężczyzn, odprowadzili ich na miejsce egzekucji i rozstrzelali – według relacji kazano im położyć się twarzą do ziemi i strzelano w tył głowy. Dwóm mężczyznom udało się uciec. Jednocześnie małe grupy napastników chodziły od domu do domu i zabierały wybranych mężczyzn; kilku zabito na miejscu. Brożyniak zwraca uwagę, że w praktyce nie posługiwano się już listą proskrypcyjną: o życiu decydował wpis „Polak” lub „Ukrainiec” w kenkarcie. Kobiet i dzieci nie zabijano, choć grożono im, że „następnym razem” zginą wszyscy. Wśród zamordowanych byli ludzie starzy, w tym osiemdziesięciolatkowie, a także sędzia i kapitan rezerwy artylerii Wojska Polskiego dr Stefan Schlarp. Jednego z mężczyzn zatrzymanych w drodze na nabożeństwo, Michała Ochmana, przed śmiercią torturowano. Upowcy zabrali też lekarstwa z apteki.

Upowcy zamierzali wedrzeć się do kościoła, w którym schroniła się część ludności. Powstrzymał ich greckokatolicki duchowny (w części opracowań wymieniany jako ks. Olenka), który stanął w drzwiach i oświadczył, że jeśli chcą mordować w świątyni, najpierw będą musieli zabić jego. Ocalał dzięki temu m.in. proboszcz Miezin i kilku wiernych. Według Brożyniaka niektórzy członkowie oddziału, nie mogąc otwarcie odmówić wykonania rozkazu, pozorowali egzekucje i w ten sposób uratowali co najmniej pięć osób. Mieszkańcy rozpoznali wśród napastników m.in. byłego komendanta ukraińskiej policji w Baligrodzie i byłych policjantów z sąsiednich wsi.

Po wiadomości o pojawieniu się w okolicy sowieckich partyzantów upowcy wycofali się z miasteczka. Ocalali Polacy schronili się w lesie; obawiając się polskiego odwetu, do lasu uciekła także część miejscowych Ukraińców. Jeszcze tego samego dnia kureń zaatakował obóz sowieckich partyzantów między Stężnicą a pasmem Łopiennika, ale został odparty i rozproszony, tracąc sześciu zabitych. Za porażkę odebrano Szczygielskiemu dowództwo kurenia – 8 sierpnia objął je Wasyl Mizerny „Ren”, były komendant ukraińskiej policji w Sanoku – a „Burłace” pozostawiono dowództwo sotni.

Odwet czy planowa akcja?

Propaganda OUN przedstawiała napad jako odwet za wydarzenia w Stężnicy z 4 sierpnia. Brożyniak odrzuca tę wersję: w Stężnicy działali sowieccy partyzanci, w których oddziale nie było Polaków, a rozkaz wymordowania Polaków w Baligrodzie i lista ofiar powstały – według ustaleń IPN – w strukturach OUN niezależnie od tego zdarzenia; kierownictwo organizacji miało jedynie wykorzystać Stężnicę, by wzbudzić u podkomendnych chęć zemsty. Z ustaleń śledztwa prowadzonego przez oddziałową komisję IPN w Rzeszowie wynika również, że do zabijania Polaków, Żydów i „bolszewików” podżegali niektórzy miejscowi duchowni greckokatoliccy – podczas gdy inny duchowny tego obrządku, jak wspomniano, uratował ludzi w kościele. Brożyniak określa napad jako czystkę etniczną i część ludobójstwa ludności polskiej dokonywanego przez OUN-UPA, mającego usunąć Polaków z regionu.

Miejsce w wojnie

Baligród zginął w cieniu wielkich wydarzeń tego samego tygodnia – trwającego w Warszawie powstania, rzezi Woli i łapanki w Krakowie – ale dobrze pokazuje, jak wyglądała wojna w południowo-wschodnich rubieżach dawnej Rzeczypospolitej latem 1944 roku. Niespełna dwa tygodnie po tym, jak Armia Krajowa walczyła o Lwów, a NKWD rozbrajało i aresztowało jej żołnierzy (powstanie lwowskie), na ziemiach między Sanem a Karpatami ścierały się jednocześnie cofający się Wehrmacht, nadchodząca Armia Czerwona, sowieccy partyzanci, polskie podziemie i UPA, a ludność cywilna obu narodowości płaciła za to najwyższą cenę.

Dla Bieszczadów zbrodnia z 6 sierpnia była początkiem kilkuletniego okresu walk. Rok później, 1 sierpnia 1945 roku, sotnia UPA zaatakowała w Baligrodzie posterunek milicji; obrońcy utrzymali się do rana, a napastnicy wycofując się spalili kilka domów. W latach 1945–1947 w miasteczku stacjonowały oddziały Wojska Polskiego walczące z UPA. 28 marca 1947 roku pod Jabłonkami, przy drodze z Baligrodu do Cisnej, zginął w zasadzce UPA wiceminister obrony narodowej gen. Karol Świerczewski – jego śmierć posłużyła władzom komunistycznym za pretekst do akcji „Wisła”, czyli przymusowego wysiedlenia ludności ukraińskiej i łemkowskiej z południowo-wschodniej Polski na Ziemie Odzyskane. Baligrodzki dekanat greckokatolicki przestał wówczas istnieć.

Wołodymyr Szczygielski dowodził potem sotnią UPA „Udarnyky 4”, a w 1947 roku próbował przebić się przez Czechosłowację do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Otoczony, poddał się wojsku czechosłowackiemu i w 1948 roku został wydany Polsce. W śledztwie przyznał się do kierowania mordem w Baligrodzie, ale – z niewyjaśnionych powodów – formalnie nie postawiono mu tego zarzutu. Skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Rzeszowie za inne czyny, został rozstrzelany 7 kwietnia 1949 roku w więzieniu na zamku w Rzeszowie.

Pamięć o zbrodni pozostaje podzielona. W Baligrodzie stoi od 1984 roku obelisk z 42 nazwiskami ofiar i napisem „Wieczny pokój pomordowanym, hańba mordercom”; ofiary upamiętnia też pomnik poległych i pomordowanych w Sanoku. Tymczasem we Lwowie, na budynku szkoły, do której uczęszczał Szczygielski, umieszczono tablicę czczącą go jako „legendarnego dowódcę” UPA. Odpowiedzialność za zbrodnię w Baligrodzie spoczywa na konkretnych ludziach i strukturach – rejonowym kierownictwie OUN-B i kureniu „Burłaki” – a nie na ukraińskich sąsiadach ofiar, z których część ostrzegała Polaków, a jeden, greckokatolicki duchowny, ocalił ludzi w kościele.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.