TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Ucieczka z Cowry

Kategoria:
Wojsko
Data:
5 sierpnia 1944
Autor:
Natalia
Tagi:
Australia, Japonia, jeńcy wojenni

Około drugiej w nocy 5 sierpnia 1944 roku w japońskiej części obozu jenieckiego nr 12 pod miasteczkiem Cowra w Nowej Południowej Walii zabrzmiała trąbka. Na ten sygnał około 1100 japońskich jeńców, uzbrojonych w noże, kije baseballowe, pałki nabite gwoździami i haki, z wrzaskiem „banzai” rzuciło się trzema grupami na zasieki, przerzucając przez druty koce. Jednocześnie podpalili swoje baraki. Dwaj szeregowcy australijskiej straży, Benjamin Hardy i Ralph Jones, prowadzili ogień z karabinu maszynowego Vickers, dopóki nie zostali zabici; Hardy zdążył jeszcze wyjąć i wyrzucić zamek broni, żeby napastnicy nie mogli jej użyć. Poza druty wydostało się według najczęściej podawanych danych 359 jeńców. W ciągu dziesięciu dni wszystkich, którzy przeżyli, schwytano z powrotem. Zginęło 231 Japończyków – wielu z ręki własnej lub towarzyszy – i czterech australijskich żołnierzy. Uważa się ją za największą masową ucieczkę jeńców w czasie II wojny światowej i jedną z najkrwawszych.

Hańba niewoli

Japoński żołnierz drugiej wojny światowej nie przewidywał dla siebie niewoli. 8 stycznia 1941 roku minister wojny Hideki Tōjō ogłosił „Kodeks pola walki” (Senjinkun), którego najsłynniejsze zdanie nakazywało: „Nie żyj, by doznać hańby niewoli”. Przepis wyrażał przekonanie, które w armii i w społeczeństwie wpajano od dawna: kto dał się wziąć żywcem, okrywał hańbą siebie, rodzinę i rodzinną wieś. Japonia podpisała wprawdzie w 1929 roku konwencję genewską o traktowaniu jeńców, ale jej nie ratyfikowała, a żołnierzy nie uczono, jakie prawa przysługują im w niewoli. W tej samej logice mieściła się pogarda dla przeciwników, którzy się poddawali – jak amerykańska załoga Guamu, która w grudniu 1941 roku złożyła broń po krótkiej wymianie ognia – i dla tej samej przyczyny japońskie garnizony na wyspach Pacyfiku ginęły niemal do ostatniego człowieka, jak jeszcze kilka tygodni wcześniej w ostatnim ataku na Saipanie.

Do niewoli trafiali więc głównie ludzie, którzy nie mieli wyboru: ranni, nieprzytomni, wycieńczeni głodem i malarią, rozbitkowie z zatopionych okrętów, lotnicy zestrzeleni nad terytorium wroga. Wielu z nich podawało fałszywe nazwiska, by wiadomość o ich losie nie dotarła do Japonii; uważali się za zmarłych dla rodzin i dla kraju. Pierwszym japońskim jeńcem wziętym na ziemi australijskiej był lotnik marynarki Hajime Toyoshima. 19 lutego 1942 roku jego myśliwiec Mitsubishi A6M z lotniskowca „Hiryū” został trafiony podczas nalotu na Darwin i lądował przymusowo na Wyspie Melville’a. Kilka dni później schwytał go miejscowy Aborygen z ludu Tiwi, Matthias Ulungura. Toyoshima podał się za strzelca z bombowca i przybrał nazwisko Tadao Minami; pod nim przeszedł przez kolejne obozy.

Podobne doświadczenia mieli inni. Starszy sierżant z 51 Samodzielnego Pułku Saperów, znany w obozie jako Akira Kanazawa, trafił do niewoli po bitwie na Morzu Bismarcka w marcu 1943 roku, gdy jako rozbitek dotarł do Wysp Trobrianda. Innych zabrano rannych spod Buny, z zatoki Milne’a czy z przylądka Gloucester. Do sierpnia 1944 roku w Australii przebywało 2223 japońskich jeńców, w tym 544 marynarzy floty handlowej, obok ponad 14 tysięcy Włochów i półtora tysiąca Niemców.

Obóz nr 12

Obóz jeniecki nr 12 powstał w 1941 roku około trzech kilometrów od Cowry, rolniczego miasteczka położonego jakieś 300 kilometrów na zachód od Sydney. Pierwotnie przeznaczono go dla Włochów wziętych do niewoli w Afryce Północnej. Składał się z czterech części ułożonych w koło i przeciętych drogą, którą strażnicy nazywali Broadwayem; mieszkali w nim także Koreańczycy i Tajwańczycy z japońskiej armii oraz internowani cywile z Holenderskich Indii Wschodnich. Japończycy zaczęli przybywać w styczniu 1943 roku. Szeregowców i podoficerów umieszczono w części B, oficerów osobno w części D. Wiosną 1944 roku w części B mieszkało ponad tysiąc ludzi, więcej, niż przewidywano.

Jeńcy pracowali w ogrodach i przy wyrębie drewna na opał, grali w baseball i madżonga, uprawiali sumo; dostawali ryby, których nie wydawano australijskim żołnierzom. Komisja australijskiego rządu ustaliła później, że warunki w obozie odpowiadały konwencji genewskiej i że przed wybuchem nie wpłynęła żadna skarga. Wewnątrz części B jeńcy rządzili się sami: mieli wybieranego przywódcę, kilku jego pomocników w „biurze” i czterdziestu starszych baraków. Toyoshima, najdłużej przebywający w niewoli i znający już trochę angielski, był jednym z przywódców i tłumaczem; gdy liczebną przewagę zdobyli żołnierze wojsk lądowych, przywódcą został Kanazawa.

Strażą był 22 Batalion Garnizonowy australijskiej milicji, złożony w dużej części ze starszych weteranów pierwszej wojny i młodych ludzi niezdolnych do służby na froncie. Po masakrze w obozie Featherston w Nowej Zelandii w lutym 1943 roku wzmocniono zabezpieczenia i wyposażono wartowników w karabiny maszynowe Vickers i Lewis. W czerwcu 1944 roku koreański jeniec, znany ze źródeł jako Matsumoto, uprzedził Australijczyków, że Japończycy planują ucieczkę. Dowództwo w Sydney ustawiło przy obozie dwa dodatkowe vickersy i postanowiło rozładować przepełnienie: wszystkich szeregowców, około 700 ludzi, miano przenieść do obozu w Hay, 400 kilometrów dalej na zachód. Podoficerowie mieli zostać w Cowrze.

Głosowanie na papierze toaletowym

4 sierpnia 1944 roku, w piątek po południu, australijski komendant części B zawiadomił przywódców jeńców – Kanazawę, jego zastępcę i Toyoshimę – że w najbliższych dniach szeregowcy zostaną przeniesieni do Hay. Dla Japończyków rozdzielenie z podoficerami i towarzyszami było nie do przyjęcia. O piątej po południu w części B zebrało się kilkunastu członków „biura” i czterdziestu starszych baraków. Według relacji ocalałych, zebranych po wojnie przez japońskiego badacza Fujio Nakano, większość milczała; ktoś odważył się powiedzieć, że chce wrócić do domu i zobaczyć bliskich, ale nikt go nie poparł, a gdy jeden z twardogłowych starszych baraku zawołał, czy są jeszcze żołnierzami, nastrój zebrania się odwrócił.

Postanowiono zapytać wszystkich. W każdym baraku jeńcy oddali głos na skrawkach papieru toaletowego, zaznaczając kółkiem lub krzyżykiem, czy przyjmują przeniesienie, czy nie. Ogromna większość głosowała przeciw, co oznaczało atak na druty. Nakano, który kilkadziesiąt lat później rozesłał ankietę do stu żyjących uczestników, ustalił, że z 36, którzy odpowiedzieli, tylko sześciu chciało wtedy naprawdę uderzyć; pozostali głosowali tak, jak sądzili, że należy, bojąc się, że zostaną uznani za tchórzy. W jednym baraku starszy w ogóle nie pozwolił głosować i oddał wszystkie kartki jako „tak”.

Plan, rozesłany do baraków, był prosty: zdobyć stanowiska karabinów maszynowych, pod ich osłoną przebić się przez zasieki, opanować koszary straży i zebrać się na wzgórzu za obozem, a o dalszym działaniu zdecydować na miejscu. Chorzy i niezdolni do marszu mieli wcześniej „rozprawić się ze sobą” – kilku z nich powiesiło się w barakach jeszcze przed sygnałem. Każdy dostał coś, co mogło służyć za broń: noże i widelce ze stołówki, kije baseballowe, pałki nabite gwoździami, druty naostrzone jak sztylety, a także brzytwę, by się zabić. Kanazawa wydał rozkaz, by nie krzywdzić australijskich cywilów. Sam, ranny w nogę, nie wziął udziału w ataku. Przed australijską komisją śledczą 13 sierpnia tłumaczył, że celem nie była ucieczka, lecz śmierć, którą uczestnicy wybrali, nie mogąc znieść hańby niewoli.

Noc 4 na 5 sierpnia

Wieczorem jeńcy wypili zacier, który pędzili z resztek jedzenia, i czekali. Krótko przed drugą w nocy jeden z nich wybiegł z baraku do bramy i zaczął coś krzyczeć do wartowników, jak się zdaje, ostrzegając ich. Wartownik oddał strzały ostrzegawcze. Wtedy, jak opisał to australijski historyk oficjalny Gavin Long, „zabrzmiała japońska trąbka”: Toyoshima dał sygnał przed wyznaczonym czasem. Z okrzykiem „banzai” jeńcy ruszyli na druty. Australijskie źródła mówią o 1104 uczestnikach; według japońskich opracowań około 120–140 jeńców, w tym chorzy i leżący w szpitalu, w ataku nie wzięło udziału. Według Longa trzy grupy uderzyły od północy, zachodu i południa; japońskie opracowania mówią o około 200 ludziach na północnym zachodzie, 200 na północy i 300 na wschodzie. Przerzucali przez zasieki koce i płaszcze, kładli się na drutach, żeby inni mogli po nich przejść. Za nimi płonęły baraki części B, podpalone przez samych jeńców. Wartownicy wspominali później, że od pożarów i księżyca było jasno niemal jak w dzień.

Większość straży spała; na stanowiskach byli tylko dyżurni. Szeregowcy Benjamin Gower Hardy i Ralph Jones obsługiwali stanowisko vickersa nr 2 i strzelali w pierwszą falę napastników, dopóki ci ich nie dopadli. Hardy został zatłuczony, Jones zakłuty. Zanim Hardy zginął, zdążył wyjąć z karabinu zamek i odrzucić go w ciemność, tak że Japończycy, którzy opanowali stanowisko, nie mogli z niego strzelać. Zginął też trzeci wartownik, szeregowiec Charles Shepherd, pchnięty nożem w pierś. Pozostałe karabiny maszynowe strzelały do jeńców w zasiekach i na Broadwayu, aż do opanowania sytuacji. Wielu Japończyków nie próbowało nawet uciekać: wieszali się w płonących barakach, podcinali sobie gardła, prosili towarzyszy, by ich dobili.

Poza druty wydostało się według australijskich danych 359 ludzi, według niektórych opracowań 334. Około 70 z nich zgodnie z rozkazem zebrało się na wzgórzu; nie mając dokąd iść, poddali się o świcie. Pozostali rozproszyli się po okolicy. W obławie brali udział żołnierze ze stacjonującego w pobliżu obozu szkoleniowego, policja i członkowie Volunteer Defence Corps, ochotniczej obrony terytorialnej, którzy pilnowali mostów i linii kolejowych. W czasie poszukiwań zginął porucznik Harry Doncaster, który prowadził nieuzbrojonych rekrutów i wpadł w zasadzkę zbiegłych jeńców. Rozkaz Kanazawy, by nie ruszać cywilów, został dochowany: żaden mieszkaniec okolicy nie został zabity ani ranny. Zdarzały się sceny, które trudno pogodzić z obrazem tamtej nocy – żona jednego z farmerów zaprosiła trzech zbiegów na herbatę i świeżo upieczone bułeczki, zanim przyjechało wojsko. Niektórzy uciekinierzy zabijali się, by nie wpaść ponownie w ręce Australijczyków. W ciągu dziewięciu–dziesięciu dni wszyscy zbiegowie, którzy przeżyli, byli z powrotem za drutami.

Bilans

W ucieczce i obławie zginęło 231 Japończyków (niektóre źródła podają 234), a 108 zostało rannych. Zginęło czterech australijskich żołnierzy: Hardy, Jones, Shepherd i Doncaster. Piąty, Thomas Hancock z Volunteer Defence Corps, został przypadkowo postrzelony przez innego ochotnika i później zmarł. Wśród zabitych był Hajime Toyoshima: australijski raport mówił o ranie postrzałowej klatki piersiowej i ranie zadanej sobie samemu w szyję. Pochowano go jako Tadao Minami; że był pilotem spod Darwinu, ustalono dopiero w latach sześćdziesiątych.

8 września 1944 roku premier John Curtin przedstawił w Izbie Reprezentantów wnioski z rządowego dochodzenia. Ustalono w nim, że warunki w obozie były zgodne z konwencją genewską, że wybuch był wcześniej zaplanowany, że załoga obozu, broniąc się, zapobiegła większym stratom i przerwała ogień, gdy tylko odzyskała kontrolę, a wielu zmarłych odebrało sobie życie lub zostało zabitych przez towarzyszy. Hardy i Jones zostali po wojnie pośmiertnie odznaczeni Krzyżem Jerzego, najwyższym odznaczeniem Wspólnoty Brytyjskiej za męstwo, przyznawanym za czyny, za które nie nadawano Krzyża Wiktorii. 1 stycznia 1945 roku przed sądem wojskowym stanęli Kanazawa i jego następca; sąd uniewinnił następcę, a Kanazawę skazał za naruszenie porządku na 15 miesięcy ciężkich robót.

Miejsce w wojnie

Ucieczka z Cowry przeniosła wojnę z Japonią w głąb australijskiego lądu, do spokojnego rolniczego okręgu, setki kilometrów od wybrzeży, na które spadały japońskie bomby. Samo zagrożenie z zewnątrz wyraźnie wtedy słabło. Japońskie naloty na północ kontynentu, takie jak atak na Darwin w maju 1943 roku, ustały pod koniec 1943 roku, a gdy w marcu 1944 roku zgłoszono japońskie okręty w pobliżu Cieśniny Lombok, alarm w Australii Zachodniej okazał się fałszywy. W lipcu 1944 roku Amerykanie zdobyli Saipan, co doprowadziło do dymisji rządu Tōjō, i wylądowali na Guamie. Australijczycy, zaskoczeni nocą w Cowrze, zobaczyli z bliska to samo, co ich żołnierze widzieli na Nowej Gwinei, a Amerykanie na wyspach Pacyfiku: ludzi, którzy woleli śmierć niż niewolę, nawet gdy nikt już ich do walki nie zmuszał.

Ocalałych przeniesiono do obozów w Hay i w Murchison w Wiktorii; do Japonii wrócili w 1946 roku, razem z Kanazawą, któremu skrócono karę. Wielu z nich do końca życia milczało o tym, że byli w niewoli. Część rodzin dowiedziała się, gdzie zginęli ich bliscy, dopiero po latach, bo w obozie posługiwali się fałszywymi nazwiskami.

W Cowrze zabitych pochowano na skraju miejskiego cmentarza wojennego, obok australijskich strażników. Na początku lat sześćdziesiątych przeniesiono tam szczątki Japończyków zmarłych w czasie wojny w całej Australii – żołnierzy, lotników zestrzelonych nad Darwinem, internowanych cywilów. Japoński cmentarz wojenny, z ponad 500 grobami, otwarto oficjalnie 22 listopada 1964 roku; jest jedynym takim w Australii. Na pobliskim wzgórzu Bellevue Hill powstał później ogród japoński zaprojektowany przez Kena Nakajimę w stylu okresu Edo. Trąbkę Toyoshimy major Edward Timms, który w 1944 roku dowodził obozem, przekazał w 1978 roku do zbiorów Australian War Memorial. Cowra, gdzie obchodzi się rocznice tamtej nocy, stała się symbolem pojednania australijsko-japońskiego. Ostatni żyjący uczestnik ucieczki, Teruo Murakami, zmarł w Japonii we wrześniu 2023 roku.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.