Obrona Westerplatte
- Daty:
- 1–7 września 1939
- Front:
- Polska
- Miejsce:
- Wojskowa Składnica Tranzytowa na półwyspie Westerplatte, przy wejściu do kanału portowego Wolnego Miasta GdańskaNa mapie bitew →
- Strony:
- PolskaHenryk Sucharski, Franciszek DąbrowskiIII Rzesza i Wolne Miasto GdańskGustav Kleikamp, Friedrich-Georg Eberhardt
- Wynik:
- Kapitulacja polskiej załogi 7 września 1939 po niemal siedmiu dniach walki. Niemcy zdobyli składnicę, ale obrona stała się jednym z najważniejszych symboli polskiego oporu.
- Autor:
- Natalia
- Tagi:
- Polska, kampania wrześniowa, Gdańsk, Kriegsmarine

Obrona Westerplatte była pierwszą bitwą kampanii wrześniowej i jednym z pierwszych starć drugiej wojny światowej w Europie. Na niewielkim, zalesionym półwyspie przy wejściu do portu w Gdańsku około dwustu polskich żołnierzy Wojskowej Składnicy Tranzytowej przez blisko tydzień opierało się wielokrotnie silniejszemu przeciwnikowi: ogniowi starego pancernika „Schleswig-Holstein”, kompanii szturmowej Kriegsmarine, oddziałom policji gdańskiej i SS, ciężkiej artylerii oraz nalotom bombowców nurkujących. Placówka, która według planów miała się bronić dwanaście godzin, skapitulowała dopiero rano 7 września. Obrona nie wpłynęła na losy kampanii, ale stała się jej najbardziej znanym symbolem. Jej historia ma też drugą, długo przemilczaną warstwę: spór o postawę komendanta, majora Henryka Sucharskiego, i o rolę jego zastępcy, kapitana Franciszka Dąbrowskiego.
Nazwa i daty
W polskiej literaturze bitwa nazywana jest obroną Westerplatte, w niemieckiej walką o Westerplatte (Kampf um die Westerplatte). Niemal wszystkie opracowania podają daty od 1 do 7 września 1939 roku. Pierwsza salwa „Schleswiga-Holsteina” padła rano 1 września. Rozkazy wyznaczały godzinę 4.45 i tę godzinę podał w meldunku Sucharski, w źródłach pojawiają się jednak także 4.47 i 4.48. Najprawdopodobniej 4.45 była godziną planowaną, około 4.47 dowódca okrętu wydał rozkaz otwarcia ognia, a działa wystrzeliły mniej więcej minutę później. Salwa nie była pierwszym aktem wojny: kilkanaście minut wcześniej niemieckie bombowce zaatakowały polskie stanowiska przy moście w Tczewie, a według części opracowań przed salwą pancernika zaczęło się bombardowanie Wielunia. Koniec to kapitulacja 7 września przed południem. Niemcy zauważyli białą flagę około 9.30–9.45, rozkaz poddania się Sucharski wydał około 10.15, a załoga wymaszerowała z placówki koło 11.30.
Popularne określenie „siedem dni” jest więc w praktyce uproszczeniem: walka trwała od świtu pierwszego dnia do przedpołudnia siódmego, czyli nieco ponad sześć dób. Uproszczeniem jest też często powtarzana liczba „trzynastu szturmów”. Prawdziwe natarcia piechoty Niemcy przeprowadzili 1 września dwa, a w następnych dniach głównie ostrzeliwali i bombardowali półwysep, przeprowadzając kilka natarć rozpoznawczych i prób podpalenia lasu.
Tło
Polska składnica na Westerplatte była dzieckiem kompromisu, na którym oparto Wolne Miasto Gdańsk. Polska miała w porcie gdańskim szerokie prawa, ale nie mogła tam swobodnie przeładowywać broni i amunicji: w 1920 roku, w czasie wojny z bolszewikami, gdańscy dokerzy odmawiali rozładunku transportów dla Wojska Polskiego. W 1924 roku Rada Ligi Narodów przyznała Polsce teren na Westerplatte, dawnym kąpielisku na półwyspie przy ujściu Wisły, na składnicę amunicji w tranzycie. Od stycznia 1926 roku strzegł jej polski oddział wartowniczy, którego liczebność Liga ograniczyła do 88 ludzi i zakazała budowy umocnień. Od reszty półwyspu składnicę oddzielał ceglany mur, a z Polską łączyła ją bocznica kolejowa biegnąca przez terytorium Wolnego Miasta.
Gdańszczanie traktowali polską placówkę jako zniewagę, a stosunki na Westerplatte bywały napięte. W marcu 1933 roku Józef Piłsudski demonstracyjnie wysadził tu batalion morski, by pokazać, że Polska nie da się wypchnąć z Gdańska. Pod naciskiem Ligi Narodów wzmocnienie wycofano, ale w kolejnych latach po cichu przebudowano składnicę. Między 1933 a 1936 rokiem powstało pięć żelbetowych wartowni z piwnicami na stanowiska karabinów maszynowych i nowe, solidne koszary, które mogły służyć jako ostatni punkt obrony. Po zawarciu deklaracji o niestosowaniu przemocy w 1934 roku napięcie wokół Gdańska na kilka lat osłabło.
Zmieniło się to jesienią 1938 roku, gdy Niemcy zażądali przyłączenia Wolnego Miasta do Rzeszy, a wiosną 1939 roku powtórzyli żądania w ostrzejszej formie. W kwietniu Hitler polecił przygotować wojnę z Polską według planu „Fall Weiss”, w którym zdobycie Westerplatte przypadło marynarce wojennej i siłom gdańskim. W samym Gdańsku przez całe lato gromadzono broń i z miejscowej policji oraz „ochotników” z Rzeszy tworzono jednostki wojskowe. Polacy odpowiedzieli potajemnym wzmocnieniem załogi składnicy: wychodzących z niej cywilów zastępowali żołnierze, a latem dobudowano umocnienia polowe, zasieki i zawały z drzew.
Siły polskie
Ilu ludzi broniło Westerplatte, do dziś nie ustalono jednoznacznie. Starsze opracowania mówiły o 182 żołnierzach, w tym pięciu oficerach i lekarzu. Nowsze wykazy liczą około 205–210 osób, łącznie z kilkunastoma zmobilizowanymi pracownikami kontraktowymi i cywilnymi, a niektórzy badacze podają nawet 220–240. Komendantem składnicy był od grudnia 1938 roku major Henryk Sucharski, jego zastępcą i dowódcą oddziału wartowniczego od grudnia 1937 roku kapitan Franciszek Dąbrowski. Wśród pozostałych oficerów byli porucznicy Leon Pająk i Stefan Grodecki, podporucznik Zdzisław Kręgielski oraz lekarz, kapitan Mieczysław Słaby.
Uzbrojenie było skromne: jedna armata polowa kalibru 75 mm, dwa działka przeciwpancerne Bofors 37 mm, cztery moździerze 81 mm, około czterdziestu ciężkich i ręcznych karabinów maszynowych, około 160 karabinów, kilkadziesiąt pistoletów i około tysiąca granatów. Żywności miało starczyć na kilka tygodni. Obronę zorganizowano w trzech pasach: wysunięte placówki („Prom”, „Przystań”, „Łazienki”, „Wał”, „Fort” i inne), pięć wartowni pośrodku półwyspu i koszary. Załoga miała wytrzymać dwanaście godzin, do czasu nadejścia pomocy. Ta jednak nie miała nadejść. Pierwotnie przewidywano, że jednostki Armii „Pomorze” wkroczą do Gdańska, ale w ostatnich dniach sierpnia zgrupowanie przeznaczone do tego zadania zostało przesunięte w głąb kraju. 31 sierpnia ppłk Wincenty Sobociński z polskiego przedstawicielstwa w Gdańsku miał, według późniejszych relacji, uprzedzić Sucharskiego, że na odsiecz nie może liczyć. Treść tej rozmowy jest jednak znana tylko z drugiej ręki.
Siły niemieckie
25 sierpnia, w dniu podpisania polsko-brytyjskiego układu sojuszniczego, do Gdańska wpłynął z zapowiedzianą wizytą kurtuazyjną stary pancernik szkolny „Schleswig-Holstein”, weteran bitwy jutlandzkiej, uzbrojony w cztery działa kalibru 280 mm i liczne mniejsze. Dowodził nim komandor (Kapitän zur See) Gustav Kleikamp. Pod pokładem ukryto kompanię szturmową piechoty morskiej, około 225 ludzi pod dowództwem porucznika Wilhelma Henningsena. Okręt zacumował w kanale portowym naprzeciw Westerplatte. Atak wyznaczono na świt 26 sierpnia, ale wieczorem 25 sierpnia Hitler wstrzymał wojnę i pancernik czekał jeszcze sześć dni.
Na lądzie siłami gdańskimi dowodził generał major Friedrich-Georg Eberhardt, oficer Wehrmachtu przysłany latem do Gdańska, by utworzyć z tamtejszej policji krajowej regularne jednostki (tak zwaną grupę Eberhardta). Przeciw Westerplatte skierowano oddziały gdańskiej policji, kompanię SS-Heimwehr Danzig, saperów, a w kolejnych dniach artylerię, w tym haubice 105 mm i moździerze 210 mm. Wsparcia udzielało lotnictwo i mniejsze okręty. Formalnie całością działań przeciw Westerplatte kierował Kleikamp, w praktyce dowodzenie było podzielone między marynarkę i siły lądowe, co odbijało się na koordynacji. Niemcy nie znali polskich umocnień i szacowali załogę na najwyżej sto osób. Gdańska policja zapewniała, że Westerplatte padnie w kilka minut, Eberhardt mówił o kilku godzinach. W ciągu tygodnia w działania przeciw składnicy zaangażowano w różnej formie, według częstych szacunków, ponad trzy tysiące ludzi.
Przebieg walk
1 września: dwa odparte szturmy
W nocy z 31 sierpnia na 1 września kompania Henningsena zeszła na ląd w rejonie twierdzy Wisłoujście i zajęła pozycje pod murem składnicy, a saperzy założyli ładunki wybuchowe. Około czwartej pancernik przesunął się w miejsce dogodniejsze do ostrzału. O świcie otworzył ogień ze wszystkich dział. Pociski wyrwały bramę kolejową i wybiły wyłomy w murze, ale z tak małej odległości ciężkie pociski często nie zdążyły się uzbroić i nie wybuchały, a żelbetowe wartownie wytrzymały. Sucharski zameldował dowództwu floty, że Westerplatte jest pod ostrzałem.
Kilka minut później piechota morska przeszła przez wyłomy i natknęła się na wysunięte placówki, przede wszystkim „Prom”. Ukryte w lesie polskie stanowiska wzięły Niemców w ogień krzyżowy, a zasieki i zawały spowalniały ich ruchy. Polska armata polowa, wytoczona na stanowisko w pobliżu elektrowni, zniszczyła kilka gniazd karabinów maszynowych na magazynach po drugiej stronie kanału, a moździerze ostrzeliwały atakujących. Odparto też próbę lądowania małego oddziału policji gdańskiej. Zginął wtedy starszy sierżant Wojciech Najsarek, kolejarz pełniący służbę na stacji składnicy. Około 6.20 Henningsen zameldował o ciężkich stratach i wycofał kompanię.
Drugi szturm poprzedził długi ostrzał z pancernika, który zniszczył polską armatę. Porucznik Pająk, dowódca placówki „Prom”, został ciężko ranny, a dowództwo przejął chorąży Jan Gryczman. Natarcie wsparte przez pluton SS-Heimwehr Danzig zmusiło obrońców wysuniętych placówek do odwrotu, ale zatrzymało się w ogniu wartowni nr 1, 2 i 5 i moździerzy. Około 12.30 Niemcy się wycofali, a Henningsen był śmiertelnie ranny. Po polskiej stronie zginęło tego dnia czterech żołnierzy. Niemcy stracili, według różnych zestawień, od kilkunastu do około dwudziestu zabitych i ponad sto rannych. Ich dowódcy uznali, że bez zniszczenia umocnień artylerią i lotnictwem piechota nie zdobędzie składnicy.
2 września: nalot i kryzys
Pod wieczór 2 września nad Westerplatte nadleciało około sześćdziesięciu bombowców nurkujących Junkers Ju 87 z dywizjonów StG 2 „Immelmann”. W ciągu kilkudziesięciu minut zrzuciły ponad dwadzieścia ton bomb. Bomba ciężkiego wagomiaru zniszczyła wartownię nr 5, pod której gruzami zginęło co najmniej ośmiu żołnierzy. Zniszczone zostały wszystkie moździerze, radiostacja, kuchnia i część zapasów, przerwano łączność telefoniczną, a cały półwysep zasnuł dym. Niemiecka piechota nie wykorzystała jednak chwili. Do szturmu po nalocie nie doszło, częściowo z powodu złej koordynacji między marynarką, policją i wojskiem.
Ten nalot był najcięższą próbą dla załogi. Część żołnierzy porzuciła stanowiska i schroniła się w koszarach. Według niemieckich meldunków nad składnicą pojawiła się na krótko biała flaga, choć nie wszyscy historycy uznają to za pewne. Wieczorem Sucharski kazał spalić szyfry i tajne dokumenty. Według relacji części oficerów, ujawnionych dopiero po latach, major przeżył tego dnia załamanie nerwowe i chciał kapitulować, a kapitan Dąbrowski i porucznik Grodecki gwałtownie się temu sprzeciwili. Szczegóły tego, co zaszło, nie są znane.
3–6 września: oblężenie
W kolejnych dniach Niemcy ostrzeliwali półwysep z pancernika, z ciężkich haubic i moździerzy oraz z broni maszynowej zza kanału, a nocą prowadzili natarcia rozpoznawcze. Morale załogi podniosła na krótko wiadomość, że 3 września Wielka Brytania i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę, ale pomoc nie nadchodziła. 4 września do ostrzału włączyły się od strony morza torpedowiec T196 i stary trałowiec „Von der Groeben”. Obrońcy musieli opuścić placówkę „Wał”. 5 września Sucharski zwołał naradę oficerów i opowiedział się za kapitulacją, ponieważ rozkaz obrony przez dwanaście godzin dawno wykonano. Dąbrowski był przeciw i postanowiono walczyć dalej. Tej nocy w ciemności zginął od kul kolegów jeden z obrońców, wzięty za Niemca.
6 września Niemcy dwukrotnie wtoczyli na teren składnicy po torze kolejowym płonące cysterny z paliwem, by podpalić las i wykurzyć obrońców. Pierwsza próba, przed świtem, nie powiodła się, bo maszynista odczepił wagony zbyt wcześnie. Ogień strawił jednak część lasu, który dotąd osłaniał polskie stanowiska. Druga próba, po południu, zakończyła się równie niefortunnie. Tego dnia na kolejnej naradzie Sucharski znów był gotów się poddać. Brakowało leków i środków opatrunkowych, wielu rannych cierpiało z powodu zakażeń, a wiadomości z kraju były złe. Amunicji wystarczyłoby jednak jeszcze na dłużej.
7 września: kapitulacja
7 września o 4.30 Niemcy rozpoczęli najsilniejszy od początku walk ostrzał, który trwał do około siódmej. Uczestniczył w nim „Schleswig-Holstein”. Potem do ataku ruszyli saperzy z miotaczami ognia, podpalając las, a za nimi piechota. Wartownia nr 2 została zniszczona, a wartownie nr 1 i 4 uszkodzone, ale polskie karabiny maszynowe jeszcze raz zatrzymały natarcie. Mimo to Sucharski uznał, że dalsza walka oznacza tylko kolejne ofiary. Około 9.30–9.45 Niemcy zauważyli białą flagę, a około 10.15 major wydał rozkaz kapitulacji. Część obrońców chciała walczyć dalej, ale rozkaz utrzymano. Sucharski udał się do niemieckich linii i poddał placówkę generałowi Eberhardtowi. Około 11.30 załoga wymaszerowała z koszar, a Niemcy, pod wrażeniem jej postawy, oddali jej honory. Eberhardt pozwolił majorowi zachować szablę w niewoli, choć odebrano mu ją w pierwszym obozie.
Straty
Polskie straty są stosunkowo dobrze znane. W walkach poległo co najmniej piętnastu–szesnastu obrońców, a relacje oficerów mówią o około dwudziestu zabitych. Rannych było co najmniej czterdziestu, w tym kilkunastu ciężko. Los kilku żołnierzy pozostaje nieznany. 8 września Niemcy znaleźli na półwyspie grób czterech niezidentyfikowanych polskich żołnierzy, o którym milczały polskie relacje. Część badaczy uważa, że byli to obrońcy rozstrzelani przez swoich za odmowę walki lub próbę dezercji po nalocie 2 września, ale nie zostało to jednoznacznie udowodnione. Po kapitulacji z obozu przejściowego zabrano na przesłuchanie radiotelegrafistę sierżanta Kazimierza Rasińskiego. Według jednych relacji został zamordowany za odmowę wydania szyfrów, według innych popełnił samobójstwo. W 2019 roku odnaleziono szczątki kilku poległych, a w listopadzie 2022 roku pochowano ich wraz z majorem Sucharskim na nowym cmentarzu wojskowym na Westerplatte.
Straty niemieckie przez dziesięciolecia przesadzano. Obrońcy szacowali je na kilkaset zabitych, a w PRL powtarzano liczby rzędu 300–400 zabitych. Dzisiejsze opracowania, oparte na dokumentach niemieckich, podają zwykle około 50 zabitych (w tym kilkunastu z kompanii szturmowej Kriegsmarine) i około 150 rannych, a część autorów nawet mniej. Dysproporcja między siłami a stratami pokazuje, jak dobrze obrońcy wykorzystali umocnienia, ale też to, że po 1 września Niemcy nie ryzykowali już frontalnych natarć.
Spór o dowodzenie
Przez kilkadziesiąt lat po wojnie obrona Westerplatte była przedstawiana jako dzieło niezłomnego majora Sucharskiego. Obraz ten utrwalił reportaż Melchiora Wańkowicza, który rozmawiał z Sucharskim we Włoszech po wojnie, oraz film „Westerplatte” Stanisława Różewicza z 1967 roku. W latach dziewięćdziesiątych historycy, przede wszystkim Andrzej Drzycimski, opierając się na relacjach uczestników, którzy za życia nie chcieli o tym mówić, opisali kryzys z 2 września: załamanie komendanta, jego wielokrotne propozycje kapitulacji i sprzeciw Dąbrowskiego. Część autorów poszła dalej i uznała Dąbrowskiego za faktycznego dowódcę obrony od 2 września do końca, a nawet pisała o odsunięciu Sucharskiego siłą. Inni, jak autorzy publikujący w „Tygodniku Powszechnym”, uważają takie tezy za przesadzone: Dąbrowski jako dowódca oddziału wartowniczego i tak kierował bezpośrednio walką, a Sucharski do końca zachował władzę, czego dowodem jest wykonanie jego rozkazu kapitulacji. Spór dotyczy też tego, czy rozkaz „dwunastu godzin” oznaczał zgodę na poddanie się po ich upływie, czy jedynie minimalny czas, przez który opór nie mógł ustać. Pewne jest tyle, że między dwoma oficerami doszło do ostrego konfliktu i że obaj, każdy na swój sposób, ponosili ciężar decyzji, od której zależało życie ich żołnierzy.
Znaczenie
Wojskowo obrona Westerplatte miała małe znaczenie. Wiązała przez tydzień okręt liniowy, który mógłby wspierać działania pod Gdynią i na Helu, oraz kilka tysięcy ludzi, ale losy kampanii rozstrzygały się gdzie indziej. Ogromne było natomiast jej znaczenie moralne i polityczne. W dniach, gdy front w Polsce załamywał się na całej długości, z Westerplatte płynęły wieści o oporze, a zdanie „Westerplatte broni się jeszcze”, powtarzane przez Polskie Radio, stało się jednym z haseł września. Już w połowie miesiąca Konstanty Ildefons Gałczyński napisał „Pieśń o żołnierzach z Westerplatte”, utrwalając mit, że wszyscy obrońcy polegli. W rzeczywistości większość z nich przeżyła wojnę w niewoli.
Westerplatte zostało jednym z najważniejszych miejsc pamięci w Polsce. W PRL obrona była najpierw przemilczana jako dzieło armii przedwojennej (lekarz załogi, kapitan Słaby, zmarł w 1948 roku po torturach w śledztwie), a po 1956 roku stała się oficjalnym symbolem. W 1966 roku stanął na półwyspie Pomnik Obrońców Wybrzeża, a co roku 1 września o świcie odbywają się tu uroczystości rocznicy wybuchu wojny. Spory o Sucharskiego i Dąbrowskiego nie odebrały obronie jej wymowy. Pokazały raczej, że bohaterstwo żołnierzy z Westerplatte było bohaterstwem zwykłych ludzi, w strachu, zmęczeniu i niepewności, a nie postaci z pomnika.
Miejsca·Gdańsk·Westerplatte