TheSecondWar.pl
en
← Wszystkie postacie

Holandia

Marinus van der Lubbe

Holenderski murarz i komunista rad, skazany za podpalenie Reichstagu (1933)

Marinus van der Lubbe
Urodzony:
13 stycznia 1909, Lejda (Holandia)
Zmarł:
10 stycznia 1934, Lipsk
Autor:
Natalia
Tagi:
Marinus van der Lubbe, Niemcy, komunizm, NSDAP
Fotografia:
autor nieznany, domena publiczna, Wikimedia Commons

Marinus van der Lubbe był młodym holenderskim robotnikiem, na wpół niewidomym, bezrobotnym i biednym, przekonanym, że jednym gwałtownym czynem może obudzić robotników do walki z kapitalizmem i faszyzmem. Wieczorem 27 lutego 1933 roku policja zatrzymała go w płonącym gmachu Reichstagu w Berlinie. Przyznał się do podpalenia i do końca twierdził, że działał sam. Naziści przedstawili go jako narzędzie komunistycznego spisku i wykorzystali pożar Reichstagu do zniesienia praw obywatelskich i zniszczenia lewicy, co otworzyło Hitlerowi drogę do dyktatury. Van der Lubbego skazano na śmierć na podstawie prawa uchwalonego już po jego czynie i ścięto w Lipsku w styczniu 1934 roku. Do dziś historycy spierają się, czy rzeczywiście był jedynym sprawcą pożaru, ale nikt nie wątpi, że jego czyn stał się jednym z najważniejszych pretekstów w dziejach XX wieku.

Dzieciństwo i wypadek

Urodził się 13 stycznia 1909 roku w Lejdzie w bardzo biednej rodzinie. Ojciec, wędrowny handlarz, opuścił rodzinę po kilku latach. Matka zmarła w 1921 roku, gdy Marinus miał dwanaście lat, i chłopiec przez kolejne lata mieszkał u starszej przyrodniej siostry w pobliskim Oegstgeest. Od 1924 roku uczył się zawodu murarza. Był bardzo silny i koledzy nazywali go „Dempsey”, od nazwiska słynnego amerykańskiego boksera.

W połowie lat dwudziestych (według różnych źródeł w 1925 lub 1926 roku) uległ wypadkowi przy pracy: do oczu dostało mu się niegaszone wapno. Mimo operacji prawie stracił wzrok i nie mógł już pracować w zawodzie. Dostawał rentę inwalidzką w wysokości 7,44 guldena tygodniowo, za mało, by się z niej utrzymać, więc dorabiał dorywczo, między innymi przy uprawie cebulek kwiatowych i jako posłaniec. Jego wzrok stale się pogarszał. Na początku 1933 roku widział tylko w kilkunastu procentach.

Komunista bez partii

W połowie lat dwudziestych wstąpił do młodzieżówki Komunistycznej Partii Holandii. Organizował odczyty i zebrania, a w Lejdzie założył lokal nazywany „Domem Lenina”. Wcześnie wchodził w konflikty z władzami. W 1930 roku wybił szyby w urzędzie opieki społecznej i trafił na dwa tygodnie do aresztu. Partia wydawała mu się coraz mniej radykalna i zbyt biurokratyczna, a on sam źle znosił partyjną dyscyplinę. Około 1931 roku zerwał z komunistami i zbliżył się do Grupy Międzynarodowych Komunistów, niewielkiego kręgu holenderskich komunistów rad, którzy odrzucali partie i związki zawodowe, a wierzyli w spontaniczną akcję samych robotników. Działał wśród bezrobotnych, nawołując ich do samoorganizacji, za co jeszcze kilka razy trafiał do więzienia.

Dużo wędrował. W 1931 roku przez kilka tygodni był w Berlinie i podobno próbował bez skutku dostać wizę do ZSRR. Do Holandii wrócił pieszo, a po drodze odsiedział dwa tygodnie za nielegalny handel obnośny. Jesienią 1931 roku dotarł do Budapesztu, a wiosną 1932 roku znów przez Węgry i Czechosłowację do Polski, gdzie według jego późniejszych opowieści chciał przekroczyć granicę radziecką. W czerwcu 1932 roku zatrzymano go w Utrechcie, bo zaocznie skazano go na trzy miesiące więzienia za kolejną wybitą szybę. Jesienią 1932 roku jego oczy znów się pogorszyły i do 28 stycznia 1933 roku przebywał w klinice uniwersyteckiej w Lejdzie.

Berlin, luty 1933

Dwa dni wcześniej Adolf Hitler został kanclerzem Niemiec. Van der Lubbe uważał, że w Niemczech dzieją się „ważne rzeczy”, i w lutym wyruszył do Berlina, dokąd dotarł 18 lutego. Zamieszkał w schronisku dla mężczyzn przy Alexandrinenstraße. Jego kroki w następnych dniach są znane tylko częściowo. Kręcił się w środowisku bezrobotnych w Neukölln, słuchał wystąpień komunistów i socjaldemokratów i był rozczarowany, że nikt nie wzywa do czynnego oporu. Według badań niemieckich historyków miał tam kontakt z ludźmi, którzy, jak dziś wiadomo, byli konfidentami policji politycznej, ale nie wiadomo, czy miało to jakiekolwiek znaczenie.

Wieczorem 25 lutego, jak później zeznał, próbował podpalić urząd opieki społecznej w Neukölln, berliński ratusz i zamek. Wszystkie trzy ognie szybko zauważono i zgaszono. Noc z 26 na 27 lutego spędził w przytułku policyjnym w Hennigsdorfie pod Berlinem, skąd 27 lutego wrócił pieszo do miasta. Po zmroku, według swoich zeznań, wspiął się na balkon przy głównych schodach Reichstagu, wybił szybę do restauracji i za pomocą czterech paczek podpałek do pieca oraz własnych ubrań podpalał zasłony, meble i boazerie. Między 21:20 a 21:25 policjant zatrzymał go bez oporu w sali Bismarcka, półnagiego i spoconego. W tym czasie paliła się już sala obrad.

Na przesłuchaniach van der Lubbe był rozmowny, a śledczy opisywali go jako „bystrego chłopaka”. Mówił, że chciał dać sygnał do protestu robotników przeciw kapitalistycznym rządom i faszystowskiemu przejęciu władzy, i stanowczo twierdził, że działał sam. Szef pruskiej policji politycznej Rudolf Diels uznał go za szaleńca działającego na własną rękę. Hermann Göring i Hitler od pierwszych minut mówili jednak o komunistycznym powstaniu. Jeszcze w nocy zaczęły się masowe aresztowania, a następnego dnia prezydent Paul von Hindenburg podpisał dekret o ochronie narodu i państwa, który zawiesił podstawowe prawa obywatelskie.

Proces i egzekucja

Razem z van der Lubbem oskarżono przewodniczącego klubu komunistów w Reichstagu Ernsta Torglera i trzech bułgarskich działaczy Kominternu, Georgiego Dimitrowa, Błagoja Popowa i Wasiła Tanewa. Ponieważ w chwili czynu za podpalenie nie groziła kara śmierci, rząd 29 marca 1933 roku, korzystając z ustawy o pełnomocnictwach, wydał ustawę, która wstecznie rozciągnęła karę śmierci na czyny popełnione od 31 stycznia. Nazwano ją „lex van der Lubbe”. Była jawnym złamaniem zasady, że prawo nie działa wstecz.

Proces przed IV Senatem Karnym Sądu Rzeszy w Lipsku zaczął się 21 września 1933 roku. Van der Lubbe, wiosną jeszcze żywy i gadatliwy, siedział na sali kompletnie apatyczny, pochylony, z głową zwieszoną na piersi. Mówił cicho, odpowiadał „tak” albo „nie”, a przy mowach końcowych zasnął. Tylko dwa razy na krótko ożywił się i zaczął mówić. Tłumaczono to załamaniem psychicznym, ale też podejrzewano, że podawano mu środki odurzające. Biegli psychiatrzy, w tym Karl Bonhoeffer, uznali go za poczytalnego. Dimitrow tymczasem ośmieszał oskarżenie i samego Göringa, a proces, który miał pokazać światu komunistyczny spisek, stał się kompromitacją nazistów.

Za granicą komuniści z kręgu Williego Münzenberga wydali „Brunatną księgę”, która przedstawiała van der Lubbego jako narzędzie SA. Obok prawdziwych relacji o nazistowskim terrorze zawierała ona oszczerstwa: że Holender był kochankiem szefa SA Ernsta Röhma, że był antysemitą i że w ogóle nie miał poglądów politycznych. Jego holenderscy towarzysze odpowiedzieli w tym samym roku „Czerwoną księgą”, w której bronili go jako rewolucjonistę i oskarżali SPD i KPD o zdradę robotników.

23 grudnia 1933 roku sąd uniewinnił Torglera i Bułgarów z braku dowodów, a van der Lubbego skazał na śmierć za zdradę stanu i podpalenie. Hindenburg nie skorzystał z prawa łaski. 10 stycznia 1934 roku, trzy dni przed 25. urodzinami, Marinus van der Lubbe został ścięty na gilotynie na dziedzińcu więzienia w Lipsku. Odmówił posługi duchownego i nie napisał listu pożegnalnego. Pochowano go w bezimiennym grobie na Cmentarzu Południowym w Lipsku.

Sprawa po wojnie

Po wojnie brat Marinusa, Jan van der Lubbe, przez dziesięciolecia walczył o jego rehabilitację. W 1967 roku sąd krajowy w Berlinie zamienił karę śmierci na osiem lat ciężkiego więzienia za podpalenie. W 1980 roku berliński sąd, na wniosek reprezentującego rodzinę Roberta Kempnera, dawnego oskarżyciela w Norymberdze, uchylił wyrok i uniewinnił van der Lubbego, ale postanowienie to zostało uchylone w wyższej instancji, a w 1983 roku Federalny Trybunał Sprawiedliwości uznał dalsze wznowienie postępowania za niedopuszczalne. Dopiero 6 grudnia 2007 roku prokuratura federalna stwierdziła, na podstawie ustawy z 1998 roku o uchyleniu nazistowskich wyroków bezprawia, że wyrok z 1933 roku jest nieważny. Zaznaczyła przy tym, że nie rozstrzyga o winie ani niewinności.

Spór o to, czy działał sam, trwa od 1933 roku. Przez dziesięciolecia większość historyków przyjmowała tezę o samotnym sprawcy, którą od 1959 roku rozwijał Fritz Tobias. Inni, jak Benjamin Carter Hett, uważają, że półślepy Holender nie mógł w kilkanaście minut sam podpalić wielkiej sali obrad i że w budynku działali także bojówkarze SA. W 2019 roku odnaleziono złożone w 1955 roku oświadczenie byłego członka SA Hansa-Martina Lenningsa, według którego to on zawiózł van der Lubbego do Reichstagu, gdzie już się paliło. Jego wiarygodność jest sporna.

W styczniu 2023 roku szczątki van der Lubbego ekshumowano. Badania DNA potwierdziły jego tożsamość, a analiza toksykologiczna nie wykryła śladów środków odurzających, choć biegli zastrzegli, że po niemal dziewięćdziesięciu latach nie dowodzi to, że ich nie podawano. W 2024 roku, w 90. rocznicę śmierci, nad jego szczątkami na cmentarzu w Lipsku urządzono grób z kamieniem pamiątkowym. W Lejdzie upamiętnia go pomnik, a nazwę od niego wziął jeden z dziedzińców mieszkalnych. Bertolt Brecht sportretował go w „Karierze Artura Ui” jako oskarżonego Fisha, ofiarę procesu, którego wynik ustalono z góry.

Znaczenie

Van der Lubbe chciał wywołać bunt robotników przeciw nadchodzącej dyktaturze, a dał jej najlepszy możliwy pretekst. Jego ogień, niezależnie od tego, czy był jedynym, posłużył Hitlerowi do zawieszenia praw obywatelskich, uwięzienia tysięcy komunistów i socjaldemokratów i przeforsowania ustawy o pełnomocnictwach. W ciągu kilku tygodni Niemcy przestały być państwem prawa. Jego proces ujawnił zarazem granice ówczesnej władzy: niezależny jeszcze sąd nie skazał komunistów bez dowodów, co Hitler uznał za ostrzeżenie i w 1934 roku powołał Trybunał Ludowy, sąd całkowicie posłuszny partii.

Historia van der Lubbego pokazuje też metodę, którą naziści stosowali do 1939 roku: wykorzystać prawdziwe lub sfabrykowane zdarzenie, by ogłosić zagrożenie i zażądać nadzwyczajnych środków. Skazany na podstawie prawa działającego wstecz i stracony mimo wątpliwości co do jego stanu, stał się jedną z pierwszych ofiar nazistowskiego wymiaru „sprawiedliwości”, a jego wyrok symbolem tego, jak szybko prawo w III Rzeszy stało się narzędziem władzy.

Źródła

  1. Marinus van der Lubbe · Wikipedia (pl)
  2. Marinus van der Lubbe · Wikipedia (en)

Najczęściej obok

Postacie, które pojawiają się w tych samych wydarzeniach.

Na osi czasu

(02)