TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Sztorm w kanale La Manche

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
19 czerwca 1944
Autor:
Natalia
Bitwa:
Bitwa o Normandię
Tagi:
Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Bernard Law Montgomery

19 czerwca 1944 roku, trzynaście dni po lądowaniu w Normandii, nad kanał La Manche nadciągnął z północnego wschodu silny sztorm. Wiał przez cztery dni, do 22 czerwca, prosto na plaże inwazji. Zniszczył amerykański port sztuczny Mulberry A pod plażą Omaha, uszkodził brytyjski Mulberry B pod Arromanches, wyrzucił na brzeg setki barek i jednostek desantowych i na kilka dni niemal całkowicie wstrzymał wyładunek zaopatrzenia dla walczących na lądzie armii.

Często podkreśla się, że sztorm zniszczył jeden z alianckich portów Mulberry w Normandii. To prawda – port amerykański pod Omaha nigdy już nie został odbudowany. Brytyjski port pod Arromanches również ucierpiał, ale dało się go naprawić, i to w dużej mierze z elementów wydobytych z wraku portu amerykańskiego.

Porty z betonu i stali

Alianci od początku planowania inwazji wiedzieli, że nie zdobędą od razu dużego francuskiego portu. Wielkie statki zaopatrzeniowe wymagały głębokiej wody i nabrzeży z dźwigami, a Niemcy bronili portów najsilniej i byli gotowi je zniszczyć. Wśród przygotowań do inwazji była więc budowa dwóch portów sztucznych, nazwanych kryptonimem Mulberry, które holowano przez kanał w częściach i składano u wybrzeży Normandii.

Każdy z portów składał się z kilku warstw osłon. Najdalej od brzegu kotwiczono „Bombardony” – pływające stalowe falochrony w kształcie krzyża, mające łamać fale przed wejściem do portu. Bliżej brzegu zatapiano stare statki („corncobs”), które tworzyły osłonięte kotwicowiska nazywane „gooseberries”, oraz olbrzymie żelbetowe kesony „Phoenix” o wyporności od około dwóch do sześciu tysięcy ton. Wewnątrz osłony stały głowice pirsów typu Lobnitz („Spud”) – pływające platformy rozładunkowe, które przesuwały się w górę i w dół po stalowych nogach opartych o dno, w rytm pływów. Z brzegiem łączyły je pływające drogi „Whale” na pontonach „Beetle”. Po tych drogach ciężarówki zjeżdżały wprost ze statków na plażę, niezależnie od pływu.

Elementy portów wyruszyły z Anglii po południu 6 czerwca. Pierwsze statki zatopiono jako falochron 7 czerwca, pierwszy keson „Phoenix” pod Omaha osadzono 9 czerwca, a osłona z zatopionych statków była gotowa 11 czerwca. 16 czerwca, jak podaje amerykańska historia oficjalna (Roland G. Ruppenthal, „Logistical Support of the Armies”), na pirsy portu pod Omaha zjechały pierwsze pojazdy i żołnierze. Do 18 czerwca działały tam dwa pirsy i cztery głowice. Port Mulberry A pod Saint-Laurent-sur-Mer dowodzony przez kmdr. Augustusa Daytona Clarka był niemal gotowy, podobnie jak brytyjski Mulberry B pod Arromanches, osłaniający plażę Gold.

Cztery dni sztormu

Wczesnym rankiem 19 czerwca wiatr z północnego wschodu przybrał na sile. Rosnąca fala szybko wstrzymała pracę amfibii DUKW i promów zarówno pod Omaha, jak i pod Utah. W ciągu kilku godzin obsługi działek przeciwlotniczych musiały opuścić stanowiska na kesonach „Phoenix” w zewnętrznym falochronie pod Omaha, bo fale zmywały z nich barierki i osłony. Przęsła pirsów zaczęły się odrywać od lin kotwicznych. Zwykła praca portu ustała, a niemal wszyscy ludzie zajęli się ratowaniem sprzętu i jednostek.

Pod wieczór wiatr się wzmógł i zaczął wyrzucać na plażę dziesiątki barek. Część wylądowała nietknięta ponad linią przypływu i przez wiele dni nie dało się ich zepchnąć na wodę; inne roztrzaskały się o mur nadbrzeżny pod Utah albo o kamienisty wał pod Omaha. Port niszczyło nie tylko morze, ale i bezradnie miotane jednostki, które uderzały w pirsy. 20 czerwca zerwały się wschodnie liny kotwiczne i jeden z pirsów zaczął dryfować na zachód. Wszystkie 24 Bombardony zerwały się z kotwic – część uderzała w pirsy, część wylądowała na plaży, inne zagrażały statkom na redzie. Rankiem 21 czerwca, według Ruppenthala, z 32 osadzonych pod Omaha kesonów „Phoenix” tylko osiem nadal spełniało swoje zadanie, a w nocy fale porwały i rzuciły na płyciznę obie głowice pirsów.

Sztorm osłabł 22 czerwca, a 23 czerwca amfibie mogły znów pracować. Plaża Omaha wyglądała wtedy jak cmentarzysko sprzętu. Ruppenthal wylicza, że utracono tam blisko sto barek LCVP i LCM oraz wiele większych jednostek, a z dwudziestu promów „Rhino” sprawny pozostał jeden. Naprzeciw jednego tylko zjazdu z plaży leżało osiemdziesiąt jednostek, w tym barki piętrzące się jedna na drugiej. Port Mulberry A był stracony – z wyjątkiem zatopionych statków, choć i z nich połowa przełamała się na pół. Często przytaczana w opracowaniach liczba około 800 jednostek wyrzuconych na brzeg lub uszkodzonych na wszystkich plażach jest szacunkiem i obejmuje głównie małe barki.

Był to, jak się zwykle podaje, najsilniejszy czerwcowy sztorm na tym wybrzeżu od czterdziestu lat. Ruppenthal zwraca jednak uwagę, że według zwykłych miar nie był wcale bardzo silny: wiatr osiągał 25–32 węzły, czyli nie przekroczył 7 stopni w skali Beauforta. Niszczycielski był dlatego, że wiał z północnego wschodu, prosto na odsłonięte plaże, przez kilka dni z rzędu, a porty sztuczne projektowano na letnią pogodę. Zarazem był ostrzeżeniem, że na zimę na Mulberry liczyć nie można.

Arromanches

Brytyjski port pod Arromanches miał więcej szczęścia. Jak się zwykle tłumaczy, częściowo osłaniały go przybrzeżne skały Calvados, a jego kesony osadzono i zakotwiczono staranniej. Port ucierpiał – fale uszkodziły falochrony, pirsy i drogi pływające, a część Bombardonów również się zerwała – ale pozostał zdatny do użytku. Po sztormie naprawiono go i wzmocniono, w dużej mierze elementami wydobytymi z ruin portu pod Omaha. Nazwany Port Winston, służył aliantom znacznie dłużej, niż zakładano: zaprojektowany na około trzy miesiące, działał przez dziesięć, a przez jego nabrzeża przeszły miliony ton zaopatrzenia, setki tysięcy pojazdów i ponad dwa miliony żołnierzy.

Kryzys zaopatrzenia

Najgroźniejsze było niemal całkowite wstrzymanie wyładunku. 19 czerwca, gdy sztorm dopiero się zaczynał, amerykańskie brygady inżynieryjne na plażach wyładowały jeszcze ponad 8300 ton zaopatrzenia i 3000 pojazdów, a na ląd zeszło około 17 750 żołnierzy. 20 czerwca wyładowano tylko 1000 ton, 738 pojazdów i 3300 ludzi, 21 czerwca – 1000 ton, a 22 czerwca – zaledwie 500. Według zestawienia Ruppenthala w ciągu czterech dni sztormu zamiast planowanych 64 100 ton zaopatrzenia wyładowano 12 253, zamiast 13 337 pojazdów – 4205, a zamiast 77 081 żołnierzy – 23 460. Odsetek wykonania planu dostaw spadł z 72,8 proc. 18 czerwca do 57,4 proc. 22 czerwca.

Brakowało przede wszystkim amunicji. Amerykański VII Korpus właśnie przeciął półwysep Cotentin i ruszał na północ, ku Cherbourgowi. 1 Armia ograniczyła zużycie amunicji do jednej trzeciej dziennej normy, przez trzy dni dowożono samolotami po 500 ton dziennie najbardziej potrzebnych kalibrów, a kilka małych statków z amunicją celowo osadzono na plaży, by rozładować je w czasie odpływu – czasem wycinając w burtach otwory, by dostać się do ładunku. Statki w portach brytyjskich wstrzymano, bo po drugiej stronie kanału nie było ich jak rozładować.

Sztorm opóźnił też brytyjską ofensywę pod Caen. Gen. Bernard Law Montgomery zamierzał uderzyć na zachód od miasta siłami świeżego VIII Korpusu, ale sztorm zatrzymał w Anglii część jego oddziałów i amunicji. Natarcie, nazwane operacją „Epsom”, pierwotnie przewidziane na 22 czerwca, ruszyło dopiero 26 czerwca. W tym czasie Niemcy ściągali pod Caen kolejne dywizje pancerne, w tym przerzucany ze wschodu II Korpus Pancerny SS.

Plaże zamiast portu

Sztorm przyniósł też nieoczekiwaną lekcję. Brygady na plażach pracowały przez cały czas jego trwania: ratowały sprzęt, oczyszczały przejścia, budowały nowe punkty przeładunkowe i poprawiały drogi. Gdy wiatr ucichł, rozładunek ruszył szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. 23 czerwca plaża Omaha przyjęła 10 tys. ton, a Utah 6400 ton – więcej niż w jakimkolwiek dniu przed sztormem. W ostatnim tygodniu czerwca Omaha przyjmowała średnio 13 500 ton dziennie, 115 proc. planu, a Utah 7000 ton, 124 proc. planu – bez portu sztucznego, prosto na otwarte plaże, na które osadzano barki i okręty desantowe LST, by w czasie odpływu rozładowywać je wprost na ciężarówki.

Dowódca Zachodnich Sił Morskich adm. Alan Kirk, który obejrzał zniszczenia, uznał odbudowę Mulberry A za bezcelową. 24 czerwca dowódcy marynarki przyjęli jego zalecenie, a 26 czerwca zatwierdził je gen. Dwight Eisenhower. Postanowiono wzmocnić osłonę z zatopionych statków pod Omaha dwunastoma dodatkowymi wrakami, a ocalałe przęsła pirsów przekazać do portu brytyjskiego. Według Ruppenthala Eisenhower uznał za szczęście, że sztorm przyszedł w porę jako ostrzeżenie, i liczył na szybkie zdobycie Cherbourga. Sztorm pokazał też, jak niewiele brakowało do katastrofy. Gdyby na początku czerwca Eisenhower odroczył desant nie o dobę, lecz do następnego okna dogodnych pływów, przypadającego na 18–20 czerwca, flota inwazyjna znalazłaby się u francuskiego brzegu dokładnie w dniach sztormu.

Miejsce w wojnie

Sztorm nie zatrzymał inwazji, ale na kilka dni odciął armie na lądzie od zaplecza w chwili, gdy Niemcy ściągali posiłki do Normandii. Przyczółek, który od wyzwolenia Bayeux 7 czerwca rozrastał się w głąb lądu, przetrwał ten czas bez większych strat terenu, a straty w zaopatrzeniu udało się odrobić w ciągu tygodnia. Kosztem było opóźnienie natarć i nadwyrężenie zapasów amunicji akurat przed szturmem na Cherbourg.

Najważniejszy wniosek dotyczył portów. Sztorm dowiódł, że na portach sztucznych nie można polegać po lecie, a przez otwarte plaże da się przerzucić znacznie więcej, niż sądzili planiści. Tym pilniejsze stało się zdobycie prawdziwego portu. Cherbourg padł 26 czerwca, ale niemieccy saperzy tak gruntownie zniszczyli jego nabrzeża, że zaczął przyjmować pierwsze statki dopiero w połowie lipca, a pełną wydajność osiągnął znacznie później. Amerykanie zaopatrywali się więc przez plaże Omaha i Utah aż do jesieni, a problem portów – Cherbourga, portów Bretanii, a w końcu Antwerpii – stał się jednym z głównych ograniczeń alianckiej ofensywy na zachodzie aż do zimy 1944 roku.

Port Winston pod Arromanches działał do 1945 roku. Jego szczątki – kesony „Phoenix” widoczne w morzu przed miasteczkiem – stoją tam do dziś i są jedną z najbardziej rozpoznawalnych pamiątek inwazji. Pod Omaha po porcie Mulberry A zostało niewiele więcej niż wspomnienie i fotografie poskręcanych pirsów z czerwca 1944 roku.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.