TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Odroczenie inwazji

Kategoria:
Wojsko
Front:
Front zachodni
Data:
4 czerwca 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Dwight Eisenhower, Erwin Rommel, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone

Wczesnym rankiem 4 czerwca 1944 roku gen. Dwight Eisenhower, naczelny dowódca Alianckich Sił Ekspedycyjnych, przesunął inwazję na Francję o 24 godziny. Desant w Normandii, wyznaczony w maju na 5 czerwca, miał się odbyć dzień później. Powodem była prognoza pogody: nad kanał La Manche nadciągał niż, który przynosił silny wiatr, wysoką falę i niskie chmury. Okręty i barki desantowe były już załadowane, a część konwojów płynęła w morzu – trzeba je było zawrócić.

Kalendaria wojny ujmują to krótko: operację „Overlord” odroczono o dobę z powodu wzburzonego morza. To zgodne z faktami, choć niepełne. O odroczeniu przesądziło nie tyle samo morze, ile cała prognoza na 5 czerwca: wiatr, fala, a przede wszystkim niski pułap chmur, przy którym lotnictwo nie mogłoby ani bombardować umocnień, ani osłaniać desantu, ani zrzucić spadochroniarzy w wyznaczonych strefach.

Narada wieczorem 3 czerwca

Od początku czerwca dowódcy inwazji spotykali się dwa razy na dobę w Southwick House pod Portsmouth, kwaterze adm. Bertrama Ramsaya, dowódcy sił morskich operacji. Eisenhower mieszkał w przyczepie w pobliskim lesie. Na naradach meteorolog SHAEF, kpt. grupy RAF James Stagg, przedstawiał prognozę uzgodnioną – z trudem – między trzema zespołami: brytyjską służbą meteorologiczną, Admiralicją i meteorologami amerykańskiego lotnictwa. Według wspomnień Stagga zespoły różniły się w ocenach, a amerykański zespół był wyraźnie bardziej optymistyczny od brytyjskich.

Jeszcze pod koniec maja prognozy dawały nadzieję na spokojny początek czerwca. W pierwszych dniach czerwca obraz zaczął się jednak psuć, a meteorolodzy byli coraz bardziej zaniepokojeni. Wieczorem w sobotę 3 czerwca Stagg przedstawił dowódcom prognozę na 5 czerwca, którą amerykańska historia oficjalna (Gordon A. Harrison, „Cross-Channel Attack”) streszcza tak: zachmurzenie i sztormowa pogoda, silny wiatr i podstawa chmur od 500 stóp (ok. 150 m) do zera, a do tego sytuacja tak zmienna, że prognozy na więcej niż dobę naprzód były bardzo zawodne. Długi okres stałej pogody dobiegał końca. Po dyskusji postanowiono odłożyć decyzję o siedem godzin, a tymczasem pozwolić statkom wychodzić z portów zgodnie z planem.

Pośpiech wynikał z geografii. Najdłuższą drogę miał zespół „U”, który płynął z portów Devonu – między innymi z Plymouth, Salcombe, Dartmouth i Brixham – w kierunku plaży Utah na wschodnim wybrzeżu półwyspu Cotentin. Jego pierwsze konwoje wyszły w morze już 3 czerwca, podobnie jak część zespołu „O” z Portlandu, przeznaczonego pod Omaha. Gdyby inwazję przesunięto, to właśnie one musiałyby zawracać najdalej.

Na prognozę złożyły się także dane z miejsc odległych od Portsmouth. Wśród nich były obserwacje ze stacji meteorologicznej w Blacksod Point na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Choć Irlandia pozostawała neutralna, przekazywała dane pogodowe do brytyjskiej centrali w Dunstable. Według relacji przytaczanej przez National WWII Museum w Nowym Orleanie obserwatorka Maureen Flavin zgłosiła tam 3 czerwca o pierwszej w nocy narastający wiatr i deszcz oraz spadek ciśnienia – zapowiedź nadciągającego niżu.

Decyzja nad ranem 4 czerwca

Druga narada zebrała się w niedzielę 4 czerwca przed świtem – według Harrisona o 4.30, według innych relacji kwadrans wcześniej. Stagg nie miał dobrych wieści. Morze miało być nieco spokojniejsze, niż się obawiano, ale zachmurzenie nadal wykluczało działania lotnictwa. Gen. Bernard Law Montgomery, dowodzący wojskami lądowymi inwazji, był gotów uderzać zgodnie z planem. Przeciw byli dowódcy lotnictwa – zastępca Eisenhowera marsz. lotn. Arthur Tedder i dowódca sojuszniczych sił powietrznych inwazji marsz. lotn. Trafford Leigh-Mallory. Ramsay, jak zapisał Montgomery, nie chciał się wypowiedzieć jednoznacznie.

Eisenhower odroczył inwazję o 24 godziny. Harrison tłumaczy jego rozumowanie: „Overlord” miał na lądzie bardzo nikłą przewagę i tylko panowanie aliantów w powietrzu czyniło go rozsądną operacją wojenną. Jeśli lotnictwo nie mogło działać, desantu nie należało ryzykować. Do floty poszedł umówiony sygnał, a okręty i konwoje, które były już w morzu, zawróciły do portów i kotwicowisk, by wyjść ponownie dobę później.

Nie wszystkie od razu. Kanadyjska historia oficjalna (C. P. Stacey, „The Victory Campaign”) opisuje konwój zespołu „U” oznaczony U2A – 138 okrętów i jednostek desantowych – który nie odebrał sygnału. O dziewiątej rano był 25 mil morskich na południe od wyspy Wight i wciąż płynął ku Normandii. Wysłano za nim dwa niszczyciele i samolot, które zdołały go zawrócić. Ramsay pisał później w raporcie, że gdyby tego nie zrobiono, konwój mógłby zostać wykryty przez niemieckie radary, co z pewnością zwiększyłoby czujność nieprzyjaciela w kolejnych dniach.

Dla żołnierzy odroczenie oznaczało dodatkową dobę w zatłoczonych ładowniach i na pokładach barek, które kołysały się na wzburzonym morzu. Małe jednostki desantowe z trudem wracały pod wiatr do osłoniętych przystani. Wielu ludzi cierpiało na chorobę morską jeszcze przed wyruszeniem. Obozy i porty od tygodni były zamknięte dla postronnych, a żołnierze na statkach znali już cel – każdy kolejny dzień zwłoki zwiększał ryzyko przecieku.

Przejaśnienie

Wieczorem 4 czerwca o 21.30 dowódcy znów zebrali się w bibliotece Southwick House, a za oknami szalały wiatr i deszcz. Tym razem Stagg miał wiadomość nieoczekiwaną. Front opadów nad rejonem desantu miał przejść w ciągu dwóch–trzech godzin, a przejaśnienie potrwać do rana we wtorek 6 czerwca. Wiatr miał osłabnąć, a chmury pozwolić na ciężkie bombardowania w nocy z poniedziałku na wtorek; podstawa chmur w godzinie „H” mogła być akurat na tyle wysoka, by obserwatorzy kierowali ogniem okrętów. Harrison podsumowuje, że była to pogoda raczej do zniesienia niż idealna. Na czwartek 8 czerwca meteorolodzy w ogóle nie potrafili niczego przewidzieć.

Ramsay przypomniał, że na decyzję zostało pół godziny. Jeśli zespoły amerykańskiego adm. Alana Kirka wyjdą w morze na desant we wtorek, a potem zostaną odwołane, nie zdążą wyjść ponownie na środę – ostatni dzień, w którym światło i pływy sprzyjały desantowi. Odwołanie inwazji oznaczało więc czekanie do kolejnego okna około 19 czerwca: wyładowanie wojsk ze statków, ryzyko dla tajemnicy i morale, noc bez księżyca dla spadochroniarzy i krótszy sezon do walki na kontynencie. Szef sztabu Eisenhowera gen. Walter Bedell Smith uznał, że trzeba spróbować. Leigh-Mallory i Tedder wciąż wątpili, czy ciężkie bombowce zdołają działać skutecznie. Eisenhower zapytał Montgomery’ego, czy widzi powód, by nie uderzyć we wtorek. „Powiedziałbym: idziemy!” – odparł Montgomery.

O 21.45 Eisenhower ogłosił decyzję. Harrison przytacza jego słowa: „Jestem całkowicie pewien, że musimy wydać rozkaz… Nie podoba mi się to, ale tak jest… Nie widzę, jak moglibyśmy postąpić inaczej”. Rozkazy rozesłano natychmiast. Pozostawało ryzyko, że pogoda pogorszy się tak bardzo, że trzeba będzie je cofnąć, dlatego zwołano jeszcze jedną naradę. Relacje różnią się nawet co do jej godziny: Harrison pisze o spotkaniu tuż po północy, Stacey – o naradzie około czwartej rano 5 czerwca, a inni autorzy, idąc za wspomnieniami uczestników, podają 4.15. Prognoza się nie zmieniła i decyzja pozostała w mocy.

Najczęściej przytaczane słowa Eisenhowera – „OK, let’s go” („Dobrze, ruszamy”) – padły właśnie wtedy, wczesnym rankiem 5 czerwca, choć i tu wersje się różnią: autorzy cytują „OK, we’ll go”, „Well, we’ll go!” czy „OK, let ’er rip”. Stacey zauważa w przypisie, że relacje świadków i historyków tych godzin różnią się w sposób zaskakujący. Pewne jest jedno: decyzję podjął sam Eisenhower, a flota ruszyła ku Normandii.

Notatka na wypadek klęski

Eisenhower zdawał sobie sprawę, że bierze na siebie ryzyko, które może się skończyć katastrofą. 5 czerwca napisał ołówkiem krótki komunikat, który miał zostać ogłoszony, gdyby desant się nie powiódł. Tekst przechowywany w Bibliotece Prezydenckiej Eisenhowera w Abilene brzmi w przekładzie: „Nasze lądowania w rejonie Cherbourg–Hawr nie zdołały uchwycić zadowalającego przyczółka i wycofałem wojska. Moja decyzja, by zaatakować w tym czasie i miejscu, opierała się na najlepszych dostępnych informacjach. Wojska, lotnictwo i marynarka zrobiły wszystko, co mogły uczynić męstwo i oddanie obowiązkowi. Jeśli za tę próbę należy się komuś wina lub nagana, to wyłącznie mnie”.

Z pośpiechu lub zmęczenia Eisenhower opatrzył kartkę datą „5 lipca” zamiast 5 czerwca. Notatki nie trzeba było użyć. Według wspomnień jego adiutanta kmdr. por. Harry’ego Butchera Eisenhower natknął się na nią 11 lipca w portfelu i oddał mu ją, wspominając, że podobną notatkę pisał przed każdym desantem. Wieczorem 5 czerwca odwiedził jeszcze spadochroniarzy amerykańskiej 101. Dywizji Powietrznodesantowej na lotnisku Greenham Common, zanim odlecieli nad Normandię.

Po drugiej stronie kanału

Pogoda, która zmusiła aliantów do zwłoki, uśpiła czujność Niemców. Niemieccy meteorolodzy nie mieli stacji na zachód od kanału, skąd nadciągały niże, a samoloty meteorologiczne latające nad Atlantyk dostarczały danych o ograniczonej wartości. Harrison podkreśla, że nie mogli oni przewidzieć przejaśnienia, które dostrzegł Stagg. Nie ma dowodów, by meteorolodzy wprost zapewniali dowódców, że inwazja 6 czerwca jest niemożliwa, ale wiatr i fala wyraźnie osłabiły niemiecką czujność. Eksperci Kriegsmarine uznawali desant za możliwy tylko przy spokojniejszym morzu, słabszym wietrze i lepszej widoczności – a te warunki 5 czerwca nie były spełnione. Według wielu opracowań z powodu pogody niemieckie patrole morskie nie wypłynęły tej nocy w kanał, a dowódca marynarki na Zachodzie adm. Theodor Krancke przyjął wieczorne ostrzeżenia bez niepokoju.

Rano 4 czerwca, jak podaje większość biografów, feldmarsz. Erwin Rommel wyjechał samochodem z kwatery Grupy Armii „B” w La Roche-Guyon do domu w Herrlingen pod Ulm. 6 czerwca jego żona Lucie obchodziła urodziny, a on sam zamierzał spotkać się potem z Adolfem Hitlerem w Obersalzbergu i prosić o przesunięcie bliżej wybrzeża dywizji pancernych. Uważał, że przy takiej pogodzie i takich pływach alianci w najbliższych dniach nie uderzą. Na 6 czerwca w Rennes zaplanowano ponadto grę wojenną 7 Armii, na którą wezwano wielu dowódców dywizji i niższych szczebli – część z nich wyjechała z kwater jeszcze przed świtem. W ciągu kilku miesięcy Rommel umocnił Wał Atlantycki, ale w chwili desantu nie było go we Francji.

Miejsce w wojnie

Odroczenie o dobę było ostatnim aktem długich przygotowań do inwazji, które w maju dopięto na odprawie w St Paul’s School i ustaleniem dnia „D”. Tego samego 4 czerwca, kiedy flota wracała do portów, alianci wkroczyli do Rzymu – pierwszej stolicy państwa Osi zdobytej w tej wojnie. W nocy z 5 na 6 czerwca alianckie lotnictwo zbombardowało niemieckie baterie na wybrzeżu, spadochroniarze wylądowali na tyłach plaż, a rano 6 czerwca pięć dywizji piechoty zeszło na brzeg w Normandii. Niemcy, przekonani, że przy takiej pogodzie inwazja nie nastąpi, zostali zaskoczeni, a Rommel wrócił do swojej kwatery dopiero wieczorem 6 czerwca.

Jak trafna była decyzja Eisenhowera, okazało się dwa tygodnie później. Gdyby inwazję przełożono na następne okno, wypadłaby w okresie 18–20 czerwca – a 19 czerwca nad kanał nadciągnął najsilniejszy od kilkudziesięciu lat czerwcowy sztorm, który zniszczył amerykański port sztuczny pod Omaha. Według dokumentów przechowywanych w brytyjskiej Narodowej Bibliotece i Archiwum Meteorologicznym Eisenhower dopisał później na prognozie Stagga z tamtych dni: „Dziękuję bogom wojny, że poszliśmy wtedy, kiedy poszliśmy”. Stagg opisał te dni w 1971 roku we wspomnieniach „Forecast for Overlord”. Narada w Southwick House stała się jednym z najbardziej znanych przykładów decyzji podjętej w warunkach niepewności – na podstawie prognozy, która mogła się nie sprawdzić, i z pełną świadomością, że odpowiedzialność za ewentualną klęskę spadnie na jednego człowieka.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.