Przygotowania do D-Day
Pod koniec kwietnia 1944 roku przygotowania do inwazji na Francję weszły w ostatnią fazę i 30 kwietnia, w ostatnim dniu miesiąca, trwały gorączkowo na całym południu kraju. Południowa Anglia zamieniła się w jeden wielki obóz wojskowy: w lasach i parkach stały namioty i baraki, przy drogach ciągnęły się rzędy czołgów, ciężarówek i dział, a w portach i ujściach rzek od Kornwalii po Kent cumowały setki okrętów i barek desantowych. Dowódca alianckich sił ekspedycyjnych gen. Dwight Eisenhower i dowódca wojsk lądowych inwazji gen. Bernard Law Montgomery mieli przed sobą jeszcze nieco ponad miesiąc. Termin desantu, ukryty pod kryptonimem „D-Day”, znało tylko wąskie grono oficerów, ale skali przygotowań nie dało się już ukryć – można było jedynie ukryć ich cel.
Droga do kwietnia 1944
Decyzję o desancie przez kanał La Manche w 1944 roku zachodni alianci podjęli w maju 1943 roku w Waszyngtonie, a w listopadzie na konferencji w Teheranie Franklin Delano Roosevelt i Winston Churchill obiecali Józefowi Stalinowi, że drugi front zostanie otwarty w maju 1944 roku. Szkic planu przygotował w Londynie sztab COSSAC gen. Fredericka Morgana. Od stycznia 1944 roku, kiedy Eisenhower przybył do Londynu, a Montgomery objął dowództwo 21 Grupy Armii, plan gruntownie przebudowano: zamiast trzech dywizji w pierwszym rzucie miało lądować pięć, na szerszym odcinku wybrzeża Normandii, z trzema dywizjami powietrznodesantowymi na skrzydłach. Większy desant wymagał więcej barek, a te trzeba było zbudować albo ściągnąć z Morza Śródziemnego. Dlatego termin przesunięto z maja na początek czerwca – dodatkowy miesiąc produkcji w stoczniach amerykańskich i brytyjskich dawał kilkaset jednostek więcej. W lutym powstała formalnie kwatera SHAEF, a operacja otrzymała ostateczny kształt: „Overlord” oznaczał całą kampanię w Normandii, a „Neptune” – jej morską i desantową część.
Wiosną 1944 roku wszystkie te decyzje musiały zamienić się w ludzi, sprzęt i rozkazy. Kwiecień był miesiącem, w którym ta machina pracowała na najwyższych obrotach – i w którym dowództwo coraz częściej myślało nie o tym, czego jeszcze brakuje, lecz o tym, jak nie zdradzić, co już jest gotowe.
Armia na wyspie
Najbardziej widocznym znakiem przygotowań byli ludzie. Od 1942 roku, w ramach operacji „Bolero”, do Wielkiej Brytanii przypływały kolejne amerykańskie dywizje, jednostki lotnictwa i służby zaopatrzenia. Wiosną 1944 roku tempo jeszcze wzrosło: według amerykańskich danych w maju na Wyspach przebywało już około 1,5 miliona żołnierzy USA. Większość Amerykanów, przeznaczonych do lądowania na zachodnich plażach, rozlokowano w obozach w południowo-zachodniej Anglii – w Kornwalii, Devonie, Somerset i Dorset – a jednostki brytyjskie i kanadyjskie dalej na wschód, między Southampton a Newhaven, i na wschodnim wybrzeżu. Obok nich czekały na swoją kolej wojska francuskie, norweskie, holenderskie i belgijskie, a także polska 1 Dywizja Pancerna gen. bryg. Stanisława Maczka, która miała przeprawić się do Francji w późniejszym rzucie.
Na wiejskie drogi wyjechały kolumny ciężarówek, a pola i wrzosowiska zamieniły się w składy amunicji, paliwa i sprzętu. Amerykańska służba zaopatrzenia zgromadziła w Anglii miliony ton zapasów – od czołgów i lokomotyw po racje żywnościowe i lekarstwa. Wzdłuż wybrzeża budowano nabrzeża i pochylnie do załadunku pojazdów, a przy obozach rozrastały się szpitale polowe przygotowane na przyjęcie rannych z Francji.
Wojska ćwiczyły w warunkach jak najbardziej zbliżonych do prawdziwych. W kwietniu na plażach Devonu, w okolicy ewakuowanej wcześniej wsi Slapton, odbywały się wielkie ćwiczenia desantowe z ostrą amunicją. Jedno z nich zakończyło się katastrofą: w nocy z 27 na 28 kwietnia niemieckie kutry torpedowe zaatakowały konwój ćwiczeń „Tiger” i zginęło kilkuset amerykańskich żołnierzy i marynarzy – tragedię pod Slapton Sands natychmiast utajniono. Na początku maja przyszła kolej na ostatnią wielką próbę generalną, ćwiczenia „Fabius”.
Sztaby dopracowywały tymczasem plan. 7 kwietnia w londyńskiej szkole św. Pawła, gdzie mieściła się kwatera 21 Grupy Armii, Montgomery przedstawił dowódcom armii, korpusów i dywizji szczegółowy przebieg operacji lądowej, a w następnych tygodniach rozkazy schodziły coraz niżej, do dowódców batalionów i kompanii.
Porty z betonu i rurociąg pod morzem
Doświadczenie rajdu na Dieppe w 1942 roku przekonało aliantów, że silnie bronionego portu francuskiego nie zdobędą z marszu. Wielkie statki zaopatrzeniowe potrzebowały jednak głębokiej wody i nabrzeży z dźwigami. Rozwiązaniem miały być dwa sztuczne porty, nazwane kryptonimem Mulberry – „A” dla Amerykanów pod Omaha i „B” dla Brytyjczyków pod Arromanches. Ich zręby stanowiły zatopione celowo stare statki („corncobs”), które tworzyły osłonięte kotwicowiska („gooseberries”), oraz olbrzymie żelbetowe kesony „Phoenix”, holowane przez kanał i zatapiane jako falochrony. Wewnątrz miały się znaleźć pływające nabrzeża i drogi na pontonach, unoszące się i opadające wraz z przypływem. Wiosną 1944 roku elementy portów budowało w tajemnicy około 37 tysięcy robotników w dokach, stoczniach i na plażach całej Wielkiej Brytanii; gotowe kesony zatapiano tymczasowo przy południowym wybrzeżu, by w odpowiedniej chwili je podnieść i odholować.
Równie śmiałym pomysłem był PLUTO („Pipe-Line Under The Ocean”) – rurociąg na dnie kanału, który miał zaopatrywać armie w paliwo bez narażania tankowców na ataki i sztormy. Brytyjski Departament Wojny Naftowej opracował dwa rodzaje przewodów: elastyczny, podobny do kabla telegraficznego, i sztywny ze spawanych rur stalowych, nawijany na pływające bębny wielkości budynku, zwane „Conundrum”. Rurociąg nie zdążył jednak odegrać roli w pierwszych tygodniach inwazji – pierwsza linia z wyspy Wight do Cherbourga zaczęła działać dopiero we wrześniu 1944 roku, a większość paliwa dotarła później przez krótszą trasę z Dungeness do Boulogne.
Najtrudniej było o barki. Na samą Normandię potrzeba było kilku tysięcy okrętów i jednostek desantowych, w tym kilkuset dużych okrętów desantowych do przewozu czołgów (LST) – tymczasem te same jednostki były niezbędne pod Anzio i na Pacyfiku. Churchill skarżył się w kwietniu w liście do gen. George’a Marshalla, że losy dwóch wielkich imperiów zależą od „jakichś przeklętych rzeczy zwanych LST”. Stocznie amerykańskie, także te nad rzekami w głębi kraju, pracowały pełną parą, a każdy okręt zdolny przepłynąć Atlantyk kierowano na wiosnę do Anglii.
Tajemnica
Tak wielkich przygotowań nie dało się ukryć przed własnymi obywatelami, ale można było odciąć od nich resztę świata. Od 1 kwietnia 1944 roku obowiązywał zakaz wjazdu dla odwiedzających do pasa wybrzeża szerokiego na 10 mil (około 16 km), ciągnącego się od zatoki Wash na wschodzie po przylądek Land’s End w Kornwalii. Strefy pilnowały posterunki, a w najbardziej newralgicznych miejscach zabroniono nawet noszenia aparatów fotograficznych i lornetek. Wcześniej, w marcu, Brytyjczycy wstrzymali podróże do neutralnej Irlandii, w której wciąż działało poselstwo niemieckie.
17 kwietnia rząd brytyjski sięgnął po środek bez precedensu w stosunkach dyplomatycznych: przedstawicielstwa obcych państw w Londynie – z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych i ZSRR – utraciły prawo do wysyłania depesz szyfrowanych i nieocenzurowanej poczty kurierskiej, a ich personel nie mógł opuszczać kraju. Ograniczenie dotknęło także sojuszników, w tym rządy emigracyjne i Francuski Komitet Wyzwolenia Narodowego gen. Charles’a de Gaulle’a, który przyjął je z głębokim urażeniem. Pod koniec kwietnia wstrzymano też wyjazdy za granicę zwykłych podróżnych, a cenzura objęła korespondencję żołnierzy.
Dostęp do najważniejszej tajemnicy – miejsca i terminu desantu – mieli tylko oficerowie z najwyższą klauzulą, oznaczani kryptonimem „Bigot”. Ostatni krok przewidziano na koniec maja: wojska przeznaczone do pierwszych rzutów miały wejść do strzeżonych obozów wyczekiwania w pobliżu portów załadunku, oznaczanych na mapach podłużnymi owalnymi kształtami, od których wzięła się ich potoczna nazwa „kiełbaski” (sausages). Po zamknięciu bram nikt nie mógł ich opuścić ani skontaktować się ze światem zewnętrznym, a żołnierze poznawali szczegóły zadań na mapach, na których zmieniono nazwy miejscowości.
Armia, której nie było
Skoro przygotowań nie dało się ukryć, trzeba było przekonać Niemców, że służą one czemu innemu. Temu celowi służył plan „Fortitude”, część szerszej alianckiej mistyfikacji „Bodyguard”. Jego północna część miała utwierdzać Niemców w obawie przed desantem w Norwegii, południowa – „Fortitude South” – wmówić im, że główne uderzenie spadnie na Pas-de-Calais, najbliższy Anglii odcinek francuskiego wybrzeża, a lądowanie w innym miejscu będzie tylko dywersją.
Narzędziem tego oszustwa była 1 Grupa Armii Stanów Zjednoczonych (FUSAG), formacja istniejąca naprawdę jako sztab, ale w większości złożona z fikcyjnych dywizji „rozlokowanych” w południowo-wschodniej Anglii, naprzeciw Calais. Pierwotnie stał na jej czele gen. Omar Bradley, wkrótce jednak „dowództwo” przejął gen. George Patton. Niemcy uważali go za najgroźniejszego z alianckich dowódców, trudno więc było uwierzyć, by w inwazji miał nie wziąć udziału. Patton, który w rzeczywistości szykował do walki 3 Armię, odwiedzał jednostki, pokazywał się publicznie, a jego nieostrożne wystąpienie w Knutsford 25 kwietnia omal nie kosztowało go stanowiska.
Fikcyjną armię budowano przede wszystkim w eterze – radiostacje nadawały depesze nieistniejących sztabów – i za pośrednictwem podwójnych agentów, przejętych przez brytyjski kontrwywiad. Najcenniejszym z nich był Hiszpan Joan Pujol García („Garbo”), któremu Niemcy ufali na tyle, że jego wymyślona sieć 27 informatorów stała się dla nich jednym z głównych źródeł wiedzy o Anglii. Atrapy barek desantowych w ujściach rzek na wschodnim wybrzeżu odgrywały mniejszą rolę, bo niemieckie lotnictwo zwiadowcze prawie nie docierało już nad Wyspy. Po drugiej stronie kanału feldmarszałek Erwin Rommel, od grudnia 1943 roku umacniający Wał Atlantycki, i naczelny dowódca na Zachodzie feldmarszałek Gerd von Rundstedt spierali się o rozmieszczenie dywizji pancernych. Rommel nie wykluczał desantu w Normandii, ale większość niemieckiego dowództwa, z Adolfem Hitlerem na czele, spodziewała się głównego uderzenia nad Pas-de-Calais.
Bombowce pod rozkazami Eisenhowera
Kwiecień przyniósł też rozstrzygnięcie sporu o ciężkie bombowce. Dowódcy lotnictwa strategicznego – marszałek lotnictwa Arthur Harris z Dowództwa Bombowców RAF i gen. Carl Spaatz, dowodzący amerykańskimi Strategicznymi Siłami Powietrznymi w Europie – wierzyli, że wojnę wygrają nalotami na niemieckie miasta i przemysł, i niechętnie przestawiali się na zadania związane z inwazją. 14 kwietnia kierownictwo ich operacjami przeszło jednak na Eisenhowera, który sprawował je za pośrednictwem swego zastępcy, marszałka lotnictwa Arthura Teddera. Lotnictwo taktyczne, zgrupowane w Alianckich Ekspedycyjnych Siłach Powietrznych marszałka lotnictwa Trafforda Leigh-Mallory’ego, podlegało mu już wcześniej.
Głównym zadaniem bombowców stał się tzw. plan transportowy: niszczenie węzłów kolejowych, stacji rozrządowych i warsztatów naprawczych we Francji i Belgii, tak by Niemcy nie mogli szybko przerzucić odwodów do Normandii. Ponieważ bombardowania musiały objąć całą północ Francji, a nie tylko okolice przyszłych plaż, nie zdradzały miejsca desantu. Miały jednak swoją cenę: w nocy z 20 na 21 kwietnia nalot na stację La Chapelle w Paryżu zabił kilkuset cywilów, a Churchill i część brytyjskiego gabinetu obawiali się, że taka kampania zrazi Francuzów do wyzwolicieli. Eisenhower nalegał, że bez niej inwazja może się nie udać, i ostatecznie postawił na swoim. Równolegle lotnictwo atakowało niemieckie lotniska, stanowiska radarowe na wybrzeżu i wyrzutnie latających bomb, a zwiad fotograficzny pokrywał zdjęciami całe wybrzeże od Holandii po Bretanię.
Księżyc, przypływ i pogoda
O dniu desantu decydowała przyroda. Planiści chcieli lądować krótko po świcie, przy niskiej, ale przybierającej wodzie – tak, by saperzy mogli zniszczyć odsłonięte zapory na plażach, a barki nie osiadały na mieliźnie. Desantowi powietrznemu potrzebna była jasna, księżycowa noc. Wszystkie te warunki spełniało tylko kilka dni w miesiącu; na początku czerwca przypadały na 5, 6 i 7 czerwca, a następna dogodna okazja – już bez pełni księżyca – pojawiała się dopiero około 18–20 czerwca. Pod koniec kwietnia ostateczna data nie była jeszcze ogłoszona; w maju Eisenhower wstępnie wyznaczył na dzień inwazji 5 czerwca.
Największą niewiadomą pozostawała pogoda nad kanałem, nieprzewidywalna nawet latem. Zespół meteorologów pod kierunkiem kpt. grupy RAF Jamesa Stagga miał dostarczać prognozy, od których zależało, czy tysiące okrętów wyjdą w morze. Okazało się to rozstrzygające: 4 czerwca, przy silnym wietrze i niskich chmurach, Eisenhower odroczył operację o dobę, a wieczorem tego dnia Stagg przewidział krótką poprawę pogody, która pozwoliła rozpocząć desant 6 czerwca.
Miejsce w wojnie
Kwiecień 1944 roku był ostatnim pełnym miesiącem przygotowań do największej operacji desantowej w historii. Zachodni alianci zamienili Wielką Brytanię w bazę wypadową dla armii liczącej ponad dwa miliony ludzi, zbudowali sprzęt, którego wcześniej nie znano, i – dzięki ścisłej tajemnicy i „Fortitude” – zachowali zaskoczenie co do miejsca uderzenia. Dla Związku Radzieckiego, który od trzech lat dźwigał główny ciężar wojny lądowej z Niemcami, był to wreszcie dowód, że obiecany drugi front nadchodzi.
6 czerwca 1944 roku lądowanie w Normandii rozpoczęło kampanię, która w ciągu trzech miesięcy wyzwoliła większą część Francji. Port Mulberry pod Arromanches służył aliantom przez dziesięć miesięcy, choć amerykański port pod Omaha zniszczył sztorm 19 czerwca. Mistyfikacja „Fortitude” działała dłużej, niż ktokolwiek się spodziewał: przez kilka tygodni po desancie Niemcy trzymali w Pas-de-Calais 15 Armię, czekając na drugie, „prawdziwe” uderzenie Pattona. Kosztem przygotowań i walk w Normandii byli także francuscy cywile – ofiary bombardowań kolejowych wiosny 1944 roku i zniszczonych w lecie miast Normandii.
W tym samym czasie
(01)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 6 czerwca 1944 · Front zachodniD-Day: lądowanie w Normandii6 czerwca 1944 około 156 tysięcy żołnierzy alianckich wylądowało z morza i powietrza w Normandii. Pięć przyczółków zdobyto, ale Caen pozostało w rękach Niemców.
- 8 maja 1944 · Front zachodniWyznaczenie daty D-Day8 maja 1944 Eisenhower wyznaczył dzień inwazji na 5 czerwca. Termin dyktowały księżyc, pływy i świt, a ostatnie słowo miała należeć do pogody.
- 15 maja 1944 · Front zachodniOdprawa w St Paul’s School15 maja 1944 w londyńskiej szkole St Paul’s król, Churchill i dowódcy inwazji wysłuchali ostatniej wspólnej prezentacji planu desantu w Normandii.
- 24 grudnia 1943 · Front zachodniEisenhower dowódcą inwazji24 grudnia 1943 Roosevelt ogłosił w radiu, że inwazją na Francję dowodzić będzie gen. Dwight Eisenhower. Marshall pozostał w Waszyngtonie.