TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Bitwa w żywopłotach

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
3 lipca 1944
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Bitwa o Normandię
Tagi:
Francja, Stany Zjednoczone, Wehrmacht, Omar Bradley

3 lipca 1944 roku o 5.30 rano, w ulewnym deszczu, który zaczął padać jeszcze w nocy, trzy dywizje amerykańskiego VIII Korpusu gen. mjr. Troya Middletona zaatakowały na zachodnim skraju półwyspu Cotentin w stronę miasteczka La Haye-du-Puits. Był to pierwszy akt wielkiej ofensywy, którą 1 Armia gen. Omara Bradleya prowadziła na południe, ku drodze z Coutances przez Saint-Lô do Caumont. W kolejnych dniach do natarcia miały się włączyć VII Korpus nad drogą z Carentan do Périers i XIX Korpus nad rzeką Vire. Pierwsze godziny dawały nadzieję na szybki postęp, ale około 7.30 opór Niemców wyraźnie stężał, a wieczorem okazało się, że najsilniejsza z atakujących dywizji, 90 Dywizja Piechoty, przeszła niespełna półtora kilometra, tracąc ponad 600 ludzi.

Tak zaczęło się to, co Amerykanie nazwali później „bitwą w żywopłotach” (ang. battle of the hedgerows): kilka tygodni walki o każde pole w normandzkim bocage, zakończonych dopiero przełamaniem pod Saint-Lô pod koniec lipca. Często powtarza się, że wywiad aliancki „przeoczył” żywopłoty, a problem rozwiązały noże z pociętych niemieckich zapór plażowych. Trzeba to uściślić: żywopłoty nie były dla planistów tajemnicą, nie doceniono natomiast ich znaczenia taktycznego, a słynne noże do przecinania żywopłotów powstały w ciągu lipca i weszły do walki masowo dopiero 25 lipca, w operacji „Cobra” – 3 lipca nikt jeszcze nie umiał sobie z bocage poradzić.

Kraina małych pól

Bocage to krajobraz typowy dla zachodniej Normandii i sąsiedniej Bretanii, ukształtowany przez stulecia hodowli bydła i sadownictwa. Pola i łąki, często nie większe niż boisko piłkarskie, otaczały wały ziemne o wysokości metra, a nieraz więcej, porośnięte gęstymi krzewami i drzewami, sięgającymi kilku metrów. Korzenie spajały ziemię wałów tak mocno, że przypominały one raczej niskie mury niż płoty. Między polami biegły wąskie, wgłębione drogi, tak głębokie, że – jak zanotował jeden z amerykańskich obserwatorów, przytaczany przez historyka armii USA Martina Blumensona – „mogły być stworzone do zasadzek”. Na południe od Carentan obraz uzupełniały rozległe bagna wzdłuż rzek Douve, Taute i Vire, przez które prowadziły tylko wąskie groble.

Dla obrońcy był to teren wymarzony. Każdy żywopłot poprzeczny do kierunku natarcia stawał się gotową linią okopów, którą Niemcy wzmacniali stanowiskami karabinów maszynowych w narożnikach pól i ukrytymi w zieleni działami przeciwpancernymi. Przejścia dla wozów i bydła były z góry wstrzelane. Moździerze i artyleria, kierowane przez obserwatorów z niewielkich wzniesień, raziły każde pole, na którym pojawiali się Amerykanie. Napastnik widział najczęściej tylko następny żywopłot, oddalony o sto, dwieście metrów, i nie wiedział, co kryje się za nim.

Żywopłoty nie były dla aliantów zaskoczeniem w tym sensie, że nikt o nich nie wiedział – widać je było na tysiącach zdjęć lotniczych wybrzeża i jego zaplecza. Planiści operacji Overlord skupili się jednak przede wszystkim na samym lądowaniu i na utrzymaniu przyczółka; walce w głębi lądu poświęcono znacznie mniej uwagi. Amerykańscy historycy wojskowości, m.in. Blumenson w oficjalnej historii armii USA i Michael Doubler w pracy o taktyce amerykańskiej piechoty w Europie, zwracają uwagę, że dywizje szkolone w Anglii nie ćwiczyły walki w takim terenie, a sztaby nie doceniły, jak bardzo bocage spowolni natarcie i ograniczy użycie czołgów. Do tego dochodziła błędna ocena przeciwnika: na początku lipca wywiad VIII Korpusu uznał, że po czerwcowych klęskach niemieckie dywizje na jego odcinku „jako takie praktycznie przestały istnieć”. Pierwszy dzień ofensywy pokazał, jak bardzo się mylił.

W czerwcu, po lądowaniu w Normandii, podczas walk o przyczółek i marszu na Cherbourg, Amerykanie wypracowali już pierwsze sposoby walki w żywopłotach. Pluton czołgów ostrzeliwał żywopłot, z którego ruszało natarcie, i pole przed nim, a piechota posuwała się wzdłuż żywopłotów bocznych i oczyszczała następny wał z bliska. Kłopot polegał na tym, że czołg wspinający się na wał odsłaniał najsłabiej opancerzone podwozie, a działo celowało wtedy w niebo. Saperzy musieli więc wysadzać w wałach wyłomy, co natychmiast zdradzało Niemcom miejsce, w którym pojawi się czołg. Piechota i czołgiści nie mieli też wspólnej łączności – ich radiostacje pracowały na innych częstotliwościach, a piechurzy, chcąc zwrócić na siebie uwagę załogi, walili pięściami w pancerz. Kompanie łączności zaczęły więc instalować w czołgach radiostacje piechoty i montować na zewnątrz wozów telefony połączone z wewnętrznym systemem łączności wozu.

Plan ofensywy na południe

Po wyzwoleniu Cherbourga 26 czerwca Bradley mógł zwrócić całą 1 Armię na południe. Od połowy czerwca, gdy główne siły walczyły na północy Cotentin, oddziały pod Saint-Lô i Caumont stały w miejscu, a Niemcy zyskali dwa tygodnie na umocnienie się na wzgórzach i w żywopłotach. Zgodnie z ogólną koncepcją gen. Bernarda Montgomery’ego, dowodzącego wówczas wszystkimi siłami lądowymi na przyczółku, Brytyjczycy i Kanadyjczycy mieli wiązać pod Caen główne siły niemieckiej broni pancernej, a Amerykanie – wyjść z bagnistej równiny Carentan na suchy, twardy teren za linią Coutances–Saint-Lô–Caumont, skąd można by poprowadzić uderzenie ku Bretanii i jej portom. Termin opóźniły sztorm w kanale La Manche, który w dniach 19–22 czerwca zniszczył amerykański port sztuczny Mulberry przy plaży Omaha i zatrzymał dostawy, oraz związany z tym brak amunicji artyleryjskiej.

Bradley zaplanował natarcie stopniowe, korpus po korpusie, od zachodu ku wschodowi. Jako pierwszy, 3 lipca, ruszał VIII Korpus Middletona – trzy dywizje weteranów czerwcowych walk: 79 Dywizja Piechoty gen. mjr. Iry Wyche’a nad morzem, 82 Dywizja Powietrznodesantowa gen. mjr. Matthew Ridgwaya w środku i 90 Dywizja Piechoty gen. mjr. Eugene’a Landruma na lewym skrzydle. Miały opanować podkowę wzgórz wokół La Haye-du-Puits – grzbiet Montgardon, wzgórza 121 i 131, grzbiet Poterie i zalesiony masyw Mont Castre – a potem iść dalej na Lessay i Coutances. Dzień później miał uderzyć VII Korpus gen. mjr. Josepha Lawtona Collinsa wzdłuż drogi z Carentan do Périers, a 7 lipca XIX Korpus gen. mjr. Charlesa Corletta przez Vire w stronę Saint-Lô.

Po drugiej stronie stała niemiecka 7 Armia, którą po nagłej śmierci gen. Friedricha Dollmanna 28 czerwca objął SS-Obergruppenführer Paul Hausser. Zachodnią część frontu bronił LXXXIV Korpus gen. Dietricha von Choltitza, wschodnią, pod Saint-Lô, II Korpus Spadochronowy gen. Eugena Meindla z doborową 3 Dywizją Strzelców Spadochronowych. Na przesmyku między Carentan a Périers walczyły 6 Pułk Strzelców Spadochronowych płk. Friedricha von der Heydtego i 17 Dywizja Grenadierów Pancernych SS „Götz von Berlichingen”, wsparte później grupą bojową 2 Dywizji Pancernej SS „Das Reich”. Całością w Normandii dowodził feldmarsz. Erwin Rommel jako dowódca Grupy Armii B, a od początku lipca jego zwierzchnikiem był nowy naczelny dowódca na Zachodzie, feldmarsz. Günther von Kluge, który zastąpił odwołanego przez Hitlera feldmarsz. Gerda von Rundstedta. Brakowało im ludzi, czołgów i paliwa, ale w bocage kilka karabinów maszynowych, moździerze i dobrze ukryte działo wystarczały, by zatrzymać batalion.

Pierwszy dzień

Choltitz nie zamierzał bronić się na bagnach przed La Haye-du-Puits, gdzie stały słabe resztki 91 i 243 Dywizji Piechoty oraz bataliony Osttruppen – ochotników i jeńców ze Związku Radzieckiego w niemieckiej służbie, na których, jak sam oceniał, nie mógł polegać. Świeżą 353 Dywizję Piechoty, przybyłą z Bretanii, oraz resztki 77 Dywizji ustawił wyżej, na grzbiecie Montgardon i na Mont Castre, tworząc pospiesznie tak zwaną linię Mahlmanna, nazwaną od dowódcy 353 Dywizji. Tę linię uznał za główną pozycję obrony.

3 lipca najlepiej poszło spadochroniarzom Ridgwaya. Kompania 505 Pułku, przemknąwszy nocą skrajem bagien, o świcie znalazła się w środku niemieckiej placówki na wzgórzu 131, obsadzonej przez Osttruppen, które się wycofały. Do południa pułk opanował północne i wschodnie stoki wzgórza, a 508 Pułk – jego stok południowo-wschodni, przy stratach liczonych w dziesiątkach, a nie w setkach ludzi. Do 5 lipca 82 Dywizja opanowała grzbiet Poterie, posuwając się w trzy dni o ponad sześć kilometrów, po czym, wyczerpana ponad miesiącem walk od nocy 6 czerwca, została zluzowana i odesłana do Anglii.

Zupełnie inaczej wyglądał dzień 90 Dywizji, która prowadziła główne uderzenie na Mont Castre. Była to jednostka z kłopotami – po słabym debiucie w czerwcu odwołano jej dowódcę i dwóch dowódców pułków, a Landrum od 12 czerwca próbował ją odbudować. Jego żołnierze musieli przecisnąć się przez korytarz szerokości niespełna dwóch kilometrów między Mont Castre a bagnami, pod ogniem obserwatorów z wzgórz. Niemiecki ostrzał artyleryjski i moździerzowy rozbijał kompanie, zanim zdążyły dojść do pierwszych żywopłotów: według Blumensona do popołudnia przez punkt opatrunkowy jednego tylko pułku przeszło 125 rannych z jednego batalionu, w 90 procentach od odłamków. Wieczorem dywizja przesunęła się o niespełna półtora kilometra, naruszając jedynie przednią linię obrony, i straciła ponad 600 ludzi. Na prawym skrzydle 79 Dywizja, idąca drogą na La Haye-du-Puits, po niecałym kilometrze utknęła pod ogniem karabinów maszynowych i moździerzy z nasypu kolejowego. Deszcz i niskie chmury uziemiły lotnictwo i ograniczyły obserwację dla artylerii, odbierając Amerykanom ich główny atut.

Pole za polem

Kolejne dni nie przyniosły przełomu. 4 lipca VII Korpus Collinsa rzucił do natarcia na Sainteny, w połowie drogi z Carentan do Périers, niedoświadczoną 83 Dywizję Piechoty gen. mjr. Roberta Macona. Na wąskim przesmyku między bagnami nie było miejsca na manewr, a naprzeciw stali spadochroniarze von der Heydtego i grenadierzy pancerni SS. Pierwszego dnia dywizja straciła blisko 1400 ludzi. Blumenson przytacza znamienny epizod: von der Heydte odesłał Amerykanom wziętych do niewoli sanitariuszy z liścikiem, że generał Macon będzie ich zapewne potrzebował. W ciągu dwunastu dni 83 Dywizja straciła około 5000 żołnierzy i dalej nie dotarła do Périers.

7 lipca do natarcia przeszedł XIX Korpus. 30 Dywizja Piechoty przeprawiła się przez Vire i kanał łączący ją z Taute, a gdy Amerykanie spróbowali rozszerzyć przyczółek dywizją pancerną, Kluge i Rommel ściągnęli spod Caen elitarną Dywizję Pancerną „Panzer Lehr”. Jej kontratak 11 lipca pod Le Dézert rozbił się o amerykańską piechotę, niszczyciele czołgów, artylerię i lotnictwo, które tego dnia mogło już latać. Tymczasem na zachodzie 79 Dywizja po kilku dniach walk zajęła ruiny La Haye-du-Puits, a 90 Dywizja w krwawych walkach opanowała wreszcie Mont Castre. Po dwunastu dniach, 14 lipca, VIII Korpus stanął nad rzekami Ay i Sèves. Według Blumensona przeszedł w tym czasie około jedenastu kilometrów żywopłotów i stracił ponad 10 tysięcy ludzi.

Najcięższa okazała się walka o samo Saint-Lô, węzeł drogowy nad Vire, który bronili spadochroniarze Meindla. 11 lipca natarcie rozpoczęły 29 i 35 Dywizja Piechoty, a sąsiedni V Korpus zdobył wzgórze 192. Każdy grzbiet – wzgórze 122, grzbiet Martinville – trzeba było zdobywać przez kilka dni, pod ogniem artylerii, która tylko w ciągu dwóch pierwszych dni zabrała 29 Dywizji blisko tysiąc ludzi. 17 lipca zginął mjr Thomas Howie, dowódca batalionu 116 Pułku Piechoty, który zapowiedział, że spotka się z towarzyszami w Saint-Lô. Gdy 18 lipca amerykańska grupa zadaniowa wjechała wreszcie do zrujnowanego miasta, jego ciało, owinięte flagą, położono na gruzach przed kościołem Sainte-Croix. Zdobycie Saint-Lô kosztowało 29 Dywizję ponad 3000, a 35 Dywizję ponad 2000 zabitych, rannych i zaginionych. Miasto, zniszczone przez alianckie bombardowania już w nocy z 6 na 7 czerwca, a potem przez artylerię obu stron, było w ruinie – po wojnie Samuel Beckett, który pracował tam w szpitalu Irlandzkiego Czerwonego Krzyża, nazwał je „stolicą ruin”.

W całym lipcu, do początku operacji „Cobra”, 1 Armia straciła – według amerykańskiej historii oficjalnej – około 40 tysięcy zabitych, rannych i zaginionych, w ogromnej większości piechurów. Dywizje zużywały się szybciej, niż napływały uzupełnienia, a żołnierze z uzupełnień, rzucani prosto na linię frontu, ginęli często w pierwszych dniach.

Noże z niemieckich zapór

Najsłynniejszą odpowiedzią na bocage stały się urządzenia, które pozwalały czołgom przebijać się przez wały ziemne zamiast się na nie wspinać. Nie był to jeden wynalazek, lecz efekt pomysłowości wielu jednostek. Według amerykańskich opracowań już 5 lipca działał przecinak żywopłotów zbudowany w 79 Dywizji, a kilka dni później XIX Korpus pokazał zestaw stalowych zębów, pierwotnie pomyślanych do wybijania w wałach otworów na ładunki wybuchowe. Okazało się, że czołg wyposażony w takie zęby i rozpędzony potrafi wyrwać z wału cały jego fragment razem z krzakami.

Najbardziej znane rozwiązanie przypisuje się sierż. Curtisowi Culinowi z 102 Szwadronu Rozpoznawczego Kawalerii, przydzielonego do 2 Dywizji Pancernej. Brytyjski historyk Max Hastings podaje, że inspiracją była na wpół żartobliwa uwaga innego żołnierza, nazwiskiem Roberts, by przyspawać do czołgu „zęby piły”. Prototyp ze stalowymi kłami przyspawanymi z przodu Shermana zademonstrowano Bradleyowi, który według amerykańskich relacji obejrzał go 14 lipca i polecił wyposażyć w takie urządzenia jak najwięcej czołgów. Stali dostarczyły właśnie niemieckie przeszkody plażowe, tzw. jeże czeskie, które Rommel kazał w tysiącach ustawić na plażach jako część Wału Atlantyckiego i które teraz, pocięte, wracały na front jako noże. Warsztaty 1 Armii, wsparte sprowadzonymi samolotami spawarkami i spawaczami, wykonały do końca lipca około 500 zestawów, nazywanych od nazwiska Culina albo, od wyglądu, „nosorożcami” (ang. rhino).

Bradley zakazał jednak używania nowych czołgów przed wielkim natarciem, by Niemcy nie zdążyli wymyślić przeciwdziałania. Do początku operacji „Cobra” 25 lipca w urządzenia te wyposażono, według różnych źródeł, około 60 procent czołgów 1 Armii, a w 2 Dywizji Pancernej niemal trzy czwarte wozów. Dopiero wtedy pancerne kolumny mogły przechodzić przez żywopłoty na przełaj, omijając wstrzelane bramy i drogi. Sformułowanie, że problem bocage „rozwiązano” wycinakami, jest więc uproszczeniem: noże przydały się przede wszystkim w fazie pościgu po przełamaniu, a samo przełamanie umożliwił zmasowany nalot bombowców i skupienie sił na wąskim odcinku. Culin otrzymał Legię Zasługi; kilka miesięcy później, w lesie Hürtgen, stracił nogę na minie. W 1961 roku, w jednym z ostatnich przemówień jako prezydent, wspominał go Dwight Eisenhower jako przykład żołnierskiej pomysłowości.

Frustracja Bradleya

Dla Bradleya pierwsze dni lipca były jednym z najtrudniejszych okresów wojny. Ofensywa, która miała w kilka dni wyprowadzić 1 Armię na suchy teren pod Coutances, utknęła po kilku kilometrach, a straty przekraczały wszystkie przewidywania. W prasie amerykańskiej i brytyjskiej zaczęto pisać o groźbie wojny pozycyjnej na wzór frontu zachodniego z lat 1914–1918, a w sztabie Eisenhowera narastało zniecierpliwienie także wobec Montgomery’ego, którego wojska wciąż stały pod Caen. Słabsze dywizje, jak 90 i 83, budziły wątpliwości co do jakości dowódców; Landrum stracił dowództwo 90 Dywizji pod koniec lipca.

Bradley – jak wspominał później w pamiętnikach – doszedł do wniosku, że rozpraszanie sił na całej szerokości frontu i spychanie Niemców od żywopłotu do żywopłotu nie da przełamania. Około 10 lipca zaczął wraz ze sztabem przygotowywać inny plan: zmasowane uderzenie na wąskim, kilkukilometrowym odcinku na zachód od Saint-Lô, wzdłuż drogi do Périers, poprzedzone nalotem ciężkich bombowców, a potem wprowadzenie w wyrwę dywizji pancernych. Warunkiem było jednak zdobycie wyjściowych pozycji – właśnie drogi Saint-Lô–Périers i samego Saint-Lô – co kosztowało jeszcze półtora tygodnia walk w żywopłotach.

Niemcy płacili za obronę równie wysoką cenę. Ich dywizje piechoty topniały, uzupełnień prawie nie było, a jednostki pancerne, wciągnięte w walkę na pierwszej linii, nie mogły tworzyć odwodów. Rommel i Kluge raportowali Hitlerowi, że front w Normandii długo nie wytrzyma. Lipcowe walki w bocage, choć z perspektywy żołnierzy amerykańskich wyglądały na krwawy impas, wyczerpały 7 Armię do tego stopnia, że pod koniec miesiąca nie miała już czym zatrzymać przełamania.

Miejsce w wojnie

Bitwa w żywopłotach, zaczęta 3 lipca, trwała do ostatniej dekady miesiąca. Operację „Cobra”, wielokrotnie przekładaną z powodu pogody, rozpoczęto 25 lipca po nalocie, w którym część bomb spadła na wojska amerykańskie. Po dwóch dniach ciężkich walk front niemiecki pękł, amerykańskie kolumny pancerne, w tym czołgi z nożami Culina, ruszyły na Coutances i Avranches, a 1 sierpnia do walki weszła 3 Armia gen. George’a Pattona. W sierpniu bitwa o Normandię zamieniła się w wojnę manewrową, która zakończyła się okrążeniem dużej części wojsk niemieckich pod Falaise i wyzwoleniem Paryża 25 sierpnia.

Dla armii amerykańskiej lipiec w bocage był szkołą wojny, opłaconą życiem dziesiątek tysięcy żołnierzy. Nauczył ją współdziałania piechoty z czołgami, saperami, artylerią i lotnictwem. Słowo „hedgerows” weszło na stałe do amerykańskiej pamięci o wojnie. Dla mieszkańców Normandii te same tygodnie oznaczały zrujnowane miasta i wsie, od Saint-Lô po La Haye-du-Puits, i tysiące zabitych cywilów.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.