TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Ostatni atak na Saipanie

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
7 lipca 1944
Autor:
Natalia
Bitwa:
Bitwa o Saipan
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, Chūichi Nagumo

6 lipca 1944 roku, w trzecim tygodniu walk na Saipanie, generał porucznik Yoshitsugu Saitō, dowodzący obroną wyspy, uznał, że dalszy opór nie ma sensu. Rano wydał ostatni rozkaz: wszyscy, którzy jeszcze mogli walczyć, mieli ruszyć do natarcia, zabić jak najwięcej Amerykanów i zginąć. Nazajutrz, przed świtem 7 lipca, kilka tysięcy japońskich żołnierzy, marynarzy i cywilów uderzyło na pozycje amerykańskie na równinie Tanapag na zachodnim wybrzeżu wyspy. Był to największy atak banzai wojny na Pacyfiku – Japończycy nazywali taki atak gyokusai, „roztrzaskaniem klejnotu”, czyli honorową śmiercią całego oddziału.

Wiele kalendariów umieszcza pod 6 lipca „największą szarżę banzai wojny”, w której „wyrżnięto 4300 japońskich żołnierzy”. 6 lipca to jednak dzień rozkazu Saitō; sam atak ruszył około czwartej nad ranem 7 lipca. Liczba 4311 pochodzi z amerykańskiego liczenia ciał na całym obszarze natarcia, zarządzonego przez dowódcę 27 Dywizji Piechoty – część tych zabitych zginęła jednak wcześniej od ostrzału artylerii i okrętów. Liczbę atakujących amerykańska historia oficjalna szacuje na około 3 tysiące, a inne zestawienia na 3–4 tysiące ludzi. Nie wszyscy też byli żołnierzami: wśród atakujących szli ranni z polowych szpitali i część cywilów.

Wyspa stracona

Amerykanie wylądowali na Saipanie 15 czerwca, po kilku dniach uderzeń lotnictwa pokładowego i ostrzału z okrętów. Japońska flota, która miała przyjść obrońcom z pomocą, poniosła klęskę w bitwie na Morzu Filipińskim 19–20 czerwca – starciu, które amerykańscy lotnicy nazwali „wielkim polowaniem na indyki nad Marianami”. Odtąd garnizon wyspy był zdany wyłącznie na siebie. Dowódca amerykańskiej 5 Floty, admirał Raymond Spruance, panował nad morzem i powietrzem wokół Marianów, a obrońcy nie mogli liczyć ani na posiłki, ani na ewakuację.

Przez następne dwa tygodnie trzy amerykańskie dywizje – 2 i 4 Dywizja Piechoty Morskiej oraz armijna 27 Dywizja Piechoty – spychały Japończyków na północ, przez masyw góry Tapotchau i ruiny miasteczka Garapan. Na początku lipca resztki japońskich oddziałów zajmowały już tylko północny kraniec wyspy. Brakowało im amunicji, wody i żywności; artyleria była prawie całkowicie zniszczona, łączność między jednostkami w dużej mierze przerwana. Dowództwo rozpadało się razem z wojskiem, a ludzie ukryci w jaskiniach ginęli pod ostrzałem, nie mogąc już nawet odpowiedzieć ogniem.

Kwatera Saitō mieściła się w jaskini w dolinie ciągnącej się w głąb lądu od wsi Makunsha na zachodnim wybrzeżu – Amerykanie nazwali ją „Rajską Doliną”, Japończycy „Piekielną Doliną”. Przebywał tam także wiceadmirał Chūichi Nagumo, niegdyś dowódca lotniskowców pod Pearl Harbor i Midwayem, a od marca 1944 roku dowódca Floty Obszaru Środkowego Pacyfiku – formacji o wielkiej nazwie, ale bez okrętów zdolnych do walki. Na wyspie był również kontradmirał Takeo Yano, dowódca sił marynarki na Saipanie. Formalny zwierzchnik Saitō, generał porucznik Hideyoshi Obata, dowódca 31 Armii, w chwili inwazji przebywał na Guamie i nie mógł wrócić.

Rozkaz Saitō

Rano 6 lipca, około szóstej, Saitō ogłosił odezwę do żołnierzy broniących Saipanu. Jej tekst, przechwycony przez Amerykanów i przytoczony w amerykańskiej historii oficjalnej, brzmiał w części tak: „Czy będziemy atakować, czy pozostaniemy na miejscu, czeka nas tylko śmierć. Lecz w śmierci jest życie. […] Ruszę z tymi, którzy pozostali, by zadać amerykańskim diabłom jeszcze jeden cios, i zostawię swoje kości na Saipanie jako przedmurze Pacyfiku”. Generał powoływał się na Senjinkun, wojskowy kodeks postępowania z 1941 roku, nakazujący nie dać się wziąć żywcem, i kończył słowami: „Za mną!”.

Saitō nie poprowadził jednak ataku. Był wyczerpany, chory i ranny odłamkiem. Według relacji japońskiego oficera wziętego później do niewoli generał usiadł na skale, zwrócił się w stronę Japonii, zawołał na cześć cesarza, zadał sobie cios mieczem, a jego adiutant dobił go strzałem z pistoletu – był to rytuał seppuku. Amerykańska historia oficjalna umieszcza jego śmierć krótko po wydaniu rozkazu, 6 lipca; inne relacje mówią o rannych godzinach 7 lipca. Mniej więcej w tym samym czasie odebrał sobie życie Nagumo – według najczęściej powtarzanej wersji strzałem z pistoletu w skroń, choć część autorów pisze także o seppuku. Ciało Saitō Amerykanie odnaleźli kilka dni później i pochowali z honorami wojskowymi; szczątki Nagumo według amerykańskich relacji odnaleźli w jednej z jaskiń żołnierze piechoty morskiej. Admirał, którego lotniskowce zadały flocie amerykańskiej klęskę w grudniu 1941 roku, zginął na wyspie, z której do Tokio miały wkrótce latać amerykańskie bombowce.

Natarcie na równinie Tanapag

Do ataku zebrano wszystkich, których dało się zebrać. Wśród zabitych Amerykanie zidentyfikowali później żołnierzy trzech pułków piechoty 43 Dywizji, sztabu dywizji i jej szpitala polowego, artylerzystów górskich, saperów oraz marynarzy z jednostek bojowych, obsługi i kompanii roboczych. Część miała karabiny, granaty i kilka czołgów, inni tylko bagnety lub noże przywiązane do drągów. Sami japońscy dowódcy nie wiedzieli dokładnie, ilu ludzi im zostało: wzięty do niewoli oficer wywiadu 43 Dywizji podawał najpierw 1,5 tysiąca, potem 3 tysiące. Specjalna komisja powołana przez Spruance’a oszacowała liczbę atakujących na 2,5–3 tysiące, dowódca 27 Dywizji generał major George Griner – na nie mniej niż 3 tysiące. Szacunki sięgające 4–4,3 tysiąca opierają się na późniejszym liczeniu ciał.

Na drodze ataku stały dwa bataliony 105 Pułku Piechoty z 27 Dywizji – 1 batalion podpułkownika Williama O’Briena i 2 batalion majora McCarthy’ego. 6 lipca wieczorem zatrzymały się na równinie przy wybrzeżu, na południe od Makunsha, i okopały się we wspólnym obwodzie. Między nimi a 3 batalionem tego samego pułku, stojącym na wzgórzach nad wąwozem nazwanym przez Amerykanów Harakiri Gulch, ziała luka. Dowódcy batalionów prosili o odwody, które by ją zamknęły, ale ani dowództwo pułku, ani dywizji ich nie miało.

Około czwartej nad ranem 7 lipca japońska masa ruszyła z Makunsha na południe, między brzegiem morza a podnóżem klifów. Część szła wzdłuż toru wąskotorowej kolejki cukrowniczej, część uderzyła na 3 batalion w wąwozie, a reszta przepłynęła przez lukę, nie napotykając oporu. Krótko przed piątą główna fala uderzyła w obwód obu batalionów 105 Pułku. Po około dwudziestu pięciu minutach walki wręcz pozycje zostały przełamane. „To było jak stado pędzące w starych westernach. My byliśmy kamerzystami” – wspominał McCarthy, jeden z niewielu ocalałych oficerów. „Oni szli i szli. Nie miało znaczenia, czy zastrzeliłeś jednego – na jego miejsce wchodziło pięciu”.

Ocaleli żołnierze cofnęli się do ruin wsi Tanapag, gdzie McCarthy i inni oficerowie zorganizowali około ósmej nowy obwód. Przez kilka godzin bronili się tam bez łączności z tyłami, bez wody i z kończącą się amunicją, otoczeni przez Japończyków przenikających między domy. Część ludzi, ostrzelanych przez własną artylerię, rzuciła się do morza i dopłynęła do raf, skąd zabrały ich amerykańskie łodzie. Ostatni żołnierze opuścili okrążenie dopiero około dziesiątej wieczorem. Z dwóch batalionów 105 Pułku 406 ludzi zginęło, a 512 zostało rannych – blisko 80 procent stanu.

Artylerzyści i odsiecz

Fala, która przeszła przez lukę, dotarła do stanowisk 3 dywizjonu 10 Pułku Piechoty Morskiej – jednostki artylerii, która dzień wcześniej ustawiła haubice kilkaset metrów na południowy zachód od wsi Tanapag. Artylerzyści strzelali do nadbiegających Japończyków na wprost, z bardzo bliska; bateria H zniszczyła m.in. japoński czołg. W końcu marines z dwóch baterii musieli porzucić działa, zabierając lub niszcząc ich zamki, i wycofali się wzdłuż toru kolejki do sąsiedniej baterii G, gdzie utrzymali się do popołudnia. Tymczasem artyleria 27 Dywizji strzelała tak gęsto, jak pozwalała bliskość własnych wycofujących się żołnierzy: między 5.15 a 6.15 trzy lekkie dywizjony wystrzeliły w pas natarcia 105 Pułku 2666 pocisków, średnio ponad czterdzieści na minutę.

Japońskie natarcie wytraciło impet dopiero przy stanowisku dowodzenia 105 Pułku, na południe od Tanapag. Około 9.20 Griner rozkazał rzucić do walki 106 Pułk Piechoty, który zaczął powoli posuwać się wzdłuż toru kolejki i po południu odbił porzucone działa piechoty morskiej. Do walki skierowano też batalion 6 Pułku Piechoty Morskiej. Rozproszone japońskie grupy broniły się w rowach, zaroślach i ruinach do wieczora. Następnego dnia większość pododdziałów 27 Dywizji wycofano do odwodu, a teren przeczesywała 2 Dywizja Piechoty Morskiej.

Medale Honoru

Za walkę 7 lipca trzech żołnierzy 105 Pułku odznaczono pośmiertnie Medalem Honoru, najwyższym amerykańskim odznaczeniem wojskowym. Podpułkownik William O’Brien, dowódca 1 batalionu, według relacji ocalałych walczył z pistoletem w każdej ręce, a gdy skończyła mu się amunicja, ciężko ranny obsługiwał ciężki karabin maszynowy, dopóki nie zginął. Sierżant Thomas Baker z kompanii A, ranny, odmówił ewakuacji, by nie narażać kolegów, którzy próbowali go nieść, i poprosił, by zostawili go z naładowanym pistoletem; jego ciało znaleziono później przy pustej broni, a wokół niego ośmiu zabitych Japończyków. Oba medale nadano w maju 1945 roku.

Trzecim był kapitan Ben Salomon, dentysta z Milwaukee, który na ochotnika zastąpił rannego lekarza 2 batalionu. Jego punkt opatrunkowy znajdował się kilkadziesiąt metrów za linią frontu. Gdy Japończycy zaczęli się do niego wdzierać, Salomon kazał ewakuować rannych, a sam osłaniał ich odwrót z karabinu maszynowego. Według relacji żołnierzy, którzy kilka dni później odnaleźli jego ciało, przed jego stanowiskiem leżało 98 zabitych Japończyków – liczby tej nie da się dziś zweryfikować. Wniosek o medal dla Salomona dowódca dywizji odrzucił, argumentując, że jako oficer służby medycznej z opaską Czerwonego Krzyża nie powinien był walczyć z bronią w ręku. Sprawę wznowiono pod koniec lat dziewięćdziesiątych i medal przyznano dopiero w 2002 roku.

Spór o 27 Dywizję

Atak 7 lipca stał się jednym z punktów zapalnych sporu, który podzielił amerykańską armię i piechotę morską. Już 24 czerwca generał porucznik Holland Smith, dowódca wojsk lądowych na Saipanie, odwołał dowódcę 27 Dywizji, generała majora Ralpha Smitha, zarzucając dywizji brak agresywności. Po ataku Holland Smith i część oficerów piechoty morskiej twierdzili, że bataliony 105 Pułku ustąpiły zbyt łatwo, że Japończyków było mniej, niż utrzymywała armia, i że dużą część zabitych na równinie położyli artylerzyści piechoty morskiej. Dowództwo 27 Dywizji odpowiadało, że jego dwa bataliony przyjęły na siebie główny ciężar natarcia, stojąc w otwartym terenie z niezamkniętą luką, o której zamknięcie bezskutecznie prosiły, oraz że korpus odmówił im wsparcia czołgów piechoty morskiej. Według części historyków właśnie temu – pokazaniu, jak wielka fala spadła na jego ludzi – służyło liczenie ciał zarządzone przez Grinera.

Spór „Smith przeciw Smithowi” toczył się jeszcze długo po wojnie – we wspomnieniach Hollanda Smitha z 1949 roku, w historii 27 Dywizji spisanej przez jej historyka Edmunda Love’a i w oficjalnych historiach obu rodzajów sił zbrojnych. Amerykańska historia oficjalna armii przyznaje, że rozmieszczenie batalionów na noc było niefortunne, ale nie podziela zarzutów o tchórzostwo. Wielu późniejszych autorów uważa, że przy takiej liczbie atakujących i takiej luce w linii żaden oddział nie utrzymałby pozycji bez strat podobnych do tych, które poniósł 105 Pułk.

Miejsce w wojnie

Atak 7 lipca nie zmienił przebiegu bitwy – zniszczył za to ostatnie zorganizowane siły japońskie na Saipanie. W ciągu dwóch następnych dni piechota morska dotarła do północnego krańca wyspy, przylądka Marpi, a 9 lipca wiceadmirał Richmond Turner ogłosił zakończenie walk. W ostatnich dniach na północy wyspy setki japońskich cywilów odebrały sobie życie, rzucając się ze skał lub wysadzając się granatami.

Saipan był pierwszym miejscem, gdzie gyokusai na tak wielką skalę zobaczyły tysiące amerykańskich żołnierzy, choć zjawisko nie było nowe: rok wcześniej podobnie zakończyła się japońska obrona wyspy Attu w Aleutach. Takie ataki, połączone z samobójstwami dowódców i odmową poddania się, przekonywały amerykańskie dowództwo, że każda kolejna wyspa będzie broniona do ostatniego człowieka. Japończycy z czasem wyciągnęli inny wniosek: na Peleliu, Iwo Jimie i Okinawie zamiast masowych natarć prowadzili długą obronę z jaskiń i umocnień, która kosztowała Amerykanów znacznie więcej. Śmierć Nagumo zamknęła symbolicznie drogę, którą marynarka cesarska przeszła od Pearl Harbor, a utrata Saipanu – wyspy, z której bombowce B-29 mogły sięgnąć Tokio – wstrząsnęła Japonią tak, że w ciągu kilkunastu dni upadł rząd generała Hideki Tōjō.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.