TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Pierwsze rakiety V-2

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
8 września 1944
Autor:
Łukasz
Tagi:
Wielka Brytania, Wehrmacht, ludność cywilna, Wernher von Braun

Rankiem 8 września 1944 roku z lasu w okolicach belgijskiej gminy Gouvy, w Ardenach, wystartowała rakieta balistyczna A4 – broń, którą niemiecka propaganda nazwała V-2, drugą „bronią odwetową” (Vergeltungswaffe). Celem był Paryż, od dwóch tygodni wyzwolony. Po około pięciu minutach lotu rakieta spadła na podparyskie Maisons-Alfort, na domy przy rue des Ormes i rue des Sapins. Według francuskich opracowań zginęło sześć osób, a 36 zostało rannych; część źródeł anglojęzycznych umieszcza miejsce upadku nieco bliżej miasta, w okolicy Porte d’Italie. Był to pierwszy bojowy pocisk balistyczny w historii, który doleciał do celu.

Wieczorem tego samego dnia z przedmieść Hagi, z rejonu Wassenaar, wystrzelono dwie rakiety na Londyn. O 18.43 pierwsza spadła na Staveley Road w Chiswick, dzielnicy na zachodzie miasta. Wybuch wyrwał w jezdni głęboki lej, zburzył kilka domów i uszkodził kilkadziesiąt kolejnych. Zginęły trzy osoby: 63-letnia Ada Harrison, trzyletnia Rosemary Clarke i saper Royal Engineers Bernard Browning, który był akurat na przepustce; rannych było około dwudziestu. Kilkanaście sekund później druga rakieta spadła w lesie Parndon Wood pod Epping w hrabstwie Essex, nie wyrządzając nikomu krzywdy.

Kalendaria zapisują pod 8 września pierwsze udane bojowe użycie V-2: dwie rakiety wystrzelone na Londyn i jedną na Paryż, oraz śmierć kobiety w Chiswick. Zapis jest w zasadzie trafny, ale wymaga dwóch uściśleń. Pierwsza rakieta tego dnia poleciała na Paryż, a nie na Londyn – i była w ogóle pierwszą, która dotarła do celu, bo dwie wcześniejsze próby ostrzału Paryża z 6–7 września skończyły się według źródeł awarią tuż po starcie. W Chiswick zginęła zaś nie tylko kobieta: obok Ady Harrison zginęli trzyletnia dziewczynka i żołnierz.

Rakieta z Peenemünde

A4 była dziełem wojsk lądowych. Rakiety budował dla nich od początku lat trzydziestych zespół gen. Waltera Dornbergera, którego kierownikiem technicznym był Wernher von Braun, a od 1937 roku pracował w ośrodku doświadczalnym w Peenemünde na wyspie Uznam. Pierwszy udany start odbył się 3 października 1942 roku. Rakieta mierzyła 14 metrów, ważyła przy starcie około 12,5 tony, z czego blisko dwie trzecie stanowiło paliwo – alkohol etylowy z wodą i ciekły tlen. Niosła głowicę z niespełna tonowym ładunkiem amatolu, wznosiła się na wysokość około 80–90 kilometrów i po kilku minutach lotu spadała z prędkością kilkukrotnie większą od prędkości dźwięku. Zasięg wynosił około 320 kilometrów, a celność – kilkanaście kilometrów rozrzutu – pozwalała razić tylko wielkie obszary, czyli miasta.

Po nalocie brytyjskiego lotnictwa na Peenemünde w sierpniu 1943 roku – operacji „Hydra” – produkcję przeniesiono pod ziemię, do sztolni w górze Kohnstein w Harzu, a próby częściowo na poligon SS pod wsią Blizna w Generalnym Gubernatorstwie. Tam wywiad Armii Krajowej przez wiele miesięcy śledził starty i zbierał szczątki rakiet. W maju 1944 roku żołnierze AK zabezpieczyli niemal kompletną rakietę, która spadła nad Bugiem, a w nocy z 25 na 26 lipca jej najważniejsze części, wraz z raportami, odleciały do Brindisi na pokładzie samolotu, który wylądował na polowym lądowisku pod Tarnowem w ramach trzeciej operacji „Most”. Szczątki innej rakiety, która 13 czerwca 1944 roku spadła w Szwecji pod Bäckebo, Szwedzi przekazali Brytyjczykom. Dzięki temu Londyn wiedział latem 1944 roku, z jaką bronią będzie miał do czynienia – choć wciąż przeceniał jej głowicę i mylnie sądził, że rakieta jest sterowana radiem.

W październiku 1943 roku urząd uzbrojenia wojsk lądowych zamówił 12 tysięcy rakiet w spółce Mittelwerk, której podziemną fabrykę budowali i obsługiwali więźniowie obozów koncentracyjnych – najpierw podobozu Dora, podlegającego Buchenwaldowi, a od jesieni 1944 roku samodzielnego obozu Mittelbau-Dora. Według Miejsca Pamięci Mittelbau-Dora co najmniej 20 tysięcy z około 60 tysięcy więźniów kompleksu zmarło lub zostało zamordowanych – z wycieńczenia, głodu, chorób w nieogrzewanych sztolniach, w egzekucjach za rzekomy sabotaż i podczas ewakuacji obozu. Historycy zgodnie podkreślają, że produkcja V-2 kosztowała życie więcej ludzi niż jej użycie bojowe.

Kto strzelał

Pierwotnie rakiety miały startować z ogromnych betonowych bunkrów w północnej Francji, pod Watten i Wizernes w departamencie Pas-de-Calais, ale od 1943 roku alianckie lotnictwo bombardowało je w ramach operacji „Crossbow” tak skutecznie, że Niemcy postawili na wyrzutnie ruchome. Rakieta jechała na specjalnej przyczepie, tak zwanym Meillerwagen, którą w wybranym miejscu – na leśnej drodze, w parku, na skraju osiedla – podnoszono do pionu, a pocisk ustawiano na niewielkim stole startowym. Po zatankowaniu i odpaleniu kolumna szybko odjeżdżała. Bateria nie potrzebowała stałych budowli, które można by wypatrzyć z powietrza i zbombardować.

Formalnie użycie V-2 podlegało LXV Korpusowi Armijnemu do zadań specjalnych gen. Ericha Heinemanna, który dowodził też ostrzałem pociskami V-1. Po zamachu 20 lipca Heinrich Himmler przejął jednak dowództwo armii rezerwowej, a wraz z nim wpływ na program rakietowy, i w sierpniu 1944 roku faktyczne kierownictwo nad wojskowym użyciem rakiet otrzymał generał SS Hans Kammler, dotychczas odpowiedzialny za budowę obozów koncentracyjnych i podziemnych fabryk. Dornberger został odsunięty od dowodzenia operacyjnego i zajmował się zaopatrzeniem jednostek. Pod koniec sierpnia Adolf Hitler polecił rozpocząć ostrzał najszybciej, jak to możliwe.

Strzelały dwie grupy: północna, oparta na 485 Dywizjonie Artylerii, oraz południowa, z 836 Dywizjonem i baterią szkolno-doświadczalną 444. Według pierwotnych planów baterie miały ostrzeliwać Londyn z północnej Francji i Flandrii, ale alianci, którzy w pierwszych dniach września wyzwolili Antwerpię i większość Belgii, odepchnęli je od wybrzeża, zanim zdążyły tam zająć stanowiska; grupa południowa wycofała się w Ardeny, ku granicy Rzeszy. Dlatego pierwszym celem stał się Paryż, a jedynym skrawkiem wybrzeża, z którego dało się jeszcze sięgnąć Londynu, okazała się zachodnia Holandia – okolice Hagi. Tamtejsze parki i lasy, a także ulice podmiejskich dzielnic, zamieniły się na pół roku w stanowiska startowe; mieszkańcy Hagi codziennie widzieli i słyszeli odpalane rakiety, a te, które uległy awarii zaraz po starcie, spadały na ich domy.

„Latające gazociągi”

Rakiety spadły na Londyn w chwili, gdy miasto uwierzyło, że najgorsze ma już za sobą. Alianci zajmowali wyrzutnie V-1 we Francji, rząd zapowiedział złagodzenie zaciemnienia, a 7 września – dzień przed wybuchem w Chiswick – Duncan Sandys, który kierował rządowym komitetem do spraw broni rakietowej, oznajmił dziennikarzom, że poza kilkoma ostatnimi strzałami bitwa o Londyn się skończyła. Jego słowa dotyczyły latających bomb, ale prasa odczytała je jako koniec zagrożenia z powietrza.

Wybuch na Staveley Road był inny niż wszystko, co Londyn znał. Nie było alarmu ani warkotu silnika, jak przy V-1: rakieta nadlatywała szybciej niż dźwięk, więc najpierw następowała eksplozja, a dopiero potem dochodził huk przelotu – podwójny grzmot, który zapamiętali świadkowie. Gabinet wojenny postanowił milczeć. Nie chciał wywołać paniki ani podpowiedzieć Niemcom, gdzie spadają ich pociski i czy trafiają. Wybuchy w Chiswick i w następnych dniach w innych dzielnicach przypisywano oficjalnie lub półoficjalnie eksplozjom gazu w uszkodzonych rurociągach. Londyńczycy szybko zrozumieli, co się dzieje, i ukuli ironiczne określenie „latające gazociągi” (flying gas mains).

Cisza trwała dwa miesiące. Dopiero gdy 8 listopada komunikat Wehrmachtu ogłosił użycie V-2 przeciwko Londynowi – po tym, jak propaganda Josepha Goebbelsa obiecywała od miesięcy nową „broń odwetową” – premier Winston Churchill poinformował 10 listopada Izbę Gmin, że od kilku tygodni Anglia jest celem niemieckich rakiet. W brytyjskich dokumentach wywiadu rakieta występowała pod kryptonimem „Big Ben”.

Pół roku ostrzału

Na początku ostrzał był rzadki – kilka rakiet na dobę – a jego przebieg zależał od sytuacji na froncie. W połowie września bateria 444 przez kilka dni strzelała na Londyn z wyspy Walcheren w Zelandii. Gdy 17 września alianci rozpoczęli desant powietrzny pod Arnhem, grupa północna na krótko opuściła okolice Hagi; w drugiej połowie miesiąca część rakiet wystrzelono z Fryzji na Norwich, a na Londyn spadały znów od początku października. W październiku Hitler wskazał dwa główne cele: Londyn i Antwerpię, której port po zdobyciu przez Brytyjczyków miał się stać głównym portem zaopatrzeniowym aliantów. Odtąd to belgijskie miasto przyjęło więcej rakiet niż jakiekolwiek inne.

Według zestawień cytowanych w literaturze Niemcy wystrzelili na cele alianckie około 3170 rakiet V-2: około 1610 na Antwerpię i blisko 1360 na Londyn, a ponadto na Liège, Norwich, Lille, Paryż i inne miasta, a w marcu 1945 roku – na most kolejowy w Remagen. Wiele z nich zawiodło lub spadło daleko od celu; na obszar londyńskiej obrony cywilnej spadło ich nieco ponad pięćset. Brytyjskie dane mówią o 2754 zabitych i 6523 rannych w Londynie. W rejonie Antwerpii pociski V-1 i V-2 zabiły według belgijskich zestawień około 1700 osób.

Najtragiczniejsze trafienia przypadły na ostatnie miesiące wojny. 25 listopada 1944 roku rakieta zburzyła pełen klientów dom towarowy Woolworths w londyńskim New Cross – zginęło 168 osób. 16 grudnia w Antwerpii V-2 spadła w trakcie seansu na kino Rex, zabijając 567 osób, wśród nich blisko trzystu żołnierzy alianckich. 27 marca 1945 roku rakieta zburzyła blok mieszkalny Hughes Mansions w Stepney – zginęło 134 mieszkańców, w większości Żydów z East Endu. Tego samego dnia ostatnia V-2, która spadła na Anglię, zabiła w Orpington 34-letnią Ivy Millichamp, uznawaną za ostatnią cywilną ofiarę niemieckich ataków na Wielką Brytanię. Kilka dni później ostatnie baterie wycofały się z Holandii.

Łączną liczbę zabitych przez rakiety V-2 szacuje się na kilka tysięcy; według filmu dokumentalnego BBC z 2011 roku było to około 9 tysięcy cywilów i wojskowych. Dla porównania – w niewolniczej produkcji tej broni zginęło co najmniej kilkanaście tysięcy więźniów, a według szacunków Miejsca Pamięci Mittelbau-Dora śmierć w całym kompleksie poniosło nie mniej niż 20 tysięcy ludzi.

Broń, przed którą nie było obrony

Przeciw V-1 Brytyjczycy mieli myśliwce, baterie przeciwlotnicze i balony zaporowe, które latem 1944 roku strącały coraz większą część pocisków. Przeciw V-2 nie mieli nic. Rakieta spadała z wysokości kilkudziesięciu kilometrów w kilka minut po starcie, a radary wykrywały ją dopiero w locie, gdy było już za późno na ostrzeżenie ludności. Przez pewien czas próbowano zakłócać jej rzekome radiowe sterowanie, choć większość rakiet radia nie używała. Dowódca obrony przeciwlotniczej gen. Frederick Pile proponował wystrzeliwanie zapory pocisków na wyliczony tor nadlatującej rakiety, ale pomysłu nie zrealizowano przed końcem wojny.

Pozostawało atakowanie wyrzutni i zaplecza. Myśliwce bombardujące RAF polowały nad Holandią na kolumny transportowe, składy paliwa i stanowiska startowe, lecz ruchome baterie trudno było wypatrzyć. Próby uderzenia w ich ukrycia w gęsto zabudowanej Hadze kosztowały życie holenderskich cywilów – 3 marca 1945 roku, na skutek błędu w wyznaczeniu celu, bombowce zamiast lasu Haagse Bos zbombardowały dzielnicę Bezuidenhout, zabijając ponad 500 osób. Skuteczniejszy okazał się według brytyjskich historyków podstęp: przewerbowani przez wywiad niemieccy agenci w ramach systemu „Double Cross” przekazywali fałszywe meldunki, sugerujące, że rakiety przenoszą cel, co skłaniało Niemców do skracania strzałów; wiele pocisków spadało przez to w mniej zaludnionym Kencie.

Ostatecznie ostrzał zakończyło nie lotnictwo, lecz wojska lądowe. Starty na Londyn i Antwerpię ustały dopiero pod koniec marca 1945 roku, gdy alianci forsowali Ren, a ostatnie baterie, którym groziło odcięcie w zachodniej Holandii, wycofano do Niemiec.

Miejsce w wojnie

Militarnie V-2 nie zmieniła niczego. Nie zatrzymała aliantów na froncie zachodnim, nie zamknęła portu w Antwerpii, nie złamała morale Londynu. Rakieta niosła mniej więcej tyle materiału wybuchowego co jedna ciężka bomba lotnicza, a każda kosztowała wielokrotnie więcej niż pocisk V-1. Zdaniem wielu historyków, w tym brytyjskich analityków tuż po wojnie, pieniądze, surowce i siła robocza pochłonięte przez program rakietowy – w tym praca tysięcy inżynierów i dziesiątek tysięcy więźniów – przydałyby się Rzeszy bardziej na produkcję myśliwców czy broni przeciwlotniczej. Dla Hitlera i Goebbelsa była to jednak przede wszystkim broń zemsty i obietnica cudu, który miał odwrócić przegraną wojnę – jedna z Wunderwaffen, którymi propaganda karmiła Niemców do ostatnich miesięcy.

Znaczenie V-2 okazało się większe po wojnie niż w czasie jej trwania. Była pierwszym pociskiem balistycznym dalekiego zasięgu i pierwszym obiektem zbudowanym przez człowieka, który przekroczył umowną granicę kosmosu. Amerykanie w ramach operacji „Paperclip” przewieźli do Stanów Zjednoczonych von Brauna, Dornbergera i ponad setkę specjalistów z Peenemünde, a Związek Radziecki zatrudnił innych i na wzór A4 zbudował swoją pierwszą rakietę balistyczną. Z tych doświadczeń wyrosły zarówno międzykontynentalne rakiety z głowicami jądrowymi, jak i rakiety, które zaniosły ludzi na Księżyc. Ofiary z Chiswick, Antwerpii i sztolni Mittelbau-Dora pozostały w cieniu tej historii; w 1947 roku w procesie załogi Dory sądzono głównie esesmanów i kapo, a inżynierowie programu w większości nigdy nie odpowiedzieli za wykorzystywanie pracy niewolniczej.

Źródła

  1. brentfordandchiswicklhs.org.uk · the chiswick v2
  2. thisdayinaviation.com · 8 september 1944
  3. V-2 rocket · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.