TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Operacja Hydra

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
17 sierpnia 1943
Autor:
Łukasz
Tagi:
RAF, Arthur Harris, III Rzesza, praca przymusowa
Zdjęcie lotnicze Peenemünde z naniesionymi celami nalotu, kwiecień 1943.
Zdjęcie lotnicze Peenemünde z naniesionymi celami nalotu, kwiecień 1943.Autor: RAF photographer · Public domain · Wikimedia Commons

W nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku, przy pełni księżyca, nad północną część wyspy Uznam u ujścia Piany nadleciało 596 ciężkich bombowców brytyjskiego Bomber Command. Ich celem był ośrodek badawczy wojsk lądowych w Peenemünde – miejsce, w którym zespół gen. Waltera Dornbergera i Wernhera von Brauna budował rakietę balistyczną A4, przyszłą V-2, a sąsiednia placówka Luftwaffe testowała pocisk latający Fi 103, przyszłą V-1. Operacja nosiła kryptonim „Hydra”. Była pierwszym uderzeniem aliantów na niemiecki program „broni odwetowej” i początkiem kampanii, którą w listopadzie 1943 roku nazwano kryptonimem „Crossbow”.

Nalot trwał niespełna godzinę. Zniszczył dużą część osiedla mieszkalnego i zakładów, zabił dwóch czołowych inżynierów programu, ale też – wskutek błędu w oznaczaniu celu – kilkuset robotników przymusowych w obozie w Trassenheide. Brytyjczycy stracili 40 bombowców. Następnego dnia zastrzelił się szef sztabu generalnego Luftwaffe. O tym, jak bardzo „Hydra” opóźniła niemieckie rakiety, historycy spierają się do dziś.

Rakiety nad Bałtykiem

Niemieckie wojsko zajmowało się rakietami od przełomu lat 20. i 30. Traktat wersalski ograniczał artylerię Reichswehry, ale nic nie mówił o pociskach rakietowych, więc wydział uzbrojenia wojsk lądowych zatrudnił w 1931 roku kpt. Dornbergera, a wkrótce młodego Wernhera von Brauna. W 1936 roku na odludnym, porośniętym lasem cyplu Uznamu zaczęto budowę wielkiego ośrodka badawczego: z hamownią silników, tunelem aerodynamicznym, zakładem doświadczalnym, osiedlem dla kilku tysięcy pracowników i, później, z halami do seryjnej produkcji. 3 października 1942 roku czwarty prototyp A4 przeleciał prawie 190 kilometrów i po raz pierwszy w historii obiekt zbudowany przez człowieka dotarł na skraj przestrzeni kosmicznej. 7 lipca 1943 roku Dornberger i von Braun pokazali w Wilczym Szańcu film z jej startu Adolfowi Hitlerowi, który nadał programowi najwyższy priorytet zbrojeniowy. Rakiety miały być produkowane tysiącami – w Peenemünde, w Friedrichshafen, w Wiener Neustadt – rękami robotników przymusowych, jeńców i więźniów obozów koncentracyjnych. W pobliskim Karlshagen i w Trassenheide stały baraki, w których mieszkały tysiące robotników z Polski, ZSRR i innych okupowanych krajów.

Co wiedzieli Brytyjczycy

Pierwsze sygnały o niemieckich pracach rakietowych dotarły do Londynu już w listopadzie 1939 roku w tzw. raporcie z Oslo, anonimowym liście niemieckiego naukowca do brytyjskiego attaché w Norwegii. Długo traktowano je jako niepewne. Wiosną 1943 roku wiadomości zaczęły się jednak mnożyć. Podsłuchiwany w niewoli gen. Wilhelm von Thoma dziwił się w rozmowie z innym jeńcem, że Londyn nie jest jeszcze ostrzeliwany rakietami. Meldunki o Peenemünde przekazywał wywiad Armii Krajowej, który czerpał je m.in. od polskich robotników przymusowych na Uznamie; listy przemycali luksemburscy robotnicy pracujący w ośrodku, informacje nadeszły też z Danii. Od kwietnia 1943 roku samoloty rozpoznawcze RAF fotografowały Peenemünde coraz dokładniej i na zdjęciach z czerwca analitycy dostrzegli rakiety leżące na przyczepach.

W kwietniu 1943 roku szefowie sztabów ostrzegli dowództwa przed możliwością ataku rakietowego, a premier Winston Churchill powierzył zbadanie sprawy swemu zięciowi, wiceministrowi zaopatrzenia Duncanowi Sandysowi. Doradca naukowy premiera Frederick Lindemann, lord Cherwell, uważał doniesienia o wielkiej rakiecie na paliwo ciekłe za mistyfikację, mającą odciągnąć uwagę od prawdziwych zagrożeń; młody fizyk z wywiadu lotniczego Reginald V. Jones przekonywał, że rakieta istnieje. Zwyciężył pogląd, że ryzyko jest zbyt duże, by czekać. Na naradzie przy Downing Street 15 lipca 1943 roku Churchill, szefowie sztabów i minister bezpieczeństwa wewnętrznego Herbert Morrison zatwierdzili plan nalotu: miał nastąpić przy najbliższej sprzyjającej pełni. Churchill zapowiedział, że Peenemünde trzeba uderzyć „na największą możliwą skalę”. Żeby nie zaalarmować Niemców, wstrzymano nawet dalsze loty rozpoznawcze nad Uznamem.

Plan

Zadanie przypadło Bomber Command marszałka lotnictwa Arthura Harrisa, który zwykle niechętnie odrywał siły od nalotów na niemieckie miasta. Tym razem w operacji uczestniczyły wszystkie grupy jego bombowców ciężkich. Cel był trudny. Peenemünde leżało około tysiąca kilometrów od najbliższych lotnisk brytyjskich, poza zasięgiem radiowych systemów nawigacyjnych, było rozległe i osłaniane zasłonami dymnymi. Nie chodziło tu o spalenie miasta, lecz o trafienie kilku niewielkich obszarów. Dlatego postanowiono atakować przy pełni księżyca i z wysokości około 2400 metrów zamiast zwykłych 5–6 tysięcy, a cały Bomber Command odbywał ćwiczebne naloty na podobne odcinki wybrzeża brytyjskiego. Rozrzut bomb na ćwiczeniach zmalał z około 900 do około 300 metrów.

Wyznaczono trzy punkty celowania i trzy fale. Pierwsza – Stirlingi i Halifaxy z 3 i 4 Grupy – miała uderzyć w osiedle mieszkalne, gdzie spali naukowcy i technicy; rozkaz stawiał na pierwszym miejscu zabicie jak największej liczby ludzi pracujących nad nową bronią. Druga – Lancastery z 1 Grupy – w dwie wielkie hale, w których przygotowywano seryjną produkcję rakiet. Trzecia – Lancastery 5 Grupy i Halifaxy kanadyjskiej 6 Grupy – w zakład doświadczalny, gromadzący aparaturę, dokumentację i biura konstruktorów. Załogom nie powiedziano prawdy: na odprawach mówiono, że w Peenemünde Niemcy rozwijają nowy radar, groźny dla nocnych bombowców. Rozkaz operacyjny ostrzegał, że jeśli nalot się nie uda, zostanie powtórzony następnej nocy i w kolejne noce, „bez względu na straty”.

Po raz pierwszy w nalocie głównych sił Bomber Command całością ataku miał kierować nad celem „mistrz ceremonii” (master bomber) – oficer krążący nad celem przez cały nalot, wskazujący przez radio, które znaczniki są dobre, a które należy pominąć. Wzorem było to, co w maju robił dowódca operacji „Chastise” nad zaporami Ruhry. Funkcję tę powierzono płk. (Group Captain) Johnowi Searby’emu, dowódcy 83 Dywizjonu z sił „Pathfinder”, które oznaczały cele flarami.

Bombowce – Avro Lancastery, Halifaxy i Stirlingi – miały lecieć nad Danią i wzdłuż wybrzeża Bałtyku. Żeby odciągnąć od nich niemieckie myśliwce, osiem szybkich Mosquito miało przed północą zrzucić nad Berlinem flary znakujące, tak jak przy prawdziwym nalocie na stolicę. Kilkadziesiąt brytyjskich myśliwców nocnych miało tymczasem krążyć nad niemieckimi lotniskami i atakować startujące maszyny.

Noc z 17 na 18 sierpnia

Dywersja się udała. O 22.56 czasu brytyjskiego pierwszy Mosquito był nad Berlinem, a niemiecka obrona – przekonana, że nadciąga wielki nalot na stolicę – skierowała tam większość z ponad dwustu nocnych myśliwców, które poderwano tej nocy, w tym jednosilnikowe Bf 109 i Fw 190 latające metodą „Wilde Sau” nad oświetlonym celem.

Nad Uznamem pierwsze znaczniki spadły o 0.10. Chmury przesłaniały częściowo księżyc, a wybrzeże Rugii, które miało służyć za punkt orientacyjny, słabo odbijało się na ekranach pokładowych radarów. Znaczniki wyjściowe spadły około trzech kilometrów za daleko na południe – na obóz robotników przymusowych w Trassenheide. Searby szybko zauważył dobrze położony znacznik nad osiedlem i skierował na niego kolejne, ale około jednej trzeciej bombowców pierwszej fali zdążyło zbombardować obóz. Drewniane baraki nie dawały przed bombami żadnej osłony. Mieszkali w nich robotnicy firm budowlanych pracujących dla ośrodka – obok Niemców przymusowo wcieleni do pracy Polacy, Ukraińcy, Czesi, a także Holendrzy i Włosi. Według brytyjskiego historyka Martina Middlebrooka zniszczone zostały 23 z 45 baraków, a zginęło co najmniej 500, być może 600 robotników; Dornberger mówił później o 720 zabitych, a lokalne opracowania niemieckie podają niekiedy znacznie niższe liczby. Ofiary były też w samym ośrodku: w hali produkcyjnej F1, gdzie od lata trzymano więźniów obozu koncentracyjnego zmuszanych do pracy przy rakietach, zginęli więźniowie.

Bomby, które trafiły w osiedle, zniszczyły około trzech czwartych jego budynków, ale zginęło tam stosunkowo niewiele osób – około 170 z mniej więcej 4 tysięcy mieszkańców. Piaszczysty grunt tłumił wybuchy, a schrony były dobrze zbudowane. W jednym z rowów przeciwlotniczych zasypało jednak głównego konstruktora silnika rakietowego A4 dr. Waltera Thiela wraz z rodziną oraz głównego inżyniera planowanej wytwórni dr. Ericha Walthera.

Druga fala, 113 Lancasterów 1 Grupy, nadleciała o 0.31. Pathfinderzy musieli przenieść znakowanie na nowy cel w trakcie nalotu, czego nigdy wcześniej nie robiono; część znaczników znów spadła za blisko albo za daleko, ale Searby ostrzegł załogi, by ich nie brały pod uwagę. Bomby uszkodziły hale produkcyjne i zniszczyły magazyn z rakietami. Silny wiatr znosił jednak znaczniki na wschód i część ładunków spadła do morza.

Trzecia fala dotarła nad Peenemünde pół godziny po rozpoczęciu nalotu. Cel spowijał już dym pożarów i niemieckich zasłon dymnych, a z nieba nadlatywały myśliwce, które zrozumiały, że Berlin był podstępem, i pośpieszyły na wybrzeże. Kanadyjczycy z 6 Grupy bombardowali znaczniki, z których część zniosło na wschód i południe; załogi 5 Grupy stosowały własną metodę pomiaru czasu i odległości od punktu na Rugii, ale wiele z nich przeleciało za daleko. Ich bomby spadły kilka kilometrów za zakładem doświadczalnym. Mimo to trafiono mniej więcej jedną trzecią budynków, w tym gmach dowództwa i biuro konstrukcyjne; tunel aerodynamiczny i laboratorium telemetrii ocalały.

To właśnie trzecia fala zapłaciła najwyższą cenę. W ciągu kwadransa myśliwce zestrzeliły 28 bombowców, część z nich przy użyciu nowego uzbrojenia Schräge Musik – działek skierowanych skośnie w górę, z których dwusilnikowy Bf 110 strzelał w nieopancerzony spód bombowca, niewidoczny dla jego strzelców. Tej nocy po raz pierwszy użyto ich bojowo.

Straty

Bomber Command straciło 40 bombowców – 6,7 procent wysłanych maszyn, w większości z trzeciej fali – i 215 lotników. Niemieckie lotnictwo nocne straciło kilkanaście myśliwców. Piętnastu lotników brytyjskich i kanadyjskich pochowano w bezimiennych grobach na terenie ośrodka; po wojnie władze radzieckie nie pozwoliły ich ekshumować i spoczywają tam do dziś.

Po stronie niemieckiej łączną liczbę zabitych szacuje się na około 700–750 osób, z czego zdecydowaną większość stanowili robotnicy przymusowi i więźniowie, a nie niemieccy naukowcy i technicy, których nalot miał przede wszystkim wyeliminować. Muzeum w Peenemünde podaje, że na ziemi zginęło około 700 ludzi. Ten tragiczny bilans jest typowy dla nalotów na zakłady zbrojeniowe III Rzeszy, w których coraz większą część siły roboczej stanowili ludzie przywiezieni wbrew swojej woli.

Śmierć Jeschonneka

Dywersja nad Berlinem miała nieoczekiwany skutek. Nad stolicą krążyły setki niemieckich myśliwców, a artyleria przeciwlotnicza strzelała na oślep w niebo, na którym nie było wielkiego nalotu. Za fiasko obrony – po kolejnych dziennych nalotach amerykańskich, po katastrofie Hamburga i po bezsilności wobec bombowców nad Uznamem – Hitler i Hermann Göring obwiniali szefa sztabu generalnego Luftwaffe gen. Hansa Jeschonnka. Rankiem 18 sierpnia 1943 roku, kilka godzin po nalocie, Jeschonnek zastrzelił się w pobliżu kwatery sztabu Luftwaffe w Puszczy Rominckiej. Oficjalnie podano, że zmarł na krwotok żołądkowy.

Ile Niemcy stracili czasu

Po nalocie Niemcy pozorowali zniszczenia większe od rzeczywistych, by przekonać brytyjskie rozpoznanie, że ośrodek jest zniszczony i nie trzeba go znów bombardować: wysadzali lekko uszkodzone budynki, kopali w piasku fałszywe leje, a na dachach malowali czarne i białe pasy imitujące zwęglone belki. Prace przez kilka dni utrudniały też bomby z opóźnionym zapłonem i niewybuchy, ugrzęzłe w piaszczystym gruncie.

Nalot przyspieszył decyzje, które już zapadały. Hitler i Heinrich Himmler, który właśnie wtedy wciągał SS do programu rakietowego, postanowili przenieść produkcję w miejsce bezpieczne od bomb. Pod koniec sierpnia 1943 roku pierwsi więźniowie z Buchenwaldu zaczęli drążyć sztolnie w górze Kohnstein koło Nordhausen, gdzie powstała podziemna fabryka Mittelwerk, a przy niej obóz Mittelbau-Dora. Próbne starty przeniesiono na poligon SS Heidelager koło Blizny w okupowanej Polsce, poza zasięgiem brytyjskich bombowców. Badania w Peenemünde trwały jednak dalej – tunel aerodynamiczny i laboratorium telemetrii nie ucierpiały – a próbne starty z wyspy wznowiono już w październiku.

Oceny skuteczności „Hydry” są skrajnie różne. Minister propagandy Joseph Goebbels zapisał w dzienniku, że nalot opóźni program o sześć do ośmiu tygodni; Dornberger mówił o czterech do sześciu tygodni. Amerykańska komisja badająca skutki bombardowań (USSBS), która po wojnie nie mogła obejrzeć Peenemünde leżącego w strefie radzieckiej, uznała nalot za „nieskuteczny”. Brytyjscy historycy oficjalni Charles Webster i Noble Frankland przyjęli, że ataki na Peenemünde i inne obiekty mogły łącznie opóźnić ofensywę V-2 o około dwa miesiące, a śmierć Thiela i Walthera i przenosiny produkcji utrudniły usuwanie licznych wad konstrukcyjnych rakiety. Brytyjski historyk gospodarki Adam Tooze uznał „Hydrę” za wielki sukces, bo zmusiła Niemców do herkulesowego wysiłku przeniesienia produkcji rakiet do Turyngii.

Początek kampanii „Crossbow”

„Hydra” bywa przedstawiana jako początek operacji „Crossbow”. To uproszczenie: śledztwo w sprawie niemieckiej broni dalekiego zasięgu prowadzono w 1943 roku pod kryptonimem „Bodyline”, a nazwę „Crossbow” nadano szerszej kampanii przeciw broni V dopiero 15 listopada 1943 roku. Nalot na Peenemünde był jednak rzeczywiście pierwszym wielkim uderzeniem w ten program – choć już w czerwcu, w czasie operacji „Bellicose”, Lancastery trafiły w Friedrichshafen zakłady Zeppelina, w których szykowano produkcję rakiet. Warto też pamiętać, że nalot ominął położoną obok placówkę doświadczalną Luftwaffe, Peenemünde-West, gdzie testowano pocisk Fi 103; na jego istnienie Brytyjczycy dopiero zaczynali zwracać uwagę.

Dziesięć dni po „Hydrze”, 27 sierpnia 1943 roku, amerykańskie B-17 zbombardowały budowany w Watten na północy Francji gigantyczny bunkier, z którego miały startować rakiety. Jesienią rozpoznanie wykryło dziesiątki wyrzutni V-1 we Francji, a od grudnia alianckie lotnictwo atakowało je setkami samolotów. Mimo to od czerwca 1944 roku na Londyn spadały pociski V-1, a od września 1944 roku – rakiety V-2, przeciw którym nie było żadnej obrony. Wiele informacji o V-2 dostarczyła wtedy Armia Krajowa, która w maju 1944 roku przechwyciła nad Bugiem szczątki rakiety wystrzelonej z Blizny, a w lipcu przekazała je samolotem do Brytanii.

Miejsce w wojnie

Operacja „Hydra” była jednym z najbardziej precyzyjnych nalotów nocnych Bomber Command w 1943 roku i dowiodła, że ciężkie bombowce RAF, prowadzone przez mistrza ceremonii i doświadczonych pathfinderów, potrafią przy dobrej widoczności trafić w niewielkie cele, a nie tylko w całe miasta. Wprowadzone wtedy metody – kierowanie nalotem z powietrza, przenoszenie znakowania w trakcie ataku, bombardowanie według czasu i odległości od punktu orientacyjnego – weszły na stałe do praktyki brytyjskiego lotnictwa. Zarazem ta sama noc pokazała jego słabości: jeden błąd w znakowaniu skierował bomby na obóz robotników, a myśliwce z „Schräge Musik” zapowiedziały ciężkie straty, jakie Bomber Command miało ponieść zimą 1943–1944 roku nad Berlinem.

Najtrwalszym skutkiem nalotu okazało się przeniesienie produkcji V-2 pod ziemię. W sztolniach Mittelwerku dziesiątki tysięcy więźniów obozu Mittelbau-Dora budowało rakiety w nieludzkich warunkach; według szacunków przy ich produkcji zmarło więcej ludzi, niż zginęło od uderzeń samych rakiet. Broń, którą Hitler uważał za cudowną, nie zmieniła losów wojny, ale jej technologia – i ludzie z Peenemünde z von Braunem na czele, przejęci po wojnie przez Amerykanów i Rosjan – dała początek erze rakiet balistycznych i lotów kosmicznych.

Źródła

  1. rafbf.org · peenemunde raid 80 years
  2. militaryintelligencemuseum.org · 1943 operation hydra
  3. Operation Hydra (1943) · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.