TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Walki o Wzgórze 700

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
8 marca 1944
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Kampania na Bougainville
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, William Halsey

8 marca 1944 roku o 5.45 rano japońska artyleria ukryta na grzbietach gór nad przylądkiem Torokina otworzyła ogień na amerykański przyczółek na Wyspie Bougainville’a. Pociski spadały przede wszystkim na lotniska Piva, z których Amerykanie od czterech miesięcy atakowali Rabaul. Tak zaczęła się jedyna wielka kontrofensywa, na jaką zdobyła się japońska 17 Armia przeciw przyczółkowi zdobytemu w listopadzie 1943 roku – Amerykanie nazwali ją drugą bitwą o Torokinę. Jej najcięższym ogniskiem w pierwszych dniach było wzgórze 700, stromy grzbiet w środku amerykańskiej linii obrony, który japońska piechota szturmowała od nocy z 8 na 9 marca. 13 marca resztki atakujących zaczęły się z niego wycofywać, ale bitwa o przyczółek trwała jeszcze przez prawie dwa tygodnie, aż do 25 marca.

Co się wydarzyło 8 i 13 marca

Chronologie wojny podają, że 8 marca Amerykanie zostali zaatakowani przez Japończyków na wzgórzu 700 i że walka „potrwa pięć dni”, a 13 marca Japończycy zakończyli tam swój nieudany szturm. To w zasadzie prawda, wymaga jednak dwóch uściśleń. 8 marca japońska kontrofensywa rzeczywiście się zaczęła, ale tylko ostrzałem artyleryjskim i potyczkami patroli; według amerykańskiej historii oficjalnej japoński 23 Pułk Piechoty, który miał tego dnia zdobyć wzgórze, z niewyjaśnionych powodów nie ruszył do natarcia. Szturm zaczął się kilkadziesiąt minut po północy 9 marca. Pięć dni to zatem okres od pierwszego ostrzału do chwili, gdy 12 marca Amerykanie odzyskali dawną linię, a 13 marca Japończycy rozpoczęli odwrót. Drugie zastrzeżenie: odwrót spod wzgórza 700 nie był końcem japońskiego natarcia. Walki o wzgórze 260 i nad potokami Taylor’s Creek i Cox’s Creek trwały dalej, a ostatni, nocny szturm z 23 na 24 marca był największy ze wszystkich.

Przyczółek, którego Japończycy nie chcieli zaatakować wcześniej

Amerykańska 3 Dywizja Piechoty Morskiej wylądowała w Zatoce Cesarzowej Augusty 1 listopada 1943 roku, a kontrnatarcie japońskiej floty odparły w nocy na 2 listopada krążowniki i niszczyciele kontradmirała Merrilla w bitwie w Zatoce Cesarzowej Augusty. Dowódca 17 Armii, generał Harukichi Hyakutake – ten sam, który przegrał kampanię na Guadalcanalu – początkowo – jak podają amerykańscy historycy – brał lądowanie pod Torokiną za dywersję poprzedzającą desant na południu wyspy, gdzie stały jego główne siły. Dopiero pod koniec grudnia on i jego sztab doszli do wniosku, że Amerykanie nie zamierzają ruszać się z przyczółka ani lądować w innym miejscu, tylko budują na nim lotniska. Wtedy zaczęto planować kontrofensywę.

Rachuby Japończyków opierały się na fałszywych danych. Sztab 17 Armii sądził, że na przyczółku jest około 30 tysięcy Amerykanów, w tym tylko 20 tysięcy żołnierzy liniowych. W rzeczywistości armijny XIV Korpus generała Oscara Griswolda, który w grudniu przejął przyczółek od piechoty morskiej, liczył razem z jednostkami marynarki około 62 tysięcy ludzi. Linię obrony długości około 21 kilometrów trzymały dwie doświadczone dywizje: na lewym, północno-zachodnim skrzydle i w centrum 37 Dywizja Piechoty generała Roberta Beightlera, na prawym, wschodnim – Dywizja Americal generała Johna R. Hodge’a. Siłami alianckimi na Południowym Pacyfiku, którym podlegał przyczółek, dowodził admirał William Halsey.

Japoński plan

21 stycznia 1944 roku na Bougainville przyleciał z Rabaulu przełożony Hyakutake, dowódca 8 Armii Obszarowej generał Hitoshi Imamura, i polecił rozpocząć natarcie na początku marca. Według japońskiego historyka Hiroyukiego Shindō termin wyznaczyły wyłącznie zapasy żywności. Po amerykańskich nalotach na Rabaul, po zniszczeniu bazy na Truku i po zajęciu przez Nowozelandczyków w połowie lutego Wysp Zielonych (Green Islands) dostawy z Rabaulu praktycznie ustały i trzeba było uderzyć, zanim żołnierze zaczną głodować. Zgromadzono racje zaledwie na dwa tygodnie.

Przez styczeń i luty saperzy budowali drogi i mosty w głębi wyspy, a oddziały wybrane do natarcia ćwiczyły walkę w dżungli. Barkami i na plecach tragarzy przeciągnięto przez góry zgrupowanie artylerii, które amerykańscy historycy uznają za największe, jakie Japończycy zebrali dotąd na Pacyfiku: według powojennego amerykańskiego opracowania 168 dział, w tym cztery haubice 150 mm. Siły uderzeniowe pochodziły głównie z 6 Dywizji generała Masatane Kandy, weterańskiej jednostki z wojny w Chinach, i z dwóch batalionów 17 Dywizji. Podzielono je na trzy grupy nazwane od nazwisk dowódców. Grupa generała Shuna Iwasy, oparta na 23 Pułku Piechoty, miała 8 marca zdobyć wzgórze 700 w środku amerykańskiej linii, a potem ruszyć na lotniska Piva. Grupa pułkownika Toyohareia Mudy miała 10 marca uderzyć od wschodu na wzgórza 260 i 309, a grupa pułkownika Isaoshiego Magaty od 11 marca – od północy, nisko położonym terenem, na 129 Pułk Piechoty. Do 17 marca wszystkie trzy miały się spotkać na przylądku Torokina. Historyk oficjalny US Army John Miller podaje, że do natarcia przeznaczono 15 400 lub 19 000 żołnierzy, Shindō – że bezpośrednio do walki weszło około 9500.

Rozkazy dzienne brzmiały górnolotnie. Hyakutake wzywał żołnierzy, by „zmazali hańbę braci z Guadalcanalu” i pogłębili czerwień sztandarów „krwią amerykańskich łotrów”, a Kanda zapowiadał, że nie będzie spoczynku, dopóki wróg nie zostanie upokorzony. Miller, który zacytował oba rozkazy w historii oficjalnej, skomentował je suchym odsyłaczem do wersetu z biblijnej Księgi Przysłów (16,18) o pysze, która poprzedza upadek.

Amerykanie czekają

Amerykanie wiedzieli o przygotowaniach niemal od początku. Informacji dostarczały nasłuch radiowy, patrole w głębi wyspy, lotnictwo i przesłuchania jeńców. Na wysuniętej placówce Ibu, przy szlaku Numa Numa, stały oddziały 1 Batalionu z Fidżi; w lutym, gdy otoczyły go większe siły japońskie, wycofał się na przyczółek, zabierając ze sobą około dwustu miejscowych cywilów. Dokumenty znalezione przy zabitych Japończykach pozwoliły odtworzyć plan natarcia i skład atakujących oddziałów, a wyciągi z nich wywieszano nawet na tablicach ogłoszeń w kompaniach.

Griswold, który na Nowej Georgii przekonał się, jak kosztowne jest atakowanie Japończyków w dżungli, postanowił czekać na nich w umocnieniach. Rozbudowano bunkry, zasieki i pola minowe, każdy pułk dostał dodatkowe karabiny maszynowe, a 3 marca także baterię haubic 75 mm. Całą artylerią przyczółka – osiem dywizjonów dywizyjnych, działa dalekonośne 155 mm batalionu obrony piechoty morskiej i działa przeciwlotnicze 90 mm – kierował jeden oficer, generał Leo Kreber. W zatoce stało sześć niszczycieli, a z lotnisk startowały bombowce nurkujące Douglas SBD Dauntless i samoloty torpedowe Avenger 1 Skrzydła Lotnictwa Piechoty Morskiej oraz dwa dywizjony myśliwców nowozelandzkich. Jedyną słabością obrony było to, że Japończycy trzymali grzbiety, z których widzieli niemal cały przyczółek.

Szturm na wzgórze 700

Ostrzał 8 marca zniszczył na lotniskach Piva jeden bombowiec B-24 i trzy myśliwce, a uszkodził dziewiętnaście samolotów. Amerykańscy obserwatorzy – na ziemi, w lekkich samolotach i na niszczycielach – szybko namierzyli japońskie baterie, a artyleria korpusu odpowiedziała ogniem kontrbateryjnym. Po południu ponad dziewięćdziesiąt bombowców nurkujących i torpedowych zbombardowało wzgórze 1111 i sąsiednie grzbiety. Przed zmrokiem wszystkie bombowce oprócz sześciu Avengerów odleciały na Nową Georgię, a myśliwce do końca bitwy co wieczór opuszczały przyczółek, by nie zniszczono ich na ziemi.

Wzgórze 700 panowało nad całym przyczółkiem. Jego zbocza miały nachylenie 65–75 procent, a przednie opadało tak stromo, że nie dało się go w całości pokryć ogniem karabinów maszynowych. Bronił go 2 Batalion 145 Pułku Piechoty z 37 Dywizji, z pułkownikiem Cecilem Whitcombem jako dowódcą pułku. Już 6 marca patrole zameldowały o dużych siłach japońskich około 1300 metrów na północ od wzgórza, a 7 marca przed linią pojawili się japońscy saperzy przecinający zasieki. W każdym bunkrze złożono amunicję, racje na dwa dni i kanister wody.

Kilkadziesiąt minut po północy 9 marca, w ulewnym deszczu i mgle, około dwóch kompanii 23 Pułku wspięło się na północne zbocze i uderzyło na pluton broniący siodła między szczytem a sąsiednim wzniesieniem. Japończycy zajęli kilka bunkrów i wbili klin w amerykańską linię. Rano kompanie 1 i 2 Batalionu 145 Pułku kontratakowały i odzyskały większość terenu; dwa lekkie czołgi M3 Stuart okazały się na tak stromym stoku bezużyteczne. Japońskie karabiny maszynowe i moździerze ostrzeliwały drogę zaopatrzenia na wzgórze, a dwa niszczyciele wystrzeliły tego dnia na wspierające ich pozycje około czterystu pocisków.

10 marca o świcie grupa Iwasy ponowiła szturm, ale załamał się on w ogniu artylerii. Po nalocie 36 samolotów 145 Pułk o 17.00 kontratakował i odzyskał kolejny skrawek. Nocą z 10 na 11 marca Japończycy zdobyli tylko jeden bunkier, a ich poranne ataki 11 marca zostały odparte. Generał Beightler, niezadowolony, że pułk wciąż nie odtworzył dawnej linii, wysłał na wzgórze 2 Batalion 148 Pułku, a Whitcomba, u którego stwierdzono skrajne wyczerpanie bojowe, odwołał z dowództwa. Świeży batalion po przygotowaniu artyleryjskim zdobywał bunkier za bunkrem i 12 marca odtworzył pierwotną linię obrony. 13 marca resztki grupy Iwasy zaczęły się wycofywać. Na odzyskanym terenie Amerykanie naliczyli 309 ciał japońskich żołnierzy i wzięli dwóch jeńców; 37 Dywizja straciła w tych walkach 78 zabitych.

Wzgórze 260 i potoki na północy

Równocześnie, 10 marca o świcie, grupa Mudy zaatakowała wzgórze 260 – wysuniętą placówkę obserwacyjną Dywizji Americal, położoną około 700 metrów przed główną linią. Składało się ono z dwóch kopców, nazwanych przez Amerykanów North Knob i South Knob, połączonych wąskim przesmykiem; na drzewie na szczycie zbudowano punkt obserwacyjny na wysokości około 45 metrów. Około osiemdziesięciu obrońców straciło południowy kopiec w pierwszym natarciu. Griswold rozkazał utrzymać wzgórze za wszelką cenę, choć sztab dywizji wcześniej nie zamierzał go bronić. Przez kolejne dni kompanie 182 i 132 Pułku Piechoty z miotaczami ognia raz po raz wdzierały się na South Knob i były z niego spychane; prośbę dywizji o zgodę na odwrót sztab korpusu odrzucił. Wreszcie zastępca dowódcy dywizji, generał William McCulloch, zrezygnował z czołowych szturmów i postanowił wykrwawić obrońców ogniem artylerii i miotaczy. Japończycy opuścili wzgórze dopiero 27 marca, a Amerykanie znaleźli na jego szczycie 560 ciał. Walki o wzgórze 260 kosztowały Amerykanów 98 zabitych, 24 zaginionych i 581 rannych – znacznie więcej niż obrona wzgórza 700.

Na północy grupa Magaty między 11 a 17 marca kilka razy uderzała na 129 Pułk Piechoty w rejonie potoków Taylor’s Creek i Cox’s Creek. Za każdym razem zdobywała część bunkrów, a Amerykanie odzyskiwali je przy pomocy lotnictwa, bazook, miotaczy ognia i czołgów, w tym plutonu M4 Sherman. Wtedy japońscy dowódcy postanowili zebrać wszystkie trzy grupy przed frontem 129 Pułku i uderzyć razem. Przegrupowanie zajęło niemal tydzień. Natarcie około 4850 żołnierzy ruszyło po zmroku 23 marca, ale Amerykanie, znający plan ze zdobytych dokumentów, rozbili ich zgrupowanie huraganowym ogniem jeszcze na podstawach wyjściowych. Rano 24 marca kontratak piechoty z czołgami, wspierany przez siedem dywizjonów artylerii, zniszczył całkowicie jeden batalion 45 Pułku i prawie cały batalion 53 Pułku. 25 marca Hyakutake wstrzymał natarcie, a 27 marca rozkazał wycofać się na pozycje wyjściowe. W ostatniej fazie walk i w pościgu wzięły udział także oddziały Fidżyjczyków oraz czarnoskórzy żołnierze 24 Pułku Piechoty i 93 Dywizji Piechoty, wprowadzani do boju dla nabrania doświadczenia.

Straty i oceny

Dane o japońskich stratach bardzo się różnią. Amerykańska historia oficjalna z 1959 roku podaje ponad 5 tysięcy zabitych i ponad 3 tysiące rannych. Australijski historyk Karl James przytacza japońskie szacunki 3500 zabitych i 5500 rannych, z których wielu zmarło potem z głodu i chorób. Hiroyuki Shindō pisze o około 2700 zabitych spośród żołnierzy bezpośrednio zaangażowanych w natarcie, a łącznie – wraz z innymi oddziałami walczącymi w tym czasie na wyspie – o 5400 zabitych i 7100 rannych. Kilka japońskich jednostek trzeba było rozwiązać. XIV Korpus stracił według historii oficjalnej 263 zabitych.

John Miller uznał, że natarcie przegrało już na etapie planowania: Japończycy nie docenili sił przeciwnika o połowę, a nawet gdyby ich szacunki były trafne, oddziały i artyleria, jakie rzucili do walki, nie wystarczyłyby do przełamania dobrze przygotowanej obrony. Szansę na przynajmniej częściowy sukces dałoby skupienie wszystkich sił w jednym miejscu od pierwszego dnia, zamiast wprowadzania grup kolejno, w odstępach kilku dni. Historyk US Navy Samuel Eliot Morison przyznał, że zdobycie lotnisk przecięłoby „najważniejsze ogniwo” alianckiego łańcucha wokół Rabaulu, ale podkreślał przewagę Amerykanów w powietrzu i na morzu. Shindō i inny japoński autor, Kengorō Tanaka, twierdzą natomiast, że dowódcy 17 Armii nigdy naprawdę nie wierzyli w odzyskanie Bougainville’a – chcieli uderzyć, póki jeszcze mogli, i w ten sposób „przyczynić się” do ogólnego położenia wojennego.

Miejsce w wojnie

Kontrofensywa z marca 1944 roku była ostatnim dużym japońskim natarciem w całej kampanii na Wyspach Salomona. Toczyła się w chwili, gdy Rabaul – cel całej operacji Cartwheel – był już praktycznie wyłączony z wojny: amerykańskie lotnictwo wybiło jego samoloty i wypłoszyło okręty, a lądowanie na Los Negros 29 lutego zaczęło zamykać pierścień wokół twierdzy od północnego zachodu. Gdyby Hyakutake zdobył lotniska Piva, zadałby Amerykanom bolesny cios i na pewien czas związałby ich siły, ale – jak pisał Miller – nie zmieniłby przebiegu wojny.

Po klęsce 17 Armia przestała być zagrożeniem dla przyczółka. Odcięta od Rabaulu, zajęła się głównie przetrwaniem: uprawą ogrodów, zbieraniem żywności w dżungli i walką z chorobami, które – według większości opracowań – zabiły w następnych miesiącach więcej jej żołnierzy niż walka. Baza w Torokinie rozrosła się do około 10 kilometrów wzdłuż brzegu i 8 kilometrów w głąb lądu, a jej zapasy i wyposażenie robiły ogromne wrażenie na mieszkańcach wyspy. Do końca 1944 roku Amerykanie ograniczali się do patroli i nie próbowali zniszczyć japońskiego garnizonu. Od października do grudnia 1944 roku zluzował ich australijski II Korpus generała Stanleya Savige’a, a XIV Korpus Griswolda i 37 Dywizja popłynęli na Filipiny, gdzie w 1945 roku walczyli na Luzonie i w Manili. Australijczycy, w przeciwieństwie do Amerykanów, rozpoczęli ofensywę na całej wyspie; walczyli z resztkami 17 Armii aż do sierpnia 1945 roku.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.