TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Lądowanie na Los Negros

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
29 lutego 1944
Autor:
Natalia
Bitwa:
Kampania na Wyspach Admiralicji
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, Douglas MacArthur, Australia

Rankiem 29 lutego 1944 roku, w dodatkowym dniu roku przestępnego, pod niskimi chmurami i w strugach tropikalnego deszczu amerykańskie łodzie desantowe przepłynęły przez wąskie, ostrzeliwane z obu brzegów wejście do zatoki Hyane na wyspie Los Negros. Wysadziły na ląd nieco ponad tysiąc żołnierzy 1 Dywizji Kawalerii – jednostki, która nigdy wcześniej nie była w walce. Miało to być tylko „rozpoznanie walką”: lotnicy twierdzili, że Japończycy opuścili Wyspy Admiralicji, wywiad sztabu – że jest ich tam około czterech tysięcy. Rację miał wywiad. Mimo to po południu na plażę zszedł generał Douglas MacArthur, obejrzał pozycje i rozkazał zostać. Tak zaczęła się kampania na Wyspach Admiralicji (operacja „Brewer”), która trwała do maja 1944 roku i zamknęła ostatnią lukę w pierścieniu wokół japońskiej twierdzy w Rabaulu.

Rabaul i „korek w butelce”

Od połowy 1942 roku cała strategia aliantów na południowo-zachodnim Pacyfiku kręciła się wokół Rabaulu. Port na północnym krańcu Nowej Brytanii był główną bazą japońskiej armii i marynarki w tej części oceanu. Plan operacji Cartwheel z wiosny 1943 roku przewidywał, że wojska MacArthura pójdą wzdłuż wybrzeża Nowej Gwinei, a siły admirała Williama Halseya – przez Wyspy Salomona, aż oba ramiona zamkną się wokół Rabaulu.

Pierwotnie Rabaul miał zostać zdobyty. Latem 1943 roku amerykańscy szefowie sztabów doszli jednak do wniosku, że szturm na twierdzę bronioną przez blisko sto tysięcy ludzi kosztowałby zbyt wiele, i 6 sierpnia 1943 roku przyjęli plan, by Rabaul zneutralizować i ominąć. To wymagało jednak zajęcia baz, z których można by go trzymać w szachu, a flocie dać wysunięty port. Najlepiej nadawały się do tego Wyspy Admiralicji, leżące około 320 kilometrów na północny wschód od Nowej Gwinei i blisko 600 kilometrów na zachód od Rabaulu. Największa z nich, Manus, razem z wygiętą w podkowę Los Negros i łańcuchem mniejszych wysp zamyka obszerną i głęboką zatokę Seeadler, w której mogła stanąć cała flota. Na Los Negros, przy plantacji Momote, Japończycy zbudowali lotnisko, drugie – pod Lorengau na Manusie.

Wyspy Admiralicji miały zostać zajęte 1 czerwca 1944 roku, potem termin przesunięto na 1 kwietnia. Od jesieni 1943 roku sytuacja zmieniała się jednak szybko. Samoloty generała George’a Kenneya i lotnictwo z Wysp Salomona systematycznie bombardowały Rabaul, w listopadzie uderzyły na niego lotniskowce, a w grudniu Amerykanie wylądowali na przylądku Gloucester i rozpoczęli kampanię na Nowej Brytanii. 15 lutego 1944 roku Nowozelandczycy zajęli Wyspy Zielone, zaledwie około 200 kilometrów od Rabaulu. 17 i 18 lutego lotniskowce admirała Chestera Nimitza zdemolowały Truk, główną bazę japońskiej floty na Karolinach. Japońska marynarka wycofała wtedy z Rabaulu resztki swojego lotnictwa; 19 lutego myśliwce z Rabaulu po raz ostatni stoczyły większą walkę z alianckimi samolotami.

Decyzja w pięć dni

Do tego doszedł łut szczęścia wywiadu. W styczniu 1944 roku Australijczycy, posuwający się wybrzeżem półwyspu Huon, znaleźli w Sio porzucone przez Japończyków książki szyfrowe armii. Od tej chwili kryptolodzy MacArthura czytali japońską korespondencję wojskową znacznie swobodniej niż dotąd. 13 lutego MacArthur wydał rozkaz przygotowania operacji „Brewer” – zajęcia Wysp Admiralicji z terminem na 1 kwietnia. Przewidziano do niej około 45 tysięcy ludzi z 1 Dywizją Kawalerii na czele.

23 lutego trzy bombowce B-25 przez półtorej godziny krążyły nisko nad Los Negros i Manusem. Nikt do nich nie strzelał, nie widziały ludzi ani ruchu, na lotnisku Momote rosła trawa. Załogi zameldowały, że wyspy prawdopodobnie zostały ewakuowane. Kenney poszedł z tym meldunkiem do MacArthura i zaproponował, by nie czekać do kwietnia, tylko od razu zająć wyspy niewielkimi siłami. Według jego wspomnień MacArthur słuchał, chodząc po pokoju, po czym powiedział: „To zatka butelkę korkiem”.

24 lutego poszły rozkazy. Wzmocniony szwadron 1 Dywizji Kawalerii miał w ciągu pięciu dni wylądować na Los Negros i przeprowadzić rozpoznanie walką. Jeśli wyspy były puste, mieli je zająć; jeśli opór okazałby się zbyt silny – wycofać się. MacArthur zapowiedział, że sam popłynie z desantem i na miejscu rozstrzygnie, co dalej.

Nie wszyscy podzielali optymizm lotników. Szef wywiadu MacArthura Charles Willoughby, na podstawie odszyfrowanych depesz i przesłuchań mieszkańców wysp szacował 15 lutego japońską załogę na około 3 tysiące ludzi, a 24 lutego podniósł tę liczbę do 4 tysięcy. W sztabie 6 Armii gen. por. Waltera Kruegera, który odpowiadał za operację lądową, nikt podobno nie wierzył, że wyspy są puste. Krueger wysłał 27 lutego na południowe wybrzeże Los Negros sześcioosobowy patrol Alamo Scouts, przerzucony wodnosamolotem. Zwiadowcy zameldowali, że w lesie aż roi się od Japończyków. Na zmianę planów było już jednak za późno.

Japońska załoga

Wyspy Admiralicji podlegały 8 Armii Obszarowej generała Hitoshiego Imamury w Rabaulu. We wrześniu 1943 roku japońska kwatera główna postanowiła skrócić linię obrony na południowym Pacyfiku i wyznaczyła nową, „absolutną” strefę obrony, która biegła m.in. przez Karoliny i zachodnią Nową Gwineę. Rabaul i Wyspy Admiralicji znalazły się na jej przedpolu i miały być utrzymane jak najdłużej, by dać czas na umocnienie głównej linii – tym bardziej że z Admiralicji alianckie bombowce mogłyby sięgać Truku. Imamura dostał na nie zamiast dywizji tylko dwa bataliony piechoty, przerzucone pod koniec stycznia i na początku lutego 1944 roku.

W dniu desantu załogą dowodził płk Yoshio Ezaki, dowódca 51 Pułku Transportowego. Miał pod sobą ten pułk, 2 Batalion 1 Samodzielnego Pułku Mieszanego (złożony w większości z rezerwistów bez doświadczenia bojowego), 1 Batalion 229 Pułku Piechoty z 38 Dywizji – weteranów kilku kampanii, m.in. na Guadalcanalu, choć słabo wyposażonych – oraz oddziały marynarki. Według późniejszych amerykańskich obliczeń na wyspach było łącznie około 4 tysięcy japońskich żołnierzy i marynarzy. Ezaki spodziewał się desantu od strony zatoki Seeadler, bo tylko tam mogła wejść większa flota, i tam ustawił główne siły. Lotniska były zniszczone bombami, a dowódca zakazał żołnierzom poruszać się i strzelać za dnia, by nie zdradzić pozycji. To właśnie ta dyscyplina zwiodła lotników 23 lutego.

Tysiąc ludzi na dwunastu okrętach

Na przygotowania zostało kilka dni. Desant prowadził gen. bryg. William C. Chase, dowódca 1 Brygady 1 Dywizji Kawalerii. Dywizja, mimo nazwy, od 1943 roku nie miała już koni i walczyła jak piechota; w połowie 1943 roku przypłynęła do Australii. Trzon oddziału Chase’a stanowił 2 Szwadron 5 Pułku Kawalerii, wzmocniony plutonem artylerii z dwiema haubicami górskimi kal. 75 mm, baterią przeciwlotniczych karabinów maszynowych oraz 29 Australijczykami z ANGAU – administracji wojskowej Nowej Gwinei – którzy znali teren i mieli utrzymywać kontakt z około 13 tysiącami mieszkańców wysp.

Żeby zdążyć w pięć dni i zachować zaskoczenie, nie można było użyć powolnych okrętów desantowych czołgów. Żołnierzy – łącznie 1026 ludzi – zaokrętowano na trzy szybkie transportowce (przebudowane stare niszczyciele) i dziewięć niszczycieli. Całością sił morskich dowodził kontradmirał William Fechteler. MacArthur i dowódca sojuszniczej marynarki na południowo-zachodnim Pacyfiku, wiceadmirał Thomas Kinkaid, płynęli na lekkim krążowniku USS „Phoenix” – tym samym, który po wojnie trafił do Argentyny i jako „General Belgrano” zatonął w 1982 roku podczas wojny o Falklandy.

Miejsce desantu wybrano tam, gdzie nikt go się nie spodziewał. Nie zatoka Seeadler, tylko mała zatoka Hyane na wschodnim brzegu Los Negros, tuż przy lotnisku Momote. Wejście do niej miało niespełna 700 metrów szerokości, a plaża była krótka i otoczona namorzynami. Jak zauważył historyk Samuel Eliot Morison, skoro cała operacja była hazardem, można było być konsekwentnym.

29 lutego: przez wąskie gardło

O 7.23 Fechteler rozwinął okręty do natarcia, a o 7.40 krążowniki i niszczyciele otworzyły ogień. Lotnictwo zawiodło: niski pułap chmur sprawił, że nad cel dotarło przed godziną „H” tylko kilka bombowców B-24, a później dziewięć B-25, z których większość nie mogła nic zrobić. Okręty ostrzeliwały więc brzeg dłużej, niż zakładał plan. Gdy pierwsza fala nieopancerzonych łodzi desantowych – każda z 37 żołnierzami – zbliżała się do wejścia do zatoki, otworzyły do niej ogień japońskie karabiny maszynowe z obu cypli, a cięższe działa strzelały do „Phoenixa” i niszczycieli. Krążownik i niszczyciel USS „Mahan” szybko uciszyły działo na południowo-wschodnim cyplu.

O 8.17 pierwsza fala – oddział G 2 Szwadronu – dotknęła plaży. Jako pierwszy na brzeg wyskoczył ppor. Marvin Henshaw ze swoim plutonem i zajął skraj plantacji palm kokosowych. Pierwsza fala nie miała strat. Gorzej było z powrotem: gdy okręty przerwały ostrzał, Japończycy wrócili na stanowiska przy wejściu do zatoki i wzięli łodzie w krzyżowy ogień. Druga fala musiała zawrócić i przeszła dopiero wtedy, gdy niszczyciele „Flusser” i „Drayton” zasypały pociskami północny cypel. Trzecia i czwarta fala także płynęły pod ogniem.

Z dwunastu łodzi cztery zostały uszkodzone, a bez nich nie byłoby czym ewakuować szwadronu; odtąd kursowały tylko wtedy, gdy niszczyciele uciszyły japońskich strzelców, w czym pomogła ulewa. O 12.50 cały oddział był na brzegu, łącznie z ciężkimi karabinami maszynowymi i dwiema haubicami wtoczonymi na ląd ręcznie. Marynarka straciła dwóch zabitych i trzech rannych; kawaleria na lądzie – tyle samo.

Na lądzie początkowo było spokojniej niż na wodzie. Szwadron ppłk. Williama Lobita przed 10.00 opanował lotnisko Momote – zarośnięte chwastami, pełne lejów po bombach wypełnionych wodą i wraków samolotów. Po południu żołnierze przeszli całą jego długość, a patrole dotarły do Porlaki i do przesmyku, przez który miejscowi przeciągali czółna między zatokami Hyane i Seeadler, nie spotykając wroga. Świeżo opuszczone kuchnie, magazyn pełen żywności i zdobyte dokumenty świadczyły jednak, że Japończycy nie odeszli.

MacArthur na plaży

Około 16.00 na brzeg zeszli MacArthur i Kinkaid. Sześćdziesięcioczteroletni generał w płaszczu przeciwdeszczowym i swojej słynnej czapce obszedł pozycje, a ppor. Henshawowi wręczył na miejscu Krzyż za Wybitną Służbę. Gdy jeden z oficerów ostrzegł go, że kilka minut wcześniej w pobliżu zastrzelono japońskiego snajpera, miał odpowiedzieć, że to najlepsze, co można z nimi zrobić. Potem podjął decyzję, dla której przypłynął: rozpoznanie zamieniało się w inwazję. Rozkazał Chase’owi „pozostać tutaj i utrzymać lotnisko za wszelką cenę”, a po powrocie na „Phoenixa” nadał depesze, by jak najszybciej słać na Los Negros więcej wojska, sprzętu i zaopatrzenia. O 17.29 krążowniki i większość niszczycieli odpłynęły na Nową Gwineę; przy wyspie zostały tylko „Bush” i „Stockton”, gotowe do wsparcia ogniem.

Pierwsza noc

Chase i Lobit uznali, że rację mają raczej ludzie Willoughby’ego niż lotnicy. Tysiąc żołnierzy nie mógł obsadzić linii długości około trzech kilometrów wokół całego lotniska, dlatego pod wieczór generał ściągnął oddział na wschodni skraj pasa startowego i zamknął go w ciasnym obwodzie, około półtora kilometra długości, opartym o morze. Kopanie okopów w skale koralowej szło opornie, a artylerzyści, których haubice nie mogły strzelać tak blisko własnych linii, walczyli jako strzelcy. Ciężkie karabiny maszynowe ustawiono w pierwszej linii. Chase pilnie prosił o zrzut drutu kolczastego i amunicji.

Imamura, gdy dowiedział się o desancie, rozkazał Ezakiemu uderzyć wszystkimi siłami. Ezaki jednak, wciąż podejrzewając, że Hyane to tylko dywersja przed głównym desantem w zatoce Seeadler, zatrzymał batalion rezerwistów na północy wyspy. Do natarcia rzucił 1 Batalion 229 Pułku Piechoty kpt. Baby z rozkazem, by „zniszczyć nieprzyjaciela, który wylądował”, bo „to nie jest działanie opóźniające”; żołnierze mieli w razie groźby niewoli odebrać sobie życie.

Po zmroku małe grupy Japończyków zaczęły podchodzić do amerykańskiego obwodu. Atakowały bez koordynacji, głównie granatami, i poprzecinały niemal wszystkie przewody telefoniczne. Najsilniej uderzyły na południowy odcinek; niektórzy żołnierze, na kamizelkach ratunkowych, przepłynęli wzdłuż brzegu i wyszli na ląd za liniami Amerykanów. Dwóch Japończyków podeszło w ciemności aż pod stanowisko dowodzenia Chase’a, gdzie zatrzymał ich oficer wywiadu mjr Julio Chiaramonte. O świcie 1 marca napastnicy wycofali się. W obwodzie leżało 66 ciał japońskich żołnierzy; Amerykanie stracili 7 zabitych i 15 rannych. Po południu 1 marca japoński patrol przeniknął w biały dzień na trzydzieści kilka metrów od stanowiska dowodzenia; otoczeni żołnierze zginęli w walce albo odebrali sobie życie granatami, a wśród zabitych znaleziono kpt. Babę.

Ezaki atakuje

Rankiem 2 marca do zatoki Hyane weszło sześć okrętów desantowych z drugim rzutem – resztą 5 Pułku Kawalerii, artylerią i 40 Batalionem Budowlanym marynarki – eskortowanych przez amerykańskie niszczyciele i australijski HMAS „Warramunga”. Kawalerzyści poszerzyli obwód, a marynarze-budowlańcy (Seabees), zamiast budować lotnisko, dostali odcinek linii obrony. Krueger przyspieszył przerzut całej dywizji: kolejne rzuty miały przypłynąć 6 i 9 marca zamiast 9 i 16 marca.

Ezaki zebrał tymczasem prawie wszystkie siły z Los Negros i w nocy z 3 na 4 marca uderzył na przyczółek. Tym razem Japończycy szli otwarcie, w niektórych miejscach rozmawiając i śpiewając, prosto na miny i pod ogień karabinów maszynowych. Sierżant Troy McGill, gdy zaciął mu się karabin, walczył nim jak pałką, dopóki nie zginął; pośmiertnie otrzymał Medal Honoru. O świcie atak wygasł. W amerykańskim obwodzie i wokół niego naliczono ponad 750 ciał japońskich żołnierzy; jeńców nie wzięto. Amerykanie stracili 61 zabitych i 244 rannych. Ezaki poniósł klęskę, z której jego załoga już się nie podniosła.

Dalszy przebieg kampanii

Dalsze walki należą już do historii całej kampanii, która trwała do maja. 5 marca na Los Negros przybył dowódca 1 Dywizji Kawalerii, gen. mjr Innis P. Swift, i przejął dowodzenie. Do 9 marca kawalerzyści oczyścili północną część Los Negros, a okręty alianckie uciszyły japońskie działa na wysepkach u wejścia do zatoki Seeadler, która od 8 marca była otwarta dla aliantów. Seabees uruchomili lotnisko Momote, na którym 9 marca wylądowały australijskie myśliwce Kittyhawk. 15 marca 2 Brygada dywizji wylądowała na Manusie, a 17–18 marca zajęła lotnisko i osadę Lorengau. Walki z rozproszonymi resztkami japońskiej załogi w górach Manusu i na mniejszych wyspach trwały jeszcze tygodniami; kampania oficjalnie zakończyła się 18 maja 1944 roku. Według raportu Kruegera naliczono 3280 zabitych Japończyków, 75 wzięto do niewoli, a około 1100 zaginęło bez śladu. Amerykanie stracili 326 zabitych, 1189 rannych i 4 zaginionych.

Rabaul w okrążeniu

Często pisze się, że 29 lutego Rabaul został całkowicie odizolowany. W rzeczywistości tego dnia zamknięcie pierścienia dopiero się zaczynało: o jego trwałości rozstrzygnęło dopiero zwycięstwo nad kontratakami Ezakiego, otwarcie zatoki Seeadler i zajęcie lotnisk. Ostatnim ogniwem było lądowanie amerykańskiej piechoty morskiej 20 marca 1944 roku na wysepce Emirau, na północ od Nowej Irlandii, które pozwoliło zrezygnować z kosztownego desantu na Kavieng. Od wiosny 1944 roku Rabaul i jego garnizon – według większości opracowań blisko 100 tysięcy żołnierzy i marynarzy – pozostali odcięci od Japonii, bez lotnictwa i bez floty. Wojska Imamury przetrwały w podziemnych schronach do kapitulacji w 1945 roku, ale przestały mieć jakiekolwiek znaczenie dla przebiegu wojny. Operacja Cartwheel dobiegła końca.

Miejsce w wojnie

Desant na Los Negros był jedną z najbardziej ryzykownych decyzji MacArthura i jedną z najbardziej udanych. Tysiąc ludzi bez doświadczenia bojowego wylądowało naprzeciw czterokrotnie silniejszej załogi i przez dwie doby czekało na posiłki. Uratowały ich zaskoczenie, ogień niszczycieli, ciasny obwód i błąd Ezakiego, który atakował po kawałku. Kontradmirał Fechteler przyznał później, że „mieli diabelne szczęście, że nie zrzucono ich z wyspy”, a jego przełożony, kontradmirał Daniel Barbey, uważał, że pierwotny plan – desant całej dywizji w kwietniu – dałby ten sam wynik mniejszym kosztem. Wielu historyków sądzi jednak, że szturm na silnie bronione plaże zatoki Seeadler kosztowałby więcej, a przyspieszenie o miesiąc kampanii zarówno MacArthura, jak i Nimitza skróciło wojnę.

Wyspy Admiralicji stały się jedną z największych baz alianckich na Pacyfiku. Seabees zbudowali tu lotniska, magazyny paliwa, warsztaty remontowe i doki pływające. W kwietniu 1944 roku u Manusu zbierały się konwoje desantu w Hollandii na Nowej Gwinei, a w październiku stąd wyszła część floty, która przewiozła wojska MacArthura na Leyte i stoczyła bitwę w zatoce Leyte. W 1945 roku Manus był główną wysuniętą bazą Brytyjskiej Floty Pacyfiku.

Szybkie zdobycie wysp pozwoliło też zrezygnować z innych operacji. Amerykańscy szefowie sztabów w marcu 1944 roku skreślili desant na Kavieng, a MacArthur, zamiast posuwać się powoli wzdłuż wybrzeża Nowej Gwinei, mógł przeskoczyć setki kilometrów na zachód – do Hollandii. Ten skok otworzył drogę na Filipiny, do których MacArthur od marca 1942 roku obiecywał wrócić. Lądowanie na Los Negros zamyka więc etap powolnego odbierania Japończykom Wysp Salomona i Nowej Gwinei, a otwiera etap wielkich skoków.

Źródła

  1. ibiblio.org · USCG VI 11
  2. ibiblio.org · bases 26
  3. Admiralty Islands campaign · Wikipedia (en)

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.