TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Bitwa o Krwawą Grań

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Pacyfik
Data:
12 września 1942
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Kampania na Guadalcanalu
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, Alexander Vandegrift, imperializm japoński

W nocy z 12 na 13 września, a potem z 13 na 14 września 1942 roku japońska 35 Brygada Piechoty generała Kiyotake Kawaguchiego zaatakowała od strony dżungli wąską, trawiastą grań wznoszącą się nieco ponad kilometr na południe od Henderson Field na Guadalcanalu. Broniło jej około 840 żołnierzy piechoty morskiej z 1 Batalionu Raiders i 1 Batalionu Spadochronowego pod dowództwem podpułkownika Merritta Edsona. Drugiej nocy Japończycy zepchnęli obrońców na ostatnie wzniesienie grani, a kilka ich kompanii dotarło aż na skraj lotniska. Rankiem 14 września atak się jednak załamał, a resztki brygady zaczęły odwrót przez dżunglę na zachód. Była to druga z trzech wielkich japońskich prób odbicia lotniska i według uczestników obu stron moment, w którym Japończycy byli najbliżej wygrania walki o Guadalcanal. Amerykanie nazwali to miejsce Krwawą Granią albo Granią Edsona.

Brygada Kawaguchiego

Po klęsce oddziału pułkownika Kiyonao Ichikiego w bitwie nad rzeką Tenaru japońska 17 Armia generała Harukichiego Hyakutake w Rabaulu nadal sądziła, że na Guadalcanalu jest najwyżej kilka tysięcy Amerykanów, i postanowiła wysłać tam kolejną, większą jednostkę. Wybór padł na 35 Brygadę Piechoty Kiyotake Kawaguchiego, weterana walk na Borneo i Filipinach. Pierwsza próba przerzutu skończyła się źle: według pierwotnego planu brygada miała płynąć wolnymi transportowcami, ale po bitwie u wschodnich Wysp Salomona Japończycy uznali, że w zasięgu samolotów Cactus Air Force wolne statki nie mają szans. 28 sierpnia bombowce nurkujące z Henderson Field zatopiły niszczyciel „Asagiri” i ciężko uszkodziły dwa inne, które wiozły 600 żołnierzy Kawaguchiego; zginęło 62 z nich i 94 marynarzy.

Kolejne nocne rejsy szybkich okrętów, które Amerykanie nazwali Tokyo Express, były skuteczniejsze. Między 29 sierpnia a 4 września lekkie krążowniki, niszczyciele i ścigacze wysadziły na przylądku Taivu, na wschód od pozycji amerykańskich, prawie 5 tysięcy ludzi: całą brygadę Kawaguchiego, batalion pułku Aoba i resztę pułku Ichikiego. Sam Kawaguchi wylądował 31 sierpnia i objął dowództwo nad wszystkimi wojskami japońskimi na wyspie. Uparł się jednak, by część brygady przypłynęła powoli barkami desantowymi. Konwój 61 barek z około 1100 żołnierzami pułkownika Akinosuke Oki został 4 i 5 września zaatakowany z powietrza; zginęło około 90 ludzi i przepadła większość ciężkiego sprzętu, a ocaleni wylądowali daleko na zachód od lotniska. Do 7 września Kawaguchi miał na wschód od pozycji amerykańskich 5200 ludzi, a na zachód od nich tysiąc. Łącznie jego zgrupowanie liczyło około 6 tysięcy żołnierzy. Był tak pewien zwycięstwa, że odmówił przyjęcia jeszcze jednego batalionu, który proponowała mu 17 Armia. Sądził, że na wyspie jest około 2 tysięcy marines; w rzeczywistości Alexander Vandegrift miał ich ponad 12 tysięcy.

Rajd na Tasimboko i grań nad lotniskiem

Amerykanie wiedzieli o nowych desantach dzięki krajowcom zwiadowcom, którymi kierował brytyjski urzędnik kolonialny i oficer miejscowej obrony Martin Clemens. Gdy doniesiono, że w pobliżu wioski Tasimboko, około 27 kilometrów na wschód od Lungi, gromadzą się Japończycy, Edson wyruszył tam z oddziałem 813 ludzi na dwóch szybkich transportowcach przerobionych ze starych niszczycieli i dwóch kutrach patrolowych. Wylądowali o świcie 8 września. Japońska straż tylna, widząc jednocześnie zbliżający się do Lungi amerykański konwój zaopatrzeniowy, uznała, że zaczyna się wielki desant, i wycofała się w dżunglę, zostawiając 27 zabitych; marines stracili dwóch ludzi. W Tasimboko znaleźli główną bazę zaopatrzeniową Kawaguchiego: zapasy żywności, amunicję, lekarstwa i radiostację. Zabrali dokumenty i część żywności, resztę zniszczyli. Zdobyte papiery ujawniły, że na wyspie jest co najmniej 3 tysiące Japończyków przygotowujących natarcie. Utrata zapasów miała się wkrótce zemścić na ludziach Kawaguchiego, którzy poszli do ataku głodni.

Edson i szef sekcji operacyjnej dywizji pułkownik Gerald Thomas uznali, że cios spadnie na grań Lunga: wąski, porośnięty trawą koralowy grzbiet długości około kilometra, ciągnący się równolegle do rzeki Lunga tuż na południe od lotniska. Grań była naturalną drogą do Henderson Field, panowała nad okolicą i była niemal nieobsadzona. Vandegrift spodziewał się raczej ataku wzdłuż wybrzeża, ale Thomas przekonał go, że to dobre miejsce, by ludzie Edsona „odpoczęli” po walkach na Tulagi i rajdzie na Tasimboko. 11 września około 840 żołnierzy Raiders i spadochroniarzy zajęło pozycje na grani i wokół niej. Spadochroniarze, wykrwawieni w sierpniowych walkach o Gavutu, zostali podporządkowani Edsonowi. Grań składała się z trzech pagórków: wysuniętego na południe, otoczonego dżunglą wzgórza 80, oddalonego o ponad pół kilometra na północ, dominującego wzgórza 123 i niższego, bezimiennego wzniesienia tuż przed lotniskiem. Edson rozmieścił pięć kompanii Raiders po zachodniej, a trzy kompanie spadochroniarzy po wschodniej stronie grani, a swoje stanowisko dowodzenia umieścił na wzgórzu 123.

Japończycy nazywali grań „stonogą” ze względu na jej kształt i również wybrali ją na kierunek głównego uderzenia. Plan Kawaguchiego przewidywał nocny atak z trzech stron: „główne siły”, trzy bataliony liczące razem około 3 tysięcy ludzi, miały uderzyć od południa na grań, batalion Kuma majora Takeshiego Mizuno od wschodu, a oddział Oki od zachodu. 9 września główne siły zeszły z wybrzeża w okolicy przylądka Koli i w czterech kolumnach zagłębiły się w dżunglę. Brak dobrych map, co najmniej jeden wadliwy kompas i niemal nieprzebyty gąszcz sprawiły, że kolumny błądziły i traciły czas. W dzień 11 i 12 września japońskie bombowce atakowały grań, zabijając dwóch obrońców.

Pierwsza noc

12 września główne siły Kawaguchiego miały być na pozycjach wyjściowych o 14:00, ale dotarły do nich dopiero po 22:00. O 21:30 lekki krążownik „Sendai” i trzy niszczyciele ostrzeliwały przez dwadzieścia minut pozycje amerykańskie i oświetlały grań reflektorem. Batalion majora Yukichiego Kokusho uderzył na kompanię C Raiders, broniącą odcinka między granią, niewielką bagnistą laguną i rzeką Lunga, rozbił co najmniej jeden pluton i zmusił kompanię do odwrotu na grań. Wtedy jednak ludzie Kokusho wpadli na błądzący w ciemności batalion podpułkownika Kusukichiego Watanabe i w powstałym zamieszaniu natarcie ustało. „Przez tę diabelską dżunglę brygada rozproszyła się i zupełnie wymknęła mi się spod kontroli. Nigdy w życiu nie czułem się tak zawiedziony i bezradny” – skarżył się później Kawaguchi. Oddziały Oki i Mizuno również próbowały atakować, ale nie nawiązały nawet kontaktu z Amerykanami. Zginęło dwunastu marines; strat japońskich nie znamy, były zapewne nieco większe.

O świcie 13 września samoloty Cactus Air Force i artyleria piechoty morskiej ostrzelały teren na południe od grani. Kawaguchi postanowił zebrać siły i ponowić atak następnej nocy. Edson, przekonany, że Japończycy wrócą, po nieudanej próbie odzyskania utraconego terenu cofnął linię o około 370 metrów. Nowa pozycja, długa na ponad półtora kilometra, ciągnęła się od rzeki Lunga i przecinała grań nieco na południe od wzgórza 123; ktokolwiek przeszedłby wzgórze 80, musiał potem pokonać kilkaset metrów otwartego terenu. Okopy były płytkie, amunicji brakowało, a na żołnierza przypadał granat albo dwa. Vandegrift przesunął za plecy Edsona jako odwód 2 Batalion 5 Pułku Piechoty Morskiej, a bateria haubic kalibru 105 milimetrów zajęła stanowiska, z których mogła prowadzić ogień bezpośrednio na grań; obserwator artyleryjski trafił na pierwszą linię. Pod wieczór Edson stanął na skrzynce po granatach i przemówił do wyczerpanych ludzi: „Zrobiliście kawał dobrej roboty i mam do was jeszcze tylko jedną prośbę. Wytrzymajcie jeszcze jedną noc”.

Druga noc

Po zachodzie słońca 13 września około 3 tysiące żołnierzy Kawaguchiego, wspieranych lekką artylerią, stanęło naprzeciw około 830 ludzi Edsona. Noc była bezksiężycowa. Około 21:00 siedem japońskich niszczycieli krótko ostrzelało grań, a zaraz potem batalion Kokusho uderzył na kompanię B Raiders na prawym skrzydle i zepchnął ją na wzgórze 123. Japończycy przedarli się dalej przez bagniste zarośla między granią a rzeką i natknęli się na skład amerykańskich racji żywnościowych. Głodni od kilku dni żołnierze zatrzymali się, by się najeść, zanim Kokusho poprowadził ich dalej. Około trzeciej nad ranem uderzyli na północną część grani tuż przed lotniskiem i na wzgórze 123; w zaciętej walce Kokusho zginął wraz z około setką swoich ludzi.

Jednocześnie batalion majora Masao Tamury szykował się w dżungli do natarcia na wzgórze 80. Amerykańscy obserwatorzy dostrzegli przygotowania i około 22:00 dwanaście haubic zasypało go pociskami. Mimo to dwie kompanie Tamury, około 320 ludzi, ruszyły z bagnetami na wzgórze, zepchnęły spadochroniarzy ze wschodniego stoku grani i odcięły kompanię B Raiders, którą Edson musiał wycofać na wzgórze 123. Kompania z batalionu Watanabe wcisnęła się w lukę między granią a spadochroniarzami i ci uznali swoje pozycje za nie do utrzymania. Odwrót w ciemności zamienił się w bezład; ktoś krzyczał, że Japończycy używają gazu, a część ludzi ruszyła w stronę lotniska z okrzykiem „wycofać się”. Gdy wydawało się, że obrona się rozsypie, major Kenneth Bailey ze sztabu Edsona i inni oficerowie, nie przebierając w słowach, zawrócili uciekających i ustawili ich wokół wzgórza 123.

Marines utworzyli wokół wzgórza 123 linię w kształcie podkowy, a ludzie Tamury przypuszczali na nią kolejne czołowe szturmy, wspinając się przełęczą od wzgórza 80 i stromym wschodnim zboczem. Teren oświetlały flary zrzucane z japońskiego wodnosamolotu. Japończycy wciągnęli na wzgórze 80 działo piechoty kalibru 75 milimetrów, by strzelać na wprost w pozycje obrońców, ale zawiodła iglica. O północy, w krótkiej przerwie, Edson posłał spadochroniarzy do kontrataku na bagnety; odzyskali wschodnie zbocze i zabili Japończyków szykujących się do zwinięcia amerykańskiego skrzydła. Bailey i inni oficerowie sztabu pod ogniem donosili na wzgórze amunicję i granaty. „Atak japoński był niemal nieprzerwany, jak deszcz, który na chwilę słabnie, a potem leje jeszcze mocniej” – wspominał jeden z oficerów. Haubice 11 Pułku Piechoty Morskiej wystrzeliły tej nocy prawie 2 tysiące pocisków, część z odległości niewiele ponad półtora kilometra; jeniec japoński opowiadał później, że z jego kompanii ocalała jedna dziesiąta. Japończycy uderzali w sumie kilkanaście razy, część starć kończyła się walką wręcz. Przez całą noc Edson stał kilkanaście metrów za linią strzelców i kierował obroną. „Jeśli jeden człowiek może utrzymać w kupie cały batalion, to Edson zrobił to tamtej nocy” – mówił później jeden z jego oficerów.

Około czwartej nad ranem na wzgórze dotarły kompanie 2 Batalionu 5 Pułku, które pomogły odeprzeć dwa ostatnie natarcia przed świtem. W tym czasie fragmenty trzech kompanii japońskich obeszły grań i dotarły na skraj Fighter One, pomocniczego pasa myśliwskiego, który dopiero co zbudowali Seabees. Kontratak saperów piechoty morskiej zmusił jedną z nich do odwrotu; dwie pozostałe czekały na posiłki, a gdy te nie nadeszły, po świcie wróciły na południe. Większość batalionu Watanabe w ogóle nie weszła do walki, bo w ciemności straciła kontakt z dowódcą. O świcie 14 września na południowym stoku wzgórza 80 stało jeszcze na otwartym terenie około stu Japończyków, być może szykujących się do ostatniego szturmu. Na prośbę, którą Bailey osobiście zaniósł na lotnisko, trzy myśliwce P-400 (eksportowa odmiana Airacobry) z 67 Eskadry Myśliwskiej lotnictwa armii ostrzelały ich z broni pokładowej i zabiły większość.

Natarcia na skrzydłach

Równocześnie z walką na grani batalion Kuma uderzył około północy na południowo-wschodni odcinek obrony, trzymany przez 3 Batalion 1 Pułku Piechoty Morskiej. Jedna kompania przebiła się przez ogień artylerii i doszła do walki wręcz, ale została odrzucona, a major Mizuno zginął. Rano marines wysłali na przedpole sześć lekkich czołgów bez osłony piechoty; japońskie działa przeciwpancerne zniszczyły lub unieruchomiły trzy z nich, a jeden stoczył się ze skarpy do rzeki Tenaru, gdzie załoga utonęła. Kolejne, coraz słabsze ataki resztek batalionu Kuma wieczorem 14 i 15 września również zostały odparte. Na zachodzie około 650 ludzi Oki zaatakowało o czwartej nad ranem 14 września pozycje 3 Batalionu 5 Pułku przy wybrzeżu i zostało odrzucone z ciężkimi stratami; jedna kompania zajęła niewielkie wzgórze w głębi lądu, ale przez cały dzień trzymana pod ogniem artylerii wycofała się wieczorem.

Odwrót przez dżunglę

14 września o 13:05 Kawaguchi wyprowadził ocalałych z rozbitej brygady w głąb dżungli, gdzie przez cały następny dzień opatrywali rannych. Potem otrzymali rozkaz przejścia na zachód, za rzekę Matanikau, by połączyć się z oddziałem Oki. Marsz zaczął się rano 16 września i prowadził przez trudny, pocięty wąwozami teren. Niemal każdy, kto mógł iść, pomagał nieść rannych. Żołnierze zjedli ostatnie racje w dniu wymarszu; wyczerpani i głodni porzucali najpierw ciężki sprzęt, potem karabiny. Gdy po pięciu dniach dotarli do pozycji Oki w rejonie Kokumbony, broń miała jeszcze tylko połowa z nich. Ocaleni z batalionu Kuma zgubili drogę i przez trzy tygodnie błąkali się po dżungli, niemal umierając z głodu, zanim dołączyli do reszty. 17 września dwie kompanie marines ruszyły w pościg i wpadły w zasadzkę japońskiej straży tylnej; jeden pluton został otoczony i niemal wybity, zginęło 24 Amerykanów.

Straty Kawaguchiego szacuje się zwykle, za amerykańskim historykiem Richardem B. Frankiem, na około 830 zabitych, w tym około 350 z batalionu Tamury i 200 z batalionu Kokusho; nieznana liczba rannych zmarła jeszcze podczas odwrotu. Na grani i wokół niej marines naliczyli około 500 ciał japońskich, w tym 200 na stokach wzgórza 123. Amerykanie stracili między 12 a 14 września od 104 do 111 zabitych i kilkuset rannych. Edson otrzymał za obronę grani Medal Honoru, najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe. Taki sam medal przyznano majorowi Baileyowi, już pośmiertnie, bo poległ dwa tygodnie później w walkach nad Matanikau.

Miejsce w wojnie

Krwawa Grań była pierwszą w tej wojnie porażką japońskiej jednostki lądowej tej wielkości. Hyakutake dowiedział się o niej w Rabaulu 15 września i przekazał wiadomość do Cesarskiej Kwatery Głównej w Tokio. Na nadzwyczajnym posiedzeniu sztaby armii i marynarki uznały, że Guadalcanal może się stać decydującą bitwą wojny. Miało to natychmiastowe skutki na innym froncie: Hyakutake nie mógł jednocześnie zasilać Guadalcanalu i prowadzić ofensywy na Nowej Gwinei, więc wojska nacierające szlakiem Kokoda, stojące już kilkadziesiąt kilometrów od Port Moresby, dostały rozkaz zatrzymania się i odwrotu do czasu rozstrzygnięcia sprawy wyspy. Japończycy nigdy już nie wznowili marszu na Port Moresby.

Dla Amerykanów obrona grani oznaczała, że Henderson Field i operujące z niego samoloty Cactus Air Force przetrwały najgroźniejszy kryzys kampanii. Vandegrift przyznał po wojnie, że był to jedyny moment, w którym wątpił w wynik walki, a gdyby atak się powiódł, „bylibyśmy w bardzo złym położeniu”. Historyk Richard B. Frank napisał, że Japończycy nigdy nie byli bliżej zwycięstwa na samej wyspie niż we wrześniu 1942 roku, na grani nad lotniskiem, którą odtąd nazywano Krwawą. Już 14 września Vandegrift przerzucił z Tulagi na Guadalcanal kolejny batalion, a 18 września konwój przywiózł ponad 4 tysiące ludzi z 7 Pułku Piechoty Morskiej, co pozwoliło po raz pierwszy zamknąć obwód obrony wokół lotniska ciągłą linią. Japonia ze swojej strony zaczęła przerzucać na wyspę całą dywizję, a walka o Guadalcanal zamieniła się w długą bitwę na wyczerpanie, w której obie strony wysyłały na wyspę coraz więcej ludzi, okrętów i samolotów.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.