TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Seabees na Guadalcanalu

Kategoria:
Wojsko
Front:
Pacyfik
Data:
1 września 1942
Autor:
Natalia
Bitwa:
Kampania na Guadalcanalu
Tagi:
Stany Zjednoczone, Japonia, Alexander Vandegrift

1 września 1942 roku na plażę przy przylądku Lunga na Guadalcanalu zeszło pięciu oficerów i 387 marynarzy 6 Batalionu Budowlanego marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, wybranych głównie z kompanii A i D. Przywieźli ze sobą tylko dwie spycharki. Byli to Seabees, żołnierze batalionów budowlanych utworzonych kilka miesięcy wcześniej, i po raz pierwszy w tej wojnie mieli budować na wyspie, o którą wciąż toczyła się walka. Okopali się w wąskim pasie gaju kokosowego tuż przy Henderson Field, a już następnego dnia przejęli od saperów piechoty morskiej budowę i utrzymanie lotniska, od którego zależał los całej kampanii.

Zwykle pisze się, że Seabees „zaczęli przybywać” na Guadalcanal. To ścisłe: 1 września przypłynął tylko pierwszy rzut batalionu, reszta czekała na Espiritu Santo na Nowych Hebrydach. Część dawniejszych relacji wspomina o „Seabees” przy lotnisku już w sierpniu, ale była to luźna nazwa; do 1 września na pasie pracowali przede wszystkim saperzy 1 Dywizji Piechoty Morskiej.

Budowniczowie w mundurach

Pomysł batalionów budowlanych narodził się z doświadczeń pierwszych dni wojny. W chwili ataku na Pearl Harbor marynarka zatrudniała przy budowie baz za granicą około 70 tysięcy cywilnych robotników prywatnych firm. Cywile nie mogli zgodnie z prawem wojennym chwycić za broń, a jeśli to robili, ryzykowali, że nieprzyjaciel uzna ich za partyzantów. Pokazała to obrona wyspy Wake: ponad tysiąc robotników budowlanych, z których część walczyła ramię w ramię z piechotą morską, trafiło po kapitulacji do japońskiej niewoli.

Szef Biura Stoczni i Doków marynarki, kontradmirał Ben Moreell, inżynier budowlany, zaproponował więc, by bazy w strefie walk budowali umundurowani fachowcy, którzy w razie potrzeby sami się obronią. 28 grudnia 1941 roku poprosił o zgodę na werbunek robotników budowlanych do pułku złożonego z trzech batalionów, a 5 stycznia 1942 roku ją otrzymał. Od skrótu CB (Construction Battalion) nowych żołnierzy nazwano wkrótce Seabees, czyli „morskie pszczoły”; 5 marca 1942 roku marynarka oficjalnie zezwoliła na tę nazwę. Godłem została pszczoła z pistoletem maszynowym, młotkiem i kluczem, dewizą łacińskie Construimus, batuimus („budujemy, walczymy”), a nieoficjalnym hasłem „Can Do” („damy radę”).

Do batalionów przyjmowano ochotników z doświadczeniem w zawodach budowlanych, cieśli, operatorów maszyn, elektryków, hydraulików i kierowców, a ze względu na ich umiejętności dostawali wyższe stopnie i żołd niż zwykli rekruci. Granicę wieku podniesiono do 50 lat; do jesieni 1942 roku przeciętny Seabee miał około 37 lat. Przechodzili szkolenie wojskowe, a dowodzili nimi oficerowie marynarki z Korpusu Inżynierów Cywilnych, a nie oficerowie liniowi, co Moreell wywalczył u sekretarza marynarki Franka Knoxa. Pierwsze oddziały popłynęły w pierwszej połowie 1942 roku na Bora-Bora i Nowe Hebrydy, gdzie budowały bazy z dala od walk. 6 Batalion był pierwszym, który wyruszył za granicę jako cały batalion, i pierwszym, który trafił na pole bitwy.

Lotnisko z japońskich resztek

Pas startowy przy przylądku Lunga budowali od lipca Japończycy, którzy uciekli przed desantem 7 sierpnia, zostawiając prawie gotowe lotnisko. Saperzy 1 Dywizji Piechoty Morskiej generała majora Alexandra Vandegrifta zasypali lukę w środku pasa i już 12 sierpnia uznali go za zdatny dla myśliwców. Brakowało im jednak niemal wszystkiego: transportowce odpłynęły po klęsce koło wyspy Savo, zabierając większość ciężkiego sprzętu. Gdy 20 sierpnia na lotnisku wylądowały pierwsze samoloty piechoty morskiej, paliwo pompowano ręcznie z beczek, a bomby podwieszano siłą mięśni. Tego samego dnia na wyspę przyleciał z Espiritu Santo oficer dowodzący 6 Batalionem, obejrzał teren i wezwał natychmiast dwie kompanie.

Seabees zastali pas długi na około 1150 metrów i szeroki na 45, wyrównany i uwałowany przez Japończyków, ale bez żadnego odwodnienia. Podłożem był niestabilny, czarny muł, wzmocniony żwirem tylko na niewielkim odcinku. W porze suchej lotnisko zmieniało się w misę pyłu, który niszczył silniki, a po każdej tropikalnej ulewie w grzęzawisko. Bombowce nurkujące Dauntless, zaprojektowane do lądowania na pokładach lotniskowców, miały twarde gumowe kółka ogonowe, które według amerykańskiej historii oficjalnej orały pas „jak lemiesz”. Koleiny już wcześniej spowodowały kilka wypadków.

Batalion miał zadanie dokończyć lotnisko: oczyścić i wyrównać kolejne mniej więcej 400 metrów pasa, nadać mu wypukły profil, by spływała woda, i pokryć go stalowymi płytami. Własnego sprzętu było niewiele: dwie spycharki, sześć małych wywrotek, równiarka, ładowarka, później zgarniarka i dwie mniejsze pożyczone od piechoty morskiej. Resztę dawali Japończycy. Zostawili osiem małych walców, piętnaście ciężarówek, dwa agregaty prądotwórcze, setki stalowych dźwigarów do hangarów, duże zapasy cementu i materiałów wybuchowych. Seabees ścinali setki palm kokosowych i wysadzali pnie japońskim prochem. Tam, gdzie grunt nie dawał się zagęścić, wybierali go na głębokość ponad pół metra i zastępowali żwirem, koralem i gliną. Przez cały czas pas musiał pozostać czynny, bo lotnicy startowali z niego codziennie.

Pod bombami

Nad lotnisko niemal codziennie, zwykle koło południa, nadlatywały z Rabaulu japońskie bombowce, a nocami okręty i samotne samoloty nękały je ostrzałem i pojedynczymi bombami. Już 2 września bomba trafiła uzbrojony bombowiec Dauntless zaparkowany na skraju gaju, w którym składowano amunicję; pożar ogarnął jeden ze składów pocisków przeciwlotniczych i dopiero po wielu godzinach udało się go opanować. Lej po każdej bombie trzeba było zasypać, zanim wrócą myśliwce. Wypracowano metodę: lej wyrównywano łopatami do kwadratu, a potem zasypywano warstwami i ubijano młotami pneumatycznymi co mniej więcej pół metra nasypu, by ziemia nie osiadała. Do naprawy pasa czekały w pogotowiu ciężarówki załadowane żwirem.

Nowością, która miała zmienić lotnisko, była mata Marstona, perforowane stalowe płyty o długości około trzech metrów, łączone hakami w nieprzerwaną nawierzchnię. Wymyślono je tuż przed wojną dla amerykańskiego lotnictwa wojskowego, a nazwę wzięły od miejscowości Marston w Karolinie Północnej, gdzie po raz pierwszy ich użyto. Pierwsze płyty kładziono na Guadalcanalu tylko na najgorszych miejscach; dostawy były skromne, bo statki zabierała przygotowywana inwazja w Afryce Północnej. Uszkodzony fragment maty można było wymienić w ciągu kilkunastu minut, wybijając sworznie i wstawiając nowe płyty.

Seabees nie ograniczali się do głównego pasa. Około półtora kilometra na wschód od niego, na trawiastej równinie, oczyścili, wyrównali i uwałowali japońskimi walcami pas trawiasty dla myśliwców, nazwany Fighter One. Według historii budownictwa marynarki powstał w trzy dni, wyłącznie przy użyciu zdobycznego sprzętu; na początku września mogły już z niego korzystać myśliwce Cactus Air Force, co rozładowało tłok na Henderson Field.

Miejsce w wojnie

Przybycie 6 Batalionu Budowlanego zamknęło pierwszy, najbardziej prowizoryczny okres walki o lotnisko. Przez trzy tygodnie po lądowaniu Henderson Field utrzymywali przy życiu saperzy piechoty morskiej, pracujący zdobycznymi łopatami i taczkami; od września opiekę nad pasem przejęli fachowcy, którzy potrafili w kilkadziesiąt minut zasypać lej po bombie i położyć na nim nowe płyty. Dla Alexandra Vandegrifta miało to znaczenie podstawowe: cała jego obrona opierała się na założeniu, że samoloty Cactus Air Force zdołają wystartować każdego dnia, a po bitwie u wschodnich Wysp Salomona było jasne, że Japończycy nie zrezygnują z Guadalcanalu i będą przerzucać na wyspę coraz większe siły.

Guadalcanal był też pierwszym prawdziwym sprawdzianem nowej formacji. Bataliony budowlane, tworzone od początku 1942 roku i wysyłane najpierw do budowy baz na Nowych Hebrydach i innych wyspach południowego Pacyfiku, okazały się zdolne do pracy na linii frontu, pod ostrzałem i bez zaplecza. Doświadczenie to ukształtowało sposób, w jaki Amerykanie prowadzili później wojnę na Pacyfiku: każdy zdobyty skrawek lądu miał w ciągu kilku dni stać się lotniskiem, portem albo składem, z którego można było sięgnąć dalej. Do końca wojny przez Seabees przeszło niemal 259 tysięcy ludzi, a hasło „Can Do” stało się jednym z symboli amerykańskiego wysiłku wojennego.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.