TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Deportacja Żydów ze Stanisławowa do Bełżca

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
12 września 1942
Autor:
Natalia
Tagi:
Zagłada Żydów, Polska, III Rzesza, Hans Krüger

12 września 1942 roku, w sobotę, która była zarazem pierwszym dniem żydowskiego Nowego Roku – Rosz ha-Szana 5703 – niemiecka i ukraińska policja otoczyła getto w Stanisławowie. Ludzi wyciągano z domów i kryjówek, zganiano na plac i następnego ranka pędzono na dworzec kolejowy. Pociąg zawiózł ich do obozu zagłady w Bełżcu, gdzie zostali zamordowani w komorach gazowych. Według niemieckiego historyka Dietera Pohla i Encyklopedii Muzeum Pamięci Holokaustu w Waszyngtonie (USHMM) wywieziono od 3 do 4 tysięcy osób, według izraelskiej encyklopedii gmin żydowskich Pinkas Hakehillot i części innych opracowań – około 5 tysięcy.

W wielu zestawieniach można przeczytać, że deportację zarządził „dowódca SS Brandt”, a ofiary zginęły w Bełżcu „tego samego dnia”. Oba sformułowania wymagają uściślenia. Oskar Brandt nie był dowódcą SS, lecz funkcjonariuszem gestapo – zastępcą Hansa Krügera, szefa stanisławowskiej placówki policji bezpieczeństwa; część opracowań pisze, że po odwołaniu Krügera w sierpniu 1942 roku to on objął kierownictwo placówki. Według Pohla to właśnie Brandt, gdy władze we Lwowie zapowiedziały kolejny pociąg do Bełżca, wyznaczył deportację na święto Nowego Roku. Ofiary nie zginęły natomiast 12 września: według relacji zebranych w Pinkas Hakehillot przez całą noc przetrzymywano je na placu w getcie, a na dworzec poprowadzono dopiero rano. Podróż do Bełżca trwała zwykle wiele godzin, a ludzi zabijano w obozie niemal od razu po przyjeździe – najpewniej więc 13 lub 14 września. Dokładnej daty nie zanotował żaden zachowany dokument.

Getto we wrześniu 1942 roku

Stanisławów, przed wojną wojewódzkie miasto z kilkudziesięciotysięczną społecznością żydowską, leżał od sierpnia 1941 roku w Dystrykcie Galicja Generalnego Gubernatorstwa. Placówka policji bezpieczeństwa, którą kierował Krüger, zamordowała tu w ciągu niespełna roku dziesiątki tysięcy ludzi. Od 10 do 12 tysięcy Żydów zginęło 12 października 1941 roku podczas krwawej niedzieli na cmentarzu żydowskim. Ocalałych stłoczono w getcie, zamkniętym w grudniu. W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1942 roku, w przeddzień święta Pesach, policja podpaliła domy w getcie i wywiozła pierwszy transport do Bełżca.

Latem rozstrzeliwania stały się codziennością. 22 sierpnia, w „akcji odwetowej”, Niemcy powiesili przewodniczącego Judenratu Mordechaja Goldsteina i około dwudziestu żydowskich policjantów, a ponad tysiąc ludzi rozstrzelali. Według Pohla policja bezpieczeństwa zastrzeliła na dziedzińcu swojej siedziby po kilkaset osób także 28 sierpnia, 4 i 9 września. W getcie, zmniejszanym po każdej akcji, żyło na początku września jeszcze około 11 tysięcy ludzi – mniej niż połowa tych, których tu stłoczono przed dziewięcioma miesiącami.

O tym, co oznacza „przesiedlenie”, w Galicji wiedziano już wtedy dobrze. Lipiec i sierpień przyniosły falę deportacji z całego dystryktu: z Rawy Ruskiej, Sambora, Borysławia i Drohobycza, a przede wszystkim z Lwowa, skąd podczas tzw. wielkiej akcji w getcie lwowskim (10–23 sierpnia) wywieziono do Bełżca od 40 do 50 tysięcy osób. W tym samym czasie Niemcy opróżniali getto warszawskie w ramach wielkiej akcji, wysyłając jego mieszkańców do Treblinki. Bełżec, pierwszy z obozów akcji „Reinhardt”, latem przebudowano: zamiast drewnianego baraku z trzema komorami gazowymi stanął większy budynek z sześcioma komorami. Od sierpnia obozem kierował Gottlieb Hering, następca Christiana Wirtha.

Święto Nowego Roku

Jak przy wcześniejszych akcjach, „przesiedlenie” ogłoszono na plakatach. Getto otoczyli niemieccy funkcjonariusze policji bezpieczeństwa i policji porządkowej oraz Ukraińska Policja Pomocnicza. Według relacji ocalałych, zebranych w Pinkas Hakehillot, powtórzyły się sceny z marca: policjanci podpalali domy, by wypłoszyć ukrywających się, rzucali granaty do piwnic i strzelali do uciekających. Wyłapanych zganiano na plac między ulicami Batorego i Belwederską, gdzie przez całą noc byli bici i maltretowani. Rano kolumnę poprowadzono pieszo na dworzec kolejowy i załadowano do wagonów towarowych.

Pohl, opierając się na wyroku w sprawie Krügera i powojennych zeznaniach, pisze, że spośród zatrzymanych wyłączono tylko lekarzy – wszyscy pozostali zostali wywiezieni. Według Pinkas Hakehillot w samym getcie zamordowano podczas akcji od kilkuset do tysiąca osób, w tym chorych z obu działających w nim szpitali. Ilu ludzi zginęło w drodze, nie wiadomo. O warunkach takich transportów mówi raport porucznika policji porządkowej Westermanna o deportacji z Kołomyi z tych samych dni: pociąg z ponad 8200 ludźmi, który odszedł 10 września wieczorem i po drodze zatrzymał się w Stanisławowie, dotarł do Bełżca następnego dnia z około dwoma tysiącami martwych w wagonach. Wielu próbowało wyskakiwać z pociągów; eskorta strzelała do nich, a ciała leżały potem wzdłuż torów.

W Bełżcu esesmani i strażnicy wyszkoleni w Trawnikach wypędzali ludzi z wagonów, kazali im się rozebrać i pędzili do komór gazowych, do których wtłaczano spaliny silnika. Cała procedura trwała kilka godzin. Ciała grzebano w masowych dołach. Nikt z wywiezionych 12 września nie wrócił.

Wybór daty nie był przypadkiem. Krwawa niedziela przypadła w 1941 roku na święto Hoszana Rabba, pierwsza deportacja – na przeddzień Pesach, a wrześniowa – na Nowy Rok. Autorzy Pinkas Hakehillot uznają to za zamierzone. Ten sam wzór powtórzył się w innych miastach: 21 września, w Jom Kipur, Niemcy wywieźli do Bełżca około 5 tysięcy Żydów z powiatów brzeżańskiego i rohatyńskiego. Akcje w święta pozwalały zastać ludzi w domach i odbierały ofiarom ostatnią przestrzeń, która mogła dawać im poczucie wspólnoty.

Wrzesień w Galicji

Stanisławowska deportacja była jednym z wielu ogniw wrześniowej fali. Według zestawień historyków obozu tylko w tym miesiącu do Bełżca odeszły transporty m.in. ze Stryja (3 września, około 5 tysięcy osób), ze Skolego (5 września, około 6,5 tysiąca), z Kołomyi i okolic (7–10 września, blisko 13 tysięcy), z Kamionki Strumiłowej i Radziechowa, z Brodów, z Brzeżan i Rohatyna, z Borszczowa i z Tarnopola. Równolegle stanisławowska placówka mordowała na miejscu. We wrześniu zwożono do miasta Żydów z okolicznych miejscowości i rozstrzeliwano ich na cmentarzu żydowskim. 15–17 września funkcjonariusze tej placówki, dowodzeni według Pohla przez Wilhelma Assmanna, zlikwidowali społeczność żydowską Kałusza, liczącą w lipcu ponad 5,5 tysiąca osób. 26 września na dziedzińcu siedziby policji w Stanisławowie znów rozstrzelano kilkaset ludzi.

Po tych tygodniach w całym powiecie stanisławowskim pozostało według niemieckich danych oficjalnie około 6 tysięcy Żydów – wobec ponad 50 tysięcy przed rozpoczęciem mordów. W getcie, które znów zmniejszono, żyli głównie ludzie zatrudnieni w niemieckich instytucjach. Ich karty pracy co kilka tygodni ponownie sprawdzano, a ci, którym je odebrano, trafiali na dziedziniec gestapo, nazywany przez więźniów „dziedzińcem śmierci”, albo do obozu janowskiego we Lwowie.

Miejsce w wojnie

Deportacja z Rosz ha-Szana zbliżyła stanisławowskie getto do końca. 15 października 1942 roku przeprowadzono kolejną wielką akcję, po której – jak pisze Pohl – społeczność żydowska miasta była już w większości unicestwiona; tylko dzięki odwadze jednego z kolejarzy ocalało wtedy 150 żydowskich robotników kolejowych. W listopadzie deportacje objęły Nadwórną i okolice. W styczniu 1943 roku policja zastrzeliła około tysiąca ludzi bez dokumentów pracy, a 22 lutego Brandt kazał otoczyć getto i rozstrzelać na cmentarzu żydowskim niemal wszystkich jego mieszkańców. Niemcy ogłosili Stanisławów „wolnym od Żydów”. Spośród około 25 tysięcy Żydów, którzy mieszkali w mieście przed wojną, przeżyło według USHMM około półtora tysiąca, w znacznej części poza miastem; w samym Stanisławowie doczekało wyzwolenia w ukryciu około stu osób.

Bełżec przyjmował transporty jeszcze do grudnia 1942 roku. W depeszy, którą w styczniu 1943 roku wysłał zastępca kierownika akcji „Reinhardt” Hermann Höfle, liczbę Żydów zamordowanych tam do końca 1942 roku podano jako 434 508; większość z nich pochodziła z Galicji i z dystryktów krakowskiego i lubelskiego. Od końca 1942 roku Niemcy kazali odkopywać i palić zwłoki, a wiosną 1943 roku obóz zlikwidowali i zatarli jego ślady. Z kilkuset tysięcy przywiezionych do Bełżca wojnę przeżyło według badaczy zaledwie kilka osób – uciekinierów z obozu.

Sprawcy w większości uniknęli odpowiedzialności albo odpowiedzieli po latach. Krüger został skazany na dożywocie przez sąd w Münsterze dopiero w 1968 roku. Deportacja z 12 września 1942 roku jest dziś przykładem tego, jak wyglądała zagłada Żydów w Galicji jesienią 1942 roku: lokalna placówka policji, posłuszna rozkładowi pociągów ustalanemu we Lwowie i Lublinie, zamieniała kolejne święta religijne w dni masowej śmierci, a mordowane społeczności znikały jedna po drugiej w ciągu kilku tygodni.

Źródła

  1. encyclopedia.ushmm.org · stanislawow
  2. holocausthistoricalsociety.org.uk · stanislawow
  3. jewishgen.org · gal004
  4. jewishgen.org · pol2 00359
  5. wwv.yadvashem.org · Microsoft Word 2292

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.