TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Wielka Akcja w getcie warszawskim

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Polska
Data:
22 lipca 1942
Autor:
Natalia
Tagi:
Zagłada Żydów, Polska, III Rzesza, Adam Czerniaków
Wywózka Żydów z getta warszawskiego do Treblinki w 1942 roku.
Wywózka Żydów z getta warszawskiego do Treblinki w 1942 roku.Autor: nieznany/unknown · Public domain · Wikimedia Commons

W środę 22 lipca 1942 roku, około dziesiątej rano, do siedziby warszawskiego Judenratu przy ulicy Grzybowskiej przyjechali esesmani ze sztabu akcji „Reinhardt”. Ich dowódca, Hermann Höfle, oznajmił przewodniczącemu Rady Adamowi Czerniakowowi, że Żydzi z Warszawy zostaną „przesiedleni na Wschód”, a Rada ma codziennie dostarczać na plac przeładunkowy przy ulicy Stawki 6 tysięcy ludzi. Tego samego dnia z Umschlagplatzu odjechał pierwszy pociąg. Jego celem był nowo zbudowany obóz zagłady w Treblince, gdzie przywiezionych zabijano w komorach gazowych zaraz po przyjeździe.

Tak zaczęła się akcja, którą Niemcy nazywali Grossaktion, a ocaleni i historycy Wielką Akcją, wielką akcją deportacyjną albo wielkim wysiedleniem. Trwała do 21 września 1942 roku. „Wysiedlenie” było kłamstwem od pierwszego dnia: nie chodziło o przeniesienie ludzi w inne miejsce, tylko o ich zgładzenie. W ciągu niespełna dwóch miesięcy Niemcy wywieźli do Treblinki i zamordowali tam według niemieckich danych 253 742 mężczyzn, kobiet i dzieci, a według innych szacunków od 260 do 300 tysięcy. Było to największe pojedyncze zbiorowe morderstwo w dziejach okupowanej Polski i najbardziej śmiercionośna operacja całej akcji „Reinhardt”.

Getto latem 1942 roku

Getto warszawskie, utworzone jesienią 1940 roku i zamknięte murem w listopadzie, było największym gettem w okupowanej Europie. Do lipca 1942 roku zmarło w nim z głodu i chorób, według różnych wyliczeń, od 83 do 92 tysięcy ludzi. W przededniu akcji żyło w nim, zależnie od szacunku, od około 350 do 380 tysięcy Żydów, w tym dziesiątki tysięcy uchodźców i przesiedleńców z miasteczek dystryktu warszawskiego i z Rzeszy.

Wiosną 1942 roku położenie getta paradoksalnie wydawało się stabilniejsze niż rok wcześniej. Epidemia tyfusu plamistego wygasała, śmiertelność spadała, a warsztaty i niemieckie zakłady, zwane w getcie szopami, rozwijały produkcję dla Wehrmachtu. Wielu mieszkańców wierzyło, że getto jest zbyt duże i zbyt potrzebne niemieckiej gospodarce wojennej, by mogło zostać zlikwidowane. Docierały jednak coraz gorsze wieści. Od lutego Oneg Szabat, podziemne archiwum Emanuela Ringelbluma, znało relację uciekiniera z obozu w Chełmnie nad Nerem, do którego od stycznia wywożono Żydów z Łodzi. Wiosną przychodziły listy o likwidacji gett na Lubelszczyźnie i o Bełżcu, a w czerwcu Londyn nadał przez radio wiadomości z raportu Bundu. Informacje te docierały jednak tylko do wąskiego kręgu i nie wszyscy umieli złożyć je w całość.

Niemiecki terror w getcie narastał. W nocy z 17 na 18 kwietnia 1942 roku gestapo wyciągnęło z mieszkań i zastrzeliło na ulicach 52 osoby, oficjalnie za wydawanie nielegalnej prasy. Podobne egzekucje powtarzały się w maju i czerwcu, a na początku lipca wywieziono z aresztu przy ulicy Gęsiej i rozstrzelano pod Warszawą 110 więźniów. Część historyków widzi w tych mordach przygotowanie do likwidacji getta: zastraszenie ludności i usunięcie potencjalnych przywódców oporu.

Decyzje zapadły poza Warszawą. Od marca 1942 roku sztab Odilo Globocnika w Lublinie prowadził akcję „Reinhardt”, wymordowanie Żydów Generalnego Gubernatorstwa w obozach w Bełżcu, Sobiborze i Treblince. Była ona praktycznym wykonaniem ustaleń, które w styczniu omawiano na konferencji w Wannsee. 19 lipca 1942 roku Heinrich Himmler rozkazał wyższemu dowódcy SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie Friedrichowi Wilhelmowi Krügerowi, by „przesiedlenie” całej ludności żydowskiej Generalnego Gubernatorstwa zakończyło się do 31 grudnia 1942 roku. Obóz w Treblince, położony w lesie w pobliżu stacji Małkinia, około 80 kilometrów na północny wschód od Warszawy, był gotowy właśnie w tych dniach.

22 lipca

Höfle przyjechał do Warszawy z lubelskimi esesmanami już 15 lipca. Na miejscu działał też sztab wysiedleńczy warszawskiej policji bezpieczeństwa z Karlem Georgiem Brandtem i Gerhardem Mende; formalnie za akcję odpowiadał dowódca SS i policji dystryktu warszawskiego Ferdinand von Sammern-Frankenegg. Jeszcze 18 i 20 lipca gestapo i komisarz getta Heinz Auerswald zapewniali Czerniakowa, że pogłoski o wysiedleniu to plotki. 21 lipca Niemcy aresztowali jako zakładników kilkadziesiąt znanych osób z getta, wśród nich członków Rady i lekarzy. W nocy z 21 na 22 lipca mury obstawiła polska policja granatowa i oddziały pomocnicze złożone z ukraińskich, łotewskich i litewskich kolaborantów, w getcie zwanych „hiwisami”. Rano Niemcy zastrzelili w mieszkaniu przy ulicy Chłodnej kilku ludzi, w tym polskiego lekarza Franciszka Raszeję, który przyszedł do żydowskiego pacjenta.

Spotkanie w siedzibie Rady prowadził Höfle. Tłumaczył młody urzędnik Judenratu Marcel Reich-Ranicki, później znany niemiecki krytyk literacki. Czerniaków zapisał w dzienniku: „Oświadczono nam, że z pewnymi wyjątkami mają Żydzi, bez różnicy płci i wieku, być wysiedleni na wschód. Dziś do godziny 4 pp. ma być dostarczonych 6000 ludzi. I tak będzie (najmniej) codziennie”. Höfle zagroził, że jeśli wysiedlenie się nie powiedzie, jako pierwsza zostanie rozstrzelana żona przewodniczącego.

Około południa na ulicach getta pojawiło się obwieszczenie podpisane bezosobowo „Rada Żydowska”, bo Czerniaków odmówił złożenia podpisu. Zapowiadało, że wszyscy Żydzi Warszawy „bez względu na wiek i płeć” zostaną przesiedleni na Wschód, wolno im zabrać 15 kilogramów bagażu i żywność na trzy dni. Wymieniało zarazem długą listę wyjątków: pracowników Rady i jej instytucji, żydowską policję, zatrudnionych w niemieckich zakładach, personel szpitali, osoby zdolne do pracy i ich rodziny. Wyjątki dawały złudzenie, że wywózka obejmie 50–70 tysięcy „nieproduktywnych”, najbiedniejszych i bezrobotnych. Było to celowe wprowadzenie w błąd.

Pierwszy transport, liczący według zachowanych zestawień 6250 osób, zabrał mieszkańców punktów dla uchodźców, w tym internatu dla około 200 dzieci przy ulicy Dzikiej, uliczną biedotę i więźniów aresztu przy Gęsiej. Do Treblinki dotarł 23 lipca. Dzień 22 lipca był w kalendarzu żydowskim przeddzień Tisza be-Aw, dnia żałoby po zburzeniu Świątyni.

Śmierć Czerniakowa

Czerniaków próbował wynegocjować wyłączenie z wywózki dzieci z sierocińców. Wieczorem 23 lipca dwaj esesmani zażądali od niego najpewniej zwiększenia dziennego kontyngentu i objęcia deportacją także dzieci. Po ich wyjściu przewodniczący zażył cyjanek potasu. W liście do żony napisał: „Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć”. Jego następcą został Marek Lichtenbaum, który wykonywał już niemieckie rozkazy bez oporu. Samobójstwo Czerniakowa wielu działaczy getta oceniało wtedy surowo jako gest bezsilności, który nikogo nie ostrzegł; z czasem przeważyło przekonanie, że była to odmowa udziału w zbrodni.

24 lipca nowe obwieszczenie Rady, to samo, którego Czerniaków nie chciał podpisać, wzywało ludzi, by nie ukrywali się, lecz sami zgłaszali na punkt zborny, i zapewniało, że przesiedlenie „nastąpi rzeczywiście na tereny wschodnie”. Kolej działała sprawnie: 28 lipca sekretarz stanu w Ministerstwie Transportu Rzeszy Albert Ganzenmüller zapewniał szefa osobistego sztabu Himmlera Karla Wolffa, że od 22 lipca codziennie odjeżdża pociąg z 5 tysiącami warszawskich Żydów przez Małkinię do Treblinki.

Umschlagplatz i blokady

Umschlagplatz był ogrodzonym placem z bocznicą kolejową przy ulicach Stawki i Dzikiej, przez który dotąd przechodziły towary między gettem a resztą miasta. Teraz stał się poczekalnią śmierci. Ludzi przetrzymywano w budynkach szkolnych i na placu, czasem kilka dni, bez wody, jedzenia i sanitariatów, w niektóre dni ponad 10 tysięcy naraz. Po południu, zwykle około szesnastej, gnano ich do wagonów towarowych, po sto i więcej osób do wagonu przeznaczonego dla kilkudziesięciu.

W pierwszym tygodniu kontyngenty dostarczała Żydowska Służba Porządkowa, policja getta licząca około 2,5 tysiąca funkcjonariuszy. Jej komendant Józef Szeryński, wypuszczony z Pawiaka na początku akcji, dzielił władzę z Jakubem Lejkinem i kierownikiem Umschlagplatzu Mieczysławem Szmerlingiem. Policjanci otrzymali zaświadczenia chroniące ich rodziny przed wywózką. Niemiecki sztab wyznaczał każdego dnia domy lub kwartały ulic, które otaczano kordonem; mieszkańców spędzano na podwórza, sprawdzano dokumenty, a tych, którzy nie mieli zaświadczeń, prowadzono na plac. Potem przeszukiwano puste mieszkania.

Gdy ludzie przestali się zgłaszać sami, Niemcy sięgnęli po podstęp. 29 lipca ogłoszono, że każdy, kto stawi się dobrowolnie, dostanie 3 kilogramy chleba i kilogram marmolady. Zgłaszały się tysiące wygłodzonych ludzi; niektórzy rozumowali, że nikt nie dawałby chleba skazanym na śmierć. Od tego samego dnia w blokadach brali bezpośredni udział esesmani i „hiwisi”, a przebieg akcji stał się jeszcze brutalniejszy: zabijano na miejscu ukrywających się, uciekających, starych i chorych, strzelano do przypadkowych przechodniów i do ludzi w oknach. W połowie sierpnia Lejkin na niemiecki rozkaz zobowiązał każdego policjanta do dostarczania pięciu osób dziennie pod groźbą wywiezienia jego samego z rodziną. Część funkcjonariuszy porzuciła służbę, kilku odebrało sobie życie, niektórzy pomagali uciekać z placu; większość jednak wykonywała rozkazy, a wielu wzbogacało się na łapówkach i szabrze. Żydowska policja stała się najbardziej znienawidzoną instytucją getta.

Szopy i „numerki na życie”

Jedyną nadzieją wydawało się zatrudnienie. Zaświadczenie z szopu, niemieckiego zakładu krawieckiego, szewskiego czy stolarskiego, chroniło przed wywózką, przynajmniej przez pewien czas. Ludzie płacili za miejsce pracy pieniędzmi, kosztownościami, a rzemieślnicy własnymi maszynami do szycia; w szczytowym okresie szopy zatrudniały około 40 tysięcy osób. Niemieccy przedsiębiorcy, jak Walther Többens, zarabiali na tym fortuny. Zawierano fikcyjne małżeństwa, bo wyjątki obejmowały rodziny, starsi farbowali włosy, by wyglądać na zdolnych do pracy. Kolejne kategorie „chronionych” traciły jednak ochronę: 9 sierpnia Rada musiała sama wyznaczyć 7 tysięcy osób do wywózki, w sierpniu zabierano urzędników Judenratu i pracowników Żydowskiej Samopomocy Społecznej, z której 3 tysięcy pracowników ocalało podobno 75.

Getto kurczyło się z tygodnia na tydzień. 9 i 10 sierpnia zlikwidowano tak zwane małe getto na południe od ulicy Chłodnej, a jego mieszkańcom dano kilka godzin na przeprowadzkę, co zmuszało ich do porzucenia dobytku. Szmugiel prawie ustał, a ceny chleba na czarnym rynku wzrosły kilkukrotnie. Na Umschlagplatzu selekcjonowano też młodych i silnych do obozów pracy: według zestawień przytaczanych w literaturze trafiło tam około 11,5 tysiąca osób.

Dzieci

Dzieci, którym nie mogły pomóc żadne zaświadczenia, były od początku skazane. Adolf Berman i jego żona Barbara szacowali, że z blisko trzydziestu sierocińców i internatów getta wywieziono do Treblinki około 4 tysięcy wychowanków. Najbardziej znany stał się transport z 5 albo 6 sierpnia, którym pojechał Janusz Korczak z Stefanią Wilczyńską, wychowawcami i około dwustu dziećmi z Domu Sierot przy ulicy Siennej. Korczak odrzucał propozycje ratowania samego siebie i do końca pozostał ze swoimi wychowankami. W tych samych dniach wywieziono dzieci z kilku innych zakładów razem z ich opiekunami, z których część dobrowolnie poszła z podopiecznymi.

Treblinka

Droga do Treblinki trwała czasem kilka godzin, czasem ponad dobę, bo „pociągi specjalne” ustępowały miejsca transportom wojskowym. W zamkniętych wagonach, bez wody i powietrza, w lipcowym i sierpniowym upale umierały setki ludzi. Na miejscu wypędzano ich z wagonów, kazano się rozebrać i pędzono do komór gazowych, w których zabijano spalinami silnika. Przy życiu zostawiano tylko niewielu mężczyzn do pracy przy sortowaniu rzeczy i grzebaniu zwłok.

Komendant obozu, lekarz Irmfried Eberl, chciał, by jego obóz przewyższył inne liczbą ofiar, i przyjmował więcej transportów, niż komory mogły pochłonąć. W sierpniu Treblinka pogrążyła się w chaosie: pociągi czekały na bocznicach, część ludzi rozstrzeliwano przy rampie, tysiące ciał leżały niepogrzebane, a odór czuć było w całej okolicy. Pod koniec sierpnia Globocnik usunął Eberla, a obóz uporządkował Christian Wirth i oddał go Franzowi Stanglowi. Od 28 sierpnia do 3 września transporty z Warszawy wstrzymano; wcześniej, między 19 a 24 sierpnia, Niemcy przerwali je na kilka dni, by zlikwidować getta w Otwocku, Falenicy, Mińsku Mazowieckim i innych miejscowościach pod Warszawą.

Kocioł na Miłej

Ostatni etap rozpoczął się 6 września. Obwieszczenie nakazało wszystkim Żydom stawić się do rejestracji w kwartale ulic między Smoczą, Gęsią, Zamenhofa, Szczęśliwą i placem Parysowskim, nazwanym potem „kotłem na Miłej”. Kto zostałby poza nim, miał być zastrzelony. Niemcy postanowili, że w getcie zostanie 32 tysiące ludzi, i rozdzielili między zakłady i instytucje tyle samo „numerków na życie”. Selekcja trwała do 12 września i rozdzielała rodziny: jedni porzucali bliskich, inni oddawali numerki, by pójść na Umschlagplatz razem z nimi, rodzice próbowali przenosić uśpione dzieci w plecakach. Według zestawień przytaczanych w literaturze w czasie kotła wywieziono do Treblinki ponad 54 tysiące osób, a ponad 2,6 tysiąca zabito na miejscu. Żydowskiej policji przydzielono tylko 500 numerków; reszta funkcjonariuszy, mimo wcześniejszych obietnic, podzieliła los innych.

Zlikwidowano też szpitale. 12 września wywieziono około 900 chorych z budynków przy ulicy Stawki; niektórzy lekarze pojechali z nimi z własnej woli, a lekarki, w tym Adina Blady-Szwajger, podały najmłodszym pacjentom śmiertelną dawkę morfiny, by oszczędzić im wagonów. Tego samego dnia Höfle i jego ludzie wyjechali z Warszawy. 21 września, w Jom Kipur, z Umschlagplatzu odjechał ostatni pociąg, w którym znalazły się rodziny zwolnionych policjantów. 24 września sztab wysiedleńczy poinformował Radę, że „wysiedlenie” zakończono.

Bilans

Liczba ofiar nie jest dokładnie znana. Niemieckie dane, powtarzane przez większość historyków, mówią o 253 742 osobach wywiezionych do Treblinki; inne szacunki sięgają 265, 280, a nawet 300 tysięcy. Według Barbary Engelking i Israela Gutmana w samym getcie zmarło lub zostało zabitych w czasie akcji około 10,3 tysiąca osób, a kilka tysięcy, może około 8 tysięcy, zdołało zbiec na „aryjską stronę”. Łącznie getto straciło więc ponad 300 tysięcy mieszkańców. Zostało w nim około 60 tysięcy ludzi: około 35 tysięcy zarejestrowanych i, według szacunków, 20–25 tysięcy „dzikich”, bez prawa pobytu. Dzielnica, okrojona do kilku odciętych od siebie fragmentów, zamieniła się w obóz pracy przy niemieckich zakładach.

Opór i świadectwo

Żydowskie podziemie zostało zaskoczone. Na naradach 22 i 23 lipca przywódcy partii uznali przeważnie, że walka bez broni byłaby przedwczesna i może sprowokować likwidację całego getta, a wywózka obejmie tylko część ludzi. Młodzież nie chciała czekać. 24 lipca działacze Ha-Szomer Ha-Cair rozrzucili ulotki ostrzegające, że wywożonych czeka śmierć; wielu uznało je za prowokację. 28 lipca członkowie Droru, Ha-Szomer Ha-Cair i Akiwy założyli Żydowską Organizację Bojową, która miała wtedy jeden pistolet. Po broń na „aryjską stronę” wysłano Izraela Chaima Wilnera „Ariego”. 20 sierpnia bojownik ŻOB Izrael Kanał ciężko ranił Szeryńskiego, co było pierwszym zbrojnym wystąpieniem podziemia w getcie. 3 września Niemcy aresztowali jednego z przywódców organizacji, Józefa Kapłana, zastrzelili drugiego, Szmuela Bresława, i przejęli jej skromny zapas broni.

Równolegle trwała praca świadków. 3 sierpnia ludzie Ringelbluma zakopali w piwnicy szkoły przy ulicy Nowolipki 68 pierwszą część archiwum Oneg Szabat. Bundowiec Zygmunt Frydrych wyszedł z getta i podążając śladem transportu dotarł w okolice Sokołowa Podlaskiego, gdzie od kolejarzy i uciekinierów ustalił, że wywożeni giną w Treblince. Pod koniec sierpnia do getta wrócił uciekinier z obozu Dawid Nowodworski, którego relację spisało archiwum.

Wiadomości wychodziły też poza Warszawę. 26 lipca szef Kierownictwa Walki Cywilnej Stefan Korboński wysłał do Londynu depeszę o wywożeniu z getta 6 tysięcy ludzi dziennie, a 29 lipca BBC podało informację o akcji. W sierpniu relację naocznego świadka przywiózł do Berna kurier Delegatury Rządu. Polska prasa podziemna pisała o „wysiedleniu” i o Treblince, a w sierpniu katolicki Front Odrodzenia Polski rozkolportował ulotkę Zofii Kossak „Protest!”. Reakcje polskiego otoczenia były różne: obok pomocy i współczucia byli obojętni oraz szmalcownicy polujący na uciekinierów. We wrześniu z inicjatywy Kossak i Wandy Krahelskiej-Filipowiczowej powstał Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom, przekształcony w grudniu w Radę Pomocy Żydom „Żegota”.

Miejsce w wojnie

Wielka Akcja była sercem akcji „Reinhardt”. Latem i jesienią 1942 roku, w tym samym rytmie co w Warszawie, Niemcy likwidowali getta w całym Generalnym Gubernatorstwie, a tydzień przed jej rozpoczęciem w Paryżu przeprowadzono obławę Vel d’Hiv, z której transporty kierowano do Auschwitz. Do jesieni 1943 roku w Treblince zginęło, według różnych szacunków, od około 800 do 900 tysięcy ludzi, z czego największą pojedynczą grupę stanowili Żydzi warszawscy. W samym 1942 roku zamordowano około połowy wszystkich ofiar Zagłady.

Dla tych, którzy przeżyli, wielkie wysiedlenie rozwiało ostatnie złudzenia. Ocaleni wyrzucali sobie bierność, a gniew kierował się przeciw Judenratowi i żydowskiej policji. Władzę moralną w resztkach getta przejęła ŻOB, która rozbudowała się jesienią 1942 roku i zaczęła zabijać kolaborantów. Gdy 18 stycznia 1943 roku Niemcy podjęli kolejną akcję wywózki, po raz pierwszy natrafili na zbrojny opór i przerwali ją po kilku dniach. 19 kwietnia 1943 roku wybuchło powstanie w getcie warszawskim, uważane za pierwsze miejskie powstanie w okupowanej Europie, stłumione po kilku tygodniach wraz z ostatecznym zniszczeniem dzielnicy. Archiwum Ringelbluma, wykopane spod gruzów w 1946 i 1950 roku, zachowało pamięć o lecie 1942 roku w tysiącach dokumentów pisanych w chwili, gdy działo się to, czego wcześniej nikt nie umiał sobie wyobrazić.

Szukasz przodka?Poradnik: Ofiary i ocaleni z Zagłady →

Źródła

  1. getto.pl · 22.07.42 O godzinie 10 ej zjawili sie Sturmbahnfuehrer Hoefle z towarzyszami. Telefony wylaczyl
  2. jhi.pl · 22 lipca 1942 patrzylismy jak zabierano nasze rodziny,5131

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.