TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Incydenty z policzkowaniem żołnierzy przez Pattona

Kategoria:
Wojsko
Front:
Morze Śródziemne
Data:
3 sierpnia 1943
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Inwazja na Sycylię
Tagi:
Stany Zjednoczone, George Patton, Dwight Eisenhower

3 sierpnia 1943 roku dowódca amerykańskiej 7 Armii, gen. por. George Patton, odwiedził 15 Szpital Ewakuacyjny koło miasteczka Nicosia w środkowej Sycylii. W namiocie przyjęć, wśród rannych, siedział szeregowiec Charles H. Kuhl z 26 Pułku Piechoty 1 Dywizji Piechoty, który nie miał żadnych widocznych obrażeń. Zapytany, co mu jest, odpowiedział, że jest „nerwowy” i chyba „nie daje rady”. Patton uderzył go rękawiczkami w twarz, chwycił za kołnierz i kopniakiem wyrzucił z namiotu, krzycząc, by lekarze nie przyjmowali „tego tchórza” i odesłali go na front. Tydzień później, 10 sierpnia, podobna scena rozegrała się w innym szpitalu – tym razem generał uderzył żołnierza dwukrotnie i sięgnął po pistolet.

Oba zdarzenia, znane jako incydenty ze spoliczkowaniem, zamknięto najpierw w tajemnicy wojskowej. Gdy jednak w listopadzie trafiły do amerykańskiej opinii publicznej, wywołały jeden z najgłośniejszych skandali w dziejach armii Stanów Zjednoczonych podczas wojny. Kosztowały Pattona prestiż i – jak sam był przekonany – dowództwo w inwazji na Francję.

Patton na Sycylii

Na początku sierpnia Patton był u szczytu sławy. Jego 7 Armia, która po lądowaniu na Sycylii miała tylko osłaniać skrzydło brytyjskiej 8 Armii gen. Bernarda Montgomery’ego, w kilka dni przeszła przez zachodnią część wyspy i 22 lipca zdobyła Palermo. Teraz Amerykanie nacierali na wschód dwiema drogami wzdłuż północnego wybrzeża i przez góry, ku Mesynie. Walki były ciężkie: od 31 lipca do 6 sierpnia 1 Dywizja Piechoty krwawo zdobywała górskie miasteczko Troinę, bronione przez niemiecką 15 Dywizję Grenadierów Pancernych. Patton parł naprzód, bo chciał wejść do Mesyny przed Brytyjczykami.

Generał od lat budował wokół siebie wizerunek twardego, bezwzględnego dowódcy: wypolerowany hełm, rewolwery z rękojeściami z kości słoniowej, ostre słownictwo. Surowo karał podwładnych za drobne uchybienia, ale też hojnie nagradzał tych, którzy się wyróżnili. Dwight Eisenhower, naczelny dowódca alianckich sił na Morzu Śródziemnym i jego wieloletni przyjaciel, cenił jego energię, ale wiedział też o jego impulsywności i braku panowania nad sobą.

Wyczerpanie bojowe

Patton nie wierzył, że żołnierz może załamać się nerwowo bez rany na ciele. W czasie I wojny światowej lekarze mówili o „szoku pociskowym” (shell shock), wiążąc go początkowo z wybuchami pocisków; z czasem pojęcie rozszerzono na wszelkie załamania wywołane stresem walki. W 1943 roku armia amerykańska klasyfikowała takie przypadki jako „wyczerpanie” (exhaustion), a lekarze pisali o „psychonerwicy” lub „zmęczeniu bojowym” (battle fatigue). Objawami były drżenie, bezsenność, apatia, napady płaczu, niezdolność do wykonywania rozkazów.

Kampania tunezyjska nauczyła lekarzy wojskowych, że takich żołnierzy trzeba leczyć szybko i blisko frontu: kilka dni odpoczynku, sen (często wywołany środkami nasennymi), ciepły posiłek i spokojna rozmowa przywracały do służby wielu z nich. Na początku kampanii sycylijskiej zasady tej nie przestrzegano – chorych ewakuowano do Afryki Północnej i według amerykańskich danych medycznych tylko około 15 procent wróciło do jednostek. Gdy system lepiej zorganizowano, odsetek ten wzrósł do blisko połowy. Wśród oficerów liniowych wciąż jednak panowało przekonanie, że „nerwy” to wymówka dla symulantów i tchórzy. Według relacji gen. mjr Clarence Huebner, nowy dowódca 1 Dywizji Piechoty, skarżył się Pattonowi na „bardzo dużą liczbę symulantów” w szpitalach.

Szeregowiec Kuhl, 3 sierpnia

Charles Kuhl, 27-letni szeregowiec kompanii L 26 Pułku Piechoty, służył w wojsku od ośmiu miesięcy, a w 1 Dywizji Piechoty od 2 czerwca 1943 roku. 2 sierpnia zgłosił się do punktu opatrunkowego. Lekarze rozpoznali u niego „wyczerpanie” – już trzeci raz od początku kampanii – i zapisali w karcie „psychonerwicę, stan lękowy, umiarkowanie ciężki”. Podano mu środek uspokajający i skierowano go do 15 Szpitala Ewakuacyjnego na dalsze badania.

Patton przybył tam następnego dnia w trakcie objazdu oddziałów II Korpusu gen. por. Omara Bradleya. Rozmawiał z rannymi i chwalił ich, aż natrafił na Kuhla. Według zeznań świadków rozgniewał się natychmiast: spoliczkował żołnierza rękawiczkami, wywlókł go za kołnierz do wyjścia i wypchnął kopniakiem z namiotu. Sanitariusze zabrali Kuhla na oddział, gdzie okazało się, że ma prawie 39 stopni gorączki; później stwierdzono u niego pasożyty malarii. Wieczorem Patton zapisał w dzienniku, że spotkał „jedynego prawdziwego tchórza” w swojej armii i że takich ludzi należy sądzić za tchórzostwo i rozstrzeliwać. Kuhl napisał o zajściu rodzicom, prosząc, by „po prostu o tym zapomnieli”.

5 sierpnia Patton wydał dowódcom 7 Armii okólnik. Napisał w nim, że „bardzo niewielka liczba żołnierzy” idzie do szpitali pod pretekstem, iż nerwowo nie nadają się do walki. Nazwał ich tchórzami, którzy zostawiają towarzyszy w niebezpieczeństwie, i polecił, by takich przypadków nie kierować do szpitali, lecz załatwiać w jednostkach, a odmawiających walki oddawać pod sąd wojenny za tchórzostwo wobec nieprzyjaciela.

Szeregowiec Bennett, 10 sierpnia

Paul G. Bennett, 21-letni szeregowiec baterii C 17 Pułku Artylerii Polowej, służył w armii od czterech lat i nie miał wcześniej problemów zdrowotnych. 6 sierpnia jego przyjaciel został ranny; Bennett przestał spać, był coraz bardziej roztrzęsiony. Lekarz skierował go wbrew jego prośbom do 93 Szpitala Ewakuacyjnego – żołnierz chciał zostać przy swojej baterii. W szpitalu miał gorączkę i objawy odwodnienia.

10 sierpnia Patton znalazł go skulonego i drżącego w namiocie przyjęć. Gdy Bennett powiedział, że to „nerwy” i że nie może już znieść ostrzału, generał wpadł w furię. Uderzył go w twarz, wyzywał od tchórzy, kazał mu przestać płakać, po czym uderzył go drugi raz, tak że z głowy spadła mu wkładka hełmu. Zagroził, że jeśli żołnierz nie będzie walczył, postawi go pod ścianą przed plutonem egzekucyjnym, a nawet że sam powinien go zastrzelić – i sięgnął po pistolet. Komendant szpitala, płk Donald E. Currier, fizycznie rozdzielił obu mężczyzn. Wychodząc, Patton krzyczał do lekarzy, by odesłali Bennetta na front, a potem jeszcze długo tłumaczył Currierowi, że „krew go zalewa”, gdy widzi, jak tchórzy się rozpieszcza.

Nagana i przeprosiny

Drugi incydent, zwłaszcza widok generała grożącego bronią choremu żołnierzowi, wstrząsnął personelem medycznym. Lekarz II Korpusu, płk Richard Arnest, złożył meldunek. Bradley, przez lojalność wobec przełożonego, zamknął go w sejfie, ale raport poszedł także drogą służby medycznej do gen. bryg. Fredericka Blesse’a, naczelnego lekarza sztabu alianckiego w Algierze, a od niego 16 sierpnia do Eisenhowera. Ten wysłał na Sycylię Blesse’a i gen. mjr. Johna P. Lucasa, a konsultant medyczny ppłk Perrin Long przesłuchał świadków i sporządził szczegółowy raport o „złym traktowaniu pacjentów” w obu szpitalach.

Eisenhower nie wszczął formalnego dochodzenia i nie udzielił oficjalnej nagany, która trafiłaby do akt. W prywatnym liście z 17 sierpnia napisał jednak Pattonowi, że stanowcze środki bywają konieczne, ale nic nie usprawiedliwia „brutalności, znęcania się nad chorymi ani okazywania niepohamowanego gniewu wobec podwładnych”; jeśli zarzuty są w dużej mierze prawdziwe, musi on „poważnie zakwestionować” rozsądek i samodyscyplinę Pattona i jego przydatność na przyszłość. Polecił mu przeprosić poszkodowanych i świadków. Patton uczynił to niechętnie: 21 sierpnia przeprosił Bennetta, następnego dnia personel obu szpitali, 23 sierpnia Kuhla. Kuhl oświadczył potem, że Patton jest „wielkim generałem” i że wtedy „nie wiedział, jak bardzo byłem chory”. Między 24 a 30 sierpnia generał objechał wszystkie dywizje 7 Armii i w krótkich przemówieniach przepraszał, nie nazywając wprost tego, co się stało; żołnierze 3 Dywizji Piechoty przerwali mu okrzykami, by nie przepraszał. W dzienniku Patton pisał z goryczą o „przymilaniu się do symulanta” dla uspokojenia „bojaźliwych przełożonych”.

O incydentach wiedzieli również korespondenci wojenni. Czterech z nich przesłuchało świadków, ale zamiast wysłać materiał do redakcji, przekazało go 19 sierpnia szefowi sztabu Eisenhowera, gen. mjr. Walterowi Bedellowi Smithowi. Eisenhower poprosił dziennikarzy o milczenie, przekonując, że wojsko nie może stracić Pattona, i ci na razie się podporządkowali. 24 sierpnia opisał sprawę w liście do szefa sztabu armii, gen. George’a Marshalla, zaznaczając, że Patton nadal przejawia „niefortunne cechy”, o których obaj zawsze wiedzieli, ale jest dowódcą o wyjątkowej wartości.

Skandal w listopadzie

Tajemnica przetrwała trzy miesiące. 21 listopada 1943 roku popularny dziennikarz radiowy i felietonista Drew Pearson opowiedział o sprawie w swojej niedzielnej audycji. Jego wersja mieszała szczegóły obu zdarzeń i była w części nieprawdziwa – Pearson twierdził m.in., że Patton powalił żołnierza na ziemię – a zapowiedź, że generał nigdy już nie poprowadzi wojsk do boju, nie miała żadnych podstaw. Sztab aliancki zaprzeczył, by Patton otrzymał oficjalną naganę, ale potwierdził, że uderzył co najmniej jednego żołnierza.

W Kongresie i w prasie zażądano dymisji generała. Do Departamentu Wojny napłynęło do połowy grudnia około 1500 listów – jedne domagały się usunięcia Pattona, inne go broniły. Ojciec Kuhla napisał do swojego kongresmena, że wybacza generałowi. Dawny szef sztabu armii, gen. Charles Summerall, uznał całą sprawę za błahostkę, natomiast mentor Pattona, gen. John J. Pershing, publicznie go potępił. Sekretarz wojny Henry Stimson przedstawił senackiej komisji spraw wojskowych raport Eisenhowera i bronił decyzji o pozostawieniu Pattona w służbie, bo armia potrzebuje jego „agresywnego, zwycięskiego przywództwa” w czekających ją ciężkich bitwach.

Znaczenie i dalsze losy

Eisenhower nigdy poważnie nie rozważał odesłania Pattona do kraju. Według jego relacji miał powiedzieć, że jeśli sprawa wyjdzie na jaw, „zażądają skalpu Pattona”, a na to nie może pozwolić, bo Patton jest „niezbędny”. Mimo to od zajęcia Mesyny generał przez jedenaście miesięcy nie dowodził wojskami w boju. 7 Armia nie wzięła udziału we wrześniowym desancie we Włoszech; jej siły bojowe oddano pod rozkazy 5 Armii gen. Marka Clarka, a Patton pozostał do końca roku na Sycylii na czele armii, z której zostały praktycznie tylko sztab i oddziały garnizonowe. We wrześniu dowództwo amerykańskiej 1 Armii, przygotowującej w Anglii inwazję na Francję, otrzymał Bradley – młodszy od Pattona stopniem i doświadczeniem. Eisenhower utrzymywał, że wybrał go wcześniej, ze względu na spokój i rozwagę, których Pattonowi brakowało; sam Patton był przekonany, że zawdzięcza to incydentom. Historycy przyjmują zwykle, że skandal przynajmniej utwierdził Eisenhowera w tej decyzji.

Ostatecznie przymusowa bezczynność okazała się użyteczna. Pod koniec 1943 roku Patton odbywał demonstracyjne podróże po basenie Morza Śródziemnego – do Algieru, Tunisu, na Korsykę, do Kairu, Jerozolimy i na Maltę – które miały zmylić Niemców co do kierunku następnego uderzenia. W styczniu 1944 roku objął dowództwo 3 Armii w Anglii, a niemiecki wywiad, wysoko ceniący jego zdolności, łatwo uwierzył, że to on poprowadzi główną inwazję. W operacji Fortitude alianci przedstawili go jako dowódcę fikcyjnej 1 Grupy Armii USA, która miała wylądować w rejonie Calais. Do walki wrócił w sierpniu 1944 roku we Francji i stał się jednym z najskuteczniejszych dowódców armii zachodnich aliantów.

Incydenty z Sycylii pozostały jednak trwałą częścią jego legendy i jednym z najbardziej znanych przykładów zderzenia dawnego, „żołnierskiego” poglądu na załamanie psychiczne z rodzącą się psychiatrią wojskową. Według różnych szacunków armia amerykańska straciła w czasie wojny z przyczyn psychiatrycznych – czasowo lub na stałe – setki tysięcy żołnierzy, a doświadczenia lekarzy z Tunezji i Sycylii – leczenie blisko frontu, szybko i z oczekiwaniem powrotu do oddziału – stały się podstawą postępowania w kolejnych kampaniach. Postać Pattona i scenę w szpitalu utrwalił w zbiorowej pamięci film Patton z 1970 roku.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.