TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Koniec bitwy pod Arnhem

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
25 września 1944
Autor:
Łukasz
Bitwa:
Operacja „Market Garden”
Tagi:
Holandia, Wielka Brytania, Polska, Wehrmacht

Rankiem 25 września 1944 roku dowódca brytyjskiej 1 Dywizji Powietrznodesantowej gen. mjr Roy Urquhart otrzymał rozkaz wycofania swoich ludzi z przyczółka w Oosterbeek na południowy brzeg Dolnego Renu. Operacja, której nadano kryptonim „Berlin”, odbyła się następnej nocy w strugach deszczu. Brytyjscy i kanadyjscy saperzy przewozili żołnierzy łodziami pod ogniem niemieckim; przeprawę od północy osłaniali m.in. polscy spadochroniarze z 3 batalionu brygady gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego. Do rana na drugi brzeg dotarło około 2,4 tysiąca żołnierzy. Tak zakończyła się bitwa pod Arnhem, a wraz z nią rozpoczęta 17 września operacja „Market Garden”, która miała dać aliantom most na Renie.

Często podaje się, że ponad 6 tysięcy spadochroniarzy dostało się do niewoli, a z 10 005 żołnierzy 1 Dywizji Powietrznodesantowej niemal 8 tysięcy uznano za straty. Liczby te zgadzają się co do rzędu wielkości z ustaleniami historyków. Najczęściej przytaczane dane, oparte na brytyjskich wykazach, mówią o około 10,6 tysiąca ludzi, którzy walczyli na północnym brzegu Renu (wraz z pilotami szybowców i Polakami), z czego około 1,5 tysiąca poległo, a około 6,4 tysiąca – w tym mniej więcej jedna trzecia rannych – trafiło do niewoli. Samo wycofanie również trzeba doprecyzować: rozkaz zapadł 25 września, ale żołnierze przeprawili się przez rzekę w nocy z 25 na 26 września.

Most, którego nie utrzymano

Brytyjski plan od początku zakładał, że dywizja wytrzyma pod Arnhem najwyżej dwa–cztery dni, zanim nadejdzie XXX Korpus gen. Briana Horrocksa. Tymczasem już pierwszego dnia do mostu drogowego w Arnhem doszedł tylko jeden batalion – 2 Batalion Spadochronowy ppłk. Johna Frosta, wraz z dowództwem brygady i drobnymi oddziałami, łącznie około 700–750 ludzi. Pozostałe bataliony 1 Brygady Spadochronowej utknęły na zachodnich przedmieściach.

18 września drugi rzut desantu, opóźniony przez mgłę w Anglii, wylądował z kilkugodzinnym opóźnieniem i pod ogniem. Urquhart, który poszedł do przodu szukać swoich batalionów, został odcięty i przez ponad dobę ukrywał się w domu na przedmieściach, a dywizja pozostawała bez dowódcy. 19 września kolejne próby przebicia się do mostu wzdłuż Renu – resztek 1 i 3 Batalionu Spadochronowego, 11 Batalionu i 2 Batalionu Pułku South Staffordshire – załamały się z ciężkimi stratami pod ogniem dział pancernych i artylerii z drugiego brzegu. Zawiodło też zaopatrzenie z powietrza: większość zrzutów spadła na tereny zajęte przez Niemców, bo wiadomość o zmianie stref nie dotarła do Anglii. Za ponowienie nalotu płonącą Dakotą, by zrzucić ostatnie zasobniki, por. lotnik David Lord otrzymał pośmiertnie Krzyż Wiktorii.

Ludzie Frosta bronili się w domach wokół północnego przyczółka mostu przez trzy doby, odpierając ataki piechoty, czołgów i dział, które metodycznie burzyły i podpalały kolejne budynki. 20 września ranny Frost przekazał dowództwo mjr. Frederickowi Goughowi; po południu zawarto krótki rozejm, by przekazać Niemcom kilkuset rannych z płonących piwnic. Rankiem 21 września opór przy moście ustał. Niemcy mogli odtąd przerzucać po nim posiłki na południe, przeciw XXX Korpusowi pod Nijmegen.

Kocioł w Oosterbeek

Reszta dywizji – około 3,6 tysiąca ludzi – skupiła się w zachodniej części Oosterbeek, wokół hotelu Hartenstein, gdzie mieściło się dowództwo Urquharta. Przyczółek, oparty o Ren, miał kształt podkowy długości kilku kilometrów; od 21 września, gdy Niemcy zajęli wzgórze nad promem w Heveadorp, dywizja trzymała już tylko kilkaset metrów brzegu. Niemcy, nauczeni kosztownymi atakami, zaczęli metodycznie ostrzeliwać przyczółek z moździerzy i dział, a w końcu – według niemieckich i brytyjskich ustaleń – ściągnęli tu ponad sto luf. Brytyjczykom brakowało amunicji, wody, żywności i środków opatrunkowych. W punktach opatrunkowych urządzonych w domach mieszkańców leżało około dwóch tysięcy rannych – brytyjskich, niemieckich i holenderskich cywilów; kilka z nich kilkakrotnie przechodziło z rąk do rąk. 24 września lekarz dywizji uzyskał od Niemców kilkugodzinny rozejm, w czasie którego około 450 rannych przewieziono do szpitala św. Elżbiety w Arnhem. Najcenniejszym wsparciem okazała się łączność radiowa z 64 Pułkiem Artylerii Średniej XXX Korpusu, którego działa z południowego brzegu raz po raz rozbijały niemieckie natarcia.

Odsiecz nie nadchodziła. Most na Waalu w Nijmegen zdobyto dopiero 20 września po przeprawie amerykańskiej 82 Dywizji w płóciennych łodziach. Natarcie pancerne na Arnhem utknęło następnego dnia na grobli pod Ressen i Elst, gdzie czołgi nie mogły zjechać z wysokiej szosy. Jedyna droga zaopatrzenia przez Holandię – nazywana przez Amerykanów „Hell’s Highway” – była raz po raz przecinana przez niemieckie kontrataki: 22 września pod Veghel, 24 września pod Koevering.

Polacy pod Driel

Główne siły polskiej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, zatrzymywane przez mgłę w Anglii od 19 września, wyskoczyły wreszcie 21 września po godzinie 17.00 pod wsią Driel na południowym brzegu Renu, naprzeciw Oosterbeek. Część samolotów zawrócono z powodu pogody, więc na ziemi znalazło się około tysiąca żołnierzy zamiast ponad półtora tysiąca; brakujący batalion zrzucono 23 września pod Grave. Polacy lądowali pod ogniem karabinów maszynowych i moździerzy. Prom w Heveadorp, którym mieli się przeprawić, okazał się zniszczony, a przeciwległy brzeg – w rękach niemieckich. Wieczorem przepłynął do Sosabowskiego wpław przez Ren polski oficer łącznikowy przy dywizji, kpt. Zwolański, z prośbą Urquharta o przeprawę; obiecanych tratw jednak nie dostarczono i nad ranem brygada przeszła do obrony okrężnej w Driel.

Obecność Polaków na południowym brzegu zaniepokoiła Niemców, którzy obawiali się uderzenia na południowy przyczółek mostu w Arnhem lub na tyły swoich sił walczących z XXX Korpusem. Według niemieckich danych przerzucili oni spod Oosterbeek przeciw brygadzie blisko 2,5 tysiąca żołnierzy, co nieco odciążyło brytyjski przyczółek. 22 września do Driel dotarły pierwsze brytyjskie samochody pancerne, a wieczorem batalion piechoty z 43 Dywizji „Wessex”. Nocą z 22 na 23 września na sześciu małych pontonach przeprawiło się do Oosterbeek około 50 Polaków z 8 kompanii; nocą z 23 na 24 września, na łodziach dostarczonych przez Kanadyjczyków i pod ostrzałem, kolejnych około 150 żołnierzy, którzy od razu weszli do walki w przyczółku.

24 września na naradzie w Valburgu z udziałem Horrocksa, gen. Fredericka Browninga i dowódcy 43 Dywizji gen. mjr. Ivora Thomasa ustalono kolejną przeprawę Polaków i brytyjskiego 4 Batalionu Pułku Dorset. Sosabowski ostro sprzeciwiał się sposobowi jej przeprowadzenia – według polskich relacji proponował przeprawę większymi siłami w innym miejscu – i ta wymiana zdań zaważyła na jego późniejszych stosunkach z Brytyjczykami. Łodzie dotarły za późno, by przeprawili się Polacy; w nocy z 24 na 25 września przeprawiła się tylko część Dorsetów, z których około 300 wylądowało wśród stanowisk niemieckich – większość z nich trafiła do niewoli, a do przyczółka dotarła niewielka grupa. Montgomery i dowódca 2 Armii gen. Miles Dempsey zdecydowali wtedy, że dywizję trzeba wycofać.

Operacja „Berlin”

25 września, gdy dywizja czekała na zmrok, Niemcy przeprowadzili najsilniejsze natarcie od wielu dni: dwie grupy bojowe SS przełamały cienką linię we wschodniej części przyczółka i przez kilka godzin położenie było krytyczne. Atak rozbiła dopiero nawała 64 Pułku Artylerii Średniej. Wieczorem artyleria XXX Korpusu rozpoczęła ogień zaporowy, by zamaskować odwrót, a żołnierzy pozostawiano na stanowiskach do ostatniej chwili, by Niemcy nie zorientowali się, co się dzieje. Około 22.00 pierwsze grupy, z owiniętymi szmatami butami, ruszyły ścieżkami oznaczonymi taśmą ku brzegowi.

Łodzie szturmowe obsadzali saperzy 43 Dywizji i kanadyjscy saperzy. Przeprawa trwała do świtu. Według najczęściej podawanych danych przeprawiono około 2,4 tysiąca ludzi (polska historiografia podaje około 2,2 tysiąca, w tym 160 Polaków). Na północnym brzegu zostało około 300 żołnierzy, których rano odciął ogień niemiecki, a także ranni w punktach opatrunkowych wraz z lekarzami i sanitariuszami, którzy dobrowolnie z nimi pozostali. Ewakuowanych przewieziono do Nijmegen.

Bilans

Z około 10–10,6 tysiąca żołnierzy, którzy walczyli pod Arnhem na północnym brzegu Renu (pierwsza liczba obejmuje samą dywizję, druga także pilotów szybowców i Polaków), około 1,5 tysiąca poległo, a ponad 6 tysięcy trafiło do niewoli. Straty polskiej brygady szacuje się – zależnie od sposobu liczenia – na od około 340 do około 590 żołnierzy, w tym ponad 90 poległych. Amerykańskie dywizje straciły w korytarzu 3,5–4 tysięcy ludzi, a całe straty alianckie w operacji szacuje się na 15–17 tysięcy. Straty niemieckie są sporne: Rundstedt podał oficjalnie 3,3 tysiąca, brytyjski historyk Robert Kershaw ocenia je na 6–9 tysięcy. Według holenderskich danych w rejonie Arnhem zginęło co najmniej 453 cywilów. Po bitwie Niemcy wysiedlili mieszkańców Arnhem i okolicznych miejscowości, a opuszczone domy zostały rozgrabione.

Montgomery ogłosił, że operacja odniosła sukces w 90 procentach – alianci zdobyli korytarz sięgający Waalu z mostem w Nijmegen. Celu głównego, przyczółka za Renem, nie osiągnięto. Według powtarzanej później anegdoty Browning miał jeszcze przed operacją powiedzieć, że idą „o jeden most za daleko”.

Kozioł ofiarny

Po bitwie część odpowiedzialności zrzucono na Polaków. 17 października 1944 roku Montgomery napisał do szefa Imperialnego Sztabu Generalnego gen. Alana Brooke’a, że polska brygada walczyła „bardzo źle” i że nie chce jej u siebie. W listopadzie Browning w raporcie i piśmie do brytyjskiego ministerstwa wojny oskarżył Sosabowskiego o trudny charakter i brak współpracy oraz zażądał jego usunięcia. Pod brytyjskim naciskiem polskie władze wojskowe rozkazem z 27 grudnia 1944 roku odebrały Sosabowskiemu dowództwo brygady. Historycy – brytyjscy, holenderscy i polscy – oceniają dziś te zarzuty jako niesprawiedliwe; wskazują, że Polacy otrzymali zadanie niewykonalne, a Sosabowski był jednym z tych, którzy przed operacją otwarcie wytykali jej słabości. W 2006 roku królowa Holandii Beatrycze nadała 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej Wojskowy Order Wilhelma, a samemu generałowi pośmiertnie Medal Brązowego Lwa.

Miejsce w wojnie

Klęska pod Arnhem zamknęła nadzieje na zakończenie wojny w Europie przed końcem 1944 roku. Wysiłek włożony w „Market Garden” opóźnił otwarcie Antwerpii: Kanadyjczycy oczyszczali ujście Skaldy w ciężkich walkach do listopada, a pierwszy konwój wpłynął do portu dopiero 28 listopada. Front na wielkich rzekach Holandii zatrzymał się na pół roku. Dla ludności zachodniej Holandii, odciętej przez Niemców od dostaw żywności po strajku kolejarzy, oznaczało to „głodową zimę”, w której według różnych szacunków zmarło od 18 do 22 tysięcy osób. Arnhem wyzwolono dopiero w połowie kwietnia 1945 roku.

Pamięć o bitwie pozostała w Holandii żywa. Na cmentarzu wojskowym w Oosterbeek spoczywa ponad 1,7 tysiąca żołnierzy alianckich, wśród nich Polacy. W Driel stoi pomnik polskich spadochroniarzy i gen. Sosabowskiego, a coroczne uroczystości rocznicowe gromadzą weteranów i mieszkańców okolicznych miejscowości, którzy w 1944 roku dzielili z nimi piwnice i punkty opatrunkowe.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.