TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Marsz śmierci na Bataanie

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Front:
Pacyfik
Data:
9 kwietnia 1942
Autor:
Łukasz
Tagi:
Filipiny, Japonia, Stany Zjednoczone, Masaharu Homma

9 kwietnia 1942 roku, po trzech miesiącach oblężenia, skapitulowały wojska amerykańsko-filipińskie na półwyspie Bataan. Do niewoli japońskiej 14 Armii generała porucznika Masaharu Hommy poszło około 76 tysięcy żołnierzy, w tym około 12 tysięcy Amerykanów. W następnych dniach i tygodniach Japończycy przepędzili ich pieszo z południowego krańca półwyspu do San Fernando w prowincji Pampanga, stamtąd przewieźli stłoczonych w wagonach towarowych do Capas, a z Capas znów pieszo do obozu jenieckiego O’Donnell. Wygłodzeni i chorzy jeńcy szli w tropikalnym upale prawie bez wody i jedzenia, a strażnicy bili ich, rabowali i zabijali tych, którzy nie nadążali. Przemarsz ten przeszedł do historii jako bataański marsz śmierci i jest jedną z najbardziej znanych zbrodni popełnionych przez armię japońską w czasie wojny na Pacyfiku.

Pod 9 kwietnia kalendaria zapisują zwykle zarówno upadek Bataanu, jak i początek marszu śmierci. Dzień kapitulacji jest w Stanach Zjednoczonych i na Filipinach powszechnie przyjmowany za początek marszu, trzeba jednak dodać, że 9 kwietnia jeńców dopiero zbierano i rabowano na punktach zbornych. Główne kolumny wyruszyły z rejonu Mariveles 10 kwietnia, a z rejonu Bagac na zachodnim wybrzeżu półwyspu 11 kwietnia, a kolejne grupy ludzi schodzących z gór i z dżungli ruszały jeszcze przez wiele dni.

Jeńcy, których się nie spodziewano

Obrońcy Bataanu byli wyniszczeni na długo przed kapitulacją. Od stycznia, gdy zaczęło się oblężenie, dostawali połowę, a potem coraz mniejszą część normalnych racji, a pod koniec marca wielu z nich jadło mniej niż tysiąc kalorii dziennie. Szerzyły się malaria, dyzenteria, beri-beri i szkorbut, a chinina się kończyła. Gdy 3 kwietnia Japończycy rozpoczęli ostatnią ofensywę, znaczna część żołnierzy nie była zdolna do walki. W szpitalach polowych na południu półwyspu leżało kilkanaście tysięcy chorych i rannych. Około 2 tysięcy ludzi zdołało w nocy z 8 na 9 kwietnia przeprawić się łodziami na wyspę Corregidor, reszta została na półwyspie.

Plan ewakuacji jeńców sztab Hommy przygotował jeszcze przed ostatnią ofensywą. Zakładał on, że jeńcy w pierwszym etapie dojdą o własnych siłach, w ciągu jednego dnia, do Balangi w środkowej części półwyspu, gdzie miał powstać pierwszy punkt wydawania żywności i szpital polowy. Z Balangi do San Fernando mieli zostać przewiezieni ciężarówkami, a z San Fernando koleją. Plan opierał się jednak na błędnych założeniach. Japoński wywiad oceniał siły obrońców na około 25 tysięcy, w każdym razie nie więcej niż 50 tysięcy ludzi, a sztab spodziewał się zdrowych jeńców, zdolnych do marszu w tempie japońskiej piechoty. Ciężarówek było za mało, a te, które były, służyły przede wszystkim do przerzucania amunicji i sprzętu na południe, do szturmu na Corregidor. Kapitulacja przyszła też szybciej, niż oczekiwano: przygotowania do ewakuacji miały być gotowe dopiero około 20 kwietnia.

Generał Homma skupiał całą uwagę na Corregidorze, ostatniej twierdzy amerykańskiej u wejścia do Zatoki Manilskiej, i sprawy jeńców zostawił podwładnym. Za zebranie ich i doprowadzenie do Balangi odpowiadał pułkownik Toshimitsu Takatsu, za dalszy transport generał major Yoshikata Kawane, dowódca służb transportowych 14 Armii. Według późniejszych ustaleń obaj działali bez koordynacji. Na to wszystko nakładał się stosunek armii japońskiej do jeńców. Żołnierz japoński był wychowywany w przekonaniu, że poddanie się jest hańbą, a regulamin polowy z 1941 roku zakazywał mu dostawania się do niewoli. Japonia podpisała konwencję genewską z 1929 roku o traktowaniu jeńców wojennych, lecz jej nie ratyfikowała, a na początku 1942 roku zadeklarowała jedynie, że będzie ją stosować „odpowiednio”. W praktyce armia nie przygotowała się do tego, że będzie mieć dziesiątki tysięcy jeńców na swoim utrzymaniu.

Droga do San Fernando

Już na punktach zbornych zaczął się rabunek. Japońscy żołnierze, sami źle zaopatrzeni po miesiącach walk, odbierali jeńcom pieniądze, zegarki, obrączki, manierki, koce, a często także buty i nakrycia głowy. Lekarzom zabierano leki i opatrunki. Kto miał przy sobie japońskie monety lub pamiątki, ryzykował śmierć, bo uznawano je za zdobyte na zabitych Japończykach. Według relacji ocalałych kilku oficerów zastrzelono lub ścięto za to już w pierwszych godzinach niewoli.

Z Mariveles na krańcu półwyspu kolumny po sto i więcej osób szły najpierw na wschód, do Cabcaben, potem na północ wschodnim wybrzeżem półwyspu, przez Lamao, Limay, Orion, Pilar, Balangę, Abucay i Orani do Hermosy, a stamtąd przez Layac i Lubao do San Fernando. Jeńców z zachodniej części półwyspu prowadzono z Bagac poprzeczną drogą do Pilar, gdzie dołączali do głównego szlaku. Odcinek z Mariveles do San Fernando liczył około 100–106 kilometrów. Droga, w dużej części szutrowa, była rozjeżdżona przez ciężkie pojazdy, a kwiecień jest na Luzonie najgorętszym i najsuchszym miesiącem roku.

Kolumny szły zwykle w dzień, w upale przekraczającym 30 stopni, a postoje często urządzano w pełnym słońcu, bez jakiejkolwiek osłony. Ocaleni nazywali te godziny „kąpielą słoneczną”. Wzdłuż drogi były studnie artezyjskie i strumienie, ale strażnicy zwykle nie pozwalali do nich podchodzić. Jeńców, którzy wybiegali z szeregu po wodę, bito, a wielu zabito. Ludzie pili z rowów i przydrożnych kałuż, co szerzyło dyzenterię. Żywność wydawano nieregularnie: jedne grupy dostawały garść ryżu raz dziennie, inne nic przez kilka dni. Szpital polowy w Balandze nie powstał, a pomoc chorym nieśli tylko lekarze-jeńcy pozbawieni leków. Na noc jeńców upychano w magazynach, szkołach i na ogrodzonych drutem placach, tak ciasno, że nie mogli się położyć, wśród nieczystości i ciał zmarłych z poprzednich kolumn.

Najgorsza była przemoc. Strażnicy i żołnierze japońskich oddziałów, które mijały kolumny w drodze na południe, bili jeńców kolbami i kijami, rzucali w nich kamieniami, kłuli bagnetami. Tych, którzy upadali i nie mogli wstać, zabijali żołnierze idący za kolumnami. Ocaleni wspominali pobocza usłane ciałami, a także ludzi rozjeżdżanych przez ciężarówki. Niektóre grupy jeńców Japończycy zatrzymywali przy stanowiskach własnej artylerii ostrzeliwującej Corregidor, wystawiając ich na ogień amerykańskich dział z wyspy. Zdarzali się też strażnicy i oficerowie, którzy dzielili się z jeńcami wodą i papierosami, pozwalali zatrzymać rzeczy osobiste lub odpocząć w cieniu. Nie zmieniało to obrazu całości, która zależała w dużej mierze od tego, na jakich strażników trafiła dana kolumna.

Filipińska ludność wsi wzdłuż drogi szukała wśród jeńców swoich bliskich i próbowała podawać im wodę, ryż, cukier i owoce. Strażnicy odpędzali ją kolbami, a według zeznań świadków za pomoc jeńcom zabijano także cywilów. Mimo to dzięki pomocy mieszkańców część Filipińczyków zdołała wymknąć się z kolumn i zniknąć wśród ludności.

Masakra nad rzeką Pantingan

Najcięższą pojedynczą zbrodnią w czasie marszu była masakra nad rzeką Pantingan, u podnóża góry Samat, w zachodniej części półwyspu. 12 kwietnia żołnierze japońskiej 65 Brygady zatrzymali tam kolumnę jeńców z filipińskich dywizji, głównie z 91 Dywizji, która skapitulowała w rejonie Bagac dzień wcześniej. Szeregowców odesłano dalej, a oficerów i podoficerów odprowadzono na bok, związano i zabito: ścięto mieczami albo zakłuto bagnetami. Zginęło około 300–400 ludzi. Przeżyło kilku, wśród nich ranny kapitan Pedro Felix, który po wojnie zeznawał na procesie Hommy, oraz porucznik Manuel Yan, późniejszy szef sztabu sił zbrojnych Filipin.

Według większości historyków inspiratorem zbrodni był podpułkownik Masanobu Tsuji, oficer sztabu generalnego, współodpowiedzialny wcześniej za masakry Chińczyków w Singapurze. W kwietniu przebywał przy 14 Armii i według relacji japońskich oficerów przekazywał ustnie, powołując się na Cesarską Kwaterę Główną, polecenie rozstrzeliwania jeńców, ponieważ ich kapitulacja nie została formalnie przyjęta. Pułkownik Takeo Imai, dowódca 141 pułku piechoty, wspominał, że otrzymał taki rozkaz telefonicznie 10 kwietnia, zażądał potwierdzenia na piśmie, a swoich jeńców puścił wolno. Podobnie odmówili inni dowódcy. Masakrę nad Pantingan przypisuje się 122 pułkowi piechoty 65 Brygady, którego dowództwo miało uzyskać potwierdzenie rozkazu od dowódcy brygady, generała porucznika Akiry Nary. Homma, jak twierdził po wojnie on sam i jego sztab, o tych rozkazach nie wiedział i nigdy ich nie wydał. Tsuji nigdy nie stanął przed sądem.

Wagony do Capas i obóz O’Donnell

Pierwsze kolumny dotarły do San Fernando po kilku dniach marszu, kolejne napływały przez następne dwa tygodnie. W mieście jeńcy dostawali często pierwszy od dawna gorący posiłek, ale stłoczeni na arenie walk kogutów, w szkole czy w starej fabryce nadal umierali na dyzenterię i z wycieńczenia. Z San Fernando przewożono ich koleją wąskotorową do odległego o około 40 kilometrów Capas w prowincji Tarlac. Do zamkniętych wagonów towarowych, przeznaczonych na kilkadziesiąt osób, wtłaczano nawet po sto. Jeńcy stali przez kilka godzin w duchocie, bez wody i bez możliwości załatwienia potrzeb, a ci, którzy zmarli w drodze, stali wśród żywych do końca podróży. Z Capas szli jeszcze pieszo kilkanaście kilometrów do O’Donnell. Ostatnie grupy dotarły tam pod koniec kwietnia, a pojedyncze nawet w maju.

Obóz O’Donnell, dawna baza wojsk filipińskich przewidziana dla najwyżej kilkunastu tysięcy ludzi, przyjął ponad 50 tysięcy jeńców. Komendant obozu, kapitan Yoshio Tsuneyoshi, według relacji jeńców powitał ich przemową, w której oznajmił, że nie są jeńcami wojennymi, lecz wrogami Japonii. Była jedna studnia na cały obóz, latryn brakowało, a leków prawie nie było. Jeńcy zaczęli umierać masowo: w szczytowym okresie, w drugiej połowie maja, umierało ponad 40 Amerykanów i kilkuset Filipińczyków dziennie. Do czerwca, gdy większość Amerykanów przeniesiono do obozu w Cabanatuan, w O’Donnell zmarło około 1500 Amerykanów, mniej więcej co szósty z tych, którzy przeżyli marsz. Filipińczyków zmarło tam według różnych szacunków od kilkunastu do ponad 20 tysięcy. Japończycy zwalniali ich stopniowo, głównie od września 1942 do stycznia 1943 roku, za przyrzeczeniem, że nie przyłączą się do partyzantki.

Ilu ludzi zginęło

Dokładnej liczby ofiar marszu nie da się ustalić. Nie wiadomo nawet dokładnie, ilu ludzi poszło do niewoli: część żołnierzy filipińskich, być może nawet kilkanaście tysięcy, zdjęła mundury i rozeszła się wśród ludności cywilnej, część uciekła w góry. Do O’Donnell dotarło, według danych amerykańskich, około 54 tysięcy jeńców, w tym około 9300 Amerykanów, według japońskich nieco więcej.

Historyk Stanley Falk, autor pierwszej obszernej monografii marszu, odejmując od stanu wojsk na Bataanie poległych w ostatnich dniach walk, zbiegłych na Corregidor, pozostawionych w szpitalach i rozproszonych, ocenił liczbę zmarłych i zabitych w czasie marszu na 600–650 Amerykanów i 5–10 tysięcy Filipińczyków. Szacunki innych autorów są rozbieżne: Michael i Elizabeth Normanowie podają około 500 Amerykanów i około 2,5 tysiąca Filipińczyków, Hampton Sides około 750 Amerykanów i 5 tysięcy Filipińczyków, a niektóre źródła filipińskie nawet do 18 tysięcy zmarłych Filipińczyków. Liczba zabitych cywilów jest nieznana. Jeżeli doliczyć zmarłych w O’Donnell, bilans pierwszych miesięcy niewoli jeńców z Bataanu sięga kilkudziesięciu tysięcy ludzi.

Część historyków przypisuje tę śmierć przede wszystkim chaosowi: przeciążonej logistyce, nieprzewidzianej liczbie jeńców i ich złemu stanowi. Większość podkreśla jednak, że brak ciężarówek i żywności nie tłumaczy zakazu czerpania wody ze studni, zabijania maruderów, karania cywilów za pomoc ani masakry nad Pantingan. W armii, w której dyscyplina była surowa, brutalność wobec jeńców była na tyle powszechna, że nie da się jej przypisać wyłącznie samowoli pojedynczych żołnierzy. Za trzecią przyczynę uważa się postawę wyższych dowódców, którzy nie zainteresowali się losem jeńców i nikogo nie ukarali za ich maltretowanie.

Jak świat się dowiedział

Przez prawie dwa lata o marszu wiedzieli tylko jeńcy, ich strażnicy i Filipińczycy. W kwietniu 1943 roku grupa jeńców uciekła z obozu w Davao na Mindanao. Trzech z nich, wśród nich kapitan lotnictwa William Dyess, uczestnik marszu, dotarło przez Australię do Stanów Zjednoczonych i złożyło szczegółowe zeznania. Rząd amerykański długo wstrzymywał ich publikację z obawy, że pogorszy to los pozostałych jeńców i utrudni przekazywanie im paczek Czerwonego Krzyża. Dyess zginął w wypadku lotniczym w grudniu 1943 roku. 27 stycznia 1944 roku Departament Wojny i Marynarki ogłosił relacje zbiegów, a kilka dni później „Chicago Tribune” i dziesiątki innych gazet opublikowały wspomnienia Dyessa. Wtedy nazwa „marsz śmierci” weszła do powszechnego użycia. Wiadomość wstrząsnęła amerykańską opinią publiczną i wzmogła nastroje antyjapońskie. Japońska propaganda odpowiadała, że jeńców traktowano humanitarnie, a ich śmierć była winą amerykańskich dowódców, którzy zbyt długo zwlekali z kapitulacją.

Miejsce w wojnie

Marsz śmierci zamknął obronę Bataanu, najdłuższy rozdział kampanii filipińskiej. MacArthur, opuszczając Filipiny w marcu, zostawił dowództwo generałowi Jonathanowi Wainwrightowi. 6 maja 1942 roku skapitulował Corregidor, a wraz z nim wszystkie siły amerykańskie na Filipinach. Jeńcy z Bataanu i Corregidoru trafili do obozów, z których Japończycy wywozili najsilniejszych na tak zwanych piekielnych statkach do pracy przymusowej w Japonii, Mandżurii i na Tajwanie. Z około 22 tysięcy Amerykanów wziętych do niewoli na Filipinach wojnę przeżyło, według szacunków amerykańskich, około 15 tysięcy, czyli mniej więcej dwie trzecie. Marsz stał się jednym z symboli losu jeńców alianckich w niewoli japońskiej. Podobne przemarsze wyczerpanych jeńców powtórzyły się w 1945 roku na Borneo, gdzie w marszach śmierci z Sandakanu zginęli prawie wszyscy więźniowie.

Po wojnie Homma został aresztowany i postawiony przed amerykańską komisją wojskową w Manili. 11 lutego 1946 roku uznano go winnym tego, że dopuścił do zbrodni swoich podwładnych, przede wszystkim w czasie marszu śmierci i w obozie O’Donnell, i skazano na śmierć. Rozstrzelano go 3 kwietnia 1946 roku. Wyrok, oparty na odpowiedzialności dowódcy za czyny podwładnych, do dziś budzi spory: jedni widzą w Hommie dowódcę, który nie wydał rozkazu okrucieństw, ale zaniedbał swoje obowiązki, inni zwracają uwagę, że jego kwatera leżała przy samej trasie marszu. Generał Kawane i pułkownik Kurataro Hirano zostali skazani przez trybunał w Jokohamie i powieszeni w 1949 roku. Komendant O’Donnell Tsuneyoshi dostał dożywocie. Masanobu Tsuji ukrywał się, a gdy poszukiwania ustały, wrócił do Japonii, został pisarzem i posłem. W 1961 roku zaginął w Laosie.

Na Filipinach 9 kwietnia, rocznica upadku Bataanu, jest świętem narodowym, Dniem Męstwa (Araw ng Kagitingan). Na górze Samat stoi Świątynia Męstwa, a na miejscu obozu O’Donnell pomnik w Capas. W Stanach Zjednoczonych pamięć marszu jest szczególnie żywa w Nowym Meksyku, z którego pochodziła duża część obrońców Bataanu, żołnierzy 200 i 515 pułku artylerii przeciwlotniczej Gwardii Narodowej. W 2009 roku ambasador Japonii w Waszyngtonie przeprosił amerykańskich weteranów Bataanu i Corregidoru, a w 2010 roku japoński minister spraw zagranicznych Katsuya Okada powtórzył te przeprosiny w Tokio wobec grupy byłych jeńców, wśród których byli uczestnicy marszu.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.