TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Egzekucja Antona Schmida

Kategoria:
Zbrodnie i represje
Data:
13 kwietnia 1942
Autor:
Natalia
Tagi:
Zagłada Żydów, Wehrmacht, Litwa, Austria

13 kwietnia 1942 roku w więzieniu wojskowym przy ulicy Stefańskiej w Wilnie pluton egzekucyjny Wehrmachtu rozstrzelał 42-letniego feldfebla Antona Schmida, wiedeńskiego elektryka i sprzedawcę radioodbiorników. Sąd Feldkommandantur 814, niemieckiej komendantury polowej w Wilnie, skazał go na śmierć 25 lutego. Akta procesu nie przetrwały, więc nie wiadomo dokładnie, jak brzmiał zarzut ani kto go wydał, ale powód wyroku nie budzi wątpliwości: przez kilka miesięcy Schmid ukrywał Żydów, wystawiał im dokumenty, wywoził ich wojskowymi ciężarówkami z getta wileńskiego do miejsc, które uchodziły za bezpieczniejsze, i współpracował z rodzącym się żydowskim podziemiem. W ostatnim liście do żony napisał, że postępował „tylko jak człowiek” i nikogo nie chciał skrzywdzić.

W popularnych biogramach można przeczytać, że Schmid zginął, „będąc świadkiem zbrodni w Ponarach i ratując Żydów”. Trzeba to doprecyzować. Schmid trafił do Wilna pod koniec sierpnia lub we wrześniu 1941 roku, gdy egzekucje w Ponarach trwały już od dwóch miesięcy. Nic nie wskazuje na to, by sam był w lesie pod Ponarami. Widział natomiast obławy na ulicach miasta i spędzanie ludzi, których potem wywożono na śmierć, a o rozstrzeliwaniach wiedział z relacji. Do ratowania nie skłonił go jeden widok, lecz prośby konkretnych ludzi, którzy zwracali się do niego o pomoc.

Wiedeńczyk w mundurze

Anton Schmid urodził się 9 stycznia 1900 roku w Wiedniu, w katolickiej rodzinie piekarza; rodzice pochodzili z Nikolsburga na Morawach (dziś Mikulov). Jako chłopiec pracował na poczcie jako goniec telegraficzny. W lipcu 1918 roku powołano go do armii austro-węgierskiej i w ostatnich miesiącach wojny walczył na froncie nad Piawą. Potem wyuczył się zawodu elektryka i instalatora, ożenił się ze Stefanie, z którą miał córkę Gertrude, i otworzył sklep elektryczny z radioodbiornikami przy Klosterneuburger Straße w robotniczej dzielnicy Brigittenau. Był człowiekiem pobożnym, nie należał do żadnej partii. Niemiecki historyk Wolfram Wette, autor jego biografii, nazywa go „cywilem w mundurze”, któremu kultura wojskowa pozostała obca. Hermann Adler, jeden z uratowanych przez niego Żydów, wspominał, że był prostym człowiekiem, który nie czytał gazet, a nazizm odrzucał nie z powodów politycznych, lecz dlatego, że nie godził się na krzywdę ludzi.

Już po Anschlussie w marcu 1938 roku Schmid stanął w obronie żydowskiego sąsiada, gdy chłopak wybijał szyby w jego sklepie, i pomógł kilku żydowskim znajomym uciec za granicę. Po wybuchu wojny został wcielony do Wehrmachtu; źródła podają rok 1939 albo 1940. Ze względu na wiek nie kierowano go na front. Służył w oddziałach wartowniczych Landesschützen w okupowanej Polsce i dosłużył się stopnia feldfebla, odpowiadającego polskiemu sierżantowi.

Punkt zbiorczy w Wilnie

Po ataku na Związek Radziecki jego oddział, według części opracowań 898 batalion Landesschützen, przeniesiono latem 1941 roku do zajętego przez Niemców Wilna. Schmid objął tam kierownictwo Versprengtensammelstelle, punktu zbiorczego dla żołnierzy, którzy w czasie walk stracili kontakt ze swoimi oddziałami. Przy punkcie działały warsztaty, między innymi stolarski i tapicerski, w których pracowali żydowscy robotnicy przymusowi.

Na przełomie sierpnia i września 1941 roku, po upozorowanej „prowokacji” przeciw niemieckim żołnierzom, Niemcy i litewscy policjanci wywieźli do Ponar tysiące Żydów, a 6 września zamknęli pozostałych w dwóch gettach. W liście do żony z kwietnia 1942 roku Schmid opisał, co wtedy zobaczył i usłyszał: Żydów spędzało litewskie wojsko i rozstrzeliwało na łące za miastem, „zawsze po 2–3 tysiące ludzi”, a dzieci po drodze zabijano, uderzając nimi o drzewa.

Pierwszymi uratowanymi byli ludzie, którzy sami poprosili go o pomoc. Max Salinger, Żyd z Bielska, znający polski i niemiecki, dostał od Schmida książeczkę wojskową poległego żołnierza Wehrmachtu i pracę maszynisty w biurze punktu. Młodą litewską Żydówkę Luisę Emaitisaite, którą godzina policyjna zastała poza gettem, Schmid ukrył najpierw w swoim mieszkaniu, a potem zatrudnił w biurze jako stenotypistkę. Oboje przeżyli wojnę.

Jesienią 1941 roku, gdy Niemcy wprowadzili żółte zaświadczenia pracy, od których zależało, kto zostanie w getcie, a kto pójdzie do Ponar, warsztaty Schmida zatrudniały około 150 Żydów. Przydzielono mu tylko 15 zaświadczeń, chroniących wraz z rodzinami około 60 osób. Według relacji świadków pozostałych, którzy błagali go o ratunek, wywiózł ciężarówkami do Lidy, gdzie Żydzi czuli się wówczas bezpieczniej. Później zdobył kolejne zaświadczenia, a kilka razy udało mu się wydostać swoich robotników z więzienia na Łukiszkach, skąd prowadziła droga do Ponar.

Sojusznik podziemia

Jesienią 1941 roku zgłosili się do Schmida członkowie syjonistycznych ruchów młodzieżowych, Dror i Ha-Szomer Ha-Cair, którym polecono go jako człowieka gotowego do pomocy. Od listopada ukrywał w swoim służbowym mieszkaniu pisarza Hermanna Adlera i jego żonę Anitę, którzy mieli fałszywe papiery. Przez Adlera poznał przywódców konspiracji, przede wszystkim Mordechaja Tenenbauma z Droru i Chajkę Grossman z Ha-Szomer Ha-Cair. Jego mieszkanie stało się miejscem spotkań; w sylwestrową noc 1941 roku, tę samą, w której w getcie odczytano odezwę Aby Kownera wzywającą do oporu, u Schmida zebrali się działacze podziemia. Według relacji Tenenbaum przyjął go wtedy na honorowego członka ruchu.

Schmid, Adler i Tenenbaum opracowali sposób wywożenia ludzi z Wilna. Schmid wystawiał rozkazy wyjazdu, jakby przewoził potrzebnych Wehrmachtowi robotników, i ciężarówkami wojskowymi odstawiał Żydów do Lidy, Grodna i Białegostoku, gdzie getta nie były wtedy objęte akcjami na skalę wileńską. Według relacji tą drogą wyjeżdżali też łącznicy podziemia, którzy nieśli do innych gett wiadomość o Ponarach. Liczba uratowanych przez Schmida jest szacunkowa: najczęściej podaje się około 250–300 osób, austriackie i niemieckie opracowania mówią o ponad 300, a historyk Dieter Pohl w „Neue Deutsche Biographie” o co najmniej 300–400. Dla wielu z nich ocalenie okazało się tymczasowe, bo getta w Lidzie, Grodnie i Białymstoku Niemcy zlikwidowali w latach 1942–1943. Schmid nie zaopatrywał podziemia w broń, bo ono jej wtedy prawie nie miało; pomagał mu przetrwać i porozumiewać się. Kowner zeznał po wojnie, że od Schmida pierwszy raz usłyszał nazwisko Adolfa Eichmanna: feldfebel powtórzył zasłyszaną pogłoskę, że wszystkim kieruje „jakiś pies nazwiskiem Eichmann”.

Aresztowanie i wyrok

Pod koniec stycznia 1942 roku Schmid został aresztowany, według części relacji w czasie jednego z transportów, i osadzony w wojskowym więzieniu przy ulicy Stefańskiej. Kto na niego doniósł, nie wiadomo; austriackie opracowania przypuszczają, że zadenuncjowali go dwaj koledzy z Wehrmachtu. 25 lutego 1942 roku sąd Feldkommandantur 814 skazał go na śmierć. W literaturze pojawiają się różne określenia zarzutu, od sprzyjania nieprzyjacielowi po zdradę wojenną, ale wyrok się nie zachował, a pewne jest tylko, że karano go za pomoc Żydom.

Przez siedem tygodni czekał na wykonanie wyroku. Zachowały się tylko dwa jego listy. W ostatnim, do żony i córki, opisał, jak Żydów rozstrzeliwano pod miastem, i prosił o wybaczenie, że naraził rodzinę: „Działałem tylko jak człowiek i nie chciałem nikogo skrzywdzić”. W austriackich i niemieckich publikacjach przytacza się z tego listu także zdanie, że gdyby każdy przyzwoity chrześcijanin próbował uratować choćby jednego Żyda, partyjni funkcjonariusze mieliby z „rozwiązaniem kwestii żydowskiej” poważne kłopoty.

13 kwietnia 1942 roku Schmid został rozstrzelany. Pochowano go na skraju cmentarza wojskowego na Antokolu. Był jednym z bardzo nielicznych żołnierzy Wehrmachtu straconych za ratowanie Żydów. Jego żona dowiedziała się o wyroku z urzędowego zawiadomienia; sąsiedzi w Wiedniu nazywali go zdrajcą, a ktoś wybił jej szyby w oknie. W tym czasie w getcie wileńskim, po jesiennych i grudniowych akcjach, trwał okres względnego spokoju; żyło w nim niespełna 20 tysięcy ludzi, a Karl Jäger już w raporcie z 1 grudnia 1941 roku meldował, że na Litwie zostali tylko Żydzi potrzebni do pracy i ich rodziny. Do lata 1942 roku w warsztatach przy punkcie zbiorczym nie pracował już żaden Żyd.

Miejsce w wojnie

Historia Schmida pokazuje, że nawet podoficer Wehrmachtu na okupowanym wschodzie miał pole do wyboru. Wojsko nie było wobec zagłady Żydów na Litwie bezstronnym obserwatorem: jego komendantury współpracowały z SS i policją, a jednostki korzystały z niewolniczej pracy Żydów. Ratownicy w mundurach byli wyjątkami. W samym Wilnie podobną drogą, choć w granicach systemu, poszedł major Karl Plagge, który w zakładzie naprawy pojazdów chronił setki Żydów do lata 1944 roku. Schmid wyróżniał się tym, że nie tylko ratował pojedynczych ludzi, lecz także świadomie pomagał żydowskiemu ruchowi oporu, który w styczniu 1942 roku stworzył w getcie Zjednoczoną Organizację Partyzancką. Według badaczy relację o sylwestrowym spotkaniu w jego mieszkaniu zawiozła do Warszawy łączniczka Lonka Kozibrodzka; trafiła ona do Archiwum Ringelbluma, które gromadził Emanuel Ringelblum.

Pamięć o nim długo dzieliła. Pierwszy opisał jego czyny w 1945 roku Hermann Adler w wydanym w Szwajcarii poemacie prozą „Gesänge aus der Stadt des Todes”. W 1961 roku w Jerozolimie, na procesie Eichmanna, mówił o nim Kowner; Hannah Arendt opisała w książce „Eichmann w Jerozolimie” ciszę, jaka zapadła na sali, i dodała, że wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby takich historii można było opowiedzieć więcej. 22 grudnia 1966 roku Instytut Jad Waszem uznał Schmida za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata; tę datę podaje Pohl, a w innych źródłach spotyka się rok 1964 albo 1967, w którym wdowie wręczono medal. Szymon Wiesenthal pomógł jej w 1965 roku pojechać do Wilna, gdzie na grobie stanął nowy nagrobek z napisem, że spoczywa tu człowiek, który uważał, że ważniejsze jest pomagać bliźnim niż żyć.

W Austrii i Niemczech wielu nadal widziało w nim zdrajcę. Austria długo nie uznawała go za ofiarę nazizmu, co odbierało rodzinie należne świadczenia. Wiedeń upamiętnił go tablicą dopiero w 1990 roku. 8 maja 2000 roku Bundeswehra nadała jego imię koszarom w Rendsburgu. Było to pierwsze oficjalne uhonorowanie przez niemieckie wojsko żołnierza, który ratował Żydów, a zarazem znak zmiany w spojrzeniu na rolę Wehrmachtu w wojnie; dotychczasowy patron koszar, generał z czasów obu wojen, musiał ustąpić, a dowódca jednostki zaprotestował. Po zamknięciu garnizonu w Rendsburgu imię Schmida otrzymały w 2016 roku koszary w Blankenburgu, a w 2020 roku siedziba austriackiego ministerstwa obrony w Wiedniu. Feldfebel, którego w 1942 roku rozstrzelano za „zdradę”, stał się dla obu armii wzorem żołnierskiej odwagi cywilnej.

Miejsca·Wilno

Źródła

  1. deutsche-biographie.de · sfz113481

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.