Masakra w Gardelegen
- Kategoria:
- Zbrodnie i represje
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 13 kwietnia 1945
- Autor:
- Łukasz
Wieczorem 13 kwietnia 1945 roku, w ostatnich tygodniach wojny w Europie, pod miasteczkiem Gardelegen w Altmarku, w dzisiejszej Saksonii-Anhalt, doszło do jednej z najcięższych zbrodni ostatniej fazy wojny. Ponad tysiąc więźniów obozów koncentracyjnych – ludzi wyczerpanych wielodniowym transportem i marszem, w większości chorych – zapędzono do murowanej stodoły należącej do majątku Isenschnibbe, zamknięto w niej i podpalono słomę nasączoną benzyną. Tych, którzy próbowali się wydostać, zabijano z broni maszynowej, granatami i pancerfaustami. Amerykanie, którzy dwa dni później dotarli na miejsce, naliczyli 1016 ofiar. Zbrodnia przeszła do historii jako zbrodnia (masakra) w Gardelegen.
Pod tą datą często pisze się, że ponad tysiąc robotników niewolniczych zamknięto w stodole i ją podpalono, a amerykańskie wojska zajęły miasto „zaledwie kilka godzin później”. Data i skala zbrodni są zgodne z ustaleniami historyków. Dwa sformułowania wymagają jednak doprecyzowania. Ofiarami nie była miejscowa ludność cywilna, lecz więźniowie obozów koncentracyjnych – cywile wywiezieni do Rzeszy z całej Europy, jeńcy i więźniowie polityczni, zmuszani do pracy niewolniczej. Miasto skapitulowało zaś nie po kilku godzinach, lecz wieczorem 14 kwietnia, mniej więcej dobę po rozpoczęciu mordu; samo miejsce zbrodni żołnierze amerykańscy odkryli 15 kwietnia.
Ewakuacja obozów w kwietniu 1945 roku
Masakra w Gardelegen była ogniwem łańcucha zbrodni, które towarzyszyły ewakuacji niemieckich obozów koncentracyjnych w ostatnich miesiącach wojny. Od jesieni 1944 roku, gdy fronty zbliżały się do granic Rzeszy, SS opróżniało kolejne obozy, by ich więźniowie nie wpadli w ręce aliantów i mogli dalej pracować dla przemysłu zbrojeniowego. Ewakuacje odbywały się w otwartych wagonach towarowych lub pieszo, bez wyżywienia i w nieludzkich warunkach; przeszły do historii jako marsze śmierci. W styczniu 1945 roku dziesiątki tysięcy więźniów wyprowadzono w ten sposób z Auschwitz – kilka dni przed wyzwoleniem obozu przez Armię Czerwoną. Wiosną ten sam los spotkał obozy w głębi Niemiec, teraz zagrożone także od zachodu.
Po forsowaniu Renu w operacji Plunder pod koniec marca 1945 roku armie amerykańskie i brytyjskie szybko posuwały się w głąb kraju. Na drodze 1 Armii amerykańskiej znalazły się góry Harz i leżący na ich południowym skraju kompleks Mittelbau-Dora koło Nordhausen. W podziemnych sztolniach tamtejszej fabryki Mittelwerk więźniowie montowali rakiety V-2, które jeszcze w marcu spadały na Londyn i Antwerpię, oraz pociski V-1. Obóz główny Dora i jego liczne podobozy należały do najcięższych miejsc pracy niewolniczej w Rzeszy: śmiertelność w sztolniach i przy budowie kolejnych podziemnych zakładów była ogromna.
Na początku kwietnia, 3–4 kwietnia 1945 roku, komendantura SS wydała rozkaz ewakuacji obozu głównego i podobozów – według opracowań niemieckiej fundacji miejsc pamięci m.in. z Ellrich, Ilfeld, Rottleberode, Wiedy i innych miejscowości u podnóża Harzu. Celem miały być obozy położone dalej na północy: Bergen-Belsen, Sachsenhausen i Neuengamme. Część więźniów pognano pieszo przez Harz, część załadowano do wagonów towarowych. Jednocześnie z podobozu Neuengamme w Hannover-Stöcken, gdzie więźniowie pracowali w zakładach produkujących akumulatory, wysłano koleją transport około sześciuset chorych więźniów, przeznaczonych do Bergen-Belsen.
Utknięcie transportów w Altmarku
Pociągi nie dotarły do celu. Zniszczone przez lotnictwo alianckie tory, uszkodzone lokomotywy i zbliżający się front zatrzymały je w Altmarku, w okolicy wsi Mieste i Letzlingen pod Gardelegen. Szacunki liczby więźniów, którzy znaleźli się wtedy w okolicy, różnią się: polska Wikipedia podaje około 3 tysięcy, angielska około 4 tysięcy, a niemieckie opracowania – od 4 do 5 tysięcy osób. Strażników SS było zbyt mało, by pilnować takiej masy ludzi. Transportowcy, wśród nich SS-Hauptscharführer Erhard Brauny – do początku kwietnia komendant podobozu w Rottleberode – zaczęli więc dobierać sobie pomocników spośród żołnierzy Luftwaffe, starszych mężczyzn z Volkssturmu, chłopców z Hitlerjugend, policjantów i miejscowych strażaków.
Ocalałych z transportu pędzono dalej pieszo w różnych kierunkach. Po drodze wielu zginęło – zastrzelonych za to, że nie nadążali, lub zabitych podczas prób ucieczki; części więźniów udało się zbiec. Ostatecznie grupę, którą niemieckie opracowania szacują na 1050–1100 osób, zamknięto w Gardelegen w budynkach Remonteschule, szkoły kawalerii. Więźniowie nie wiedzieli, co ich czeka. Wśród nich byli Polacy, obywatele Związku Radzieckiego, Francuzi, Węgrzy, Belgowie, Niemcy, Włosi, Czesi, Jugosłowianie, Holendrzy i Hiszpanie, a także ludzie z ówczesnych kolonii – Algierii i Surinamu.
Rozkaz Kreisleitera Thielego
Decyzję o zabiciu więźniów podjął – według ustaleń późniejszych śledztw i badań historyków – kierujący miejscowym powiatem partyjnym NSDAP Kreisleiter Gerhard Thiele. Urodzony w 1909 roku w Szczecinie nauczyciel, członek partii od 1931 roku, w SS doszedł do stopnia Obersturmbannführera. W połowie kwietnia 1945 roku amerykańska 9 Armia była już o kilkadziesiąt kilometrów od Gardelegen, a jej czołówki dochodziły do Łaby. Obecność ponad tysiąca wycieńczonych więźniów w mieście, które za kilka dni miało znaleźć się w rękach Amerykanów, partyjne władze powiatu potraktowały jako problem do „rozwiązania”. Historycy, w tym izraelski badacz marszów śmierci Daniel Blatman, zwracają uwagę, że w ostatnich tygodniach wojny decyzje o mordach zapadały często lokalnie – w rękach Kreisleiterów, dowódców eskort i komendantów miejscowego Volkssturmu – w atmosferze strachu przed „zbuntowanymi” więźniami i poczucia, że za te czyny nikt już nie zostanie rozliczony.
Wieczorem 13 kwietnia więźniów wyprowadzono z koszar kolumnami po sto osób; tych, którzy nie mogli iść, przewieziono furmankami. Celem była duża, kryta dachówką murowana stodoła majątku Isenschnibbe, położona około kilometra na północny wschód od miasta. Ludzi wpędzono do środka, a trzy z czterech wielkich przesuwanych wrót zaryglowano.
Noc w stodole
Relacje ocalałych i ustalenia śledczych różnią się w szczegółach, ale ich zasadniczy obraz jest zgodny. Podłoga stodoły była wyścielona słomą nasączoną benzyną. Strażnicy podpalili ją; więźniom dwukrotnie udało się zdusić ogień kocami, workami i ubraniami. Wtedy strażnicy zaczęli strzelać do wnętrza z karabinów maszynowych, wrzucać granaty, używać pancerfaustów i amunicji świetlnej. W nocy z Gardelegen dowieziono kolejne kanistry benzyny, by ponownie wzniecić pożar i spalić ciała. Ludzi, którzy próbowali uciec, podkopując się pod ścianami, zabijano na zewnątrz.
W zbrodni i w próbie zatarcia jej śladów uczestniczyli, według niemieckiej fundacji opiekującej się miejscem pamięci, funkcjonariusze NSDAP i SA, esesmani, żołnierze Luftwaffe i miejscowej szkoły kawalerii, spadochroniarze, policjanci, członkowie Volkssturmu, Hitlerjugend i Służby Pracy Rzeszy oraz strażacy. Do pomocy wykorzystano też około 25 więźniów funkcyjnych. Następnego dnia sprawcy wrócili, by pogrzebać zwęglone zwłoki w rowach obok stodoły, dobić ewentualnych ocalałych i spalić to, co zostało. Nie zdążyli – szybkie nadejście Amerykanów przerwało tę pracę.
Amerykanie w Gardelegen
Gardelegen leżało na drodze 102 Dywizji Piechoty amerykańskiej 9 Armii, dowodzonej przez generała majora Franka A. Keatinga. Kapitulację miasta przyspieszył, według zgodnej relacji amerykańskich źródeł, przypadek: 14 kwietnia Niemcy pojmali porucznika Emersona Hunta, oficera łącznikowego między sztabem dywizji a 701 batalionem czołgów. Hunt przekonał obrońców, że do miasta zbliżają się amerykańskie czołgi, i niemiecki komendant zgodził się poddać. Wieczorem 14 kwietnia, mniej więcej dobę po rozpoczęciu mordu, Gardelegen było w rękach Amerykanów.
15 kwietnia żołnierze kompanii F 2 batalionu 405 pułku piechoty odnaleźli stodołę. Jeszcze się tliła. W jej wnętrzu i w świeżo wykopanych rowach leżały zwłoki – łącznie 1016. Wiele ciał było spalonych tak, że nie dało się ich rozpoznać; część ofiar zginęła pod ścianami i wrotami, przy próbach wydostania się na zewnątrz. Amerykanie odnaleźli jedenastu żywych więźniów: siedmiu Polaków, trzech Rosjan i ciężko rannego Francuza. Liczba wszystkich ocalałych z masakry jest w źródłach podawana różnie – od 7 do 33 osób, bo części udało się wymknąć z kolumny lub ukryć w okolicy.
Według relacji naocznych świadków żołnierze amerykańscy rozstrzelali na miejscu około dwudziestu mężczyzn, wskazanych przez ocalałych jako uczestnicy zbrodni.
Pogrzeb nakazany mieszkańcom
Gardelegen było kolejnym miejscem, w którym armia amerykańska w ciągu kilkunastu dni zetknęła się z obrazem niemieckich zbrodni. Kilka dni wcześniej żołnierze 3 Armii weszli do Ohrdruf, który 12 kwietnia obejrzał naczelny dowódca Dwight Eisenhower, a wkrótce potem do Buchenwaldu. Na miejsce w Gardelegen przybyli fotografowie i operatorzy Korpusu Łączności armii amerykańskiej; ich zdjęcia zwęglonych ciał przy wrotach stodoły obiegły świat. 19 kwietnia o masakrze napisały „The New York Times” i „The Washington Post”, a 7 maja magazyn „Life” opublikował reportaż zatytułowany „The Holocaust of Gardelegen”. Prasa przytaczała słowa jednego z żołnierzy, że nigdy wcześniej nie był tak pewien, o co walczy – i że to, co dotąd uważał za propagandę, okazało się prawdą.
Dowództwo dywizji postanowiło, że ofiary pochowają mieszkańcy miasta. 21 kwietnia nakazano stawić się od 200 do 300 mężczyznom z Gardelegen – według niemieckich opracowań wszystkim mężczyznom powyżej szesnastego roku życia. Z łopatami, prześcieradłami i krzyżami musieli wydobyć 586 ciał z rowów i 430 ze stodoły i złożyć każde w osobnym grobie, oznaczonym białym krzyżem lub, gdy wiadomo było, że zmarły był Żydem, gwiazdą Dawida. Prace trwały kilka dni i zostały sfilmowane; ich fragmenty weszły do amerykańskiego filmu dokumentalnego „Die Todesmühlen”, pokazywanego potem Niemcom w strefie amerykańskiej.
25 kwietnia 1945 roku żołnierze 102 Dywizji oddali zmarłym honory wojskowe, a cmentarz otrzymał status wojskowego cmentarza honorowego. Pułkownik George Lynch powiedział zebranym mieszkańcom, że Niemcom wmawiano, iż opowieści o niemieckich zbrodniach są aliancką propagandą, a teraz mogą zobaczyć prawdę na własne oczy – i że odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na nazistach czy gestapo, lecz na narodzie niemieckim. Tablica ustawiona przez Amerykanów, podpisana przez generała Keatinga, głosiła, że spoczywa tu 1016 alianckich jeńców zamordowanych przez swoich strażników, a mieszkańcy Gardelegen odpowiadają za to, by groby były zawsze tak zielone, jak pamięć o ofiarach w sercach ludzi miłujących wolność. Poszczególnym rodzinom powierzono opiekę nad konkretnymi grobami.
Ustalenie tożsamości ofiar okazało się niemal niemożliwe. Polska Wikipedia, za powojennymi dokumentami, podaje, że w pierwszych latach udało się rozpoznać narodowość 186 zamordowanych – wśród nich 60 Polaków i 52 obywateli ZSRR – a niemiecka fundacja miejsc pamięci wskazuje, że nazwiska ustalono dla około jednej trzeciej pochowanych. Jeszcze w 2023 roku jeden z grobów, przez dziesięciolecia przypisywany więźniowi z Meksyku, udało się przypisać zamordowanemu Algierczykowi. Większość ofiar spoczywa w grobach bezimiennych.
Sprawcy
Rozliczenie zbrodni pozostało niepełne. Śledztwo prowadził podpułkownik Edward E. Cruise z wydziału zbrodni wojennych 9 Armii. Erhard Brauny stanął w 1947 roku przed amerykańskim trybunałem wojskowym w Dachau w procesie załogi Mittelbau-Dora; skazano go na dożywocie, a sąd uznał go winnym także udziału w masakrze w Gardelegen. Zmarł w więzieniu w Landsbergu w 1950 roku.
Gerhard Thiele uniknął kary. Ostatni raz widziano go w Gardelegen 14 kwietnia 1945 roku. Pod koniec miesiąca dostał się do niewoli amerykańskiej, ale jego udział w zbrodni nie wyszedł na jaw i na początku 1946 roku wyszedł z internowania. Zamieszkał w brytyjskiej strefie okupacyjnej, a od 1951 roku pod nazwiskiem Gerhard Lindemann żył w Düsseldorfie, gdzie pracował w branży targowej. Poszukiwania prowadzone przez śledczych zachodnio- i wschodnioniemieckich, w tym przez Stasi, nie przyniosły rezultatu; prokuratura w Stendal wydała nakaz aresztowania w 1991 roku. Thiele zmarł w 1994 roku, a jego tożsamość ustalono dopiero po jego śmierci.
Pamięć
Gardelegen znalazło się w radzieckiej strefie okupacyjnej, a potem w NRD. Na miejscu stodoły, z zachowanego fragmentu jej muru, w latach 1949–1971 urządzono miejsce pamięci, w duchu oficjalnej narracji państwa: napisy mówiły o „międzynarodowych bojownikach ruchu oporu”, a nowa tablica zastąpiła amerykańską i przemilczała udział miejscowej ludności w zbrodni. Oryginalną tablicę odnaleziono podczas prac nad nową wystawą; od 2015 roku miejscem opiekuje się krajowa fundacja miejsc pamięci Saksonii-Anhalt, a w 2020 roku otwarto tam centrum dokumentacyjne (Gedenkstätte Feldscheune Isenschnibbe Gardelegen). Zeznania polskich ocalałych zebrał i opublikował w 1969 roku Melchior Wańkowicz w książce „Od Stołpców po Kair”.
Miejsce w historii wojny
Masakra w Gardelegen należy do tzw. zbrodni fazy schyłkowej – mordów popełnianych w ostatnich tygodniach wojny, gdy klęska Rzeszy była przesądzona. Podobnie jak zbrodnia w Deutsch Schützen pod koniec marca czy masakra w Celle 8 kwietnia, gdzie po nalocie na transport więźniów urządzono na nich obławę, pokazała, że rozkład państwa nie przerwał przemocy, lecz ją rozproszył: decyzje o zabijaniu przechodziły w ręce lokalnych funkcjonariuszy, a w mordach brali udział zwykli mieszkańcy – starsi mężczyźni z Volkssturmu i nastoletni chłopcy. Przypisywane Heinrichowi Himmlerowi wytyczne, by więźniowie nie wpadali żywi w ręce aliantów – ich dokładne brzmienie i autentyczność są przedmiotem sporów historyków – zbiegły się z lękiem miejscowych władz przed tysiącami wygłodzonych ludzi.
Zdjęcia z Gardelegen, razem z obrazami z Ohrdruf, Buchenwaldu i Bergen-Belsen, ukształtowały wiosną 1945 roku wiedzę zachodniej opinii publicznej o systemie obozów koncentracyjnych i stały się częścią materiału dowodowego w powojennych procesach. Nakaz pochowania ofiar przez mieszkańców był jednym z pierwszych przykładów praktyki, którą zwycięzcy stosowali potem w wielu miejscach Niemiec: konfrontowania ludności z tym, co działo się w jej najbliższym sąsiedztwie.
W tym samym czasie
(04)Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.
- 12 kwietnia 1945 · PolitykaŚmierć Roosevelta12 kwietnia 1945 w Warm Springs zmarł na wylew krwi do mózgu prezydent Franklin D. Roosevelt. Wieczorem w Białym Domu przysięgę złożył Harry Truman.
- 12 kwietnia 1945 · DyplomacjaHiszpania zrywa stosunki z JaponiąW kwietniu 1945 frankistowska Hiszpania zerwała stosunki z Japonią, powołując się na mord na Hiszpanach w Manili. Chciała zyskać przychylność aliantów.
- 11 kwietnia 1945 · PacyfikKamikaze nad Okinawą11 IV 1945 kamikaze trafił pancernik „Missouri”, a lotniskowiec „Enterprise” został uszkodzony. Ataki u Okinawy zabiły blisko 4900 marynarzy.
- 16 kwietnia 1945 · Front wschodniPoczątek operacji berlińskiej16 kwietnia 1945 Armia Czerwona i Wojsko Polskie uderzyły znad Odry i Nysy Łużyckiej na Berlin. Pod wzgórzami Seelow natarcie Żukowa utknęło na trzy dni.
Powiązane wydarzenia
(04)Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.
- 11 kwietnia 1945 · Front zachodniWyzwolenie Buchenwaldu11 kwietnia 1945 roku do Buchenwaldu pod Weimarem dotarła amerykańska 6 Dywizja Pancerna. W obozie, opanowanym przez konspirację, było ok. 21 tys. więźniów.
- 4 kwietnia 1945 · Front zachodniWyzwolenie obozu Ohrdruf4 kwietnia 1945 roku żołnierze 3 Armii USA weszli do Ohrdruf, podobozu Buchenwaldu w Turyngii – pierwszego obozu nazistowskiego wyzwolonego przez Amerykanów.
- 25 kwietnia 1945 · Front zachodniSpotkanie nad Łabą25 kwietnia 1945 patrole amerykańskiej 69 Dywizji Piechoty spotkały czerwonoarmistów nad Łabą pod Strehlą i w Torgau. Rzesza została przecięta na dwie części.
- 15 kwietnia 1945 · Front zachodniWyzwolenie Bergen-Belsen15 kwietnia 1945 roku Brytyjczycy weszli do obozu Bergen-Belsen. Zastali tam około 60 tysięcy chorych więźniów i ponad 13 tysięcy niepogrzebanych zwłok.