TheSecondWar.pl
en
← Oś czasu

Naloty na Berlin w listopadzie

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
27 listopada 1943
Autor:
Łukasz
Tagi:
RAF, Arthur Harris, Joseph Goebbels, ludność cywilna

Pod koniec listopada 1943 roku Berlin przeżył najcięższy tydzień bombardowań od początku wojny. W ciągu pięciu dni RAF Bomber Command trzykrotnie wysłał nad stolicę Rzeszy po kilkaset ciężkich bombowców: w nocy z 22 na 23, z 23 na 24 i z 26 na 27 listopada. Pierwszy z tych nalotów okazał się najskuteczniejszym atakiem RAF na Berlin w całej wojnie. Spłonęły całe kwartały zachodnich dzielnic, w gruzy obróciły się Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma, gmach Deutsches Opernhaus w Charlottenburgu i znaczna część ogrodu zoologicznego, a ofiary liczono w tysiącach. Kalendaria notują ten tydzień trzema zapisami – o zniszczeniu opery (23 listopada), o kontynuacji ciężkich bombardowań (24 listopada) i o wielkich stratach wśród ludności cywilnej (27 listopada) – ale wszystkie dotyczą jednej serii ataków.

Kampania przeciw stolicy

Seria listopadowych nalotów była częścią kampanii, którą marszałek lotnictwa Arthur Harris rozpoczął w nocy z 18 na 19 listopada 1943 roku. Brytyjczycy nazwali ją bitwą o Berlin. Na początku listopada Harris przekonywał Winstona Churchilla, że ciągłe ataki na stolicę – najlepiej wspólnie z Amerykanami – mogą zniszczyć miasto „od końca do końca” i kosztować Niemcy wojnę, za cenę 400–500 utraconych bombowców. Amerykańska 8 Armia Lotnicza, wykrwawiona w październiku nad Schweinfurtem, nie mogła się jednak przyłączyć i Bomber Command działał sam.

Pierwszy nalot nowej kampanii – 440 Lancasterów z 18 na 19 listopada – trafił na grubą warstwę chmur i wyrządził stosunkowo niewielkie szkody. Berlin był zresztą celem trudnym: rozległy, o szerokich ulicach i murowanych kamienicach z piwnicami, które dawały schronienie i utrudniały rozprzestrzenianie się ognia. Miasta broniła najsilniejsza w Rzeszy obrona przeciwlotnicza, z trzema wieżami flakowymi w Tiergarten, Friedrichshain i Humboldthain. Od sierpnia, po katastrofie Hamburga, władze miasta przygotowywały się na najgorsze – ewakuowano kilkaset tysięcy kobiet i dzieci, przebijano przejścia między piwnicami, oczyszczano strychy z łatwopalnych rupieci.

Długie listopadowe noce pozwalały bombowcom dolecieć nad cel i wrócić w ciemności. Pogoda była zwykle fatalna, więc nawigatorzy i Pathfinderzy (8 Grupa, oznaczająca cele) polegali na pokładowym radarze H2S, który pokazywał zarys terenu pod chmurami. Gęste zachmurzenie utrudniało celowanie, ale też trzymało na ziemi część niemieckich nocnych myśliwców.

Noc z 22 na 23 listopada

Wieczorem 22 listopada nad Anglią wystartowały 764 bombowce – 469 Lancasterów, 234 Halifaxy, 50 Stirlingów i 11 Mosquito. Było to najliczniejsze uderzenie na Berlin od początku wojny. Nad miastem leżały gęste chmury, ale Pathfinderzy, kierując się radarem, rozrzucili nad nim skupioną wiązkę flar na spadochronach, a załogi głównej siły bombardowały w ich środek. Pathfinderzy oznaczyli cel około godziny 20. Stracono 26 maszyn (według części zestawień 25), około 3,4 procent formacji – jak na Berlin niewiele, bo niemieccy nocni myśliwcy w większości nie wystartowali z zamglonych lotnisk.

Bomby i setki tysięcy zapalających bomb małego kalibru spadły przede wszystkim na dzielnice mieszkalne na zachód od centrum: Tiergarten, Charlottenburg, Schöneberg, Wilmersdorf i Spandau. Dzięki suchej pogodzie w kilku miejscach powstały burze ogniowe – mniejsze niż w Hamburgu czy miesiąc wcześniej w Kassel, ale niszczące całe kwartały. Wypalony został neoromański Kościół Pamięci przy Kurfürstendamm, którego okaleczona wieża stoi do dziś jako pomnik wojny. Spłonął gmach Deutsches Opernhaus przy Bismarckstraße – sceny podległej ministerstwu propagandy Josepha Goebbelsa, rywalizującej z Operą Państwową Göringa. Zespół grał potem do końca wojny w Admiralspalast. Ciężko uszkodzona została Nowa Synagoga, od lat używana przez Wehrmacht jako magazyn, a także pałac Charlottenburg, kilka kościołów, gmachy ambasad brytyjskiej, francuskiej, włoskiej i japońskiej, koszary w Spandau oraz zakłady Telefunkena, Siemensa, Osramu i Daimler-Benz.

Ogromne straty poniósł ogród zoologiczny przy Tiergarten. Zginęła mniej więcej jedna trzecia zwierząt, które jeszcze w nim pozostały, w tym siedem słoni w zburzonej słoniarni. Następnych dni po mieście krążyły fantastyczne pogłoski o krokodylach i wężach czających się nad Landwehrkanal i o tygrysie, który miał się schronić w ruinach kawiarni Josty.

Według niemieckich raportów policyjnych, na które powołują się kanadyjska historia oficjalna i niemieccy badacze, zginęło ponad 1750 osób, w tym około 500 w jednym dużym schronie, który dostał bezpośrednie trafienie; blisko 7 tysięcy zostało rannych, a około 175–180 tysięcy straciło dach nad głową. Inne opracowania, uwzględniające ciała odnalezione później w gruzach, podają około 2 tysięcy zabitych. Spłonęło też kilka milionów kartek żywnościowych.

Druga noc – 23 na 24 listopada

Harris uderzył ponownie już następnego wieczoru, gdy w Berlinie wciąż szalały pożary. 23 listopada nad miasto poleciały 383 bombowce, prawie wyłącznie Lancastery. Bombardowanie, prowadzone znów przez chmury według znaczników zrzuconych na radar, trwało od mniej więcej 19:58 do 20:15. Tym razem niemiecka obrona była lepiej przygotowana: kontrolerzy nocnych myśliwców zastosowali taktykę Zahme Sau, naprowadzając maszyny do strumienia bombowców i nad sam cel. RAF stracił 20–21 samolotów, ponad 5 procent formacji.

Bomby spadły znów na dzielnice już zrujnowane poprzedniej nocy oraz na centrum. Zniszczone zostały m.in. zakłady silników lotniczych i fabryki Siemensa oraz BMW w Charlottenburgu, zniszczona została elektrownia w Spandau. Ponownie trafiony został ogród zoologiczny. Według niemieckich raportów, przytaczanych przez kanadyjską historię oficjalną, zginęło 1315 osób, 6383 zostały ranne, a kolejne około 300 tysięcy straciło mieszkania. Część opracowań podaje liczbę zaokrągloną do około tysiąca zabitych.

Spotykany pod datą 24 listopada zapis („ciężkie bombardowanie Berlina trwa”) odnosi się do skutków tej właśnie nocy: bomby spadły wieczorem 23 listopada, pożary gaszono przez cały następny dzień. Kolejnej nocy, z 24 na 25 listopada, nad Berlinem pojawiło się tylko sześć Mosquito, a planowany na 25/26 listopada duży nalot odwołano z powodu pogody (główna siła poleciała tej nocy na Frankfurt).

Trzecia noc – 26 na 27 listopada

Trzeci wielki nalot tygodnia przygotowano z nowym podstępem. Wieczorem 26 listopada nad kontynent poleciały dwie formacje: 443 Lancastery (wraz z 7 Mosquito) na Berlin i 178 bombowców na Stuttgart. Do okolic Frankfurtu nad Menem leciały jedną trasą i dopiero tam się rozdzieliły. Niemieccy kontrolerzy uznali, że celem jest znów Frankfurt – według kanadyjskiej historii oficjalnej sam Göring, obecny tej nocy w stanowisku dowodzenia obrony powietrznej Rzeszy, kazał skierować tam wszystkie myśliwce. Nad Berlinem niebo chwilami się przejaśniło i bombowce zastały silny ogień artylerii przeciwlotniczej, a część nocnych myśliwców, wprowadzonych wcześniej w strumień bombowców nad Holandią, towarzyszyła im aż do celu. Z formacji berlińskiej zginęło 28 Lancasterów (6,3 procent), a kolejne maszyny rozbiły się po powrocie w gęstej mgle nad angielskimi lotniskami.

Tym razem większość bomb spadła na północne przedmieście Reinickendorf, dzielnicę na pół przemysłową, oraz na centrum i Siemensstadt z jej zakładami elektrotechnicznymi. Ciężko trafione zostały zakłady Alkett w Borsigwalde – główny producent dział pancernych StuG III. Goebbels zanotował w dzienniku, że fabryka jest „niemal całkowicie zniszczona”, a z produkcji wypadły maszyny i narzędzia praktycznie nie do zastąpienia. Według zestawień produkcji Alkett wyprodukował w październiku 1943 roku 255 StuG III, a w grudniu zaledwie 24; produkcję częściowo przeniesiono do nowych hal, a 6–7 grudnia sprawą zajmowała się narada u Hitlera. Władze miejskie odnotowały po tej nocy 981 zniszczonych domów, około 25 tysięcy nowych bezdomnych i około pięćdziesięciu ciężko uszkodzonych lub zniszczonych zakładów. Liczba zabitych tej nocy była – sądząc z zestawień dla całego tygodnia – wyraźnie mniejsza niż w dwie poprzednie noce – obiegowe sformułowanie o „ogromnych stratach cywilnych” pod 27 listopada trzeba więc rozumieć jako bilans całego tygodnia, a nie samej trzeciej nocy.

Miasto po nalotach

Jako gauleiter Berlina i zarazem przewodniczący komitetu do spraw szkód wojennych w miastach Rzeszy, Joseph Goebbels osobiście kierował akcją ratunkową. Rano 23 listopada zapisał w dzienniku: „Wszędzie płonące pożary… Komunikacja w beznadziejnym stanie… Zniszczenia w dzielnicy rządowej oraz na zachodnich i północnych przedmieściach są przerażające… Wydaje się, że rozpętało się nad nami samo piekło”. Do miasta ściągnięto żołnierzy, saperów, jeńców wojennych i robotników przymusowych do odgruzowywania; uruchomiono kuchnie polowe, rozdawano dodatkowe przydziały żywności, a tysiące pogorzelców wywieziono pociągami specjalnymi na prowincję. Goebbels z ulgą zanotował 26 listopada, że pożary wokół Wilhelmplatz zgasły, a powrót do „jakiego takiego porządku” zajął dwa dni zamiast spodziewanych tygodni. Propaganda podkreślała opanowanie berlińczyków i zapowiadała odwet; prasa zagraniczna, przez miesiące trzymana z dala od bombardowanych miast, została 23 listopada zaproszona przez biuro prasowe Auswärtiges Amt na konferencję w zrujnowanej stolicy.

Odbudowa ogrodu zoologicznego otrzymała priorytet polityczny – minister uzbrojenia Albert Speer, którego ministerstwo również ucierpiało w nalotach, skierował do prac porządkowych 750 jeńców wojennych.

Bilans tygodnia

Trzy listopadowe noce były dla Berlina najcięższą próbą od początku wojny. Według zestawień przytaczanych w literaturze angielskiej w samym tygodniu 22–27 listopada zginęło blisko 4 tysiące mieszkańców, około 10 tysięcy zostało rannych, a od 400 do 450 tysięcy straciło dach nad głową. Dokładne liczby różnią się w zależności od źródła i od tego, czy uwzględniają zmarłych z ran oraz ciała wydobyte z gruzów w następnych tygodniach. Wśród ofiar byli też robotnicy przymusowi i jeńcy, dla których – podobnie jak dla Żydów pozostających jeszcze w mieście – schrony często były niedostępne. Bomber Command stracił w trzech nalotach na Berlin ponad 70 bombowców i kilkuset lotników, nie licząc maszyn rozbitych po powrocie.

Dla Harrisa tydzień był zachętą: zdjęcia lotnicze pokazywały rozległe połacie wypalonych dzielnic, a meldunki wywiadu mówiły o chaosie w stolicy. Kontynuował ataki, przekonany, że Berlin można złamać tak jak Hamburg.

Znaczenie

Listopadowe naloty były najbardziej niszczycielską fazą kampanii, którą Brytyjczycy nazwali bitwą o Berlin. Bomber Command atakował stolicę Rzeszy jeszcze kilkanaście razy, aż do nocy z 24 na 25 marca 1944 roku, a w tym czasie bił też w inne miasta, by rozpraszać niemiecką obronę. Kampania nie przyniosła jednak tego, co obiecywał Harris. Berlin – rozległy, murowany, dobrze broniony i zwykle przykryty chmurami – nie spłonął jak Hamburg, a niemiecka nocna obrona myśliwska stale rosła w siłę. Straty Bomber Command w całej kampanii (od listopada 1943 do marca 1944 roku) przekroczyły tysiąc samolotów, z czego ponad 500 w samych nalotach na Berlin; noc z 30 na 31 marca 1944 roku nad Norymbergą, kosztująca 95 bombowców, stała się symbolem kryzysu brytyjskiej ofensywy nocnej. Większość historyków ocenia bitwę o Berlin jako porażkę Harrisa.

Dla berlińczyków listopad 1943 roku był początkiem życia w gruzach. Liczbę ofiar wszystkich nalotów na Berlin w czasie wojny niemiecki historyk Olaf Groehler, opierając się na dokumentach, oszacował na około 30 tysięcy (inne szacunki wahają się od około 20 do blisko 50 tysięcy) – mniej niż w samym Hamburgu latem 1943 roku. Najcięższe ataki przyszły na stolicę jeszcze w 1945 roku, z rąk amerykańskich bombowców dziennych. Wypalona wieża Kościoła Pamięci, zachowana przy nowym kościele zbudowanym w latach 1959–1963, przypomina dziś o nocy z 22 na 23 listopada 1943 roku.

W tym samym czasie

(04)

Gdzie indziej, w ciągu tygodnia.

Powiązane wydarzenia

(04)

Ta sama bitwa, ci sami ludzie lub temat.